Laktacyjne mity, które obaliłam własnymi piersiami

with 14 komentarzy

laktacyjne mity

Karmienie piersią to sprawa poważna i na poważne traktowanie zasługuje. Ale czasem warto wrzucić na luz, uśmiechnąć się do siebie i innych i na cycowe problemy spojrzeć z przymrużeniem oka. Zwłaszcza na „mądrości”, które szerzą w tym temacie nasi ulubieńcy – eksperci od wszystkiego i niczego, ale od twojego życia to na pewno. Jako weteranka w mlecznych zmaganiach liczonych już dawno nie w miesiącach a latach przedstawiam krótką listę laktacyjnych mitów, które przyszło mi usłyszeć po drodze i które z wielką przyjemnością obaliłam i dalej obalam.

 

Karmiąc piersią nie da się zajść w ciążę

Oj da się, da, moje ludziki. Jeśli liczycie na to, że po urodzeniu malucha pobrykacie sobie bez ryzyka i bez konsekwencji, to muszę was mocno rozczarować. Żeby karmienie piersią chroniło przed zajściem w ciąże, musi być spełniony cały szereg warunków – dziecko musi mieć mniej niż 6 miesięcy i być karmione tylko piersią na żądanie w dzień i w nocy bez stosowania żadnych smoczków, butelek, dodatkowych płynów czy pokarmów. No i matka nie może mieć okresu, co jest jakby oczywiste, ale nie do końca, bo znam całkiem pokaźne grono mam, które karmiąc piersią okresu nie miały aż do… kolejnego porodu. Bo tak, to też możliwe – wasz pierwszy cykl po porodzie może się jednocześnie okazać ostatnim, bo zainicjuje kolejną ciążę. Więc nawet jeśli eksperci przekonują, że kp po pewnymi warunkami może stanowić dobry sposób naturalnej antykoncepcji, to natura lubi płatać psikusy, a pamiętajcie, że konsekwencje tego psiukusa ponosicie raczej wy niż eksperci.

I jeszcze jedno – powinnam chyba była zacząć od tego, że poród nie jest takim sobie spacerkiem po parku. Istnieje zatem spore ryzyko, że po wypchnięciu głowy dziecka przez ten sam otwór, który docelowo może służyć także brykaniu, owo brykanie będzie przez jakiś czas ostatnią rzeczą na jakie będziecie miały ochotę. Serio mówię, sprawdziłam dwukrotnie. I powiem wam, że nawet cesarka niewiele w tej kwestii zmieniła…

[tutaj więcej na ten temat: KLIK i KLIK]

 

Nie da się karmić piersią w ciąży

Oj da się, da, moje ludziki. Chociaż pediatra moich dzieci z praktyką liczoną już w więcej niż kilkunastu latach pracy był tym faktem jawnie zdziwiony, ciąża wcale nie musi oznaczać końca karmienia. W zdrowej ciąży przebiegającej bez komplikacji nie ma przeciwskazań, które zmuszałyby do odcięcia od mlekopoju starszaka. Zwłaszcza, że ten mógłby się niezbyt ucieszyć, że nowemu dzidziusiowi oddaje nie tylko swoje stare ubranka i grzechotki, ale też milutkiego cycusia. Faktem jest, że w wyniku różnych magicznych i skomplikowanych procesów zachodzących w naszym organizmie produkcja mleka w ciąży się zmniejsza, a zmiana smaku pokarmu skłania część dzieci do samoodstawienia (co często jest marzeniem mam małych cyckoholików, które mają dość obolałych sutków, a jednocześnie nie chcą toczyć wojny podjazdowej pod hasłem „wara od mojego stanika”), ale jeśli się tak nie stanie możecie karmić starszaka nawet w ostatnich minutach przed wyjazdem na porodówkę. Sprawdziłam 😉

