Czy Twoje dziecko musi iść do przedszkola?

with 14 komentarzy

przedszkolak

Przyszedł wrzesień, a wraz z nim facebookowe tablice zaroiły się od wpisów rodziców debiutujących przedszkolaków. Od dumy po obawy, od radości po strach, od ulgi po wyrzuty sumienia – pierwszym krokom maluszka na nowej drodze towarzyszy cała gama uczuć opiekunów. Ale jest coś jeszcze – wątpliwości. Posłać czy zostawić w domu? Czy to właściwy moment? Czy wybrałam dobrze? Czy nie robię mu krzywdy? Czy jestem wyrodnym rodzicem? Karuzela pytań sprawia, że przedszkolne początki bywają trudniejsze dla rodziców niż dla dzieci.

 

Jakby tego było mało, wokół pełno życzliwych, którzy zakwestionują lub skrytykują Twój wybór – ale jak to nie puszczasz trzylatka do przedszkola? Dzikusa wychowasz, nie będzie się rozwijał, nie nauczy się żyć w społeczeństwie. Bo JA to mojego posłałam, jak miał dwa lata i było dobrze. Bo MOJE dzieci to się świetnie w przedszkolu bawiły, a w domu nudziły. Bo JA to bym oszalała z nimi przez całe dnie. Posyłasz do placówki? Ale takiego maluszka? Lepiej go w domu zostaw? Co z Ciebie za matka? Takie małe dzieci to powinny być w domu. Będzie chorował, będzie płakał, będzie tęsknił. Bo MOJE to nienawidziły przedszkola. Bo JA to nie wyobrażałam sobie, żeby trzylatkę posłać na tyle godzin do obcych ludzi. Bo MOJE płakały na samą myśl, że mamy nie będzie w pobliżu. Ludzie patrzą na Ciebie i Twoje dziecko, oceniają Twoje decyzje, ale widzą tylko czubek własnego nosa. Wiecznie JA wiem lepiej, MOJE dzieci miały inaczej, lepiej, najlepiej. Nigdy nie zrozumiem, jak ktoś może mieć tyle tupetu, żeby twierdzić, że tylko jego droga jest właściwa. Nigdy mi się w głowie nie pomieści, ile trzeba mieć w sobie bezkrytycznego samozadowolenia, żeby oczekiwać, że inni powinni żyć dokładnie tak samo jak my, według jedynie prawidłowych zasad.

 

Droga Mamo, drogi Tato, mam Ci coś dziś do powiedzenia. NIC NIE MUSISZ. Przedszkole jest OPCJĄ dla rodziców i dla dzieci. Przedszkole nie jest obowiązkowe i nie dzieje się tak bez powodu. A powód jest tyleż prosty, co banalny. Wszyscy się od siebie różnimy i to w tej sytuacji ma kluczowe znaczenie.

 

  1. Dzieci się różnią

Może i Ola miała ledwie 2,5 roku, kiedy z uśmiechem weszła do przedszkola i nawet nie obejrzała się na zatroskaną mamę. Może i Krzyś w wieku 3 lat przed wejściem do placówki dostawał spazmów. Może i Jadzia dopiero jako czterolatka dojrzała do bycia przedszkolakiem. To wszystko nie ma znaczenia. Twoje dziecko jest inne niż wszystkie, jest wyjątkowe i ma prawo do tego, żeby jego wyjątkowość uszanować. To Ty, jako rodzic, znasz je najlepiej, i to Ty najlepiej potrafisz ocenić, czy wyruszyć do przedszkola już od tego września, a może poczekać jeszcze rok czy nawet dwa. To Ty widzisz, czy dziecko szuka i potrzebuje towarzystwa innych dzieci, czy nudzi się w domu, czy jest wystarczająco samodzielne, żeby odnaleźć się w nowym świecie. Jasne – masz prawo mieć obawy, masz prawo mieć wątpliwości, masz prawo szukać pomocy czy opinii innych, masz prawo nawet się pomylić, a potem – po konfrontacji z rzeczywistością – zmienić zdanie, ale nikt nie ma prawa ci wmówić, że wie lepiej od Ciebie, że robisz źle, że popełniasz błąd tyko dlatego, że robisz po swojemu.

