Szacunek. Dozwolony od lat osiemnastu?

with 13 komentarzy

szacunek

Kiedy rozmawiam ze znajomymi rodzicami, jak bumerang powraca jedno słowo, odmieniane przez wszystkie przypadki. Szacunek. Chcemy go mieć, chcemy go czuć, domagamy się go, brakuje nam go, uważamy go za swoje niezbywalne prawo. Do niego dążymy. Kiedy ktoś zarzuca nam, że nasze dziecko nas nie słucha, nie szanuje (a niestety najczęściej utożsamia się szacunek właśnie z bezwarunkowym posłuszeństwem i uległością) narasta w nas poczucie rodzicielskiej porażki. Dziecko ma liczyć się z naszym zdaniem, ma być posłuszne, ma realizować nasze wskazówki i zalecenia. Ma nas szanować. Bo jesteśmy jego rodzicami. Bo jesteśmy dorośli. Bo nam się należy.

 

Pominę tutaj kwestie, czy należy się nam na pewno i czy wystarczy być rodzicem, by z automatu zasługiwać na szacunek dziecka, bo sprawa jest bardzo dyskusyjna (choć akurat dla mnie to po prostu bezdyskusyjna bzdura). Zajmijmy się za to elementem, o którym często, niestety zbyt często, zapominamy – o szacunku nie OD, ale DLA dziecka. Tak, tak, zdrowa relacja oparta na szacunku – także ta, w której jednym z partnerów jest dziecko – powinna być przecież ufundowana na wzajemności. My, dorośli, my, rodzice, chcemy być szanowani przez dzieci. Ale czy sami je szanujemy?

Supermarket. Duża Ona – elegancka blondynka z miłym uśmiechem na twarzy – i Mała Ona – drobniutka blondyneczka z niesfornymi loczkami i równie wesołym uśmiechem. Wybierają bułki. Duża trzyma torebkę, Mała wrzuca do środka bułki. W pewnej chwili torebka wypada Dużej z rąk, a dwie bułki toczą się po podłodze.
Duża: Co robisz, sieroto?!? Jak wkładasz te bułki? Natychmiast je zbieraj. Wstyd się z tobą gdzieś pokazać.

 

Park. Duży On – elegancki brunet w dżinsach – i Mały On – na oko czterolatek na zielonym rowerze. Lekcja jazdy. Pierwsze, drugie, trzecie nieudane podejście. Mały On nie poddaje się jednak i próbuje dalej. Za którymś razem przewraca się na asfalt i zdziera kolano. Zaczyna płakać.
Duży: No i co ryczysz? Nic się nie stało przecież. Nie bądź mazgaj.

 

Przychodnia. Duża Ona – poważna brunetka w sportowych butach – i Mały On – może dwuletni łobuziak ściskający w łapce zielonego dinozaura (czy też – jak mówi – „dinożarła”). Przychodzi ich kolej na szczepienie. Mały płacze wystraszony, szarpie się. „Nie chcę, nie chcę” – powtarza.
Duża Ona: Przecież to nic nie boli, nie ma o co płakać. Jak natychmiast nie wejdziesz do gabinetu, to dostaniesz w dupę!

 

To nie są wymyślone historie. To nie są rzadkie historie. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie była aż nadto jasna. Szacunek, którego się domagamy od dzieci, jest – jak się wydaje – towarem o ograniczonej dostępności. Osobom niepełnoletnim najwyraźniej nie przysługuje, a przynajmniej takie wrażenie sprawia znaczna część dorosłych. Na dzieci można nakrzyczeć, dzieci można skarcić, dzieci można publicznie atakować, obrażać, krytykować. Można wyśmiewać ich lęki i niepowodzenia, bagatelizować niepokoje, a w końcu nawet okłamać czy zmanipulować, żeby osiągnąć swój cel. Można, bo panuje powszechne przyzwolenie. Można, bo inni tak robią i nie wzbudza to większego sprzeciwu otoczenia. Bo przecież to tylko dzieci.

