Na początku był grudzień

with 41 komentarzy

GrudzieńBył grudzień 1983 roku.

Zima, jak to wtedy bywało. Śnieg sypał od rana grubymi, mokrymi płatkami. Kiedy gdzieś wczesnym, bardzo wczesnym rankiem obudziły ją pierwsze skurcze, wyjrzała za okno i zmartwiła się, że autobus może nie dojechać do ich małej wioski przez zaśnieżone drogi. Na początku myślała, że to może fałszywy alarm, ale kilka godzin i wiele skurczów później wiedziała, że to już. TO JUŻ. Razem z mężem wsiedli do autobusu, który – co za ulga! – jednak pojawił się na przystanku spóźniony ledwie od dwadzieścia minut. Odprowadził ją do szpitala, a sam poszedł do pracy. To i tak było lepsze niż samotne, długie, bezczynne siedzenie pod drzwiami porodówki, na którą ona przecież i tak mogła, musiała wejść sama. Sama stawić czoła może największemu wyzwaniu w życiu.

Dobrych kilkanaście godzin później na świecie pojawiła się Ona. Jej pierwsze dziecko. Jej pierwsza córka.
Pojawiłam się ja.

 

Był grudzień 2007 roku.

Zima już nie taka jak to kiedyś bywało. Śnieg wprawdzie sypał od rana, ale do ciężkich, śnieżnych czap na drzewach i domach było jeszcze bardzo daleko. Kiedy obudziła się rano z wielkim jak piłka brzuchem i bez śladu skurczów – nadal nic! – była trochę rozczarowana, ale w sumie poczuła ulgę. Wigilia to nie najlepszy moment na poród. Zanim się zorientowała, wpadła w szał świątecznych przygotowań. Gdzieś między klejeniem uszek, mieszaniem zupy grzybowej i przyprawianiem kompotu z suszu poczuła pierwsze ukłucia, delikatne i nieśmiałe, jak prószący za oknem śnieg. Kilka godzin później, kiedy miała właśnie zasiąść do wigilijnego stołu, to, co wydawało się fałszywym alarmem, zmieniło się w gwałtowną lawinę. Torba, samochód, szpital. Pod rękę z mężem, od początku do końca, jako pierwsi w rodzinie razem na sali porodowej. Ku zaskoczeniu otoczenia i mojemu własnemu też. Podczas gdy reszta familii dzieliła się opłatkiem i zajadała kutię, oni czekali, walczyli, pracowali na swój własny, świąteczny cud.

I pojawił się – chwilę przed północą na świecie pojawił się On. Ich pierwsze dziecko. Ich pierwszy syn.
Pojawił się mój bratanek.

 

Był grudzień 2013 roku.

Zima nie była już ani trochę taka, jak to kiedyś bywało. Mróz wprawdzie dawał nieźle w kość, ale o prawdziwym śniegu można było tylko pomarzyć. Delikatne, kruche płatki lecące z nieba nie były w stanie stworzyć grubego dywanu, jaki wymarzyła sobie na te święta. Kiedy gdzieś bardzo wczesnym rankiem obudziły ją skurcze, marzyła o tym, żeby to już było to. Mimo strachu, mimo obaw. Wszystko było lepsze niż powtarzające się ciągle pytania „to Ty JESZCZE tutaj?” z sugestywnym spojrzeniem na brzuch, który z dnia na dzień wydawał się większy i większy. I jeszcze większy, do granic fizycznej niemożliwości. Dwie melisy, pół godziny kąpieli i kilkadziesiąt skurczów później już wiedziała, że to naprawdę już. Na salę porodową wkroczyła za rękę z mężem, od początku do końca razem, przetartym już wcześniej szlakiem, który teraz wydawał się jedyną możliwą i oczywistą drogą. W dobrych i złych chwilach, w ciszy i w krzyku, w śmiechu i we łzach. Razem od pierwszego skurczu do pierwszego kwilenia.