Dzieci są różne – w tym wieku różnice rozwojowe mogą być kolosalne, a zmiany następować z tygodnia na tydzień. Jedne maluchy są rezolutne i odważne, inne ciche i nieśmiałe. Jedne prą do przodu i wiodą prym w grupie, inne wolą stać z boku i raczej się przyglądać. Jedne szybko i bezproblemowo adaptują się do nowych sytuacji, inne potrzebują czasu, spokoju, cierpliwości. Ani jedne, ani drugie nie są skazane na żywot przedszkolny czy domowy, ale warto wziąć pod uwagę ich predyspozycje. Bo prawda jest taka – żadne dziecko nie rodzi się z instrukcją obsługi, choć to by pewnie wiele ułatwiało. Dla zrównoważenia tego braku, rodzice dostają jednak swoją intuicję, która pozwala im odpowiadać na potrzeby dziecka najlepiej, jak tylko potrafią. Choćbyś przeczytał tysiąc książek, to nigdzie nie znajdziesz takiej, która została napisana pod Twoje dziecko. Nie ma poradnika „jak wychować Basię Z?” czy „jak przygotować do przedszkola Jasia N?” i właśnie dlatego warto przefiltrować przez swój zdrowy rozsądek wszystkie złote recepty i złote rady, które po drodze otrzymujesz.

 

  1. Rodzice (nie tylko mamy) się różnią

Choć najczęściej w domu z dziećmi zostają w Polsce mamy, to jednak coraz większe jest grono tatusiów, którzy aktywnie angażują się w opiekę nad dziećmi i którzy zmagają się z decyzją o tym, czy i kiedy wysłać malucha do przedszkola. I tutaj znowu nie ma jednej właściwej odpowiedzi, tak jak nie ma jednego prawidłowego wzorca rodzica. Są mamy i tatowie, którzy w domu z małymi dziećmi czują się świetnie, brylują w dywanowych zabawach, z uśmiechem na ustach animują gadające skarpetki i budują domki dla lalek z papieru toaletowego, pomysłami na kreatywne zabawy sypią jak z rękawa, a na placu zabaw czują się jak u siebie w domu. Są mamy i tatowie, którym wystarczy samotna godzina w tygodniu, żeby zregenerować siły, odzyskać energię i animusz, nabrać wiatru w żagle i bez strat na zdrowiu psychicznym wrócić do gadających kotków i latających kredek. Ale są i tacy rodzice, którzy duszą się w czterech ścianach, potrzebują towarzystwa innych dorosłych, rozmów wykraczających poza kaszki, kupki i zabawki, a po dwóch godzinach zabawy lalkami mają ochotę przegryźć sobie tętnicę szyjną. Ci pierwsi chętniej zostawią dzieci w domu, tym drugim wystarczy dochodząca od czasu do czasu niania, babcia czy ciocia, a ci trzeci z ulgą i radością zaprowadzą malucha do placówki. I wiecie co? To wszystko jest OK.

To, czy i kiedy wysyłasz dziecko do przedszkola, nie czyni cię lepszym czy gorszym rodzicem. Zmuszanie się do siedzenia w domu z dzieckiem, bo „co ludzie powiedzą”, jest równie absurdalne, jak wysyłanie go do przedszkola wbrew sobie i jemu tylko dlatego, że „inni tak robią”. Ty sam wiesz najlepiej, czy Twoja obecność w domu i Twoje bycie z dzieckiem daje satysfakcję i radość waszej dwójce czy też jest źródłem rosnącej frustracji, nudy i nerwów. Bo dzieci nie są głupie, czują i widzą więcej, niż nam się wydaje – sam odpowiedz sobie na pytanie, czy lepiej będzie im w domu z wkurzonym i zmęczonym rodzicem czy z pełną pomysłów, sympatyczną panią przedszkolanką. A może to raczej ten rodzic jest wulkanem energii i pomysłów, a rozstanie przyniesie wam smutek i tęsknotę zamiast ulgi i radości.

 

  1. Rodziny się różnią

Wbrew pozorom to nie jest powtórka punktu drugiego. Bo rodzice, ich postawy, potrzeby i podejście to jedno, a sytuacja rodzinna to coś innego. Powiedzmy sobie szczerze – nie zawsze i nie wszystko zależy od nas, bo żyjemy przecież w społeczeństwie, wśród ludzi, w sieci uwarunkowań, z których czasem nie da się wyplątać. Jedni mają do pomocy dziadków czy przyjaciół, inni żyją z dala od znajomych i muszą radzić sobie sami. Jedni mogą sobie pozwolić na wydłużony urlop wychowawczy, inni do pracy muszą wracać znacznie szybciej, niż by chcieli. Bo uwarunkowania zawodowe, bo finanse, bo kredyty, bo cały szereg różnych czynników, które trzeba wziąć pod uwagę.

