Twój kciuk się liczy, czyli jak zrobić dobrze komuś i sobie

with 6 komentarzy

kciuk

Nie wiem, czy wiecie, ale zbliżam się powoli do rocznicy powstania tego bloga. Coś, co miało być chwilową odskocznią i rozrywką, stało się rodzajem uzależnienia, które pochłania na tyle, że warte jest zarwanych nocy. I to w czasie, kiedy każda godzina snu jest na wagę złota. W ciągu tego roku nauczyłam się dużo, dowiedziałam się jeszcze więcej, a nade wszystko odkryłam jedną podstawową sprawę. Bez Was to nie ma sensu.

 

Dowcipkuje się, że blogerzy dopominają się o lajki, że lubią grzać się w ciepełku komplementów i gorących dyskusji, że szukają poklasku. Ale sprawa jest o wiele bardziej złożona, niż może się wydawać. Odkryłam to, kiedy spotkana ostatnio koleżanka zapytała mnie, czy dalej bloguję, bo bardzo lubiła mnie czytać, a ostatnio nic jej się nie wyświetla. Nie wyświetla w aktualnościach u Pana Fejsbuka oczywiście, bo przecież dla wielu z nas to on często zastępuje poranną gazetę czy serwis informacyjny. Daje przegląd nowości, jest punktem wyjścia do eksploracji tematów, które mogą nas zaciekawić. Krótko mówiąc – podpowiada, że dziś na jednym portalu skandal w Premier League, na drugim premier San Escobaru z wizytą w Moskwie, a na trzecim Kożuchowska ma dość premier. I sam wybierasz, czy idziesz w onety, w pudla czy w blogi. I w które. Ale już nie Ty – a przynajmniej nie do końca – wybierasz, co Ci się w tych aktualnościach wyświetli. I tu jest pies pogrzebany.

 

Uwikłani w algorytmy

Jest taki cudak, jak algorytm Pana Fejsbuka. Bez obaw, nie będę zanudzać szczegółami, bo sama nie ogarniam tego mechanizmu do końca. Idea jest jednak taka: aby sortować natłok treści, komputery Marka stosują cały szereg reguł, według których decydują, co i czy w ogóle pokażą odbiorcom. Jeśli publikowana przez użytkownika treść nie doczekuje się – i to szybko! – odpowiedniej ilości reakcji, komentarzy, udostępnień, uznana zostaje ona za nieciekawą i… znika. Czy raczej przestaje być wyświetlana kolejnym odbiorcom. No bo po co ich zanudzać? Argument, że dobra treść obroni się sama – w który sama do niedawna wierzyłam – okazuje się nietrafiony. Algorytmy są  bowiem zawikłane – wolą video niż foto, foto niż tekst, nie lubią linków do innych mediów i tak dalej… Na domiar złego wystarczy źle trafić w z godziną publikacji, źle przewidzieć, kiedy potencjalny czytelnik siedzi przed komputerem, żeby nawet ciekawy materiał przeszedł niemal niezauważony. A blogerowi pozostaje płacz i zgrzytanie zębów. Tudzież płacenie za teksty sponsorowane, do czego polityka Zuckerberga i spółki – skutecznie zresztą – prowadzi.

 

I tutaj wchodzisz Ty, cały na biało czy jak tam sobie chcesz, i możesz osłodzić żywot blogerowi! Naprawdę nie trzeba wiele. Oto mój autorski KRÓTKI PORADNIK, JAK ZROBIĆ DOBRZE KOMUŚ I SOBIE. To taki mój prezent urodzinowy dla siebie samej i dla Was wszystkich!

 

Wyświetl najpierw!

