Pięćdziesiąt twarzy dziecka. Twojego też?

with 4 komentarze

twarze z emocjami

Gdybym miała porównać rodzicielstwo do jakiegoś innego doświadczenia, to najlepszym odpowiednikiem byłaby jazda na rollercoasterze. Bez trzymanki. Z rozpiętymi pasami. Bo, bądźmy szczerzy, dziecko potrafi zaskakiwać i robi to na każdym kroku. Niemowlak wyjący jak szalony jak tylko odłożysz go do wózka, choć wszystkie poradniki twierdzą, że maluszki kochają spacerki i słodko na nich śpią. Roczniak z uporem maniaka pakujący do kuchennej szuflady kapcie taty. Dwulatek, który dzień przed urodzinami mówi pojedyncze słowa, żeby dzień po urodzinach powitać cię promiennym „mama, chcę serek z lodówki”. Trzylatek, który wydaje się uosobieniem słodyczy, żeby kilka miesięcy później zmienić się w… hmmm… No właśnie. Tego, to się nie da opisać, to trzeba przeżyć.

 

Psychologowie twierdzą, że, aby stworzyć sobie jakieś uporządkowane i sensownie funkcjonujące ja, trzylatek musi przejść przez okres chaosu i burzy. I wydaje się, że mają rację. Choć ja nazwałabym to okresem armagedonu i powodzi łez, przy czym dodajmy, że czasem trudno dokładnie zidentyfikować, z czyich oczu te łzy płyną. Bo że rodzicielska dusza krwawi boleśnie, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Doktor Jekyll i Mister Hyde to mały pikuś, bo dwie twarze to limit dla frajerów. Rollercoaster, moi drodzy, rollertcoaster.

Poznajcie więc trochę mniej niż pięćdziesiąt twarzy 3,5-latka.

 

Dziecko wulkan energii

Zbliża się wieczór, a ty co minutę spoglądasz na zegarek z drążącym dziurę w mózgu pytaniem „dlaczego ta #$%^$& wskazówka się nie porusza?!?” Macie za sobą ZOO, spacer, trampoliny, rowery, robienie pustaków, jazdę na dzikim wielbłądzie i matka natura sama wie, co jeszcze. Czujesz, jakby przejechał cię walec, a twoje dziecko wygląda tak:

via GIPHY

 

Dziecko pęknięty balonik

Świetnie się bawicie, budujecie wieże z klocków, czytacie książki, gracie w berka i chowanego, albo – jeśli masz mniej szczęścia – wymyślacie pięćdziesiątą wersję dialogu między mamą-lalą i dzidzią-lalą, która nie chce spać. Maluch tryska energią. Wystarczy jednak, że rzucisz hasło „czas na obiad” albo „posprzątajmy zabawki”, aby nogi natychmiast odmówiły mu posłuszeństwa, a dziecko znalazło się na dywanie w stanie skrajnego wycieńczenia.

via GIPHY

 

Dziecko chodząca miłość

Cudownie jest słyszeć po kilka czy kilkanaście razy dziennie słodziutkie „kocham Cię, mamulku”. Cudownie jest czuć małe rączki oplatające szyję i drobne ciałko wtulające się w Ciebie. Gorzej, że tak naprawdę nigdy nie wiesz, co może przyprawić twojego malucha o szybsze bicie serca. Pół biedy, jeśli to kolega czy koleżanka na placu zabaw, wygrzebana z kosza (na zabawki, nie na śmieci…) zabawka albo bohater kreskówki. Gorzej, jeśli obiektem miłości stają się kwiatki, listki, ślimaczki, kamyczki, patyczki i inne cuda. Zresztą, po co mamy się ograniczać, twoje dziecko może zapałać miłością nawet do numerka stojącego na stoliku w restauracji, w której jesteście pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu. Czy muszę dodawać, że wszystkie te rzeczy muszą, po prostu muszą z wami zamieszkać?

via GIPHY

 

Dziecko fontanna

W miłości, jak wiadomo, nie ma łatwo. Toteż i sercowe przygody twojego malucha niosą swoją dawkę cierpienia. Kwiatek więdnie? Płaczemy. Patyczek się złamał? Nic już nigdy nie będzie takie samo. Zabawka przestała śpiewać? Tragedia. I nawet propozycja włożenia nowych baterii nie ukoi tego cierpienia, bo przecież „mamo, ty nic nie rozumiesz!”. No i ten numerek z restauracji, cholerny numerek, przez który twój trzyipółlatek roni gorzkie łzy nad kotletem i surówką z marchewki, no bo „jak to nie możemy go zabrać do domu? Przecież ja go tak kocham!”

