Dlaczego tata jest taki ważny? Bo jest!!!

with 8 komentarzy

Zwykle stoją trochę w cieniu. Pierwsza zawsze jest mama, naczelna opiekunka, główna piastunka, dzieciowy decydent i organizator. Oni trochę z tyłu, bardziej do pomocy, bardziej jako wsparcie, bardziej interwencyjnie. Niby wiemy, że tata też jest ważny, ale trochę z przymrużeniem oka patrzymy na jego nieporadne często próby zmiany pierwszej pieluchy, na rajstopki dwulatki jakimś cudem wciągnięte na tyłek pięciolatka czy w końcu na koślawy warkoczyk przewiązany wstążką do pakowania prezentów na głowie pierwszoklasistki wyszykowanej przez tatulka na szkolną akademię. Stereotypy? Jasne, choć pewnie nie biorą się one znikąd. Ale powiem wam jedno – choćby nie wiem, ile wpadek i wpadeczek miał na koncie, choćby nie wiem, jak bardzo starał się przerzucić ciężar odpowiedzialności na mamę, tata jest – na dobre i na złe – tak samo ważnym rodzicem. A w przypadku córek może i nawet ważniejszym?

 

Zdziwieni? Kolejne i kolejne badania pokazują, że to właśnie tata ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądał partner (lub partnerzy…), z jakim jego córka zdecyduje się spędzić życie. Czy będzie ciepły i troskliwy, czy raczej zdystansowany i niedostępny? Czy będzie szanował swoją kobietę i traktował ją jak partnerkę, czy raczej wymuszał uległość i posłuszeństwo? Czy zaangażuje się we wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego, czy też zrzuci wszystkie obowiązki domowe na barki żony? Przytuli zmęczoną i zamówi pizzę, czy zrobi awanturę za brak zupy na stole? Zabierze dzieci na spacer czy raczej zasiądzie przed telewizorem zmęczony po pracy? Mniej lub bardziej świadomie, dziewczęta szukają w swoich związkach tego, co znają z dzieciństwa. Jeśli ich relacje z ojcem były dobre, jeśli tata stanowił dla nich wzór pozytywny, znacznie rośnie szansa na zbudowanie zdrowego, udanego związku. Jeśli ojciec jako mężczyzna daleki był od ideału, trudniej będzie wyrwać się z tego zamkniętego kręgu. Bo paradoks jest taki, że – choć obiecują sobie, że znajdą mężczyznę zupełnie innego – takie dziewczęta podświadomie lgną właśnie do tych typów, których miały unikać. I choć nie możemy przerzucić całego ciężaru na tatusiów, bo na wizję idealnego związku, jaką budują sobie nasze dzieci, wpływają też mamy i całokształt relacji między rodzicami, to jednak myśl, że wasz przyszły zięć może być waszym lustrzanym odbiciem powinna trochę dawać do myślenia. Czyż nie, panowie?

Jestem z domu, który nie był do końca typowy. Trzydzieści lat temu, kiedy urlop macierzyński trwał 26 tygodni, a zajmowanie się dzieckiem było domeną głównie kobiecą, moi rodzice zdecydowali się podjąć decyzję niezwykłą – mama wróciła do pracy, a tata został z nami, maluszkami (moim bratem i mną) w domu. W rodzinie, a pewnie i poza nią, wzbudziło to sporą sensację. Mężczyźni śmieszkowali, pokpiwali z tego, kto nosi spodnie w rodzinie, podczas gdy frakcja babska zachodziła w głowę, jak on sobie z dziećmi poradzi. Że facet? Że tata? Ano poradził sobie. I to poradził znakomicie, choć dopiero teraz, z perspektywy czasu, mam świadomość jak trudne to musiało byś zadanie, skoro towarzyszyło mu powszechne powątpiewanie, niedowierzanie, zdziwienie.