I nie bójcie się – jednoczesna ciąża i karmienie piersią to żaden wybryk natury ani prosta droga do samounicestwienia matki. Choć „eksperci” będą was straszyć, że wykończycie siebie, zagłodzicie malucha w brzuchu albo ostatecznie skrzywdzicie starszaka, to możecie im z czystym sumieniem powiedzieć, żeby lepiej zajęli się rozwiązywaniem sudoku albo oglądaniem powtórek Familiady. Organizm nie jest głupi – najpierw dba o potrzeby płodu, potem zajmuje się produkcją pokarmu, a na koniec zaspokaja potrzeby mamy. Jeśli więc zadbacie o odpowiednią dietę bogatą w witaminy i w regularnych badaniach nie pojawi się nic niepokojącego, to możecie bez obaw pławić się w stanie błogosławionym z wszystkimi jego urokami, wśród których wymieńmy – choć to lista niekompletna – puchnące stopy uzasadniające zakup nowego obuwia, uroczy kaczy chód, pęcherz moczowy o pojemności naparstka oraz wydawane znienacka odgłosy paszczowe lub inne…

[tutaj więcej na ten temat: KLIK i KLIK]

 

Nie da się karmić piersią dwójki dzieci jednocześnie

Oj da się, da, moje ludziki. Chociaż kiedyś w życiu bym na to nie wpadła, okazuje się, że: po pierwsze – jest to możliwe, po drugie – jest to wcale nie tak rzadkie, po trzecie – i tu was zaskoczę – jest to często bardzo, bardzo wygodne. Zanim jednak zamarzy wam się tandem i wyobrazicie sobie siebie na ukwieconej łące i dwoje aniołków leżących w spokoju przy waszej piersi, to lojalnie uprzedzam, że początek często bardziej przypomina armagedon niż spacer w chmurach. No życie – każdy chce mamę dla siebie, każdy chce mleczko dla siebie, a mama chce trochę świętego spokoju i siku w samotności. Z upływem czasu sprawy zaczynają układać się lepiej, znajdujecie kompromisy, najwygodniejsze rozwiązania i pozycje do karmienia o których nie śniło się joginom. I choć brzmi to karkołomnie i bardzo wyczerpująco, zapewniam was, że mi karmienie tandemu wielokrotnie uratowało skórę, bo jeden cyc w czasie buntu dwulatka jest czasem wart więcej niż tysiące słów. I nawet więcej niż czekolada i kreskówka. A to już, musicie przyznać, naprawdę coś.

 

Butelka jest wygodniejsza niż karmienie piersią

Chwilę się wahałam, czy ten punkt powinien się tu znaleźć, bo ze wszystkich mitów to jest ten, którego nie ogarniam najbardziej. Serio? Wyparzanie, odmierzanie, podgrzewanie, mieszanie, studzenie… to wszystko jest wygodniejsze niż wyjęcie piersi i wsadzenie dziecku do buzi? Jako mama-leniwiec i mama-śpioch mogę z całą powagą mojego autorytetu powiedzieć „nie dajta się oszukać!”

Jasne, karmienie piersią może być wyzwaniem na początku, może po drodze powodować różne problemy, ale nikt mnie nie przekona, że jest mniej wygodne od butelek. No nikt. A jak już weźmiecie sobie malucha do łóżka, to nawet noce mogą się być zupełnie znośne. Wystarczy dobra pozycja, łatwy dostęp do bufetu i szybko może się okazać, że bystry ssak okaże się klientem nieawanturującym i samoobsługującym, co pozwoli na słodką drzemkę bufetowej.

 

Mama karmiąca piersią jest uwięziona w domu

Za wygodą karmienia butelką (czy to własnym pokarmem czy mieszanką) przemawia niewątpliwie fakt, że butlę, w odróżnieniu od piersi, może podać dziecku ktokolwiek. No może nie do końca ktokolwiek, bo raczej nie poprosimy o to nieznajomej pani z warzywniaka czy bezdomnego w parku, ale generalnie butelkę może podać tata, babcia czy niania. Podczas gdy mama wyruszy na podbój świata, choćby miał on nawet formę spaceru do supermarketu… To na pewno ułatwienie, ale umówmy się, że i mama karmiąca piersią nie musi być uwiązana w domu i jeśli tylko jej na tym zależy, może skorzystać z wielu sposobów, żeby to sobie umożliwić. I nie mam wcale na myśli zakupienia krowy, bo wszyscy wiemy, że krowie mleko nie nadaje się dla niemowlaka.

