Pięć lat minęło. Czas na kryzys?

with 9 komentarzy

Młoda para

Pięć lat to dużo, pięć lat to mało. Banalne, co? A jednak prawdziwe. Sam pomyśl – pięć lat na rajskiej wyspie a pięć lat w więzieniu to nie to samo. Pięć lat błądzenia a pięć lat wędrówki do upatrzonego celu to nie ta sama droga. Pięć lat w kieracie a pięć lat w tandemie to inna paleta wrażeń. Kwestia perspektywy. Dwa dni temu, dokładnie w Dzień Ojca, obchodziłam okrągłą, piątą rocznicę ślubu. I choć nie było spektakularnej imprezy, to jednak było, ciągle jest dojmujące uczucie, że jest co świętować.

Kilka dni temu wpadła mi w oko dyskusja na jednej z grup, wątek pod hasłem „co zmieniło się w waszym związku po pięciu latach i dlaczego jest tak beznadziejnie”. Lawina komentarzy, lawina skarg i zażaleń. Bo ona wredna, bo on marudzi, bo ona nie daje, bo jemu śmierdzą skarpety, bo przy dziecku nie pomaga, bo gary nie pomyte, bo on się zaniedbał, bo jej się przytyło. Bo już nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Bo już na siebie nie działamy. W tłumie marudzących i jęczących gdzieniegdzie tylko przebłyski zdrowego rozsądku i szczęścia „jest inaczej, ale jest dobrze”, „jest inaczej, ale jestem szczęśliwy”, „jest czasem trudno, ale nadal warto”. I jeden głos – „jest wspaniale, tak wspaniale jak zawsze”. Mój głos.

 

Nadchodzi kryzys

Mówią, że po piątym roku to kryzys gwarantowany. Mówili, że będzie po pierwszym, po trzecim. Że po dziewiątym to już jak amen w pacierzu. Nie boję się, tak jak nie bałam się od samego początku. Fenomenalne uczucie. Kiedy sześć lat temu staliśmy naprzeciwko siebie na malowniczym pomoście nad pewnym szkockim jeziorem, jeszcze tego nie wiedziałam, ale już czułam, już gdzieś pod skórą pulsowało mi uczucie, że to jest to, że poszukiwania zakończone, że nie trzeba już dalej gonić króliczka. Nie myliłam się. Intuicja zresztą rzadko mnie zawodzi. Niecały rok później staliśmy już przed ołtarzem. Zdziwienie (tak szybko?!?), złośliwości (pewnie wpadli!), czarnowidztwo (to się dzieje zbyt szybko, to się źle skończy) niektórych dla nas było absurdem, dla nas było dowodem zupełnego niezrozumienia sytuacji. Dla nas było nieistotne. Bo my wiedzieliśmy, że to jest TO. Dalej wiemy. My, dwie połówki pomarańczy.

Od tego dnia minęło pięć lat, długie i krótkie jednocześnie. Mamy za sobą dwie ciąże i dwa porody, dwie wspaniałe córeczki, wspólne podróże i niełatwe rozstania. Leniwe wakacje, pogoń za samolotem, trzęsienie ziemi (dosłownie!) i szaleńcze zawodowe maratony. Rodzinnie przeżywane święta, sylwestrową imprezę w szpitalu, maratony jelitówki i szalejącą gorączkę, lejącą się z kaloryfera przez całą noc wodę. Sprawdziliśmy się. Pięć lat to bardzo długo – to dni pełne zadań i obowiązków, smutków i radości, wpadek i sukcesów. To czas, żeby poznać się do głębi, zdemaskować, odkryć na nowo i na nowo sobą zachwycić. Pięć lat to też bardzo krótko, ciągle za krótko, żeby nacieszyć się sobą tak, jak by się chciało. Wykraść dla siebie czas, ten czas, którego ciągle za mało. Żeby się sobą nasycić, delektować w codzienności.

młoda para szkocja jezioro

 

Dwie połówki pomarańczy?

Możecie zarzucić mi naiwność, wyidealizowaną wizję świata. Bo przecież niczego nie można być do końca pewnym. Bo przecież nigdy nie wiesz, czy on się nie zmieni. Bo przecież nie wiesz, czy ty sama się nie zmienisz. Może was zaskoczę, ale wiem. Wiem, że się zmienię. Wiem, że zmienimy się oboje. To naturalna kolej rzeczy. Nic szokującego. Ale wiem też, że nie zmienią się te kwestie, które są dla nas najistotniejsze. Miłość, szacunek, wsparcie, zrozumienie, umiejętność rozmowy. To takie atrybuty, które – jak kamizelka bezpieczeństwa – chronią przed zatonięciem, kiedy nagle rozpęta się sztorm. A że się rozpęta, wiemy wszyscy, bo w każdym związku zdarzają się burze z piorunami. Cała sztuka polega na tym, żeby umiejętnie je wyciszyć i rozładować.

