Między nami mamami, między nami rywalkami?

with 12 komentarzy

kobiety baby

Jakiś czas temu miałam okazję spotkać się z grupą znajomych, w większości dzieciatych. Wśród grona dorosłych byłyśmy my, trzy mamy. Każda zakochana w dzieciach. Każda uśmiechnięta. Każda zadowolona. I każda absolutnie inna. To musiało się źle skończyć.

Mama numer 1 do pracy wróciła niecały rok po urodzeniu dziecka, bo – jak sama mówi – oszalałaby, siedząc w domu dłużej, a dobrze wybrany żłobek wyraźnie służy jej maluchowi. Mama numer 2 zdecydowała, że z córką zostanie do trzeciego roku życia, bo – choć marzy jej się powrót do zawodu – uznała, że taki właśnie czas powinno dziecko spędzić w kręgu rodziny, zanim wyruszy do przedszkola. I w końcu ja – w domu z dziećmi, najpierw jednym, potem drugim, już od 3.5 roku. Z wizją powiększenia rodziny. Bez planów szybkiego powrotu do pełnoetatowej pracy, z dodatkowymi zleceniami robionymi gdzieś przy okazji. Każda inna, każda równie zadowolona ze swojego życia. Każda równie przekonana do swojego wyboru i…

„To musiało się źle skończyć” – wpadła mi w słowo znajoma, nazwijmy ją Zosia, kiedy opowiadałam jej o tamtym spotkaniu. A gdy wspomniałam, jak Mama numer 1 powiedziała do mnie, siedzącej z dzieciakami – także nie moimi – wśród rozrzuconych na podłodze zabawek, „ej, widzę, że ty naprawdę lubisz być w domu z dziećmi, ja to nie mam cierpliwości”, usłyszałam w odpowiedzi „pewnie zrobiło ci się przykro”, „mam nadzieję, że powiedziałaś jej do słuchu” i „co za bezczelny komentarz”. Osłupiałam przez chwilę. Czyżbym coś przeoczyła? Czyżby ktoś mnie atakował? Czyżby mój zasypany zabawkami i ogłuszony pieluszkami mózg na tyle się wyłączył, że przestał rejestrować jakieś straszne obelgi? A potem przeczytałam jeszcze raz to, co napisałam. Przeczytałam jeszcze raz to zdanie, które skierowała do mnie Mama numer 1, i odetchnęłam z ulgą. Nie oślepłam. Nie zgłupiałam. Nie zwariowałam. Ale chyba świat mamusiek tak.

Dużo mówi się o wszechobecnej krytyce mam i słusznie, bo to duży problem. My, mamy, żyjemy pod stałym nadzorem, wiecznie zdajemy egzaminy, rozpaczliwie próbujemy wydostać się spod lawiny złotych rad. Skarżymy się na mądralińskich, złościmy na oceniających i… często same jesteśmy takie same! Zamiast się wspierać, zamiast wykazać zrozumienie, zamiast podać rękę – bo kto jak kto, ale przecież to my właśnie najlepiej wiemy, jakim wyzwaniom stawiamy czoła na co dzień – stajemy po przeciwnych stronach barykady. A pretekst znajdzie się zawsze. Wystarczy wejść na dowolne forum, dowolną mamuśkową grupę, żeby niewinnie zadane pytanie, czasem naiwne, czasem banalne, wywołało falę komentarzy, rzadziej rzeczowych i spokojnych, częściej krytycznych, przykrych, wrogich, oceniających. Tak, oceniających właśnie. Jedno czyjeś nieopatrzne zdanie, jedna wątpliwość, jedno nie najlepiej dobrane zdjęcie wystarczą, żeby ocenić całokształt czyjegoś macierzyństwa, czyjś charakter, moralny kręgosłup lub jego brak. Żeby w twarz rzucić „jesteś złą matką”, bo karmisz nie tak jak JA, nosisz nie tak jak JA, rozszerzasz dietę nie tak jak JA, szczepisz nie tak jak JA. I wiecznie to JA w centrum. To JA, które tak nas oburza u innych, to JA, które tak nas odrzuca u tych wiecznie krytykujących mamy. To JA, które jednak i nam w relacjach z innymi mamami tak trudno jest przeskoczyć.

