Wielka wyprawa do USA – Bryce Canyon, czyli wędrując przez krainę czarów

with Brak komentarzy

Bryce CanyonNajwspanialszą chyba rzeczą w pracy pilota jest fakt, że dzięki niej można odkrywać na świecie miejsca, o których istnieniu nie miało się pojęcia. Niesamowite, zaskakujące, zapierające dech w piersiach. W czasie wielkiej wyprawy po Ameryce momentów z efektem WOW było sporo, ale jeden przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Pamiętacie, jak nie chciałam wam zdradzić, które miejsce wygrało w naszym grupowym głosowaniu na najlepsze z najlepszych na naszej trasie? Dziś Was tam zapraszam. Park Narodowy Bryce Canyon czeka.

 

Przyznam się bez bicia – zanim zaczęłam przygotowywać się do pierwszego wyjazdu do USA, o Bryce Canyon miałam niewielkie pojęcie. Coś tam kojarzyłam, coś tam słyszałam. Wiedziałam, że leży w Utah. Wiedziałam, że jako park narodowy funkcjonuje już prawie sto lat. Wiedziałam, że – wbrew swojej nazwie – kanionem nie jest, bo jego dniem nie płynie rzeka. Ale nie wiedziałam jednego – że wielka niecka w kształcie amfiteatru, wyrzeźbiona działaniem wiatru, wody i najprostszych procesów chemicznych i fizycznych, może być tak niewiarygodnie piękna. Widowiskowa. Porażająca ogromem i kolorami. Zresztą, zanim ruszymy w drogę, zobaczcie sami.

Bryce Canyon

Bryce Canyon

To tylko dwa skrzyżowania!

Z punktu widzenia pilota wycieczek, wędrówka po takim Bryce Canyon to czysta przyjemność. Choć oczywiście można by tu spędzić kilka dni, my mamy piękną i widowiskową, ale nie bardzo trudną trasę, której przejście jest w zasięgu wszystkich naszych turystów. Co więcej – trasa, wijąc się zakolami przez punkty widokowe i malownicze zakątki – prowadzi bez komplikacji z punktu A, gdzie zaczynamy, do punktu B, gdzie czeka na nas autobus. Po drodze ledwo dwa skrzyżowania, na których po prostu trzymamy się naszego szlaku, idziemy prosto i nie skręcamy w prawo. NIE SKRĘCAMY W PRAWO. Powtarzam, nie skręcamy w prawo. W ogóle nigdzie nie skręcamy. Wszyscy pamiętają? No to ruszamy na podbój Bryce Canyon.

Bryce Canyon

Droga wiedzie malowniczymi zakosami w dół. Jest gorąco, nawet bardzo gorąco, ale niesamowite widoki wynagradzają każdy wysiłek. Zresztą, co chwilę można się schować w cieniu jakiejś skały. Wokół pomarańczowo-biały, absolutnie niesamowity świat. Głębokie szczeliny, strome ściany, malownicze skalne formacje, w które – jak wierzyli Indianie – złośliwy duch pozamieniał wędrowców. Wokół cisza, oszałamiająca cisza i potęga Bryce Canyon. Jesteśmy tylko my i skały. Na horyzoncie pierwsze skrzyżowanie.

Bryce Canyon

Ale które prawo?

Mniej doświadczony pilot może dałby się zwieść, ale ja znam moją grupę. Choćbym powiedziała milion razy, że idziemy ciągle prosto, są w niej takie ewenementy, do których ten prosty komunikat nie dotrze. Podczas gdy turyści powoli, każdy w swoim tempie, przemierzają kolejne odcinki trasy z obowiązkowymi postojami na foto, ja energicznym krokiem ruszam do przodu, siadam na skałce za zakrętem i czekam. To tylko kwestia czasu.

Nie mija nawet kwadrans, kiedy moim oczom ukazuje się pierwsza owieczka. Jeśli myślicie, że to Krysiula, to zmartwię was, ale nie tym razem. To Marysia dziarsko maszeruje przed siebie zapatrzona to na okolicę to na – jak na ironię – mapkę w broszurce z punktu informacji turystycznej.
– Marysiu, czemu schodzisz ze szlaku? – zagajam uprzejmie.
– Nie schodzę przecież – odzywa się Marysia szczerze oburzona moimi podejrzeniami.
– Mieliśmy przecież trzymać się szlaku i nie skręcać w prawo – upieram się.
– No i tak właśnie robię. Było w prawo i w lewo, no to poszłam w lewo. Nawet specjalnie spojrzałam na mapę i na zegarek, czy w dobrą stronę na pewno.
Zamieram. Dorosła kobieta, wiek emerytalny na karku, a dyskutujemy właśnie kwestię prawo/lewo. I – wiem to na pewno – ona nie robi tego złośliwie. To po prostu Marysia. Wspinam się na wyżyny dyplomacji.
– Marysiu, ale przecież ty masz zegarek na prawej ręce, nie na lewej.
– No wiem. Bo ja sobie założyłam zegarek odwrotnie żeby wiedzieć, gdzie jest twoje lewo i prawo.

Poddaję się. Jest trzydzieścikilka stopniu w cieniu i dyskusja o tym, że na szlaku prawo i lewo to raczej nie jest pojęcie względne, nie ma większego sensu. Uśmiecham się. Biorę Marysię pod ramię i spokojnym spacerem ruszamy w ślady grupy. Zegarek przekładamy na to właściwe lewo. Zostawiam ją pod opieką koleżanek i przyśpieszam kroku. Bo wiem, że będzie jeszcze jedno skrzyżowanie.