 

Przykre, że właśnie w stosunku do najmłodszych pozwalamy sobie na zachowania, na które nie ma przyzwolenia w relacjach z innymi dorosłymi. Jeśli koleżanka upuści naszą torebkę, nie robimy jej dzikiej awantury i nie wyzywamy od idiotek. A przecież, jako dorosła, powinna już sobie świetnie radzić z taka prostą umiejętnością. Kiedy uczącemu się jazdy samochodem kursantowi silnik zgaśnie po raz trzeci na tym samym skrzyżowaniu, instruktor nie powie mu, że jest idiotą i nie każe wysiąść z samochodu. Nawet jeśli to już trzydziesta lekcja jazdy a kursant jest wyjątkowo oporny. A kiedy zaniepokojona kuzynka poprosi o wsparcie psychiczne przed operacją, nie zagrozimy biciem za brak odwagi i nie oszukamy, że gojenie się szwów jest zupełnie bezbolesne. Bo to by jej na pewno nie pomogło. Widzicie ten paradoks? Dorosłym, którzy z racji wieku i doświadczeń potrafią – a przynajmniej powinni – poradzić sobie z trudnymi emocjami, wyzwaniami czy lękami, dajemy potrzebne wsparcie czy zrozumienie. Traktujemy ich problemy z szacunkiem albo przynajmniej zachowujemy grzeczną powściągliwość. Dzieciom, które niezbędnych umiejętności czy panowania nad emocjami dopiero się uczą, oferujemy kpiny, kłamstwa i krytykę zamiast życzliwego wsparcia podpartego dużą dozą cierpliwości. Dlaczego?

 

Pewnie wiele jest odpowiedzi na to pytanie, bo i sytuacje są różne. W grę wchodzić może kwestia indywidualnej wrażliwości, zmęczenia, cierpliwości, wyrozumiałości, poczucia wyższości itd. Ale chyba przede wszystkim strach. Tak, tak, strach właśnie. W kontakcie z innymi dorosłymi kieruje nami obawa przed ich reakcją. Wyzwana od idiotek koleżanka może się nam odpłacić pięknym za nadobne, obgadać nas przed znajomymi albo odmówić pomocy w sytuacji, kiedy to my będziemy jej potrzebować. Zrównany z ziemią kursant znajdzie sobie innego instruktora i puści w świat krytyczną ocenę, albo zwyczajnie się wkurzy i da mądrali w zęby. Wyśmiana za swojej lęki kuzynka poszuka sobie życzliwszych znajomych, wykluczając nas ze swojego kręgu przyjaciół. Nie chcemy tego. Boimy się tego. Wpojone nam zasady nie pozwalają nam na takie ryzykowne zachowania. Z dziećmi jest łatwiej – ot, pokrzyczą, pohisteryzują, czasem zduszą w sobie reakcję z obawy przed karą, częściej jednak popłaczą, powygrażają małymi piąstkami, może nawet się poskarżą, ale kto by ich słuchał. Przecież to tylko dzieci.

 

Paradoks nad paradoksy – skarżymy się na to, że „dzisiejsza młodzież” nie ma szacunku dla dorosłych. Że nie ustąpi w tramwaju, nie przepuści w kolejce, nie pomoże pozbierać rozsypanych zakupów. Tylko że ta młodzież nie bierze się znikąd. Ta młodzież bez szacunku dla innych to niegdysiejsze dzieci, których uczuć, potrzeb, próśb nikt nie szanował. To niegdysiejsze dzieci, które na co dzień widzą nasze rosnące zobojętnienie na innych. Brzmi to okrutnie, ale taka jest prawda – możemy sobie gadać o zasadach, możemy powtarzać je milion razy, ale uczy się nie słowami, a własnymi czynami, własną postawą. A dzieci widzą dużo, więcej niż nam się wydaje, i bardzo szybko przyswajają sobie i dublują nasze gesty. Zanim więc zaczniesz oskarżać swoje dziecko o brak szacunku do ciebie lub innych, stań przed lustrem i uczciwie odpowiedz sobie na pytanie, czy taka postawa nie jest przypadkiem odbiciem twoich własnych zachowań. Tylko uwaga, bo odpowiedź może się okazać bolesna.

 

PS. Moja praca skończona. Teraz kolej na Ciebie! Jeśli spodobał Ci się mój tekst, polub go lub udostępnij! W Pozytywnym Domu każdy gość jest mile widziany!