Kiedy rodzi się dziecko, zmienia się cały twój świat. Nie wiesz, nie możesz wiedzieć, jak to wszystko się ułoży, jak będzie inaczej, jak odmieni się perspektywa, poglądy, priorytety. To nie jest coś, na co możesz się przygotować. I pojawia się ten mały człowiek, ta kruszynka, ten robaczek tak bezradny, tak bezwolny, tak całkowicie od nas zależny. Zaczyna się lawina pytań: czy sobie poradzę? czy robię dobrze? czy podejmuję właściwą decyzję? czy mu nie zaszkodzę? Zaczyna się zmaganie z ciężarem odpowiedzialności, zaczyna się lęk. I właśnie tu, właśnie w tym miejscu często zaczyna się także agresja. Bo przecież najlepszą obroną jest właśnie atak. Ktoś krytykuje stosowane przez ciebie metody? Trzeba mu pokazać, że nie ma racji. Ktoś wybrał inny rodzaj porodu? Przekonaj go, że popełnił błąd. Ktoś karmi inaczej, nosi inaczej, pielęgnuje inaczej? Na pewno robi to źle i musisz mu to udowodnić, tylko szybko, zanim zwątpisz w siebie, w swoje kompetencje, w swoją intuicję.

Nie robimy tego chyba – taką mam nadzieję – celowo. Nie robimy tego chyba – taką mam nadzieję – świadomie. Ale bardzo często to my, matki, mamy, mamusie, mamuśki, jesteśmy swoimi najbardziej zażartymi wrogami i krytykantkami. Bo paranoja zatacza coraz szersze kręgi – nagle zaczynamy upatrywać ataku w niewinnych nawet zdaniach, w obiektywnych opiniach, w naukowych faktach. „Według badań mleko mamy poprawia odporność dzieci”, pisze miła pani na forum internetowych, a stado innych równie miłych pań czyta „nie karmisz piersią, jesteś złą mamą”. „Noszenie w chuście sprzyja budowaniu bliskości” – pisze inna miła pani, „nie nosisz w chuście, jesteś zimną suką i twoje dzieci nie będą cię kochać” widzą kobiety, które do chusty nigdy się nie przekonały. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Broniąc swoich decyzji, broniąc swojej intuicji, broniąc swojej życiowej ścieżki, którą po wielu wahaniach wybraliśmy, napadamy na każdego, kto wybrał inaczej. Kto ma czelność twierdzić, że to inaczej może być lepiej. Jakbyśmy brały udział w nieustannych zawodach na najlepszą mamę galaktyki. My mamy, my rywalki.

Ten świat jest dla nas nowy. Zalecenia się zmieniają, a dzieci często pokazują, że teoria to jedno, a praktyka to drugie (wiedzą to dobrze mamy więcej niż jednego dziecka, które mówią sobie „teraz będzie mi łatwiej, bo już wszystko wiem”, a potem odkrywają, że to drugie dziecko jest zupełnie inne niż pierwsze…) W tej niepewności, w tym strachu, że okaże się, że może wybrałyśmy źle, nie dopuszczamy tego, że można INACZEJ, a nie tylko lepiej lub gorzej. Więcej nawet – że wybór innej drogi nie jest atakiem na drogę przez nas wybraną! Że wybór innej metody, to nie wycelowana w nas krytyka, nie kwestionowanie naszych kompetencji, nie dywersja, nie cichy zamach na nasze decyzje. To po prostu prawo do autonomii, do decydowania o sobie i swoim dziecku w zgodzie z własnym sumieniem, z własnymi przekonaniami, własnymi potrzebami. Czyż nie tego wszystkie chcemy? Żeby inni nas nie krytykowali. Nie oceniali. Nie potępiali. Żeby ze swoimi radami wstrzymali się do chwili, gdy o nie poprosimy. Żeby ugryźli się w język, gdy nasze metody różnią się od tego, do czego wcześniej przywykli. Żeby zakodowali sobie w głowach, że nasze dzieci to nie ich sprawa.