Bryce Canyon

Ale tam jest lepiej!

Pośród kategorii turystów, których nie chcesz spotkać na swojej drodze a na pewno spotkasz (poczytaj o nich TUTAJ), jest jedna, która potrafi mocno utrudnić życie pilota. To grupa „tam jest/było lepiej”. Choćbyś stawał na głowie i pokazywał najbardziej niesamowite miejsca na świecie, oni są przekonani, że na pewno da się zobaczyć coś więcej, coś inaczej, coś lepiej. Że można lepszy hotel. Że można smaczniejszy posiłek. Że można bardziej widowiskową scenerię. Nie uwierzą Ci na słowo, że tę trasę masz obcykaną i przetrenowaną wzdłuż i wszerz. Że wybrałeś najlepsze warianty. Że chcesz i pokazujesz to, co najlepsze. Bo koleżanka była i miała lepsze zdjęcia. Bo dwadzieścia osiem lat temu była taka inna ścieżka. Bo w dzienniku pokazywali, że z tamtej strony trawa jest bardziej zielona… Nie wytłumaczysz.

Bryce Canyon

 

Spokojnie siadam więc za zakrętem przy drugim skrzyżowaniu i czekam. To tylko kwestia czasu. No i nadchodzi. Uzbrojona w swój nieodłączny aparat, przewodnik i mapę, zjawia się Ilonka. Wiadomo. Ona to akurat nie z przypadku, a z premedytacją.
– Chyba niechcący zeszłaś ze szlaku, Ilonku – zagajam. – Mieliśmy trzymać się trasy i nie skręcać w prawo.
– Tak, tak… Ja wiem. Ale widziałam na mapie, że tutaj jest taka druga trasa i ona jest na pewno lepsza. Bo zobacz, tu jest Bryce Canyon i tu są takie znaczki narysowane.
„Znaczki powiadasz? A jak znaczki, to rozumiem… Do wujka Wacława! Wiem, że jest inna trasa! Sama o niej mówiłam przecież. Tuż przed tym, jak powiedziałam, że MY idziemy inną i nie zbaczamy na tamtą” – mam ochotę krzyknąć, ale tylko się uśmiecham reklamowym uśmiechem numer pięć.

Bryce Canyon
– Wiem, Ilonko, że jest inna trasa. Ale skoro wędrujemy grupą, to wszyscy trzymamy się razem, prawda?
– No ja wiem, wiem. Ale przecież zobacz, tamta trasa też robi takie kółko i potem się łączy z waszą. To ja bym sobie szybko przebiegła i zaraz do was dołączę – trajkocze jak najęta, zupełni ignorując fakt, że to jej kółko jest znacznie dłuższe niż cała nasza trasa razem wzięta, więc musielibyśmy pewnie na nią czekać ze cztery godziny. O ile oczywiście nie ma w torebce odręcznego teleportu. Biorę więc głęboki wdech i spokojnie tłumaczę, że to się nie da, że to bez sensu, że grupa, że wszyscy razem, że już późno. Bez skutku.
– No ale zobacz. Tam poszli jacyś Amerykanie. Oni na pewno wiedzą, że tam warto. Zawsze omijamy najlepsze trasy. No sama popatrz na mapę. Tu są takie znaczki. Czy TY WIESZ CO ONE ZNACZĄ?!?
– A Ty? – pytam na wszelki wypadek, a kiedy po jej minie widzę, że nie ma zielonego pojęcia, dodaję z całą powagą, na jaką mnie stać. – W ten sposób oznacza się na terenie parku narodowego siedliska kojotów i pum. Nie wydaje mi się, żeby warto było się do nich zbliżać.
Zawraca w miejscu i wraca na szlak w poszukiwaniu unikalnych kadrów. A ja ruszam za nią z lekkimi jedynie wyrzutami sumienia. Muszę kiedyś w końcu sprawdzić, co naprawdę znaczą te znaczki.

Bryce Canyon

Bryce Canyon, czyli wędrując przez krainę czarów

Najbardziej zadziwiające w Ilonkowym poszukiwaniu atrakcji jest to, że… szukać nie ma potrzeby! Bryce Canyon jest po prostu magiczny. Labirynt kolorowych skał, tunele, wąskie przejścia i strome ścieżki. Drzewa rosnące w skalnych szczelinach, zielona roślinność nieśmiało odcinająca się na tle kolorowych skał. Pomarańcz, milion odcieni pomarańczy, która zapada w oczy, zapada w serce. Nie do zapomnienia.

 

Po zejściu w głąb kolorowej niecki, po włóczędze wśród niesamowitych formacji skalnych, przychodzi pora na wspinaczkę. W górę, ostrymi zakrętami, stromo. I gorąco. A jednak, chociaż w grupie nie brakuje seniorów, nikt się nie skarży, nikt nie marudzi. Wszyscy zamierają gdzieś w zachwycie, w podziwie, że natura może potrafi tworzyć takie cuda. W radości i absolutnym szczęściu, że dane jest nam je zobaczyć. Bryce Canyon. Takich miejsc się nie zapomina.

Bryce Canyon

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

 

 

Skomentuj