Co więc zrobić, żeby nie być więźniem karmiącym piersią? Wbrew pozorom wcale nie trzeba żegnać się z kp. Sposobów jest wiele – można mleko odciągnąć, można zaplanować wyjścia w przerwie między karmieniami (kiedy dziecko jest trochę starsze a laktacja ustabilizowana), można dziecko zabrać ze sobą poza granice świata ograniczonego punktami dom-park-przychodnia-osiedlowy sklepik. Warunek i trudność jest jedna – najpierw trzeba znaleźć kogoś zaufanego, kto zajmie się maluchem w czasie naszej nieobecności, ale ten sam dotyczy mam nie karmiących piersią. No bo przecież tę butlę ktoś jednak też musi podać.

 

Mama karmiąca musi być na diecie

Wierzyłam w to kiedyś, oj jak wierzyłam. No bo skoro położna mówi, lekarz mówi, sąsiadka mówi, no to jak nie wierzyć? Cytrusów nie, bo uczulają. Smażonego nie, bo dziecko brzuch rozboli. Strączków nie, bo będzie miało gazy. Sera nie, bo nie zrobi kupki. Chleba nie, bo gluten podstępnie zaatakuje. Jabłko tylko pieczone, z mięsa to kurczak na parze i do tego gotowana marchewka. Bez soli, bez cukru, bez przypraw. Bez niczego. Matko i córko, musiałam mieć gąbkę zamiast mózgu, żeby wierzyć w takie brednie. Do dziś pamiętam, jak w wigilijny wieczór siedziałam nad pierogiem ruskim i zupą jarzynową, podczas gdy wszyscy wciągali makowce i inne smakołyki.

Przełom nastąpił, gdy pediatra nakazał mi wyeliminowanie sera żółtego, na co mój osobisty obrońca w postaci małżonka zareagował impulsywnie dość „Sera też nie? Czy ona ma jeść tylko chleb z masłem?”. Ocalona przez wielomiesięczną głodówką przez miłość mojego życia zaczęłam grzebać w czeluściach internetu, żeby trafić w końcu na rzetelne źródło wiedzy, które od tej pory polecam z uporem maniaka wszystkim koleżankom, jak tylko dowiaduję się, że są w ciąży – to Matka Polka Blogerka Laktatorka czyli Agata Aleksandrowicz z bloga hafija.pl. I teraz już wiem – dieta matki karmiącej to dieta, którą powinien stosować każdy z nas. Zdrowa, bogata w warzywa i owoce, zbilansowana. I wcale nie pozbawiona smaku.

A pestki z truskawek wcale nie przenikają do mleka!!!!

[tutaj więcej na ten temat:TUTAJ]

 

Od karmienia piersi robią się brzydkie

Wbrew temu twierdzeniu, które jest bardzo często powtarzane i przeraża wiele młodych mam, widzących już siebie z piersiami obijającymi się o kolana albo owijanymi na szyi zamiast szalika, badania pokazują, że długość i sam fakt karmienia piersią nie przekłada się na stopień ich obwisania. W odróżnieniu od źle dobranego stanika, wieku czy palenia papierosów! Nie oszukujmy się – macierzyństwo ma wpływ na kondycję naszych piersi, ale znaczenie ma sam fakt bycia w ciąży, a nie to, jakim sposobem będziemy karmić dziecko. Butelka nie jest cudownym środkiem sprawiającym, że sterczące jabłuszka nie zmienią się w przywiędłe melony. Także ten… karmcie się na zdrowie 🙂

Czy więc piersi robią się brzydkie od karmienia piersią? Oszczędzę wam zdjęć poglądowych, ale mój mąż twierdzi z całym przekonaniem, że to nieprawda! A ja mu wierzę.

[tutaj więcej na ten temat:KLIK]

 

Na koniec pytanie do mam karmiących – a jakie laktacyjne mity wam udało się obalić?