Kiedy dziś myślę o moim dzieciństwie, widzę tatę, mojego tatę, tylko w jasnych, ciepłych barwach. Setki, tysiące migawek pełnych uśmiechu, troski, ciepła, wspólnych wygłupów. Miłości. Bezwarunkowej i wszechobecnej. Jak cieszyłam się, kiedy to on wyprawiał mnie do zerówki, bo zamiast wielkich kokard na warkoczach, w których lubowała się babcia (a które zawsze kończyły w worku na buty od razu po przekroczeniu progu domu), wiązał mi włosy w prosty kucyk. Jak uczył mnie łowić ryby i wcale, ale to wcale nie zdenerwował się, kiedy zaczepiłam haczyk na dębie dziesięć metrów nad głową. Jak holował mnie i mój żółty rowerek, kiedy nie miałam siły pedałować w drodze powrotnej z wycieczki rowerowej. Jak uczył mnie pływać, kopać piłkę, ostrzyć nożem patyk do pieczenia kiełbaski na ognisku, malować sufit, tańczyć walca i kłaść tapetę… Mogłabym tak wymieniać bez końca.

Mogłabym tak wyliczać, nawlekać na nitkę setki wspomnień, setki migawek, które łączy ze sobą jedno – że był, zawsze był. Wtedy, kiedy był potrzebny. Jeśli nie było chętnych rodziców na klasową wycieczkę rowerową, to on wsiadał na swój składak i pedałował z nami, a potem kleił dziurawą dętkę roweru koleżanki. Jeśli ja czy moi bracia jechaliśmy na zawody, to on siedział z mamą na trybunach i dopingował nas bez względu na to, czy przybiegaliśmy pierwsi czy ostatni i czy nasza drużyna wygrywała czy dostawała bęcki. Jeśli trzeba było odebrać mnie i moje koleżanki z imprezy, to on w środku nocy wsiadał w auto i nigdy, przenigdy nie robił z tego problemu (ba, nawet sam to proponował!). Jeśli na klasową dyskotekę w klasie szóstej nie przyszedł opiekun i impreza miała zostać odwołana, to on zgodził się go zastąpić, choć oznaczało to, że przez pięć godzin kiblował w pokoju nauczycielskim z katechetą i polonistką, której nie znosił. Oj, tato, ja to wszystko, wszystko pamiętam, wiesz?

I nie myślcie sobie, że było zawsze różowo, bo przecież tarć nie da się uniknąć. Bo przecież gdzieś po drodze wkurzasz się, że nie wszystko możesz, że ktoś ci zawraca głowę, że cię pilnuje. Bo przecież już jestem prawie dorosła!!! Dziś to widzę, ja, córeczka tatusia, i na myśl o tych scenach, które wtedy doprowadzały mnie do szału, płaczę… ze śmiechu. Jak do mojego kolegi, który mówi „panie Marku, ja to chciałbym mieć takiego teścia jak pan”, wypala bez wahania „możesz sobie pomarzyć”. Jak przez telefon wyjaśnia mojemu adoratorowi, że będzie mógł zabrać mnie na randkę, jeśli w końcu zacznie strzelać gole. Jak otwiera szampana na balkonie, kiedy dowiaduje się, że zerwałam z facetem, za którym – delikatnie mówiąc – nie przepadał. Jak MUSI zamiatać podwórko właśnie wtedy, kiedy odwiedzili mnie koledzy. „Nie przeszkadzajcie sobie”. I ta miotła, którą prawie szura nam po butach. Tato, byłeś i jesteś niesamowity!

