Karmienie piersią nie czyni Cię lepszą matką. Ani gorszą.

with 4 komentarze

Karmienie piersią

Nieważne jak karmisz, ważne że kochasz – ta złota myśl miga mi co chwilę w społecznościowych mediach przede wszystkim jako argument, że karmienie piersią nie jest aż takie ważne. Lajkowana, udostępniana, oklaskiwana. Jak znaczna część złotych myśli pięknobrzmiąca ale niestety nieprawdziwa. Chcesz wiedzieć dlaczego?

 

Kilka dni temu rozmawiałam ze znajomą blogerką parentingową o tzw. dupochronach, czyli wyrazach łagodzących nasze wypowiedzi („moim zdaniem”, „to tylko moja opinia”, „nie jestem oczywiście ekspertem, ale…”,), których używa się, żeby zabezpieczyć się przed ewentualną krytyką (albo kłopotami z prawnikami) czy atakiem. Powiedziała mi ona, że ucieka się do takich słów bardzo często, bo w świecie rodzicielskim tematów drażliwych jest na pęczki, a ona nie chce zrażać do siebie czytelników. „No wiesz, powiem, że KP jest najlepsze, to się na mnie obrażą mamy karmiące mieszanką. Wolę łagodzić tony i nie wygłaszać mocnych opinii, nawet jeśli mocno w nie wierzę”.

Nie łapię tego. Jest znacząca różnica między informacją a opinią. O ile w tym pierwszym przypadku obiektywność jest wymogiem, o tyle opinia ze swej natury jest subiektywna. I taka być powinna, co nie zmienia oczywiście faktu, że można ją wyrazić w mniej lub bardziej przyjazny czytelnikowi sposób. I tak właśnie staram się pisać na tym blogu. Dlaczego więc nie powiem, że karmienie mlekiem modyfikowanym jest równie dobre jak karmienie piersią? To proste – bo nie jest!

 

KP vs MM. O co to całe halo?

Karmienie piersią to w świecie parentingowym jeden z najbardziej zapalnych tematów, choć – zabijcie mnie – nie mam pojęcia dlaczego. Bo tutaj naprawdę sprawa jest jasna. Tutaj nie ma pola do dyskusji czy do licytacji. Nie ma „moim zdaniem”, „w mojej opinii”, „nie jestem ekspertem, ale…”. Karmienie piersią jest najlepszym sposobem karmienia niemowlęcia. Potwierdzają to setki, tysiące badań naukowych, w których mówi się o przystosowywaniu się mleka mamy do potrzeb dziecka, o przyswajalności, o przeciwciałach, o komórkach macierzystych, o zmniejszaniu ryzyka zachorowań na wiele chorób w życiu dorosłym… Przykłady można mnożyć. Eksperci są zgodni – żadna mieszanka, choćby wzbogacać ją nie wiadomo jakimi substancjami i kompleksami, nie jest w stanie nawet zbliżyć się do cudownych właściwości mleka kobiecego.

Zanim jednak oburzycie się, że właśnie wbiłam nóż w plecy wszystkim mamom niekarmiącym piersiom, weźcie głęboki oddech i przeczytajcie, co napisałam. „Karmienie piersią jest lepsze od karmienia mieszanką” a NIE „mama karmiąca piersią jest lepsza od mamy karmiącej mieszanką”. Karmienie piersią niczego nie przesądza. Na bycie dobrą lub złą, lepszą lub gorszą mamą składa się tak wiele czynników, że po prostu nie potrafię pojąć tego uporu, z jakim niektóre kobiety spłycają tę kwestię do jednego tylko wymiaru i jednego tylko aspektu. Nie potrafię ogarnąć, jak można protestować przeciw billboardom podkreślającym wartość mleka kobiecego, bo „mamom karmiącym MM zrobi się przykro”. Nie potrafię zrozumieć, jak to, że ktoś przekazuje naukowo potwierdzone informacje dotyczące KP, może być odbierane jako atak na kogokolwiek. To tak, jakby zakazać reklamy Mercedesów, bo przykro będzie tym, których stać tylko na Poloneza. Absurd, czyż nie?

 

Nowoczesność, panie!

Kiedyś była to naturalna kolej rzeczy. Dzieci karmiło się piersią, bo jesteśmy ssakami. Nikt nie zastanawiał się nad tym, czy to robić, czy nie. Po prostu mamy karmiły swoje dzieci. Jeśli nie miały pokarmu, szukało się mamki albo jakiegoś ekwiwalentu (mleka koziego, krowiego czy innych), a niedoskonałość tych ekwiwalentów przyczyniała się także (choć nie była oczywiście jedynym czynnikiem) do większej śmiertelności niemowląt. Rozwój nauki przyniósł nam zdobycz, jaką jest mieszanka mlekozastępcza dla dzieci. Zdobycz – tego słowa używam nieprzypadkowo – bo pozwala bezpiecznie żywić, a więc i ratować te dzieci, które z jakiegoś powodu nie mają dostępu do mleka mamy. Taki był zamysł, temu miała służyć. Być najlepszym możliwym zamiennikiem oryginału – niedoskonałym, ale spełniającym podstawowe zadanie (coś jak ten nasz Polonez w porównaniu do Mercedesa – i jednym, i drugim pojedziesz, ale jednak osiągi i komfort jazdy zupełnie inny). Paradoksalnie, chyba głównie dzięki doskonałej i zmasowanej promocji, stała się dla wielu osób równowartościową alternatywą. Którą przecież – i to nie jest moja opinia, to jest informacja! – zwyczajnie nie jest.