Wyobraź sobie, że znalazłeś super stronę z super treścią, która bardzo Cię ciekawi. Chciałbyś, żeby posty autora docierały do Ciebie regularnie, ale sam autor – jak na przykład ja – jest socialmediową sierotą i co rusz publikuje teksty o godzinie, kiedy na necie siedzi tylko on sam oraz pani Basia oglądająca na youtube przewracające się pieski. Jego posty trafiają w niebyt, zanim zdążysz je nawet zobaczyć. Zamiast zgrzytać zębami, albo – co gorsza – postawić na biednym autorze krzyżyk, może sobie ustalić z Panem Fejsbukiem, żeby nie leciał w kulki i pokazywał Ci jego wpisy. Zawsze. Wchodzisz na dany fanpage, klikasz na „lubię to!” a następnie na „obserwowanie” i stawiasz ptaszek przy opcji „wyświetlaj najpierw”. I już. Proste nie? I przy okazji może się podelektować smakiem władzy – nie będzie Ci jakiś algorytm mówił, co masz oglądać i czytać!

 

Daj pan lajka!

Wyobraź sobie, że rozmawiasz z kolegą, który opowiada Ci coś ciekawego albo przydatnego Co robisz? Słuchasz, odwracasz się i odchodzisz? Czy raczej kiwasz głową, uśmiechasz się, reagujesz? Stawiam jednak na to drugie. Warto do świata wirtualnego przenieść nawyki z realu. Ja tu do Ciebie gadam. Zakładam, że trochę Cię zaciekawiłam, skoro dalej tu jesteś. No to może daj znać, że mnie czytasz. Podnieś łapkę w górę, uśmiechnij się, pomachaj. Możesz nie mieć czasu na debaty, dyskusje, polemiki, ale kliknięcie jednego guzika nie kosztuje Cię ani dużo czasu, ani wysiłku. A ogrzewa strudzone blogerskie serduszko lepiej niż termofor i samogon wujka Staśka razem wzięte.

A jak już lajkniesz, to nie tylko zrobisz mi dobrze, ale też nauczysz Pana Fejsbuka, że po pierwsze – ma Ci pokazywać kolejne moje posty, bo Cię ciekawią, po drugie – treść jest na tyle interesująca, że warto ją wyświetlić także innym. No sam się zastanów. Czy to nie frajda, że to Ty możesz nauczyć czegoś ludzi Marka Zuckerberga?

 

Poślij w świat!

Jest taki guzik Pana Fejsbuka, którego częstotliwość używania rośnie wraz z ilością małych kotków, które znajdują się w danym poście. Udostępnij. Często go klikasz? No to zacznij. Sam pomyśl – jeśli sąsiadka zdradzi Ci cudowny środek na kaszel, ciocia Jadzia opowie genialny dowcip o żabie i nocniku, a wujek Zenek podpowie, jak naprawić stukające koło w aucie, to chyba nie będziesz trzymał tej tajemnej wiedzy tylko dla siebie. W wirtualnym świecie obowiązują te same zasady, więc nie bądź żyła i podziel się z innymi potencjalnie potrzebującymi. Wiedzy, rozrywki, wsparcia. Ten guzik naprawdę nie jest zarezerwowany tylko dla memów i słodkich filmików o wydrze robiącej na drutach.

 

Weź się wypowiedz!

Lajki i inne mordki są fajne, ale jeszcze fajniejsze są komentarze. Zgodne, niezgodne, popierające czy polemiczne. Zdobyczą i zaletą social mediów jest ich interaktywność. Już nie trzeba pomstować pod wąsem nad gazetą ani polemizować z prezenterem dziennika, który zapewnia o spadku cen żywca, podczas gdy ty znów zapłaciłeś za schabowego jak za zboże. Teraz masz głos zawsze, kiedy tylko chcesz. Możesz się wypowiedzieć na każdy temat. Najlepiej na taki, na którym się znasz, ale – Pan Fejsbuk mi świadkiem – internetowym ekspertem można zostać nawet po godzinnym kursie o wszystkim i niczym albo i po rozmowie ze szwagrem sąsiada, który kiedyś produkował dla eksperta skarpety w króliki.

Więc jeśli mnie czytasz – a wiem, że tam jesteś, robaczku – powiedz, co myślisz. Wymiana poglądów poszerza horyzonty a często też podnosi ciśnienie lepiej niż kawa. Podwójna korzyść zapewniona. No chyba, że zgadzasz się ze mną i masz ochotę przybić wirtualną piątkę. To też lubię. Co by nie było – Twój komentarz to dla mnie znak, że nie odwaliło mi do końca i nie gadam sama do siebie 😉

 

Bądź moim natchnieniem!

