Twoje dziecko boi się lekarza? Możesz mu pomóc!

with 7 komentarzy

dziecko boi się lekarza

Nie oszukujmy się, większość z nas – pomijając może te przemiłe starsze panie, które na wizytę o 14.30 przychodzą pięć godzin wcześniej, żeby pilnować swojej kolejki – nie przepada za wizytami u lekarza. Pół biedy, jeśli w grę wchodzi zaprzyjaźniony doktor rodzinny, który wita nas jak dobrego znajomego, ale gdy trzeba wybrać się do dentysty, gastrologa czy urologa, to już nieco mniej kolorowo. A skoro nawet my, dorośli i rozsądni ludzie, czujemy obawy czy dyskomfort przed takim spotkaniem, to dlaczego dziwi nas, jeśli dziecko boi się lekarza?

 

Jak każda mama mam okazję bywać u doktorów z dzieckiem i niemal z każdą wizytą utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo często to my – dorośli – walnie przyczyniamy się do powstania czy pogłębienia dziecięcych lęków w tym zakresie. Bo przecież „nie ma się czego bać”, „nie bądź beksa”, „to wcale nie boli”, „tamta dziewczynka jest dzielna, a ty taki laluś”, „jak będziesz niegrzeczny, to pani zrobi ci zastrzyk”…

Nigdy nie ogarnę rozumem, jak ktoś może myśleć, że straszenie, szantażowanie, zmuszanie czy wyśmiewanie to dobra taktyka w budowaniu sensownej relacji na linii lekarz-dziecko. Jasne – czasem może wydawać się skuteczna, bo dziecko zrobi – ze strachu czy z nieświadomości – coś, czego od niego oczekujemy, ale to tylko pozorny sukces. Bo wizyty u lekarza, czy chcemy czy nie, to stały element rodzicielskiego życia i na tym polu jednorazowa wygrana może być tylko wstępem do długotrwałej serii porażek. Raz oszukany czy nastraszony maluch może potem na bardzo, bardzo długo skomplikować nam i sobie funkcjonowanie w medycznym świecie. Jeśli więc twoje dziecko boi się lekarza, to może zamiast wchodzić na ścieżkę walki i przymusu, lepiej spróbować pomóc mu odnaleźć się w trudnej dla niego sytuacji i jeśli nie polubić, to chociaż zaakceptować lekarzy? Tylko jak to zrobić?

 

Znajdź dobrego pediatrę!

Dobry pediatra to nie tylko doświadczony i dokształcający się specjalista, ale też – a może i przede wszystkim – człowiek z odpowiednim podejściem do dzieci. Pierwsze kontakty z lekarzem mogą bardzo wpłynąć na to, jak maluch będzie potem reagował na biały fartuch. Uśmiech, ciepło, duża dawka cierpliwości, empatii i wyrozumiałości to u pediatry podstawa. Liczy się też odpowiedni sposób komunikacji, podmiotowe traktowanie małego pacjenta, łagodny ton głosu i życzliwa rozmowa zamiast rozkazów i krzyków. To przecież logiczne – dziecko chętniej da się osłuchać czy zajrzeć do gardła miłej pani doktor niż surowej kobiecie, której tonu nawet ty sam się obawiasz.

Wiadomo, że nie zawsze wybór jest możliwy – jeśli do najbliższej przychodni masz 30 km i jest tam tylko jeden pediatra, to niewiele zdziałasz. Ale jeśli jakieś pole manewru istnieje, to warto z niego skorzystać.

 

Wytłumacz!

Maluchy rozumieją więcej niż nam się wydaje. I choć w przypadku niemowlęcia wywód o ważności leczenia raczej nie przyniesie rezultatu, to już taki dwulatek to dosyć kumata bestia. Jeśli wytłumaczysz mu, po co idziecie do lekarza, dlaczego to ważne, co się będzie tam działo, jest szansa, że będzie bardziej gotowy do współpracy niż gdy znienacka wciągniesz go do gabinetu i zaczniesz rozbierać.

Najbardziej obawiamy się zwykle nieznanego. Jeśli więc twoje dziecko boi się lekarza, to warto zadbać o to, żeby tych niewiadomych było w gabinecie lekarskim jak najmniej. Rodzaj tłumaczenia i ilość szczegółów trzeba oczywiście dostosować do wieku dziecka. Młodszemu wystarczy pewnie, że pani doktor słucha przez słuchawkę, czy bakterie nie buszują w płucach albo czy w gardle nie zrobiły się ałki. Starszak może być zainteresowany tym, jak funkcjonuje jego ciało, czemu służą konkretne przyrządy albo jak przebiegają niektóre choroby.