Ale powodem powodzi łez wcale nie muszą być niespełnione miłości. Owszem, dziecko płacze często z powodów, które i dla dorosłego są zupełnie zrozumiałem. Ale czasem dzieje się coś, czego nie potrafimy objąć rozumem (może to i dobrze…) Nieodpowiedni kolor kubka? Kanapka pokrojona w poprzek a nie wzdłuż? Ręce wytarte niewłaściwym ręcznikiem? Podzielony na kawałki banan, który jednak powinien być w całości, choć miał być pokrojony – ani się obejrzysz, a ocierasz łzy rozpaczy wywołane powodem, który każe ci rozglądać się w poszukiwaniu ukrytej kamery. Ale nie martw się, mogło być znacznie gorzej…

via GIPHY

 

Dziecko wkurzone nie na żarty

Są takie chwile, kiedy wspomnienie cichych łez nad niewłaściwie pokrojoną kanapką jest dla Ciebie jak plaster na zbolałą duszę. Dzieje się tak wtedy, kiedy nieplanowane choć straszliwe błędy rodzica rozpętują armagedon wściekłości i szajbę roku. No jak, powiedz mi, jak mogłeś mi to zrobić!?! Przecież wiesz, że nienawidzę tego kubka! Będę miał teraz beznadziejny dzień! Nie mów do mnie, nie chcę dziś z tobą rozmawiać! – słyszysz lawinę, której rozmiar przerasta cię już na starcie. I gdyby chociaż obietnica tego nierozmawiania była prawdziwa…

via GIPHY

 

Dziecko sama słodycz

Cokolwiek byś nie zaproponował, jest przeszczęśliwe. Za zaserwowane w pośpiechu płatki z mlekiem dostaniesz buziaka. Za wodę w bidonie uśmiech od ucha do ucha i zadowolone bulgotanie. Za nieco krzywo uczesany warkoczyk oklaski na miarę matki roku. Niech tak już będzie na zawsze, myślisz sobie po cichu, choć zaczynasz nabierać wątpliwości, kiedy maluch zaczyna cię komplementować za piękne siedzenie na kibelku.

via GIPHY

 

Dziecko chodzące NIE

Jeszcze dobrze nie zadasz pytania, a już słyszysz odpowiedź. Jeszcze nie wyjdziesz z propozycją, a zostanie ona oprotestowana. Jeszcze nie wyjaśnisz swoich racji, a już wiesz, że mały terrorysta nie zamierza wysłuchać ani jednego twojego słowa. Goń się mamuśka, nie chcę tych butów. Nie chcę tej czapki. Nie chcę twojego kazania. Nie chcę czekolady. A nie, jednak czekoladę chcę. A wiecie, co jest najgorsze? Rodzicie wielodzietni wiedzą. NIE jest bardzo zaraźliwe…

via GIPHY

 

Dziecko gapa

Patrzysz z dumą, jak wspina się na drabinki na placu zabaw. Nie panikujesz, kiedy wdrapuje się na drzewa. Ani kiedy pędzi z górki na pazurki, rozpędza się na rowerku tak, że tylko warkoczyki fruwają w powietrzu. Wydaje ci się takie sprawne, takie silne, takie bystre, że tracisz czujność. A wtedy nieuchronnie pojawia się mały gapcio. Albo większy gapcio. I wszystko dzieje się „psipadkiem”.

via GIPHY

 

Dziecko kamienna twarz

Myślisz sobie, że fajnie byłoby je zaskoczyć. Zaproponować ciekawe atrakcje, pokazać coś nowego, odkrywać wspólnie świat. Wielbiciela pociągów zabierasz na paradę parowozów. Zakochaną w zwierzątkach prowadzisz do mini zoo. Zapalonego pływaka zapraszasz do nowego, wypasionego aquaparku. I kiedy inne dzieci bawią się, dokazują, zachwycają, śmieją, szaleją, twoje wygląda tak:

via GIPHY

 

Twoje dziecko dorasta, robi się coraz rozsądniejsze, coraz bardziej stabilne. Na świecie pojawia się rodzeństwo. Myślisz sobie – teraz już wszystko wiem, teraz nie dam się zaskoczyć, teraz już jestem gotowy. A wtedy twoja nowa latorośl robi tak:

via GIPHY

 

I już wiesz, że masz pozamiatane…

 

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. A przy okazji sprawisz przyjemność jednej blogującej po nocach mamie.

4 Responses

  1. Elżbieta Grabarczyk
    | Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się ten wpis. Co prawda, ja w swojej praktyce terapeutycznej mam do czynienia przede wszystkim z dorosłymi, ale to nie znaczy, że nie jest cenne dowiedzieć się czegoś o młodszych 🙂

  2. Znam to z doświadczenia 🙂

  3. Gosia z pokoju obok
    | Odpowiedz

    U nas ostatnio jest karuzela i kalejdoskop humorów. Od totalnego rozbawienia przechodzącego, ni stąd ni zowąd, w histeryczny płacz połączony nagle ze śmiechem. Od ciągłego przytulania się do stanowczego: nie na każdą proponowaną potrawę. Naprawdę, można oszaleć, ale myśl, że wszystkie dzieci tak mają jest odrobinę pocieszająca.

  4. natalia
    | Odpowiedz

    co prawda nie ma dzieci ale opowieści koleżanek są identyczne jak opisujesz 🙂 nie wiem skąd dzieci mają tyle energii. Idealnie dobrane animacje do opisanych sytuacji 🙂

Skomentuj