Wielka wyprawa do USA – w krainie gigantów

with 9 komentarzy

YosemiteZbliżamy się powoli do ostatniej prostej naszej wycieczki, po podróży przez Utah, Nevadę, Arizonę, zatoczyliśmy koło i jesteśmy znów w Kalifornii. Po emocjonującej przeprawie przez gorącą Dolinę Śmierci przyszedł czas na chwilę oddechu i zmianę klimatu. I chociaż odwiedzimy też kolejną dolinę, to będzie ona – gwarantuję wam – zupełnie inna. Sami zobaczcie!

Wyruszamy wcześnie rano, z głowami jeszcze parującymi po upale w Doliny Śmierci. Oraz, przyznajmy to, po wczorajszej imprezie. Jedna z naszych turystek, choć dobiegająca wieku emerytalnego, postanowiła uczcić swoje urodziny z iście amerykańskim stylu. A reszcie grupy dwa razy nie trzeba było tego powtarzać. Widać to zresztą po brokacie nadal błyszczącym we fryzurach niektórych z nas, że o zwiększonym spożyciu wody mineralnej nie wspomnę. Szybko okazuje się jednak, że jest coś, co może nas zmusić do szerokiego otwarcia nawet bardzo zmęczonych oczu.

Yosemite

Yosemite – park gigantów

Gdyby chcieć określić Park Narodowy Yosemite jednym słowem, to chyba najwłaściwsze byłoby „imponujący”. Ponad 3000 kilometrów kwadratowych. Ponad 3.5 miliona turystów rocznie. Porywające panoramy, ogromne skalne formacje, urokliwe wodospady, jeziora, rzeczki. No i jeszcze pewne wyjątkowe giganty, o których za chwilę.

Chociaż park jest ogromy, to większość ludzi przybywa przede wszystkim do urokliwej Doliny Yosemite utworzonej przez lodowce w górskim łańcuchu Sierra Nevada. Już widok na nią z góry zapiera dech w piersiach – zielone zbocza, niebieski odblask wody gdzieś daleko na dnie. Trochę jak jakaś zaczarowana kraina ukryta gdzieś przed światem. Na szczęście wcale nie tak trudno dostępna.

Yosemite

Giganci górscy

Jednym z najbardziej charakterystycznych widoków, które zapisują się w głowie i w sercu po wizycie w Yosemite, jest majestatyczna panorama z wielkimi górami. Po lewej ponury ON – El Capitan, granitowy monolit o ponad kilometrowej wysokości, uwielbiany przez wspinaczy i amatorów fotografii (nie muszę chyba dodawać, że my raczej w tej pierwszej grupie…). Po prawej w głębi, jak w przeciwnym ringowym narożniku, równie dumna Half Dome, wznosząca się 1444 metry nad dnem doliny. Według indiańskiej legendy to małżonkowie zaklęci w skałę przez Wielkiego Ducha za karę za swoje kłótnie. Do dziś patrzą na siebie z dystansu i bez możliwości pogodzenia jak nieme ostrzeżenie dla tych, co strzelają fochy zamiast cieszyć się pięknem otoczenia.

A jest się czym cieszyć, bo każdy przystanek to okazja do kolejnego zachwytu, kolejnego odkrycia. Kolejnej wędrówki. Jak przy słynnej granitowej kopule Lembert Dome, która wznosi się 240 metrów nad Toulumne Meadow. Zaprawieni wspinacze mogą zdobywać ją od strony stromego czoła, ale my stawiamy na podejście mniej nachylonym zboczem. Tak daleko, jak każdego z nas poniosą nogi i mięśnie. Upał nie ułatwia sprawy. Ale ci bardziej zaprawieni (i może mnie zmęczeni wczorajszym wieczorem), dochodzą naprawdę wysoko, zanim czas zmusi nas do powrotu do autobusu.

Yosemite

Giganci wodni

Park Narodowy Yosemite słynie także z wodospadów. Mniejsze i większe, mniej i bardziej imponujące, ale zawsze urokliwe, nawet jeśli w niektórych okresach roku ich wody znacząco opadają, a ogromna struga potrafi zmienić się w delikatną strużkę.

Szczególnie zachwyca nas Bridalveil Fall, czyli Welon Panny Młodej. Nazwa ta idealnie opisuje kaskadę otoczoną delikatną mgiełką, która cudownie chłodzi zwłaszcza w upały. Miejsce szczególnie oblegane jest przez singielki, które z niecierpliwością czekają na zmianę stanu cywilnego, jako że wdychanie oparów wodospadu ma wróżyć rychły ślub. Co ciekawe, w naszej grupie znalazło się kilka entuzjastek intensywnie inhalujących się powietrzem, ale i takie panie, które wolały wstrzymać oddech w pobliżu kaskady. Tak na wszelki wypadek. Żeby nie było tak słodko, warto wspomnieć, że Indianie Ahwahneeche wierzyli, że Bridalveil Fall jest siedzibą złego ducha Pohono. Dlatego właśnie, opuszczając dolinę, nie należy się odwracać i patrzeć bezpośrednio na wodospad, aby nie zostać przeklętym.