Wystarczy poszperać w księgarni czy w internecie, żeby znaleźć doskonałe „pomoce naukowe”. Książeczki z obrazkami części działa dla maluchów, komiksy, encyklopedie, albumy, gry… Można wymieniać bez końca. No i nie zapominajmy o genialnej mimo upływu lat serii „Było sobie życie”, która w bajkowej formie pokazuje, jak działa nasz organizm i pomaga w wyrabianiu dobrych nawyków (mycie zębów, odpowiednie posiłki, znaczenie ruchu itd.)

Szczególnie istotne są rozmowy i wyjaśnienia przed wizytami u takich lekarzy, których dziecko spotyka po raz pierwszy (np. u specjalisty), bo mogą one zmniejszyć niepokój wynikający z nowej sytuacji. Jeśli więc wiesz, że przed wami np. testy alergiczne, dowiedz się wcześniej, jak one wyglądają (porozmawiaj z lekarzem czy pielęgniarką, poczytaj, zapytaj kogoś, kto takie testy niedawno przechodził), i opowiedz o tym dziecku w zrozumiały dla niego sposób. Wytłumacz też, jaka będzie jego rola w tym badaniu i czego lekarz będzie od niego oczekiwał Trzymając się naszego przykładu skórnych testów alergicznych – „Pani pisze numerki na rączce. Potem obok numerków daje kropelki wody. A na koniec przyciska te kropelki takimi łopatkami. Ważne jest, żebyś nie ruszał rączkami, bo kropelki się pomieszają”

 

Nie kłam!

Tak naprawdę ten punkt powinien być chyba numerem jeden na tej liście, bo – mam wrażenie – jest numerem jeden wśród rodzicielskich grzechów. Kiedy tylko okazuje się, że nasze dziecko boi się lekarza, zaczyna się lawina pustych zdań. „To nic takiego”, „nie będzie bolało”, „nic nie poczujesz” – mówimy dzieciom, żeby je uspokoić, skłonić do współpracy, przekonać do uległości. Kłamiemy my, rodzice, kłamie personel medyczny. Bo przecież prawda jest taka, że zastrzyk boli, pobranie krwi to nie jest żaden komarek, a zmiana opatrunku na ranie to nic przyjemnego. Kłamiemy dzieciom prosto w oczy, podważając ich zaufanie i potęgując lęk, bo oszukane maluchy boją się już nie tylko bólu, ale i tego, że znowu ich ktoś oszuka.

I nie, nie chodzi o to, żeby straszyć dziecko, ale żeby przygotować je na to, co poczuje, i zapewnić mu potrzebne wsparcie. Upewnić, że w swoim strachu czy cierpieniu może liczyć na naszą bliskość, na nasze zrozumienie, na naszą pomoc. Powiedzieć – „ten zastrzyk trochę boli, ale wiemy, że jest bardzo ważny i potrzebny. Będę ciągle przy Tobie, możesz mnie trzymać za rękę albo bardzo mocno się we mnie wtulić”, „Pan doktor musi dokładnie przyjrzeć się twojemu gardłu, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze; Wiem, że otwieranie i trzymanie buzi tak szeroko nie jest wygodne. Jak będzie ci trudno wytrzymać, to ściśnij mnie mocno za rękę i poprosimy o przerwę”. Takie słowa nie przychodzą nam tak łatwo jak czcze zapewnienia, że wszystko będzie dobrze i nie ma się czego obawiać, ale procentują. Bo dają dziecku poczucie, że nikt nim nie manipuluje, nikt go nie oszukuje, nikt nie robi czegoś wbrew niemu. Że nawet jeśli dzieje się coś nieprzyjemnego, to ma przy boku kogoś, kto to rozumie i jest obok, żeby wesprzeć.

 

Nie strasz!