Powiecie może – ten to miał łatwo, jak siedzisz w domu z dziećmi, to masz czas budować więź od samego początku. Ale to wcale nie tak. Bo przecież ten nasz wspólny czas nie trwał wiecznie. Był powrót do pracy, były zmiany. To były inne czasy. PRL-owska bieda zmuszała do trudnych wyborów, do decyzji wbrew sercu. Do pracy za granicą, która oznaczała długie tygodnie, miesiące nieobecności w domu. Trudnej dla niego może i bardziej niż dla nas. Po to, żeby było na rachunki, na jedzenie, na ubrania. I na soczki z rurką i czekoladę z wielkimi orzechami laskowymi, którą zawsze dla nas przywoził. I na zabawki kupione „zagranicom”, wyczekane, wymarzone, wyśnione. Ciężko zapracowane. Niektóre z nich mam do dziś. Ale też jak dziś pamiętam, jak w wielki piątek od bladego świtu czekaliśmy na niego w korytarzu, tuż obok drzwi wejściowych, żeby już przy wejściu rzucić mu się na szyję, wytulić, wykochać, opowiedzieć o wszystkim, wypytać o wszystko. Nie wypuszczać z ramion. Bo w końcu był znowu z nami. Naprawdę był. Bo to właśnie pamiętam z dzieciństwa najbardziej – choć czasem musiał wyjechać, choć czasem okoliczności zmuszały, to kiedy wracał, kiedy w końcu wracał, był cały dla nas. Zawsze. Bez wyjątku. Bez wymówek. Pomimo zmęczenia, pomimo obowiązków, pomimo całej reszty. W jakiś magiczny sposób potrafił sprawić, że czuliśmy się najważniejsi na świecie. Uczył nas, uczył mnie priorytetów, które zostały mi do dziś.

Dziś Dzień Ojca. Ważny dzień. Zawsze mam wrażenie, że zostaje gdzieś trochę w cieniu Dnia Matki, że łatwiej nam przychodzi mówić właśnie o niej, o jej roli, jej instynkcie, jej opiece. Że to do niej łatwiej powiedzieć „kocham Cię”, „dziękuję Ci”, bo to takie kobiece, takie miękkie, takie sentymentalne. Tata jest przecież męski, twardy, nie ulegający wzruszeniu. A ja wam powiem, że jeden z najwspanialszych, najpiękniejszych momentów mojego życia, to ta chwila – także w Dzień Ojca, dokładnie pięć lat temu! – kiedy mój tata, mój dzielny, odważny, silny tata, stoi ze mną w progu kościoła, trzyma mnie za rękę, żeby zaprowadzić mnie do ołtarza. I ma wilgotne oczy. Dokładnie tak samo jak ja. Bo chociaż czasem o tym zapominamy, ojcowie mogą tak samo jak mamy głęboko, uczuciowo przeżywać rodzicielstwo, nawet jeśli wyrażają i okazują to na swój sposób. I jestem pewna, wiem to na pewno, że oni też czekają na te słowa, które nam – zwłaszcza w dorosłym wieku – często niełatwo przechodzą przez gardło. To lepszy prezent niż te wszystkie wymyślne gadżety. Proste słowa. Kocham Cię, Tato.

Badania mówią, że tata w dużym stopniu wpływa na to, jakiego partnera wybiera sobie córka, a ja mogę się tylko cieszyć, że tak jest. Dziś, kiedy patrzę na mojego męża, widzę w nim ciepło, troskliwość, czułość, mądrość, zaangażowanie, zaradność, które widziałam w tacie, jako mała dziewczynka. Widzę w nim tatę idealnego. I to samo widzą moje dwie córeczki. Co widzą wasze, panowie?

 

PS. Moja praca skończona. Teraz kolej na Ciebie! Jeśli spodobał Ci się mój tekst, polub go lub udostępnij! W Pozytywnym Domu każdy gość jest mile widziany!

