A Ty pomagasz przy Twoim dziecku?

with 5 komentarzy

tata„Mój mąż, chłopak, partner nie pomaga mi przy dzieciach”. Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, kiedy słyszę lub czytam to zdanie, miałabym na koncie niezłą sumkę. Te słowa płyną z tak wielu stron, że wydaje się to niewiarygodne, absurdalne wręcz. Na mamuśkowych grupach, w dyskusjach pod blogowymi wpisami, w prywatnych wiadomościach i rozmowach wciąż ten sam, przygnębiający refren. Dziewczyny, skąd Wy bierzecie takich facetów? Panowie, co w Wami?!?

 

To nie jest tekst o podziale domowych obowiązków. To nie jest tekst o tym, że w partnerskim związku w domu się nie pomaga, tylko domem się razem zajmuje. O tym już było, możecie poczytać TUTAJ, bo tekst – choć napisałam go dawno temu – do tej pory budzi u niektórych zdziwienie, które z kolei nie przestaje mnie zadziwiać. To nie jest tekst o tym, kto więcej pracuje, kto bardziej zmęczony i komu się bardziej odpoczynek należy. To jest tekst o dziecku. Twoim dziecku.

 

Obowiązek czy przyjemność?

Bo przecież to o nie tak naprawdę chodzi, czyż nie? O tego wpatrzonego w Ciebie chłopca, o tę zakochaną w Tobie dziewczynkę, których sprowadzasz na świat. Ze których jesteś odpowiedzialny. Pod których przyszłość już dziś kładziesz fundamenty. W tym całym natłoku codziennych obowiązków, w tym pędzie, w tym biegu, zapominamy czasem, że dziecko to nie obowiązek, nie ciężar, nie lista zadań do wykonania, ale przede wszystkim szczęście. Tak, szczęście po prostu.

To suma małych gestów. Delikatne paluszki oplatające dorosły palec. Dołeczki w policzkach, śmiejące się oczy, zawadiacko zadarty nosek. To radosne okrzyki „tato, tatuś!”, kiedy wracasz z pracy, dziki rytm wystukiwany małymi piętami, które pędzą na spotkanie po całodziennej tęsknocie. To lawina pytań, z których każde jest ważne, najważniejsze na świecie, nawet jeśli pada już drugi, piąty, sto czterdziesty ósmy raz w tym tygodniu. To podziw, to zachwyt, to wiara, że tata zaradzi, tata potrafi, tata może wszystko. To także łzy, smutek, gniew, rozpacz i cała gama tych emocji, z których natłokiem nie radzi sobie mała głowa, a które w cierpliwych, dorosłych, mocnych ramionach mogą ucichnąć szybciej niż letnia burza.

 

Sam dla siebie

Na swoją relację z dzieckiem każdy z nas pracuje sam. Sam dla siebie. Sama mama, sam tata. Gdzieś pośród utarczek i kłótni o to, kto miał cięższy dzień i kto bardziej zmęczony, ten prosty fakt czasem znika nam z oczu.
A dzieci rosną szybko, szybciej, niż nam się wydaje. Więc kiedy, jak nie teraz, jak nie od samego początku, jest lepszy czas na bycie blisko, cieszenie się ich obecnością, budowanie więzi, która wzmacniać się będzie i procentować przez lata? Kiedy, jak nie teraz, jak nie od samego początku, cieszyć się słodkim zapachem niemowlaka, chłonąć ciepło malutkiego ciałka, roztapiać się, gdy cienkie ramionka oplatają szyję na dzień dobry i dobranoc?
Więc może i jesteś zmęczony. Może i w pracy miałeś naprawdę ciężki dzień. Może i wolałbyś pograć na komputerze zamiast zmieniać pieluchę. Ale wierz mi, te chwile trwają krótko i naprawdę, naprawdę nie chcesz ich przegapić.