Czy nam się to podoba, czy też nie, nasze wybory, także w zakresie przedszkola, to zwykle wypadkowa tego, co byśmy chcieli, i tego, na co pozwalają okoliczności. A te bywają czasem trudne i skomplikowane. Radzimy sobie z nimi najlepiej, jak potrafimy. Misternie układamy elementy układanki tak, żeby cała rodzina czuła się jak najszczęśliwsza, jak najbardziej zadowolona, jak najlepiej zaopiekowana. Po prostu szukamy najlepszego rozwiązania wśród tych, które są w naszym zasięgu. I nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy gorszymi rodzicami tylko dlatego, że odwlekamy lub przyśpieszamy decyzję o posłaniu malucha do przedszkola.

 

  1. Przedszkola się różnią

Byłoby idealnie, gdyby każde przedszkole było przyjazne, otwarte na potrzeby dziecka i dialog z rodzicami, pachnące świeżością, serwujące zdrową kuchnię, bezprzemocowe. Jaka jest rzeczywistość, wiemy wszyscy. Wprawdzie rozwijający się rynek i rosnąca konkurencja i w tym sektorze wymuszają zmiany na lepsze, ale są nadal placówki, których sposób funkcjonowania zostawia wiele do życzenia.

Może i Marysia, córeczka Twojej koleżanki, chodzi do przedszkola już od roku i jest zachwycona, ale ich placówka ma małe grupki, podczas gdy u was w jednej sali mieści się ponad dwadzieścia maluchów. Może i Józio już po kilku dniach biegł do przedszkola jak na skrzydłach, ale w jego placówce na adaptację przeznaczono kilka tygodni, a u was nie ma jej wcale. Może i Zosia uwielbia swoją nową ciocię, ale w jej przedszkolu stawia się na bliskość i porozumienie bez przemocy, a w tym waszym panuje rygor w bardzo tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Te wszystkie czynniki warto uwzględnić, kiedy podejmujemy decyzję o posłaniu naszego malucha do przedszkola. Bo to wcale nie są nieznaczące szczegóły, to wcale nie są fanaberie, to wcale nie są wymysły.

Świetnie, jeśli jako rodzic masz wybór i możesz zdecydować się na miejsce, które jednocześnie podoba się dziecku i budzi twoje zaufanie. Gorzej, jeśli wyboru nie ma wcale, albo ten, który jest dostępny, nie spełnia twoich oczekiwań. Możesz wtedy wybrać najlepszą z możliwych opcji, postawić na najmniejsze zło, albo zdecydować się na pozostawienie dziecka w domu, jeśli tylko okoliczności na to pozwalają. I nikt nie ma prawda tego kwestionować.

 

W tym roku, choć dopiero za kilka dni, moja niespełna czterolatka będzie debiutować w przedszkolu. W zeszłym roku we wrześniu miała dwa lata i dziewięć miesięcy, a ja przez dobre kilka tygodniu słuchałam pytań o to, czy wysyłam ją do przedszkola i dlaczego nie. Otoczenie przekonywało mnie, że MOJE dziecko przedszkola potrzebuje, że MOJE dziecko w domu się nudzi, że MOJE dziecko zdziczeje, a w końcu że JA sama na pewno zgłupieję, zamęczę się i oszaleję z dwójką dzieci. Ale JA (czy raczej MY, bo i Małżonek podzielał moje zdanie) wiedziałam lepiej – wiedziałam, że moja córka nie jest gotowa na przedszkole, że unika towarzystwa innych dzieci, że nie lubi obcych, że w domu dobrze się bawi, rozwija, czuje bezpiecznie. Tak samo jak wiedziałam, że nie chcę się z nią na razie rozstawać, skoro mam to szczęście i mogę sobie na to pozwolić. Dzisiaj wiem, że miałam rację.