 

A jeśli interesuje was temat karmienia piersią, to zajrzyjcie tutaj:

Epatując cycem: KLIK

Laktoterror? A może raczej matkoterror? KLIK

To Ty jeszcze karmisz? KLIK

 

14 Responses

  1. Webska
    | Odpowiedz

    Bawią mnie te wszystkie teorie, które są snute wokół karmienia piersią. Pierwszą córkę karmiłam 2 lata i 4 miesiące i był to cudowny czas. Kiedy skończyła rok wróciłam do pracy, a więc karmienie było dla nas obu wynagrodzeniem sobie rozłąki, czasem wyłącznie dla nas, kiedy patrzyłyśmy sobie w ciszy w oczy i trzymałyśmy się za dłonie. Taka rozmowa bez słowa, a moje myśli i miłość były przekazywane z mlekiem. Drugą córkę karmiłam tylko 10 miesięcy, niestety szpital i konieczność przyjmowania silnych leków uniemożliwiła mi karmienie, a potem córka już nie chciała wracać do piersi. Poczułam się taka niepotrzebna , kiedy po powrocie ze szpitala widziałam, jak tata kami ją z butelki.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję za ten komentarz. Zawsze mi się ciepo robi na sercu, kiedy jakaś mama tak pięknie mówi o kp. Ja też uważam ten okres za niesamowity i bardzo się nim cieszę. Ale też mam świadomość, że moje karmienie ułożyło się w miarę bezproblemowo, więc łatwiej mi się nim cieszyć niż mamom z dużymi trudnościami.

  2. Nihil Novi
    | Odpowiedz

    O większości nie słyszałam, bo nie siedzę w temacie, ale te przenikające pestki truskawek rozwaliły mnie na łopatki xD

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mnie też, kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam 🙂

  3. beautypediapatt
    | Odpowiedz

    ja jeszcze nie jestem w temacie, ale w pełni Cie popieram patrząc na to jak moje znajome sobie radzą 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dobrze mieć otoczeniu świadome znajome 🙂 to pomaga na starcie.

  4. Linoryt
    | Odpowiedz

    Nie no, myślę, że większość osób zdaje sobie sprawę, że tego typu opinie to bzdura. Zresztą wydaje mi się, że stosunek do karmiących mam jest stopniowo coraz bardziej pozytywny 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja też tak myślałam. A jednak spotkałam na swojej drodze całe mnóstwo osób, w tym nawet lekarzy (!!!), którzy nadal w te mity wierzą i je szerzy…

  5. Magdalena Bur
    | Odpowiedz

    Nie mam dzieci, nie karmiłam piersią i trochę mnie śmieszy ta cała burza wokół tego tematu. Zdecydowanie należę też do tej grupy, która uważa, że kobieta nie musi karmić dziecka w najbardziej widocznym miejscu jakie tylko może wybrać. Ja zdecydowanie będę chciała karmić dziecko poza wzrokiem obcych osób. Wydaje mi się, że karmienie piersią to intymna chwila bliskości z dzieckiem, a nie moment do chwalenia się tym i pokazywania obcym osobom. Ale co ja mogę wiedzieć…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Masz takie samo prawo do wyrażenia opinii jak każdy inny członek społeczeństwa 🙂
      A kluczowe w całym tym zamieszaniu jest to, że dziecko nie zawsze chce i może poczekać na powrót do domu i intymne karmienie w zaciszu sypialni. Bo prawda jest taka, że i my, mamy karmiące, najbardziej lubimy karmić w świętym spokoju, tylko nie zawsze się da. I mogę Cię tylko zapewnić, że szukanie „najbardziej widocznego miejsca” to ostatnia rzecz, o jakiej wtedy myślimy 🙂

  6. Informacje, które z pewnością przydadzą się nie jednej mamie 🙂

  7. szurszur
    | Odpowiedz

    Jestem w trakcie obalania mitu nr 1;)
    Nie dlatego, że sama w niego wierzę, ale okazuje się, że pani dr ginekolog z najlepszego położniczego szpitala w Warszawie owszem. Pełna dumy pochwaliłam się, że z moim 2-latkiem korzystamy z dobrodziejstw kp.
    Dr – A długo zamierza pani jeszcze karmić?
    Ja – Tak, ile tylko chęci w narodzie.
    Dr – A poszerzenie rodziny państwo planują?
    Ja – Tak.
    Dr – To nie da rady. Przy kp nie widzę możliwości.
    Także poczekamy zobaczymy.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Jak już się uda, to zadzwoń do niej i powiedz „TO CUD!!!” 🙂

      • szurszur
        | Odpowiedz

        😀 tak właśnie sobie planuję. W tej chwili mamy zaległą korespondencję/telefon do innej lekarki, bo Szym też jest cudem 😉

Skomentuj