Dobra treść to największa zaleta każdego bloga i coś nad czym staram się pracować najbardziej. I chociaż życie jest najlepszą inspiracją (zaraz po mamuśkowych grupach oczywiście…), to czasem zaćmienie sprawia, że nie zobaczyłabym dobrego tematu nawet, jeśli znienacka kopnąłby mnie w tyłek. Jeśli więc chcesz poczytać o czymś ciekawym, masz jakiś pomysł, coś cię nurtuje – dajże znać! Nie każdy temat jest tematem dla uwagi, ale dla mnie może okazać się równie ciekawy jak dla Ciebie.

 

Kup pan cegłę od sieroty!

Nie bójcie się, nie będę wam tu nic sprzedawać. Może poza kilkoma sucharami… Ale są tacy blogerzy, którzy swoją wiedzę, umiejętności, talent przekuli na bardzo konkretne produkty. Książki, kursy, gadżety, kolekcje odzieżowe, rękodzieło. Zwykle owoc wytężonej pracy, wielu wysiłków, zarwanych nocy, często także inwestycji i podejmowania ryzyka w imię marzeń. Kupując od nich, z jednej strony dostajemy coś wartościowego dla siebie, z drugiej wspieramy biznes ludzi, którzy swoim pisaniem dają nam na co dzień garść inspiracji, worek wiedzy albo kupę śmiechu. Jak Michalina z Krystyno nie denerwuj matki, Julia Rozumek, Paulina z 5 razones czy wiele innych wspaniałych osób. Idą święta – wybierając prezenty warto o nich pamiętać, zamiast nabijać kiesę sieciówkom czy celebrytom od poradników o wszystkim i niczym. No bo ustalmy – pasja pasją, ale samymi lajkami rachunków się nie opłaci 😉

 

Mam nadzieję, że mój poradnik się Wam przyda. Bez obaw, możecie go wykorzystać także w innych mediach społecznościowych, żeby szybko stać się czytelnikiem idealnym. Nie ma za co!

A tak serio – piszemy, fotografujemy, wymyślamy nie tylko dla siebie i własnej satysfakcji, ale głównie dla Was. Taka jest prawda. Bez społeczności bloger jest tylko skrybą. To czytelnicy ożywiają jego świat.

Ps. Jeśli znacie jakieś inne blogi, których autorzy tworzą coś fajnego, podzielcie się nimi w komentarzach.

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

6 Responses

  1. Oo! Dobry temat! Pamiętam jak raz na jakiś czas tłumaczyłam fanom „co i jak” i dlaczego kwiczę o te działania na Facebooku. Grom ludzi nie ma pojęcia, że Facebook nie pokazuje im wszystkiego, myśleli, że ja rzadko piszę. Nie wiedzieli też o zasięgach (no bo skąd?) i że mogą mi pomóc komentując, bo wtedy ich znajomi to widzą i „wirus” miniaturowej się rozprzestrzenia 🙂 Warto tłumaczyć takie rzeczy, bo i ludzie wiedzą jak sprawić przyjemność ulubionym blogerom, a i zagadać jest o czym 😀

  2. Superdzieciaczki
    | Odpowiedz

    No właśnie, czemu danie like jest aż tak trudne szczególnie dla znajomych.

  3. Renata
    | Odpowiedz

    Świetna porada chociaz juz o tym wiedziałam no ale nie wszyscy wiedza pozdrawiam😚😚

  4. NaturalnieAndzia
    | Odpowiedz

    To prawda to czytelnicy dają nam kopa do dalszego dzialania.

  5. Justyna
    | Odpowiedz

    Widzę, że nie tylko ja mam problem z aktywnością znajomych 😉 przede wszystkim znajomych 😀

  6. Asia
    | Odpowiedz

    Mam w szkicach niemal identyczny tekst i może wreszcie się zbiorę, by go puścić. Nasi Czytelnicy nie zdają sobie sprawy, ile od nich zależy!

Skomentuj