Dziadkowie moich dzieci

with 11 komentarzy

dziadkowieNie jest łatwo być babcią, nie jest łatwo być dziadkiem. Przeciwnie – to jedna z najbardziej wymagających i najtrudniejszych życiowych ról. Mówi się o tym mało. Zdecydowanie łatwiej jest stworzyć słodką laurkę albo skupić się na oczekiwaniach, jakie wnuki czy ich rodzice mają wobec dziadków. A jak to wygląda z drugiej strony?

 

Obdarzasz miłością dzieci, których wychowanie nie zależy od Ciebie. Starasz się zaangażować, a jednocześnie nie chcesz przekroczyć tej cienkiej linii, gdzie pomoc zmienia się w inwazję miru domowego. Patrzysz, jak Twoje dzieci wychowują Twoje wnuki często zupełnie inaczej, niż Ty byś to zrobił. Cisną Ci się na usta dobre rady, sugestie, uwagi, a jednocześnie czujesz, że musisz zaakceptować nowe porządki. mimo że niepokój o przyszłość maluchów pozostaje. Zastanawiasz się gdzieś po cichu, czy to, że oni wychowują inaczej, nie oznacza, że źle oceniają to, jak Ty kiedyś spisałeś się jako rodzic. Lawirujesz między swoją teraźniejszością, obowiązkami i planami, a potrzebami wnuków, oczekiwaniami ich rodziców i społeczną presją. To niełatwe. To wymagające.

 

A jednak

A jednak są babcie, które w byciu babcią są wyraźnie szczęśliwe. Które – akceptując fakt, że o wychowaniu dzieci decydują rodzice – potrafią stać się nieodłącznym, niezbędnym elementem dziecięcego świata. Cieszyć się wyjątkową pozycją w sercach wnuków, spełniać swoją rolę z wewnętrznym ciepłem, które ogrzewa całą rodzinę.

Są dziadkowie, na których możesz liczyć zawsze i bez względu na wszystko. Nawet jeśli nie wszystko im się podoba, potrafią wsadzić w kieszeń swoje zastrzeżenia, i podzielić się swoją siłą i mądrością. Pomocną złotą rękę wyciągnąć w największej potrzebie, ale i w zwykłych codziennych usterkach i kłopotach.

Są babcie, które potrafią cały dom przekopać – ręka w rękę z zapłakaną trzylatką – w poszukiwaniu zagubionej pluszowej krówki. Bo ta krówka jest ważna dla dziecka, a dziecko jest ważne dla babci. A potem razem świętować jej odnalezienie, jakby się właśnie skarb odnalazło.

Są dziadkowie, którzy cierpliwie wciągają skarpetkę na niecierpliwą małą stópkę. Po raz dwudziesty piąty od śniadania, choć dopiero jedenasta. Z łagodnym uśmiechem, bez krzty znużenia, bez złości. Choć każdy inny pewnie by już szału dostawał, że jak to znowu zdjęta, że nie można bez skarpet, że osiwieję z tym dzieckiem. Oni nie, oni to wykorzystują jak okazję do połaskotania małej stopy, wygłupiania się, kolejnej porcji żartów.

Są babcie, które dla wnuków mają tylko wyrozumiałość i miłość. Z anielską cierpliwością czytają po raz trzynasty tę samą bajkę albo od nowa zaczynają układanie ulubionej układanki, która wszystkim innym dorosłym dawno wyszła już bokiem.

Są dziadkowie, którzy – zakopani wśród zabawek na podłodze – dają się wnukom wciągnąć w świat gadających zwierzątek, szalonych autek, plastikowych ludzików. Budują szpital, robią zakupy, lecą na księżyc. Przez długie godziny. Bez żadnych objawów znudzenia, bez narzekania, bez szukania wymówek, za to z uwagą skupioną na dziecku, dla dziecka. Niezależnie od wszystkiego.