Reakcja mojej znajomej Zosi pokazuje, że w relacjach między mamami często bardzo niewinne zdania mogą stać się zaczątkiem awantury. Ale wiecie co? Zosia nie miała racji! To nasze spotkanie trzech mam nie skończyło się wcale źle. To nasze spotkanie było miłym czasem, pełnym śmiechów, żartów, pogaduszek. Sekret jest prosty – warto skupić się na sobie i dać żyć innym tak, jak sami sobie wybrali. Bez oceniania, bez porównywania, bez jakiejś chorej rywalizacji. Wrzucić na luz. Powiedzieć sobie, „to nie moja sprawa”, „to jej wybór”, „to jej decyzja”. „to jej dziecko i nic mi do tego”, „robi inaczej i niech sobie robi”. Nawet jeśli coś nie pasuje do naszego poglądu, do naszej wizji wychowania, do naszej własnej drogi, to – tak długo je nie jest łamane prawo (a łamie je na przykład przemoc wobec dzieci!) – warto ugryźć się w język i nie wypowiadać się, jeśli ktoś wprost nie poprosi nas o opinię czy radę. To tak niewiele, a jednocześnie tak wiele. Bo prawda jest prosta, a wyjście z błędnego koła oczywiste.

Dajmy sobie nawzajem święty spokój.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. A przy okazji sprawisz przyjemność jednej blogującej po nocach mamie.

12 Responses

  1. Sandra
    | Odpowiedz

    Bardzo fajny, pozytywny artykuł. To prawda, że każda mama uważa że jest najmądrzejsza i może dawać rady innym. Dlatego ja nie wypowiadam się na forach na żadne tematy dotyczące swoich dzieci.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja czasem odzywam się na forach, ale pod warunkiem, że mam coś do powiedzenia na zadane pytanie. Jeśli się nie znam, albo jeśli czyjaś postawa jest dla mnie nieakceptowalna, to po prostu omijam ten wątek.

  2. pożeram strony
    | Odpowiedz

    Z nami kobietami tak już chyba jest. CHoć powiem szczerze, że jestem ostrożna w radzeniu koleżankom. Wychodzę z założenia, że skoro ja nie chcę, aby ktoś ingerował w to jak wychowuję dzieci, nie warto ingerować w czyjeś wychowanie.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja zakładam, że jak ktoś potrzebuje rady, to o nią prosi. I nie pcham się przed szereg ze swoimi opiniami 😉

  3. Justyna
    | Odpowiedz

    Żyj i daj żyć innym 😉 coś jest w tym, że największym wrogiem kobiety jest druga kobieta… Przykre to, ale niestety wciąż żywe w każdym niemal środowisku.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      W sumie skupiłam się na mamach, ale coś w tym jest. W zawodowym życiu też widzę mocną rywalizację między kobietami.

  4. Marta
    | Odpowiedz

    Jasne, że Zosia nie miała racji. Za to Ty masz jej bardzo dużo. Zakochałam się w stwierdzeniu, że można po prostu zdecydować inaczej od koleżanki, siostry czy przyjaciółki a inaczej nie oznacza wcale ani lepiej ani gorzej. Myślę, że najgorzej jest, gdy każde zdanie traktujemy jako atak i to dotyczy się wszystkim sfer życia, nie tylko macierzyństwa.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      My mamy taką sytuację z babcią. Daje milion dobrych rad pod hasłem „ja tak robiłam i było dobrze”. Jeśli się nie stosujemy, bo mamy inną wizję, to odbierz to jako krytykę jej jako matki. Oszaleć można 😉

  5. Ewelina
    | Odpowiedz

    Bardzo mądry, pozytywny tekst. Brakuje nam więcej tolerancji dla decyzji innych. A zarzuty – cóż, większością biorą się z tego, że ktoś sam nie jest do końca przekonany do własnych decyzji i na siłę próbuje pokazać, że inni to mają/robią gorzej… Tak na poprawę samopoczucia.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie tak – atak na inny jako lekarstwo na własną niepewność. A paradoks polega na tym, że w tej niepewności jesteśmy wspólniczkami i fajnie byłoby się wspierać.

  6. Kasia
    | Odpowiedz

    Bardzo mądry tekst. Myślę, że rywalizacja lub chęć posiadania zawsze racji, jest obecna nie tylko w świecie Mam 😉
    Od pewnego czasu czuję się odporna na taką „krytykę” i również nie dostrzegam jej w słowach innych, a na pewno nie szukam drugiego dna. Może to życiowe doświadczenie, może wysłuchanie tyłu „dobrych rad” – w końcu przy trójce dzieci mam ich codziennie w nadmiarze – a może podejście do drugiego człowieka.
    Każda z nas ma swoje przekonania, zasady i każda ponosi własną odpowiedzialność 🙂
    Pozdrawiam ciepło.

  7. Anna
    | Odpowiedz

    Fajny artykuł. Każda mama wie swoje. 😉

Skomentuj