„Jak będziesz się tak brzydko zachowywała, to pani pielęgniarka zrobi ci zastrzyk”.  Tak właśnie powiedziała kiedyś babcia do na oko czteroletniej dziewczynki skaczącej z nudów w kolejce w przychodni. Zatkało mnie. Na szczęście przechodząca pielęgniarka okazała się bardziej wygadana. Szybko postawiła babcię do pionu, a dziewczynkę zapewniła, że nie zamierza jej niczego robić. Przykro to mówić, ale takie straszenie jest tyle częste, co głupie. Bo niby czemu ma służyć? Może i zdyscyplinuje wystraszone dziecko, ale nauczy je, że zabiegi medyczne nie są środkiem służącym poprawie zdrowia, a karą za „brzydkie zachowanie”. A potem wielkie zdziwienie, że dziecko boi się lekarza…

Straszymy szpitalem, zastrzykami, lekarzami, żeby dzieci się ciepło ubierały, nie ściągały czapki z głowy, myły zęby, brały lekarstwa czy nie jadły za dużo słodyczy. Ale nie tędy droga. Czym innym jest mówienie o konsekwencjach pewnych zachowań („Jeśli nie myjemy zębów, to bakterie robią w nich dziury. Wtedy ząb zaczyna boleć i trzeba iść do dentysty go wyleczyć”) a czym innym kreowanie przerażających wizji, które skutecznie zniechęcą malucha do współpracy, kiedy zajdzie taka potrzeba („Jak nie będziesz myć zębów, to będą cię bardzo boleć i będziemy musieli iść do dentysty, a borowanie to dopiero bardzo, bardzo boli”). Bo przecież nie wiesz, czy kiedyś – z powodów zupełnie niezależnych od zachowania dziecka – nie traficie do szpitala czy na fotel dentystyczny, a maluch już na starcie będzie tak przerażony, że nikt i nic nie będzie w stanie namówić go do współpracy.

 

Oswajaj przez zabawę!

Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, czasem maluch boi się lekarza tak po prostu. Wspomnienie zastrzyku, nieprzyjemności badania czy jakiś aspekt, którego nie jesteśmy w stanie zidentyfikować, sprawia, że na sam widok gabinetu dziecko zanosi się płaczem. Warto w takiej sytuacji spróbować „oswoić” lęk przed lekarzem przez wprowadzanie odpowiednich zabaw. Kilka pomysłów? Proszę bardzo:

– kup zestaw „mały doktor” i badajcie z dzieckiem zabawki albo siebie nawzajem

– na wizytę do pediatry zabierzcie ukochaną lalkę malucha i poproście lekarza, żeby najpierw zbadał właśnie ją

– zaopatrzcie się w kilka bandaży i róbcie opatrunki dla pluszaków

– wytnij z kartonu wielką szczękę z zębami, zróbcie w niej dziury, a potem zaklejajcie je plombami z plasteliny.

Lista pomysłów jest tak naprawdę nieograniczona i często wcale nie wymaga wielkich nakładów pracy czy inwestycji. A jeśli czeka was jakieś specjalistyczne badanie, pomyśl o zabawie, która pozwoli się do niego przygotować.

Jeśli lęk jest irracjonalny, czasami pomaga „rozebranie stracha na części”. Pozwala to dziecku zrozumieć, że rzeczywistość wcale nie jest taka straszna, jak mu się wydaje. U nas świetnie zadziałało to w przypadku testów alergicznych: „Czy boimy się nacisnąć klamkę i wejść do gabinetu? Nie. Czy boimy się usiąść na krzesełku? Nie. Czy boimy się położyć rączki na podstawce? Nie. Czy boimy się rysowania długopisem po skórze? Nie. Czy boimy się kropelek na rączce? Nie. Czy boimy się dotykania łopatką? Nie. Czy boimy się pożegnać się i wyjść? Nie. No to chyba niczego się nie boimy.” [jeśli dziecko odpowiada „tak”, to możemy rozbierać czynności na jeszcze mniejsze element, aż do granic absurdu – czy boimy się zrobić krok w stronę drzwi? Czy boimy się położyć palec na stole? A dłoń? A łokieć? Itd.]

 

Zaakceptuj i nie wyśmiewaj

Kiedy dziecko boi się lekarza albo jakiegoś zabiegu, najczęstszą reakcją dorosłych jest negowanie, albo – co gorsza! – wyśmiewanie jego emocji. „Nie ma się czego bać”, „to przecież nic strasznego”, „nie ma o co płakać” – mówimy z nadzieją sama nie wiem na co. Bo chyba nie wierzymy naprawdę, że takie słowa mogą kogoś uspokoić albo komuś pomóc. Jeśli dziecko boi się lekarza, badania czy nawet nieinwazyjnego zabiegu, to ma swoje powody, nawet jeśli dla nas nie są one jasne. Czuje to, co czuje, i żadne zaprzeczanie tego nie zmieni.

