Nigdy nie wiemy, kiedy jest ten ostatni raz

with 6 komentarzy

dziewczynka na pomoście

Jeszcze wczoraj leżała na brzuszku i walczyła z grawitacją, próbując unieść małą główkę. Dziś wspina się na najwyższe zjeżdżalnie, fika fikołki i śmiga po pajęczynie. Jeszcze wczoraj małymi, nieporadnymi rękami próbowała wciągnąć oporną skarpetkę. Dziś ubiera się samodzielnie od stóp do głów, żeby po chwili pomóc młodszej siostrze z suwakiem kurtki. Jeszcze wczoraj wcierała sobie buraki we włosy i klatkę piersiową w trudnej walce o trafienie rączką do buzi. Dziś siedzi przy stole i, całkiem sprawnie operując nożem i widelcem, kroi sobie na kawałki parówkę. Jeszcze wczoraj swoim „mama, kuku” domagała się kanapki z wędliną. Dziś opowiada Młodszej o grawitacji, ewolucji i dinozaurach.

 

Jeszcze wczoraj taka mała, jeszcze wczoraj nieporadna, bezbronna, niesamodzielna, dziś coraz większa, coraz silniejsza, coraz mądrzejsza. Patrzę na te 101 centymetrów chodzącej słodyczy wymieszanej z niepokornym charakterkiem, dwa kucyki bujające się w rytm wystukiwany już nie tak malutkimi stópkami, uśmiech rozświetlający każdy ponury dzień i widzę już nie dzidziusia, już nie maleństwo, już nie bobaska. Widzę rezolutną dziewczynkę, widzę małego człowieka ze swoimi upodobaniami, przemyśleniami, emocjami, opiniami. Coraz częściej odmiennymi od moich. Coraz częściej zaskakującymi głębią. Coraz częściej odkrywczymi w swej prostocie.

 

Ostrzegali!

Nie noś jej, bo się przyzwyczai, mówili. Nie baw się z nią tyle, bo nie będziesz mieć chwili spokoju, przekonywali. Nie spełniaj zachcianek, bo wejdzie ci na głowę, straszyli. Czemu ty tak ciągle za nią latasz? Czemu chce ci się siedzieć z nią w domu, zamiast posłać do żłobka, nianię znaleźć, zawodowo się spełniać? Nie żal ci tych dni, tygodni, miesięcy w pieluchach, w pluszakach, w wiecznie tych samych bajeczkach i wierszykach? Pytali i pytają. A ja zawsze odpowiadam to samo. Nie, nie żal.

 

Kiedy przychodzi taki dzień, jak dziś, kiedy z całą mocą, z całą jasnością widzę, jak szybko ten okres się kończy. Jak szybko mijają te pierwsze wspólne tygodnie, miesiące, lata, kiedy dziecko tak bardzo cię potrzebuje. Kiedy ty możesz dać mu całego siebie. I nie, nie oceniam nikogo, nie oceniam żadnej mamy, która do pracy wraca wcześniej, która wybiera żłobek, przedszkole, nianię. Każdy ma swoją drogę, każdy wybiera najlepszą dla siebie i dla swojego dziecka. Ja wybrałam taką i, choć nie zawsze jest łatwo, nie zawsze słodko, nie zawsze idealnie, staram się cieszyć każdym dniem, każdym momentem. Bo wiem, że miną szybko. Za szybko chyba. Na pewno dla mnie.

 

Kiedy przychodzi dzień taki, jak dziś, kiedy patrzę, jak moje maleństwo przestaje być maleństwem, jak wychodzi poza swoje granice komfortu, poza granice bezpiecznego domu, to mam pewność, mam w sobie przekonanie, że na wszystko jest czas. Że nie ma się co śpieszyć. Że nie ma co popędzać. Że warto dać sobie prawo do delektowania tymi momentami, które dla danego czasu są właściwe. I chociaż wiem, że doskonale potrafi założyć sama buty, chętnie pomogę, jeśli dziś właśnie poprosi o pomoc. I chociaż wiem, że doskonale potrafi jeść sama, chętnie nawinę na widelec oporny makaron, jeśli zgłosi taką potrzebę. I chociaż wiem, że nogi ma mocne i zwinne, chętnie wezmę ją na ręce, jeśli w środku spaceru tego zapragnie. Jeśli tylko mogę. Jeśli sił mi starczy.