Niektórzy mówią, że cała frajda polega na tym, żeby króliczka gonić, a nie go złapać. Nie dla mnie. W poszukiwaniu miłości, w poszukiwaniu towarzysza na całe życie w pewnym momencie zaczynasz być zmęczony nieudanymi eksperymentami, bolesnymi kompromisami, gryzieniem się w język i wiecznym obniżaniem poprzeczki. W pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać, czy nie za dużo wymagasz, czy nie za wiele oczekujesz, czy w ogóle jesteś stworzony do bycia z kimś. Zaczynasz myśleć, czy nie warto pójść na ustępstwa. Może lepszy ten byle jaki związek niż żaden? Może zagryźć wargi i znieść niedogodności w imię stabilizacji, bezpieczeństwa, rodziny? W końcu w głowie kiełkuje ci nieuchronne – a może wszyscy tak mają? Może te idealne trafienia, drugie połówki pomarańczy to zwyczajny kit wciskany nam przez hollywoodzką fabrykę snów i weddingplannerów?

Nie.

To nie jest kit. To się może zdarzyć. To się zdarza. I nie mówię wcale, że trafi ci się nagle rycerz bez skazy, mężczyzna idealny, ucieleśnienie wszystkich marzeń. Bo idealni ludzie nie istnieją. Ale istnieją ludzie idealnie pasujący do siebie. Pomimo wad, pomimo niedoskonałości, pomimo bagażu doświadczeń, a może właśnie dzięki nim. I przychodzi ten moment, kiedy na myśl o wspólnej przyszłości nie czujesz niepokoju, lęku, wątpliwości, tylko spokój. Wszechogarniający spokój. Bezpieczeństwo. Błogość. To właśnie musi czuć kapitan, kiedy jego statek zawija w końcu do portu. Do domu.

 

1827 dni – tyle dni upłynęło, od kiedy stałam, czy raczej staliśmy przed ołtarzem bez strachu, bez wątpliwości. Z uśmiechem. Z oczami pełnymi szczęścia, które opierać się może tylko na pewności, absolutnej pewności, że jesteś właśnie tam, gdzie chcesz, gdzie zawsze chciałeś być. Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Dalej nie wierzę. Ale wierzę za to w miłość do grobowej deski. Znalazłam ją. I nie oddam.

 

A wy wierzycie w dwie połówki pomarańczy?

 

 

 

9 Responses

  1. Ania
    | Odpowiedz

    Wspaniale, że tak się właśnie czujesz! Życzę wszystkiego dobrego!

  2. Helena Rojek-Osowska
    | Odpowiedz

    Pięknie napisane i w stu procentach się z Tobą zgadzam, mimo że moje doświadczenie małżeństwie nie jest tak wieloletnie jak Twoje. Każda para ma swoją historię, a dzięki swojej historii zauważyłam te piękne rzeczy, które także Ty doceniasz. Mam nadzieję, że mój związek będzie tym sędziwym związkiem „aż do śmierci”. 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Takiego sędziwego związku Ci życzę. Zresztą sobie i innym parom dookoła także 🙂

  3. Gleam Oblivion
    | Odpowiedz

    Ja jestem prawie 8 lat po ślubie, z czego 12 lat jestem w związku 🙂 Bywają gorsze i lepsze dni. Czasem mam ochotę męża rozszarpać, czasem czuję się jak na początku znajomości. Każdego dnia na nowo odkrywamy siebie. I cieszymy się dniami, bo nigdy nie wiadomo ile nam jeszcze tych wspólnych dni zostało. Uważam, że kryzysy w związku zdarzają się, aczkolwiek jeśli ufamy sobie, jesteśmy siebie pewni to każdy kryzys da się rozwiązać. Wszystko zależy od nas samych. Jeśli nie potrafimy z sobą żyć, to nawet błahostka urasta do rangi wielkiego problemu. A przecież jesteśmy ze sobą na dobre i na złe. Życzę Ci szcześcią i kolejnych wielu, wielu lat z uśmiechem w związku

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Wydaje mi się, że dobrze jest rozróżnić kryzys od konfliktu czy nieporozumienia. Bo tak sobie myślę, że – jeśli ludzie sobie ufają i potrafią ze sobą rozmawiać – to właśnie nie pozwalają tym codziennym nieporozumieniom urosnąć do rangi kryzysu, rozwiązują problemy na bieżąco. Rozmowa, szczera i bez otwarta, to jest najważniejszy fundament.

  4. Ola Tchorzewska
    | Odpowiedz

    Pani Ewelino, pamiętam Panią i obecnego męża z plastycznych wyjazdów majowych i, chociaż może to bez znaczenia, chciałam powiedzieć, że dużo radości sprawia mi czytanie Pani wpisów i małego podglądania jaką wspaniałą rodzinę Państwo tworzą. Miło się słucha o ludziach szczęśliwych 🙂 Życzę Państwu wszystkiego co najlepsze i dziękuję za pozytywną energię płynącą z postów!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję Olu za miłe słowa. Te majowe wyjazdy miały super klimat i bardzo lubiłam je pilotować. Lubię się dzielić swoim szczęściem i cieszę się, jeśli komuś sprawiam tym przyjemność.

  5. Nihil Novi
    | Odpowiedz

    Ja w grudniu będę obchodzić 5 rocznicę związku i jakoś nie czuję, żeby miały nastąpić jakieś specjalne zmiany… Raczej wszystko po staremu 😀 Życzę każdemu, aby znalazł swoją połówkę, ale warto pamiętać, jak to mówiła Aniamaluje, że z dwóch różnych owoców może powstać naprawdę ciekawa sałatka 😉

Skomentuj