Po godzinach, które wydawały się nie mieć końca, mierzonych rytmem rwących się oddechów i uginających ze zmęczenia nóg, na świecie pojawiła się Ona. Jej pierwsze dziecko. Jej pierwsza córka.
Pojawiła się moja córka.

*   *   *

Grudzień to w mojej rodzinie i w moim życiu miesiąc narodzin. Moich własnych. Jako człowieka, jako cioci, jako mamy. I wierzcie mi, że nic – absolutnie nic – nie może przebić tego momentu, kiedy po raz pierwszy przytulasz swoje dziecko, podnosisz je drżącymi od emocji rękami, ze łzami w oczach. Kiedy mówisz „witaj, maluszku” rwącym się ze wzruszenia głosem. Z przekonaniem, że oto wszystko zmienia się nieodwołalnie i raz na zawsze. Mówią, że po urodzeniu dziecka można żyć jak dawniej. Ale po co? Po co wracać do tego, co było, skoro ten nowy świat jest tak bardzo lepszy, piękniejszy, pełniejszy. Mój jest. Bo chociaż zmieniło się wszystko, najważniejsze nie zmienia się zawsze. Poczucie, że jestem właśnie tam, gdzie chcę być. Gdzie, choć przecież nie idealnie, jest dobrze, ciepło, bezpiecznie.

Życie współczesnych ludzi mierzone jest przyśpieszającym ciągle rytmem zegara. Doba, godzina, minuta wydają się za krótkie. Bo trzeba przecież zrealizować zadania, zaplanować cele, wyrobić normy. To błędne koło zaczyna toczyć się gdzieś niezależnie od nas, obok nas, poza nami, żeby napędzać się od pierwszego stycznia i wypluć nas, wymiętych i wymiętolonych, wraz z końcem roku. I może dlatego, może właśnie dlatego grudzień jest takim miesiącem, kiedy – zamiast galopować szybciej i szybciej jeszcze – warto sobie powiedzieć stop. Wykorzystać święta po świątecznemu. Zatrzymać się, odetchnąć, olać listę sprawunków, domowych zadań i gimnastyki kuchenno-salonowej. Popryskać nieumyte okna sztucznym śniegiem w spreju, upiec jedną blachę ciasta mniej, prezenty zamówić dwa miesiące wcześniej, żeby nie biegać do sklepu w przeddzień wigilii z błyskiem szaleństwa w oku. A może i w ogóle z prezentów zrezygnować? Powiecie, że tak nie wypada. Że przecież tradycja, że zawsze tak się robiło. Ale w tej grudniowej tradycji chyba za bardzo skupiamy się na detalach, na szczegółach, na otoczce, zapominając o tym, co tej tradycji jest jądrem. O ludziach. A może warto zapoczątkować nową tradycję?

Dla większości ludzi grudzień jest miesiącem podsumowań, podliczeń, dorocznego bilansu zysków i strat. Co się udało? Co się nie udało? Co ja – znowu o rok starszy – zdołałem osiągnąć przez te dwanaście miesięcy? Poczucie satysfakcji podszyte często, gdzieś podskórnie, cieńszą lub grubszą warstwą zawodu, bo przecież zawsze mogło być lepiej, więcej, mocniej. Nie dla mnie.W mojej rodzinie, w moim życiu grudzień to miesiąc, kiedy wszystko się zaczyna. Miesiąc nowego początku. Miesiąc dobrej energii i pozytywnych planów, wizji, odkryć. Magiczny grudzień. Kiedy w Betlejemskiej stajence rodzi się – znowu! – Dzieciątko, a w mojej głowie rodzą się pomysły, które z zapałem realizuję przez cały rok. Nawet jeśli gdzieś w cieniu bożonarodzeniowego drzewka, gdzieś w wigilijny wieczór, kiedy wszyscy zasną, pojawia się myśl o roku ubiegłym, to nie ma w niej żalu. Bo jeśli nie wszystko się udało – a przecież nigdy się wszystko nie udaje – to tylko znak, że można próbować dalej, rozwijać się, szukać nowych dróg, nowych rozwiązań, nowych pomysłów dla siebie. Czerpiąc energię z tego, co już jest i z tego, co nadchodzi.