Yosemite

Najprzyjemniej okazuje się jednak w okolicy słynnych Yosemite Falls. Złożona z trzech odcinków kaskada ma łącznie 739 m długości, co czyni ją najwyższym wodospadem Ameryki Północnej. Kiedy przyjeżdżamy tam w środku bardzo, bardzo upalnego lipca, wodospady nie są w najwyższej formie, ale – paradoksalnie – okazuje się to świetną okazją, żeby poznać je bliżej. Zbiornik u stóp wodospadu dolnego (98 metrów) zmienił się w całkiem przyjemne kąpielisko, gdzie zmęczeni wędrówką piechurzy moczą nogi i chłodzą się w delikatnej mgiełce. Ci odważniejsi zażywają nawet kąpieli, chociaż woda jest naprawdę, ale to naprawdę lodowata. Sprawdziłam!

Giganci żywi

Na koniec wizyty zostawiamy sobie spotkanie z naprawdę niezwykłymi gigantami. Wyruszamy na spacer po Mariposa Grove, czyli największym i najbardziej imponującym lesie sekwoi olbrzymich w całym parku Yosemite (rośnie ich tu kilkaset dorosłych okazów!). Pierwsze wrażenie jest niezwykłe – drzewa są naprawdę ogromne, ich wierzchołki strzelają gdzieś wysoko w chmury, a majestetyczne pnie tworzą gigantyczny labirynt, w którym czujemy się jak mróweczki.

Wijąca się po lesie ścieżka doprowadza nas do kolejnych olbrzymów. Jak Grizzly Giant – najstarsze i drugie co do wielkości drzewo w tym parku, które ma aż 64 metry wysokości, a obwód jego podstawy to 28 metrów! Albo California Tunnel Tree, czyli jedyna żywa sekwoja, przez której pień przechodzi tunel! Został on wycięty w 1895 roku tak, aby mogły przejeżdżać nim powozy, co miało przyciągać większą ilość turystów. I chyba taktyka zadziałała, bo do tej pory jest to miejsce, w którym zwiedzający fotografują się bodaj najczęściej.

Yosemite

Gdzieś po drodze mijamy Kawalera i stojące skromnie niedaleko trzy Gracje – drzewa splecione są korzeniami tak, że upadek pociągnąłby za sobą pozostałe. Odwiedzamy też Wierną Parę, dwie sekwoje, które urosły tak blisko siebie, że ich pnie zlały się ze sobą u podstawy.

Duże wrażenie robią na nas Clothespin tree i Telescope tree z pniami mocno uszkodzonymi od środka przez ogień, a jednak ciągle żywe. Bo sekwoje, jak się okazuje, są niezwykle silne i zdolne dożyć nawet 3200 lat, dzięki swojej odporności na choroby, ogień i insekty. Ale nawet giganty mają swoją słabość. Choć ich korzenie mogą mieć nawet 5 metrów, to zagłębiają się w ziemie jedynie na 1 do 2 metrów… Kombinacja płytkich korzeni z różnych czynnikami pogodowymi, jak wiatr czy śnieg, czasem kończy się upadkiem drzewa.

I oto dochodzimy do Upadłego Monarchy powalonego ponad 300 lat temu, który leży teraz przed nami, wciąż potężny, wciąż imponujący. Poległy gigant. Taki widok daje do myślenia.

Yosemite

Z trudem przychodzi nam rozstanie się w Yosemite. Po pustynnych krajobrazach i skalistych kanionach, jej zieloność i świeżość czujemy chyba wyjątkowo. Ale nie załamujemy się. Bo trudno przecież narzekać, jeśli zmierza się do San Francisco… Jedziecie z nami?

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

9 Responses

  1. San Francisco
    | Odpowiedz

    Tak bardzo żałuję, że przy wizycie w San Francisco nie udało się wybrać do Yosemite! Zobaczyć El Capitan i można umierać 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Widok rzeczywiście imponujący, ale żeby od razu umierać? 😉

  2. Save the Magic Moments
    | Odpowiedz

    Jeja Stany! Moje wielkie marzenie. Zazdroszczę okrutnie. Widoki fantastyczne.

  3. Monika | Poróżowisko.pl
    | Odpowiedz

    Stany Zjednoczone jakoś nigdy mnie nie ciągnęły, kraj ten nie jest moim priorytetem, jednak dla tamtejszych parków narodowych mogłabym zrobić wyjątek 😉 Zaskoczyłaś mnie informacją o tym, jak względnie płytko sięgają korzenie sekwoi. Sądziłam, że tak potężne drzewa mają bardzo rozwinięty system, a tu proszę – pozory mylą…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie amerykańskie parki narodowe to coś wspaniałego. Mi się jeszcze marzy lepsze poznanie interioru i północy 🙂

  4. Turkusowa
    | Odpowiedz

    Super się czytało o miejscu, które czeka w kolejce marzeń :). Piękne zdjęcia, koniecznie muszę się tam wybrać! Pozdrawiam :).

  5. Dee Lukasik
    | Odpowiedz

    To jest jedno z moich marzeń wybrać się do Yosemite, a właściwie to zjechać stany wzdłuż i wszerz. Zostawiam sobie na późniejszy czas, może za rok, dwa. Póki co muszę się nacieszyć Seattle, zawsze to jakaś namiastka Ameryki

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Seattle ma dużo uroku 🙂 wprawdzie byłam tam tylko jeden dzień ale wspominam bardzo pozytywnie. Ładne miasto i jakieś takie przyjazne ludziom, mam wrażenie 😉

  6. Jak tam cudownie! Marzy mi się taka wycieczka, to muszą być niesamowite emocje i niezapomniane wrażenia 🙂

Skomentuj