A może by tak zaakceptować uczucia dziecka? Nazwać je? Nie oceniać, a zrozumieć? Powiedzieć „masz prawo się bać, bo przecież to dla ciebie nowa sytuacja”, „płaczesz, bo się boisz i nie chcesz tu być?”, „płaczesz, bo wiesz, że zastrzyk trochę boli?”. Pokazać, że rozumiemy emocje, z jakimi boryka się nasze dziecko. Że są normalne. Przyznać, że sami też takie odczuwamy – że też czujemy lęk w nowych sytuacjach, że czasem płaczemy, że nie lubimy bólu. Opowiedzieć albo pokazać, jak sobie radzimy z trudnymi emocjami. Albo zwyczajnie przytulić, dać ciepło i bezpieczną przystań.

 

Sposób funkcjonowania naszej służby zdrowia nas nie rozpieszcza. Długie kolejki, niemal nieosiągalne wizyty u specjalistów, badania „na cito”, na które trzeba czekać trzy miesiące – wkurza nas to, denerwuje, martwi. Dziecko tego nie rozumie. Dziecko boi się lekarza, niepokoi się, płacze tu i teraz. Bez myślenia o tym, że na tego ortopedę czekaliśmy pół roku, a następny termin do usg jest za trzy tygodnie. Często wystarczy dać mu po prostu trochę czasu, przepracować z nim to, co się dzieje albo ma wydarzyć. Pospacerować po korytarzu, przejechać się windą. Przepuścić jednego czy dwóch pacjentów, skupiając się na dziecku, jego emocjach, jego potrzebach. Dla niektórych z was to zabrzmi pewnie banalnie lub naiwnie, ale to naprawdę działa.

Jesteśmy odpowiedzialni za dzieci i za ich zdrowie i w tej dziedzinie nie ma miejsca na kompromisy. Nie możemy zrezygnować z leków czy zabiegu dlatego, że dziecko nie ma na niego ochoty czy gwałtownie protestuje. Czasem, niestety – i oby to się działo jak najrzadziej – musimy coś zrobić wbrew jego woli i pomimo sprzeciwu. Dla jego dobra. Warto się jednak zastanowić, czy ta nasza troska i poczucie odpowiedzialności nie stają się czasem pretekstem do pójścia na skróty. Do lekceważenia tego, że nasze dziecko boi się lekarza. Zamiast tłumaczeń, siła. Zamiast negocjacji, przymus. Zamiast tłumaczenia i rozmowy, rozkaz i szantaż. Bo tak jest łatwiej i szybciej.

Opieka nad dzieckiem nie jest prosta. Opieka nad dzieckiem chorym jest jeszcze trudniejsza. Ale warto pamiętać, że tak samo trudne jest bycie chorym dzieckiem i funkcjonowanie w tym obcym, skomplikowanym, zimnych świecie niezrozumiałych rozmów, nieznajomych ludzi i nieprzyjemnych, a często bolesnych zabiegów. O wiele łatwiej jest się w nim odnaleźć, kiedy za rękę trzyma cię kochający przewodnik, a nie poganiacz niewolników. Czyż nie?

__________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

7 Responses

  1. Małgorzata Hert
    | Odpowiedz

    Fajny wpis, ten etap mam już za sobą… Moim zdaniem wszystko też zależy od podejścia lekarza. Jak się dziecko raz zrazi to koniec…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Jak się zrazu na początku to potem bardzo dużo trudu trzeba włożyć, żeby lekarza „oczarować”. Dlatego takie ważne jest rozsądne podejście od początku.

  2. Marzena Sak
    | Odpowiedz

    Moja mlodsza 3 lata do niedawna sie bala a nigdy nie miala ku temu powodu.Nawet powiem wiecej zawsze chodziła ze starsza ktora dzielnie wszystko u lekarza robiła.Poszla do przedszkola zmienilo sie podejscie 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A to też prawda, że na etapie przedszkola często wiele się zmienia. Wpływ innych dzieci a może i stopniowego dorastania do pewnych spraw.

  3. Wiola
    | Odpowiedz

    Mądry wpis! Nie kłamać dziecka i wytłumaczyć, o tak!;) zaskakująco duzo takie maluchy rozumieją:)

  4. Agata
    | Odpowiedz

    Mam podobne spostrzeżenia 🙂

Skomentuj