Nie rozumiem

with 1 komentarz

Alfie Evans

Nie jestem lekarzem. Nie znam się na tych medycznych terminach. Na śmierci mózgowej, maskach tlenowych i opiece paliatywnej. Nie jestem lekarzem, ale wiem, że nawet lekarz może się pomylić.

Nie jestem sędzią. Nie znam się na tym prawniczym bełkocie. Na niedopełnieniu warunków, na ograniczeniu prawa do zbliżania się, na działaniu w najlepszym interesie. Nie jestem sędzią, ale wiem, że nawet sędzia może się pomylić.

 

Nie jestem ekspertem.

Nie jestem ekspertem. Ale jestem mamą i nie mogę sobie wyobrazić, co mogą, co muszą przeżywać rodzice tak desperacko walczący o kolejne chwile swojego dziecka. Spędzający dnie i noce w szpitalu. Szukający pomocy i wsparcia, gdzie tylko się da. Szamoczący się między nadzieją a rozpaczą.

Nie jestem ekspertem. Ale jestem człowiekiem i tak zwyczajnie po ludzku NIE ROZUMIEM.
Nie rozumiem, dlaczego małemu chłopcu odmawia się wsparcia na ostatniej drodze. Nie rozumiem, dlaczego gotowy do startu samolot medyczny, miejsce w specjalistycznym szpitalu oraz druga już doba samodzielnego oddychania bez wsparcia aparatury to czynniki, które dla sądu nic nie zmieniają w ocenie sytuacji. Nie rozumiem, dlaczego rodzice, którzy o dziecko walczą, którzy dla dziecka poruszyli niebo i ziemię, którzy dla dziecka znaleźli – rzeczywiście znaleźli! – szpital i niekwestionowanych ekspertów, nie mogą tego dziecka w bezpieczne miejsce przewieźć.
Nie rozumiem w końcu, jak w XXI wieku, w środku Europy, na oczach cywilizowanego świata, może się rozgrywać taki dramat. Dramat małego człowieka i jego najbliższych.

 

Alfie Evans umiera.

Każdego dnia po trochę. Niezależnie od tego, czy jest, czy nie jest podłączony do aparatury. Umiera, bo taka jest natura jego niezdiagnozowanego dotąd schorzenia. Wiedzą o tym dobrze jego rodzice. Ci rodzice, którzy czuwają przy nim dzień za dniem, noc za nocą. Którzy liczą jego oddechy, trzymają za rękę, głaszczą przed zaśnięciem. Którzy wypatrują każdego, najmniejszego nawet przejawu świadomości. I którym zamiera serce, kiedy jego oddech zwalnia. Oni wiedzą, że ich mały synek odchodzi, sami otwarcie mówią, że szukają dla niego “opieki, a nie lekarstwa”, ale wierzą, pewnie głęboko wierzą w cud. I modlą się o niego. A z nimi cała armia ludzi, których serca mały Alfie poruszył.
Tylko że medycyna w cuda nie wierzy.

Alfie Evans umiera. Chociaż na samą myśl pęka serce, z medycznego punktu widzenia nic nie może go ocalić. Ale nawet z tego medycznego punktu widzenia ten mały chłopiec ma prawo do godnego odchodzenia. Do opieki ekspertów, którzy potrafią mu zapewnić na tej ostatniej drodze odpowiednie warunki. Do obecności bliskich, którzy będą go pielęgnować, tulić i trzymać za rękę bez kamer, bez przepychanek i bez czujnego oka strażnika sprawdzającego, czy aby nie chcą mu nielegalnie pomóc.
Jakim społeczeństwem się staliśmy, jeśli nie potrafimy pojąć tak podstawowych kwestii?
Więc tak, ten mały chłopiec umiera. Umiera na oczach całego świata. A razem z nim umiera coś także w wielu z nas. Resztki wiary w ludzką przyzwoitość.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

One Response

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Bardzo dobrze ujęte, wczoraj oglądałem wiadomości i też zadawałem sobie te pytania. I stwierdzam, że świat zwariował, wszystko stoi na głowie, wartości są jakoś dziwnie poprzestawiane. Naprawdę się boję, gdzie ten świat zmierza i cieszę się, że mieszkam w Polsce. Strasznie mi przykro, ale mogę się “tylko” pomodlić…

Skomentuj