*   *   *

Był grudzień 2016 roku.

To była byle jaka zima. Bez śniegu, bez mrozu, za to z błotem i szarugą. Ale to był grudzień, a grudzień zawsze jest piękny. Jest dobry. Był 13 grudnia, kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W telewizji ponure, czarno-białe obrazy z kronik przeplatały się z reklamami najlepszych prezentów świątecznych i specyfików na wzdęcia nieuniknione po wigilijnej wyżerce. A jednak, kiedy obudziła się rano, pomyślała, że to właśnie ten dzień, ten moment. Że te wszystkie miesiące pełne rozmyślań, planów, prób i ćwiczeń w końcu muszą doprowadzić do jakiegoś zwieńczenia, muszą się skończyć, albo ona sama w końcu oszaleje. Więc zabrała się do dzieła. Chociaż wiedziała dobrze, że na razie – a może i na zawsze – będzie należał tylko do niej, że pewnie minie jeszcze wiele czasu, zanim będzie mogła i chciała przedstawić go innym. Początek musiał być właśnie tutaj, właśnie teraz.

Kilka godzin, kilka stron i wiele intelektualnych skurczów później na świecie pojawił się on. Jej pierwsze wirtualne dziecko. Jej blog.
Pojawił się mój blog.
Grudzień to w mojej rodzinie i w moim życiu miesiąc narodzin. Moich własnych. Także jako blogerki.
Zawsze lubiłam grudzień.

blogrudzień

 

Wpis powstał w ramach akcji Blogrudzień 2017, która trwa przez cały miesiąc (za wyjątkiem dwóch dni Świąt Bożego Narodzenia), a wymyślona i zorganizowana została przez Magdę, autorkę bloga Magda M. Blog (KLIK). 29 dni, 29 blogerów, 29 postów. Ja zaczynam! Wspólnie tworzymy blogowy kalendarz grudniowy! Koniecznie zajrzyjcie!

A oto pozostałe blogerki biorące udział w akcji Blogrudzień 2017: Ania z www.pepek-swiata.com, Weronika z www.minimalisticgirl.pl,
Dagmara z www.dziubdziak.pl, Kasia z www.tarapatka.blog.pl, Magda z www.savethemagicmoments.pl, Mirka z www.blondpanidomu.pl, Sylwia z www.matczysko.pl, Gosia z www.jaskoweklimaty.pl, Karolina z www.mlodamamma.pl, Karolina z www.karolinaplichta.pl, Agnieszka z www.321startdiy.pl, Olga z www.polishgirlolga.pl, Sylwia z www.mlodamamapisze.com, Karolina z www.wysmakowana.pl, Karolina z www.dzieciecapodroz.pl, Kamila z www.ugotowanepozamiatane.pl, Agata z www.wesellerka.pl, Emilia z www.mamaisynzgranyteam.pl, Iga z www.znaciskiemnaszczescie.pl, Karolina z www.mamakarolina.pl, Monika z www.mamanacalego.pl, Agata z www.beztroskamama.pl, Magda z www.magdam.com.pl, Asia z www.humoryzmory.blog.pl, Natalia z www.swiattomskiego.pl, Justyna z www.pogodnieprzezzycie.pl, Ola z www.jasiovo.blogspot.com, Edyta z www.mumnaopak.blogspot.com

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

41 Responses

  1. Ale fajnie Wam się zgrało z tym grudniem 😉 U nas wszystko w innych miesiacach chociaż obie też się zimą urodziłysmy.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Tak sobie ostatnio myślałam, że jednak fajnie jest rodzić zimą. Bo jak sobie siebie wyobrażę w środku upalnego lata z tym ogromnym brzuchem…

  2. Ula - Książkowe Powroty
    | Odpowiedz

    U nas akurat nie ma nikogo z grudnia. Ale zimy kiedyś faktycznie były przepiękne! 😍

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Oj tak. Pamiętam z dzieciństwa te śniegowe czapy…