8 Responses

  1. JoAsia
    | Odpowiedz

    Miło mieć pozytywne wspomnienia, są bardzo ważne. Swojej córce życzę aby jej tata szanował mamę i traktował jak księżniczkę. Wtedy będę miała pewność, że córka dobrze trafi 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ten szacunek wydaje mi się tutaj kluczowy. Jeśli dziecko widzi, że rodzice tak właśnie siebie traktują, to będzie to traktować jako normę w związku i takiej relacji będzie szukać. A o to przecież chodzi 🙂

  2. Sylwia
    | Odpowiedz

    Cieszę się, że masz takie piękne wspomnienia o tacie! 🙂 Mój mąż też został z Córką, a ja wróciłam do pracy. To bezcenne chwile, nawiązanie relacji, czas, który jest niepowtarzalny. Cieszę się, że miał okazję pobyć z nią w tym okresie.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mam wrażenie, że coraz więcej jest takich świadomych tatów, którzy nie chcą przegapić tych pierwszych miesięcy dziecka, bo wiedzą, że relację zaczyna budować się już właśnie wtedy. Jasne – wszystko jest potem do nadrobienia, jeśli ktoś się zagapi, a potem zapragnie wzmocnić więzi, ale jednak ten okres niemowlęctwa ma w sobie jakąś niesamowitą magię 🙂

  3. Dawid
    | Odpowiedz

    Jako nie-tata czytam sobie ten tekst i myślę nie tylko o moim dzieciństwie, ale przed wszystkim o bliskich i dalszych kamratach i znajomych, którzy w różnym wieku zostali ojcami. Widzę, jak różnie przeżywają tę rolę w zależności od wielu czynników, ale najbardziej fascynuje mnie ostatnio późne ojcostwo, chłopaków przed czterdziestką, którzy schodzili trochę świata i bardziej niż wychowywaniem w tradycyjnym sensie zajmują się rysowaniem map podróży dla swoich dzieciaków. Nie tylko zresztą w przenośni, również całkiem dosłownie pokazują im świat. A przez to – sposób bardzo otwartego funkcjonowania w nim, bez ostrego podziału na role mama-tata, za to z widoczną bliskością, która pozwala pobyć też osobno. I kiedy patrzę na swoich rówieśników, a potem włączam „Czterdziestolatka”, mam wrażenie, jakby świat tamtych ojców był o dwadzieścia lat starszy 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bardzo słuszna uwaga. Model rodzicielstwa, a na pewno bycia tatą, bardzo się zmienia w naszych czasach. Coraz więcej jest ojców bardzo świadomych swojej roli, wyczekujących na bycie tatą (także ze względu na coraz późniejsze zakładanie rodziny) i cieszących się nią. To już nie o spłodzenie i utrzymanie chodzi, nawet nie o wychowanie w sensie dyscypliny i dążenia do otrzymania „grzecznego dziecka”ale właśnie o pokazywanie świata, budzenie ciekawości, WSPÓLNE odkrywanie, WSPÓLNE wędrowanie przez życie. To jest piękne i to mnie bardzo cieszy. Dzisiejszy tata jest zupełnie inny niż tamten czterdziestolatek, chociaż pewnie obaj tak samo kochają swoje dzieci, choć okazują to w zupełnie inny sposób.

  4. Madreńcia
    | Odpowiedz

    Wspaniały wpis.Jak się czyta wspomnienie swojego dziecka z dzieciństwa w takich superlatywach to czujesz się spełnionym rodzicem i dumnym,że udało Ci się wychować dziecko na wspaniałego Człowiek:najwspanialszą córkę na świeci, najwspanialszą Matkę (obserwacja z boku) i mam nadzieje super żonę .
    Kochana córeczko!
    Dziękuje Bogu każdego dnia za dzień w którym Mi Cię dał.Dziękuje,że jesteś ,że dajesz mi tyle miłości,wzruszeń i akceptujesz taką jaką jestem .Wszystkim czytający tego bloga życzę, aby mieli taki kontakt ze swoimi dziećmi jak będą dorosłymi ludźmi.

  5. Justysiah
    | Odpowiedz

    O tak na podwozke z disco zawsze mozna bylo liczyc😂Swoja droga Ja sie ciesze ze Czarek nawiazal bardzo bliska relacje z Pola. Pola co prawda czasem marudzi ze tate Chce wymienic ale jak go ze 2 dni prawie nie widzi to rozpacza jakby sie swiat walil😂

Skomentuj