 

Tak właśnie, wiem, że miałam rację. Za kilka dni moje dziecko pójdzie do przedszkola, bo samo wyraziło taką chęć. Choć ma obawy, o których mówi bez wstydu, to stopniowo samo dojrzało do rozstania, zaczęło szukać towarzystwa innych dzieci, poczuło ciekawość świata poza domem. Dlatego właśnie próbujemy w tym roku, z ciekawością, z otwartością, ale bez presji, bez poczucia, że musi się udać, że nie ma innego wyjścia. Mamy ten komfort – i cieszymy się nim – że w razie, gdyby decyzja okazała się błędna, zawsze możemy zmienić zdanie. Bez przejmowania się tym, co powiedzą inni.

 

I Ty, droga Mamo i drogi Tato, bez względu na to, co zdecydowałeś – czy wysyłasz dziecko do przedszkola, czy też zostawiasz je w domu, czy to był Twój swobodny wybór, czy zmusiła Cię do tego sytuacja – nie przejmuj się tym, co myślą o tym inni. To Ty jeden znasz naprawdę swoje dziecko, siebie samego, swoją rodzinną sytuację i przedszkole, na które się zdecydowałeś. Tylko Ty jeden jesteś kompetentny, żeby podjąć właściwą decyzję. A wszystkim tym, którym wydaje się, że wiedzą lepiej, powiedz po prostu To nie Twoja sprawa!.

14 Responses

  1. Żyć nie umierać
    | Odpowiedz

    Moi synkowie nie chodzili ani do żłobka, ani do przedszkola – nie musieli, bo ja postanowiłam zostać w domu i nimi się zająć. Teraz są już uczniami szkoły podstawowej i sobie sami świetnie radzą. Ale mam jeszcze dwulatka w domu. I z nim też siedzę w domku i wolę go posłać dopiero do zerówki. Tak z mężem zdecydowaliśmy.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I właśnie o to chodzi, żeby każdy zdecydował tak, jak mu najbardziej pasuje a nikt tego nie kwestionował 🙂

  2. MamaKarolina
    | Odpowiedz

    Bardzo mądre słowa. Co prawda ja jeszcze nie myślę o przedszkolu ale na każdym kroku już wszyscy pytają o żłobek. Żebym wysłała mała jak skończy rok i poszła d pracy, bo kasa, bo jak ja tak mogę siedzieć w domu, pewnie się nudzi do glupieje. Ą my podjęliśmy decyzję że nasze dziecko nie będzie chodziło wbogooe do żłobka. Pójdzie dopiero do przedszkola. Ą i tak wiele osób już lubi się wypowiadać że jak to tak 3 lata ż dzieckiem w domu…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A przecież to wy najlepiej znacie swoje dziecko i swoje potrzeby 🙂

  3. MamaKarolina
    | Odpowiedz

    Ach no i życzę powodzenia w przedszkolu dla córci;) oby się podobało

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Zobaczymy, jak będzie. Nie mamy wielkiej presji, bo zawsze możemy zrezygnować, gdyby okazało się, że to jednak nie jest dobry moment.

  4. Moje dzieci do żłobka nie chodziły, ale za to pędziły z uśmiechem na twarzy do przedszkola, lubiły tam przebywać, bawić się z dziećmi, uczestniczyć w grupowych zajęciach. 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Tylko się cieszyć. Przedszkole to dobry wynakazek, ale dużo zależy od dzieci i od samej placówki

  5. Anika
    | Odpowiedz

    Chciałabym moją córeczką za rok posłać do przedszkola. Będzie miała 3 latka, ale zobaczymy… jeśli nie będzie gotowa, poczekamy. 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mam bardo podobne podejście. Dzieci są różne i warto to uszanować, jeśli tylko okoliczności dają nam wybór

  6. Bielecki.es
    | Odpowiedz

    Takie dylematy jeszcze kilka lat na mnie poczekają 😉

  7. Paulina
    | Odpowiedz

    Ja mieszkam w Szwajcarii więc nie mam wyjścia. Tutaj edukację zaczynają naprawdę małe dzieci. Takie przedszkole ma zajęcia codziennie po 4h i jest to całkiem normalny stan rzeczy

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Wiele zależy też od systemu i podejścia społeczeństwa. Jeśli idą wszystkie dzieci, to nie ma całej tej presji pod haslem „dlaczego robisz inaczej niż ja czyli źle” 😉

Skomentuj