  3. Te „grudnie” u Ciebie podsuwają mi koncepcję lojalności rodzinnej Ivana Boszormenyi-Nagy’ego (terapeuta rodzin pochodzenia węgierskiego), którą dokładnie opisała Anne Ancelin Schützenberger w swojej książce „Psychogenealogia w praktyce”. Polecam Ci do poczytania. W naszych rodzinach właśnie tak się zdarza – pielęgnujemy rodzinny kalendarz nieświadomie (bo podejrzewam, że nie planujecie wszyscy narodzin na grudzień, a tak się mimo wszystko składa 🙂 ). Pięknie jest, jeśli powielamy właśnie takie piękne wydarzenia, które napawają nas dumą. 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ciekawa sprawa z tym powielaniem wzorców nawet w takiej niby mało kontrolowalnej kwestii jak narodziny 🙂 Moja druga córka urodziła się na koniec listopada a moja bratanica w styczniu. Wszyscy celujemy w ten sam okres 🙂

  4. Magda M blog
    | Odpowiedz

    ❤️❤️❤️ nie wierzę! Właśnie dziś, o 6 rano siostra mojego męża urodziła córeczkę 🙂 nie mogłaś napisać niczego, co trafi do mnie bardziej 🙂 płaczę ze wzruszenia ❤️

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      🙂 To tylko potwierdza moją tezę. Grudzień to najlepszy czas na narodziny.

  5. Adriana
    | Odpowiedz

    Piękna historia rodzinna Wam się pisze i pięknie ją opowiadasz:) Też lubię grudzień i też Boże Narodzenie to dla mnie bardziej ludzie i bycie razem niż wypastowana podłoga w piwnicy, 15 ciast i sztywny od bólu przygotowań kark i brak sił na cieszenie się obecnością bliskich.
    Dobrego, spokojnego grudnia!:)

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ważne, żeby gdzieś złapać równowagę i nie pozwolić na przerost formy nad treścią.

  6. Kwadrans dla Ciebie
    | Odpowiedz

    Uwielbiałam grudzień jak byłam małą dziewczynką. Wówczas wszystko było takie piękne, białe i magiczne. Teraz to tylko stres i nerwówka związana z przygotowaniem świąt…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja właśnie postanowiłam sobie odpuścić i wrzucić na luz. Rozkładam przygotowania na dłuższy okres i wszystko, co mogę, robię wcześniej ma spokojnie 🙂

  7. Mayka.ok
    | Odpowiedz

    haha, ale cudowna historia. Twoja rodzina ma szczęście do ważnych wydarzeń w grudniu 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Prawda 🙂 Przez cały grudzień świętujemy!

  8. Panna Kwiatkowska
    | Odpowiedz

    A u nas z urodzinami wszyscy po całym roku porozrzucani 😁

  9. alla84
    | Odpowiedz

    Tęsknie za zimowym grudniem, takim ze śniegiem po pas, tańczącymi w świetle latarń płatkami, czerwonymi od mrozu policzkami i czystością bieli… ehh…

  10. Agata - BeztroskaMama
    | Odpowiedz

    Wzruszający tekst…
    Oby zawsze grudzień był dla ciebie tak szczęśliwym miesiącem 😄 życzę aby blog pięknie się rozwijał. Dbaj o niego bo t tekstem pokazałaś że jesteś dobra w tym co robisz 😘
    Moc pozytywnej energii

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję Ci bardzo 🙂 takie słowa bardzo motywują do pracy!

  11. Olga
    | Odpowiedz

    Piękne te Twoje grudniowe wspomnienia. Przez moment poczułam się jakbym była tam z Tobą. Szczęśliwego grudnia!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję za miłe słowa. Cieszmy się wszyscy tym grudniem 😊

  12. Asia Bednarek
    | Odpowiedz

    Dokładnie, grudzień to najpiękniejszy czas narodzin. Wiem coś o tym. Jestem grudniowa. Ale nie tylko. Urodziłam synka w Boże Narodzenie! I jest w tym coś tak niesamowicie mistycznego, że dopiero wtedy zrozumiałam ideę tych świąt.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Sprawiłaś sobie idealny prezent pod choinkę 🙂