 

Sam dla niego

A dzieci widzą wiele, więcej, niż nam się wydaje. W swojej pamięci, w swoim sercu zbierają jak skarby wszystkie wspólne chwile. Nie tylko te wyjątkowe, zaskakujące nowością, beztrosko zabawne, ale także – a może i szczególnie – te codzienne. Wspólne posiłki. Pomoc w założeniu niesfornej skarpetki. Spłukiwanie piany ze zbyt mocno namydlonych włosów. Smarowanie kanapki masłem i dżemem. Przyklejanie plastra na otarte na rowerze kolanko. Rysowanie dinozaura różową kredką. Ta lista nie ma końca, sam przecież wiesz.
Stała obecność, bliskość, pomoc, wsparcie w trudnych emocjach – tak się daje dziecku poczucie, że jest akceptowane, że jest bezpieczne. Że jest kochane po prostu. Więc może i jesteś wypompowany. Może i wkurza Cię to lego rozsypane w salonie. Może i wolałbyś poleżeć na kanapie i pogapić się w telewizor. Ale wierz mi, właśnie teraz jest moment, kiedy możesz zrobić coś znacznie lepszego dla siebie i dla swojego dziecka. Możesz mu pokazać, że jest Twoim priorytetem. A przy tym po prostu cieszyć się byciem tatą.

 

Pomagasz przy Twoim dziecku?

W naszym dorosłym świecie dziecko nader często, niestety, staje się kartą przetargową w partnerskich konfliktach i nieporozumieniach. W naszym dorosłym świecie nader często wszystko niepotrzebnie komplikujemy. A przecież to takie proste, banalnie proste. Zajmujesz się swoim dzieckiem nie dla Twojej dziewczyny, żony, partnerki. Zajmujesz się nim dla siebie i dla niego. I uwierz mi, z towarzyszenia małemu człowiekowi w dorastaniu można mieć więcej radości, więcej satysfakcji, więcej przyjemności niż ze wszystkich rozrywek świata razem wziętych. Trzeba tylko dostrzec to, że dziecko to nie przykry obowiązek, a szansa. Na bycie przyjacielem i przewodnikiem. Na zbudowanie najpiękniejszej relacji na świecie. I na zatonięcie w takiej bezwarunkowej miłości, jakiej nie znajdzie się nigdzie indziej.

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

5 Responses

  1. Czarna Skrzynka
    | Odpowiedz

    Mój dziadek nigdy nie dotknął się do małych dzieci, a miał ich piątkę. Stanowili z Babcią szczęśliwe małżeństwo i wszyscy pamiętamy go jako wspaniałego człowieka 🙂 Każde małżeństwo musi wypracować sobie samo podział obowiązków. Niektórym się udaje, niektórym nie 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bo relacje można budować na wiele sposobów 🙂 Chociaż w sumie to ciekawe, czy dzieci dziadka odbierają go tak samo jak wnuki.

  2. Monicystyka
    | Odpowiedz

    Wzruszyłam się…i będe chyba tą nieliczną, która Ci powie, że mój narzeczony nie pomaga mi przy dziecku, on po prostu opiekuje się swoim dzieckiem, wygrałam chyba los na loterii, z tego co piszesz 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mi się zawsze wydawało, że to jest naturalna kolej rzeczy. Mój tata spędzał z nami mnóstwo czasu, moi bracia są super tatusia mi, mój mąż szaleje za naszymi dziewczynkami. A potem wchodzę na grupy, rozmawiam z dziewczynami i widzę, że to wcale nie jest norma. Że dla wielu z nich jestem szczęściarą. Żal mi po prostu, że niektórzy faceci – może nieświadomie? – tracą te piękne chwile.

  3. RoMaO
    | Odpowiedz

    Choć psychika mężczyzny jest inaczej skonstruowana aniżeli u kobiety, to ja nie wyobrażam sobie bym mógł nie pomagać przy dziecku. Nie chcę oceniać innych mężczyzn, ale dla mnie z własnego doświadczenia, tatusiowanie to jedna z fajniejszych rzeczy na tym świecie – przekazywanie doświadczeń, wykuwanie dobrego charakteru, nauka ciekawych rzeczy (np. wspinania się po drzewach). Ja i dziecko to dwaj najwięksi, wybróbowani przyjaciele 🙂 Na dobre i na złe, bo takie też się zdarzają.

Skomentuj