Są babcie, które dla wnuków zbierają zioła do koszyka, z własnego sadu gromadzą owoce, żeby zapachami i smakami domowych przetworów wypełnić ich dzieciństwo. Żeby czarnym bzem i maliną walczyć z kaszlem i glutem, a truskawkowym dżemem osłodzić najpyszniejsze desery w ponure zimowe dni.

Są dziadkowie, którzy króliki zaczynają hodować albo i gołębie, żeby nie musiały wnuki jeść mięsa szpikowanego antybiotykami. Buraki sadzą i ogórki, marchew i pietruszkę plewią, chociaż dla siebie wcale by nie musieli, dla siebie by im się już nie chciało grzebać w tej ziemi. Ale kiedy przyjeżdżają małe brzuszki z wizytą, chce się je wypełnić zdrowiem prosto z własnej grządki. Chce się buziaki umorusać maliną prosto z krzaczka, słodką jak żadna inna. Nawet jeśli to wymaga trudu, wysiłku, mozolnej pracy.

Są babcie, które wiedzą, że dla dzieci najbardziej liczy się wspólnie spędzony czas. Obecność, bliskość, zaangażowanie. Otwarcie na dziecięce potrzeby i pomysły. Wspólne wygłupy i żarty. Bieganie po rosie, zbieranie kwiatów, lepienie kulek z ciastoliny. Albo wylizywanie miski brudnej od masy sernikowej.

Są dziadkowie, którzy najlepsze zabawki potrafią wyczarować z niczego. Piaskową górkę zmienić w niedostępny zamek, różowy rowerek w karetę księżniczki, rolkę od papierowego ręcznika w trąbkę albo lornetkę. W zwykłym akwarium pokażą wnukom światy zaczarowane, w ogrodzie dżunglę odnajdą, na przydomowym boisku stadion piłkarski. Za jeden uśmiech dziecka, za jedno „dziękuję”, albo i za nic zupełnie. Z potrzeby serca.

Są babcie, które potrafią pocieszyć, utulić, wesprzeć w dziecięcych smutkach. Otrzeć łzy i nie dziwić się, że można płakać z tak błahego powodu, jak niewłaściwy kolor kubeczka czy rozwalona wieża z klocków. Bez złoszczenia się, że nie ma o co płakać, że daj spokój, że dość tych ryków.

Są dziadkowie, którzy strachy potrafią przepędzić jednym śmiesznym gestem lub słowem. Żartem przegonić chmury burzowe, a potwora spod łóżka dziurawym kapciem albo strzałem z kapiszona. Którzy pokołyszą na bujanym fotelu, opowiedzą bajkę, zaasekurują na wysokiej, tak bardzo wysokiej zjeżdżalni.

Są babcie, które bez mrugnięcia okiem przyjmą i to, że dziecko chce do mamy, że woli mamę, że w tym momencie mama koniecznie jest do szczęścia potrzebna. Które zrozumieją, że maluchowe potrzeby nie zawsze dają się podporządkować racjonalnej argumentacji. Nie obrażą się, kiedy wzburzone emocje wybuchną w dziecku krzykiem, płaczem czy bolesnym słowem. Babcie, które wiedzą, że taka awantura nie przekreśla, nie neguje miłości.

Są dziadkowie, którzy zaskarbili sobie taką miłość wnuków, że w ich obecności nieważni są rodzice, koledzy, kuzyni, zabawki. Tylko dziadkowa broda, nos, okulary. Wspólny śmiech, przytulasy, turlanie po dywanie. Bycie razem.

 

A jednak są

Są babcie i dziadkowie, którzy kochają wnuki zawsze i bez względu na wszystko. W radości i w smutku. W spokoju i w gniewie. Kiedy grzeczne i niegrzeczne. Do których wnuki pędzą jak na skrzydłach, a ich rodzice przyjeżdżają z niekłamaną przyjemnością.

Są babcie i dziadkowie, którzy dzieciństwo swoich wnuków wypełniają wspomnieniami cennymi jak perły. Pięknymi, kolorowymi, niezapomnianymi. Wspomnieniami, które po długich latach przywołuje się tylko ze łzami w oczach.