  13. Basia
    | Odpowiedz

    Piękny tekst :)dla mojej rodzinki to tez będzie miesiąc początku nowego życia; )

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nowy członek rodziny? Grudniaki są super 🙂

  14. Karolina
    | Odpowiedz

    Brakuje mi tego widoku zimy z przed kilku lat. Kiedy szalało się na sankach całymi dniami. Od kilku lat przestałam dostrzegać magię świąt, jednak ona wróciła od kiedy jest z nami synek, i to właśnie dla niego chce stworzyć magiczną atmosferę;)

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Też tak mam, że dzięki dzieciom znów mocniej przeżywam święta 🙂

  15. Gosia Ostrowska
    | Odpowiedz

    Wspaniały, wzruszający i dający motywację wpis. Dzięki.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 po takich komentarzach nabiera się wiatru w żagle 🙂

  16. Anka
    | Odpowiedz

    Grudzień pełen magi nie tylko świątecznej. Cud narodzin wszechobecny w Twoje rodzinie <3 cudownie się czyta i wzrusza.. 🙂

    U nas każdy trafił w inny czas, ale synek jest z pierwszego dnia jesieni i pierwszego dnia wagi oraz spotkania z mężem po wielu latach 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      No to synek pięknie wycelował w bardzo wymową datę 🙂 każdy ma swój magiczny dzień!

  17. Gosia z pokoju obok
    | Odpowiedz

    Ja i moje rodzeństwo urodziliśmy się w czerwcu- cała trójka. Mama wspomina zawsze ogromne upały w dni porodów. Mój mąż, jego chrzestna, jego mama i nasz syn wszyscy urodzili się 25 dnia miesiąca. Coś jest w tych datach i nawet jeśli to tylko przypadek, zawsze można go rozpatrywać bardziej mistycznie:).

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Czytałam kiedyś artykuł, że w czasach PRL najwięcej dzieci rodziło się ok 9 miesięcy po poważniejszych akwariach elektrowni 😉 nie było prądu, to i ludzie szukali sobie jakiegoś zajęcia wieczorową porą 😂😂😂

  18. Minimalistic Girl
    | Odpowiedz

    Lekko, przyjemnie opisana niezwykle i prawdziwie wzruszająca. Dziękuję! 🙂

  19. Iga | Z naciskiem na szczęście
    | Odpowiedz

    Zima, a szczególnie grudzień to najlepszy okres w roku! Fantastycznie, że masz takie wspaniałe historie, które czyta się niesamowicie lekko. Ciekawe co przyniesie grudzień w tym roku 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Z tego, co wiem, w mojej rodzinie w tym grudniu nowych dzieci nie będzie. Ale za to rodzi się jeden nowy pomysł 🙂

  20. Monika (Mama na całego)
    | Odpowiedz

    Coś mi świta, że w ubiegłym roku to jednak zima nie była taka byle jaka. Wprawdzie śniegu, jak na lekarstwo, ale jednak mróz to trzymał porządny. Pamiętam, że co wieczór robiłam samochodem 20 minutową jazdę, żeby rano w ogóle odpalił…za to w tym roku grudzień ledwo się zaczął już śniegiem sypnęło, że aż miło 🙂
    A wracając do tematu….tak sobie myślę, że człowiek pewnie zazwyczaj z sentymentem myśli o czasie, miesiącu swoich narodzin. Ja się urodziłam na wiosnę, podobnie, jak 4 moich dzieci i jest to dla mnie szczególny czas. Bardzo to pięknie opisujesz….czuję podobnie, jak TY.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja pamiętam zimę zimną i mroźną, ale jakoś mało śnieżną. Zwłaszcza w okolicy świąt, niestety 🙁
      U was magiczna wiosna u mnie grudzień 🙂

  21. Mirka | Blond Pani Domu
    | Odpowiedz

    Twój wpis naprawdę szczerze mnie poruszył. Polubiłam Twojego bloga na Facebooku i będę zaglądać tu częściej! 🙂

Skomentuj