Nadal jednak – to stwierdzenie nie jest atakiem na mamy karmiące (z konieczności czy nawet z wyboru) mlekiem modyfikowanym. Wierzę, że mają swoje powody i nie muszą się z nich nikomu tłumaczyć. Wierzę, że mogą być tak samo dobrymi lub tak samo złymi mamami jak te, które karmią piersią. Tu nie ma prostej, jednowymiarowej zależności. samo karmienie piersią nie czyni Cię ani lepszą matką, ani gorszą. Mówiąc obrazowo – jeśli Ania karmi mieszanką i jest najtroskliwszą piastunką na świecie, a Basia karmi piersią, ale gasi dziecku papierosa na czole – to chyba nie mamy wątpliwości, którą z nich nazwać lepszą mamą. Albo jeśli Ania karmi mieszanką, a na obiad serwuje cielęcinę z parowanymi burakami, a Basia karmi piersią a na zagrychę regularnie serwuje maluszkowi frytki z Maca. Rodzaj karmienia to tylko jeden z tysięcy elementów, które na macierzyństwo się składają. To tylko jeden z wielu sposobów, żeby swoją miłość wyrażać. Ważny, ale nie jedyny. Nie jedyny, ale bardzo ważny. Tylko potrzebna jest tutaj szersza perspektywa.

 

Karmienie – ważne czy nieważne?

Hasło „Nieważne jak karmisz, ważne że kochasz” brzmi pocieszająco i pewnie dlatego tak je popierają mamy, które z jakiegoś powodu nie karmią piersią. Ale nawet one, gdyby się spokojnie zastanowiły, przyznałyby, że jednak jest naciągane. Bo to, co kładziemy na dziecięcych talerzach od samego początku, jest ważne. I także to świadczy o naszej trosce, o naszej miłości do dziecka. Czy przeciętnie rozsądna kobieta położy na talerzu niemowlaka tabliczkę czekolady? Czy kochająca mama da półrocznemu maluszkowi parówkę z 30% mięsa w składzie albo wleje mu do bidonu colę? Czy mając do wyboru jajko od własnej kury albo jajo z chowu klatkowego kupione w supermarkecie, zdecyduje się na to drugie? Nie sądzę.

To jak żywimy nasze dzieci jest ważne. Kochamy, więc chcemy im dawać do jedzenia to, co najlepsze. Kochamy, więc troszczymy się o ich zdrowie, dietę, przyszłość. Nie oszukujmy się – nasze decyzje dzisiaj determinują w znacznym stopniu żywieniowe jutro naszych maluchów. Bo kształtujemy dobre lub niedobre nawyki, uczymy świadomego lub nieświadomego podejścia do jedzenia. Do tego dochodzi kwestia nadwagi, którą tak wiele dzieci dostaje w prezencie od rodziców i dźwiga jako przykry nadbagaż przez większość życia, a która przekłada się na większe ryzyko rozmaitych chorób. Cukrzyca, nadciśnienie, dolegliwości ze strony układu pokarmowego, miażdżyca i cały szereg podobnych „przyjemności” – czy to jest coś, co chcesz podarować swojemu dziecku? Wierzę, że nie.

 

Nic mi do ścieżek życiowych innych mam. Każda z nas ma swoją historię. Każda z nas sama jedna wie, jakie przyczyny, jakie argumenty, jakie dramaty kryją się czasem za taką a nie inną ścieżką. Nie oceniam, bo nic mi do wyborów innych ludzi. Marzy mi się jedynie świat, w którym te wybory są naprawdę świadome, a nie wynikają z przypadku, braku wsparcia, braku wiedzy czy braku empatii otoczenia. Marzy mi się świat, w którym temat kp i mm będzie tak oczywisty, że nie będzie wywoływał gównoburzy. Ale do tego to chyba jeszcze bardzo daleko.

__________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

4 Responses

  1. Marlena
    | Odpowiedz

    Ja karmiłam piersią tylko przez półtora miesiąca. Niestety, nie miałam pokarmu. Poradnie laktacyjne, ziółka itp.itd nie pomogły. Podawałam MM. Oczywiście nasłuchałam się od koleżaneczek jak mogę karmić takim mlekiem? Nie potrafiły rozumieć, że w pewien sposób mnie raniły. Ale po jakimś czasie odpuściłam i przestałam się tym przejmować. Jak to mówią „Z pustego i Salomon nie naleje” 😀

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I właśnie mnie smuci i przeraża to, jak łatwo mamom przychodzi etykietowanie innych kobiet. Zła matka, dobra matka – a wszystko to w oparciu o jeden aspekt, bez znajomości całej historii.

  2. Paulina
    | Odpowiedz

    Dupochron. 😂😂😂 jestem parentingowa blogerka ale tego słowa nie znałam. Zapamiętam. Ja jestem osobą ktora nie komentuję tego jak karmią, jak ubierają, czy jak usypiają. To jest indywidualna sprawa każdej matki.

  3. Joanna
    | Odpowiedz

    Bardzo daleko. I zgadzam się, że jest różnica pomiędzy wiedzą a opinią. Nie rozumienie tych różnic często prowadzi do zupełnie niepotrzebnych konfliktów.

Skomentuj