Są babcie i dziadkowie, którzy są po prostu najlepsi. Pod każdym względem.

Moje dzieci takich mają. A Wasze?

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

11 Responses

  1. Ania
    | Odpowiedz

    Mój synek ma najlepszą babcie na świecie, to moja mama 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dobrze słyszeć takie słowa. Babci też często je powtarzajcie 🙂

  2. super dzieciaczki
    | Odpowiedz

    Moje mają takiego dziadka, ale tylko on jest taki.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Taki dziadek to skarb 🙂 I wierzę, że czuje się doceniany, a wnuki kochane. To najważniejsze.

  3. Ania
    | Odpowiedz

    dziadkowie są potrzebni, przede wszystkim zeby uczyc dzieci empatii. Uczyć różnego pojmowania świata i akceptowania innego zdania. Tylko najpierw dzieci muszą zaakceptowac swoich rodziców jako dziadków a potem dopiero uczyć dzieci 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To prawda. Ale też każdy kij ma dwa końce. Rodzice muszą zaakceptować swoich rodziców jako dziadków, ale i dziadkowie muszą zaakceptować swoje dzieci jako pełnoprawnych rodziców 🙂

  4. RoMaO
    | Odpowiedz

    Cóż, ja nie mogę powiedzieć o dziadkach mojego dziecka, że nigdy nie ofiarowują mu dużo tego, co najcenniejsze – czas. Kiepsko wygląda ta relacja z mojej perspektywy, ale niestety nie mogę z tym walczyć. Nie pamiętam by dziadkowie wzięli 5,5-letnie dziecko do kina, na spacer… Oczywiście widzę to i odnoszę do tego, co ja otrzymałem od mojej babci i dziadka (rodziców mojej mamy). Wspominam ich bardzo ciepło, bo naprawdę otrzymałem od nich dużo miłości, ciepła i zrozumienia. I teraz, kiedy już jestem facetem w średnim wieku nie wstydzę się przyjść na ich grób, zaświecić lampkę, ofiarować modlitwę i ze szklanymi oczyma powspominać ciepło jak to dobrze było, kiedy byli obok mnie. Ja dalej ich kocham i coraz mocniej doceniam to, co zrobili dla mnie. A czy mój syn powie to samo kiedyś o swoich dziadkach? Tego nie wiem, naprawdę nie wiem…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja sobie powtarzam, że każdy człowiek sam pracuje na swoją relacje z dzieckiem i zbiera owoce swojego wysiłku. Może mi zależeć na dobrej relacji wnuków z dziadkami i mogę się starać im ułatwić budowanie więzi, ale nic na siłę się nie da zrobić. Cieszę się, że masz takie piękne wspomnienia dziadków. Ja moich też wspominam ciepło, choć teraz – jako dorosła osoba – widzę ich też w zupełnie innym świetle.

  5. Monika (Mama na całego)
    | Odpowiedz

    Bardzo mi się Twój wpis spodobał. Jest taki prawdziwy. Wzruszyłam się szczerze. Moje dzieci też mają babcie i dziadków. Nie są tacy, jak w Twoim obrazie, trochę podobni, trochę inni. Trochę też bardziej wymagający i mniej akceptujący (niestety). Ale są.
    Ważne są relacje między rodzicami i babciami/dziadkami. I ta akceptacja dla babć i dziadków, troska o nich..oraz świadomość, że babcia i dziadek to nie tylko babcia i dziadek.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Tak sobie myślę, że te relacje z dziadkami często są jednym z większych wyzwań w rodzicielskim życiu. Zwłaszcza, jeśli decydujesz się wychowywać dzieci inaczej, niż robili to Twoi rodzice i teściowie. Trzeba dużo wyrozumiałości i otwartości – z obu stron – żeby uniknąć tarć.

  6. TosiMama
    | Odpowiedz

    Tak, moje dziecko ma dobrych dziadków:)

Skomentuj