 

Może to już dziś?

Nigdy nie wiemy, kiedy jest ten ostatni raz. Ten pierwszy raz. Kiedy okaże się, że już sama potrafi się uczesać. Kiedy sama zatemperuje kredkę. Kiedy zasznuruje trampki, umyje zęby, zrobi sobie kanapkę, przeczyta samodzielnie bajkę na dobranoc. I właśnie dlatego, choć uczę ją samodzielności, choć puchnę z dumy na widok nowych osiągnięć i umiejętności, pozwalam czasem jej – i sobie także – na luksus wyręczania, na bycie znowu dzidziusiem, na odrobinę nieporadności. Kolekcjonuję te chwile, nawlekam jak korale na sznurek wspomnień, pracowicie dziergam mamuśkowy naszyjnik trzymany pieczołowicie w tej samej szkatułce, gdzie kryje się jej pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, pierwszy krok.

 

Kiedy przychodzi taki dzień, jak dziś, wiem, co musi czuć mama ptak, kiedy jej pisklę wyskakuje z gniazda, żeby rozwinąć skrzydła. Dumę, radość, spełnienie. Niepokój? Tak, to też. Ale nie strach. Bo wiem, że moje dziecko nie spadnie na ziemię. Nie rozbije się. Nie roztrzaska. Mam ten komfort, że mogę zaoferować mu swoje wsparcie, swoją siłę, swoją obecność. Że – w razie konieczności – mogę mu dać czas, więcej czasu, jeszcze więcej czasu. Dokładnie tyle czasu, ile potrzebuje, żeby poczuć, że może fruwać. Mi się nie śpieszy.

 

Dziś moje dziecko zaczyna swoja przedszkolną przygodę. I wiecie co? Wspaniale jest być mamą przedszkolaka. Ale jeszcze wspanialej po prostu być mamą.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. A przy okazji sprawisz przyjemność jednej blogującej po nocach mamie.

6 Responses

  1. Marta K
    | Odpowiedz

    No jakbyś mi te słowa z głowy wyjęła. Dlatego właśnie tak bardzo celebruję każdy dzień. A przynajmniej się staram. Dlatego tak cieszę się, że o wieczór moje dziecko woła, żebym położyła ją spać, przytuliła, dała buziaka. Ma dopiero dwa lata, ale zanim zdążę mrugnąć dwa razy oczami ona nagle będzie już taaaka duża. Zapamiętuję każdy jej sukces i nową umiejętność i nadal nie dowierzam, że ona kiedyś będzie dorosła!?

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To jest niesamowite, jak dzieci szybko rosną. Jak nagle 3.5-latka, która jeszcze niedawno piętnaście razy z rzędu kazała sobie czytać Ptasie radio, nagle zaczyna opowiadać młodszej siostrze o rodzajach dinozaurów i ewolucji, to możesz tylko szeroko otworzyć oczy ze zdumienia…

  2. Krystyna Bożenna Borawska
    | Odpowiedz

    Piękne przemyślenia…
    Niestety czas szybko leci i tak właśnie jest jak piszesz…
    Dzieciństwo naszych dzieci tak szybko przemija 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dlatego ja się staram nimi i ich maleńkością nacieszyć, ile tylko mogę 🙂

  3. Oj tak! Żadnej chwili spędzonej z moimi dziecmi nie czuję za stracony! Nawet jeśli musialam wyjść z warsztatów szybciej, nie pójść do kina. Jeszcze zdążę.. a patrzeć jak pierwszy raz coś robią, jak widzę w ich oczach ze jestem.calymnswiatem moge już nie miec okazji bo tak szybko rosna…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      O tak 🙂 Te pierwsze razy są niesamowite 🙂

Skomentuj