13 Responses

  1. Marlena
    | Odpowiedz

    U nas ostatnio jest ciężki okres przez niektórych nazywany buntem dwulatka. Bywa naprawdę ciężko bo młody wszystko robi na opak, wszystko jest na nie! Zdarza mi się podnieść głos. Jednak staram się trzymać nerwy w ryzach choć nie zawsze jest to latwe. Jednak wypracowałam sobie to, że przyznaje się do błedu. Przepraszam, mówię KOCHAM i tulę i tule i tulę 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Czasem jest trudno utrzymać nerwy na wodzy. Ja się zawsze staram sobie powtarzać, że „jej jest w tym szaleństwie trudniej niż mnie” i jakoś mi to pomaga 🙂 A tulenie to zawsze, zawsze dobry pomysł.

  2. Antypatycznie
    | Odpowiedz

    Dziecko trzeba traktować jak miniaturowego dorosłego.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Może tylko z większą dozą wyrozumiałości dla trudności z panowaniem nad emocjami.

  3. Sabina Fabian
    | Odpowiedz

    Masz naprawdę bardzo profesjonalne podejście do tematu, musi być z Ciebie świetna Mama skoro tak dobrze potrafisz wczuć się w rolę dziecka – zagłębić się w jego emocje i przede wszystkim także zwrócić uwagę na jego moralne potrzeby poszanowania. Napisałam niedawno artykuł o wzajemnych zasadach komunikacji i jedna z nich idealnie mi tutaj pasuje – „Jeśli chcesz być szanowany – szanuj”. Niby proste, a jednak, jak sama wspomniałaś, czasem ciężko o przełożenie na praktykę. Dobry wpis! Pozdrawiam 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Staram się po prostu traktować moje dziecko tak, jak sama chciałabym być traktowana. Bo niby dlaczego mam od niego wymagać szacunku w zamian nie dając mu tego samego?

  4. alexanderkowo.pl
    | Odpowiedz

    „Zanim więc zaczniesz oskarżać swoje dziecko o brak szacunku do ciebie lub innych, stań przed lustrem i uczciwie odpowiedz sobie na pytanie, czy taka postawa nie jest przypadkiem odbiciem twoich własnych zachowań” – w tych słowach zawiera się cała prawda!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ale prawdą jest też, że trudno jest przed samym sobą się przyznać do własnych błędów w tym zakresie. A dziecko to najbardziej bezlitosne lustro, które idealnie odbija nasze wady.

  5. Wyrodna Matka
    | Odpowiedz

    Bo dorośli zapominają o jednej rzeczy: że dziecko to też człowiek. Nie raz i nie dwa mądrzejszy niż dorosły, bo nie spaczony życiem. Jeśli dorośli będą o tym pamiętać, to naturalnie zmienią swoje zachowanie 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Na pewno dziecko jest po prostu bardziej szczere i naturalne w pewnych zachowaniach. Jeszcze nikt go nie nauczył udawać i grać.

  6. BeztroskaMama
    | Odpowiedz

    Przykre to ale prawdziwe. Znam to doskonale z własnego doświadczenia. Mój ojciec uważa że mu należy się bezgraniczny szacunek – on ma tylko rację nikt inny, każdy powinien go słuchać, nikt nie może mieć własnego zdania – to nie jest szacunek to jest chęć zawładnięcia drugą osobą. On już taki jest, ale nadal jego słowa potrafią zaboleć – ostatnio przynosząc mu kawę rozlałam na talerzyk – usłyszałam że jestem niedojdą… Zrobiło mi się bardzo smutno.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Moja babcia zawsze mówiła, że „dorosłych trzeba szanować”, a ja miałam z tym duży problem. Bo niby dlaczego mam szanować ludzi, których zachowanie wcale godne szacunku nie jest. Czy wiek to jakaś zaleta albo zasługa?

  7. SYLWIA
    | Odpowiedz

    Bardzo ważne spostrzeżenia. U mnie z szacunkiem jest od lat bardzo duży problem. I nie chodzi mi tutaj o relacje z moją małą córką, lecz z własną mamą. Nie wiem na ile podejście egoistycznych ludzi do innych, szczególnie do najbliższych zaburza ten aspekt, ale doświadczenie pokazuje że niektórzy domagają się szacunku, lecz sami go nie mają do nikogo.

Skomentuj