A gdyby macierzyństwo było tańcem…

with Brak komentarzy

macierzyństwo jako taniecMożecie tego o mnie nie wiedzieć, ale uwielbiam tańczyć. Od zawsze i chyba wszystko ze szczególnym uwzględnieniem salsy. I tak sobie myślę, że w macierzyństwie zaskakująco dużo jest z tańca. Z różnych tańców.

 

Jest w macierzyństwie zaklęte dostojeństwo angielskiego walca…

Kiedy budzisz się, choć do świtu jeszcze daleko, ale mocny kopniak daje sygnał, że to już. Kiedy zimnym autem pędzisz przez zamarznięte miasto, długim korytarzem kroczysz do pierwszego spotkania twarzą w twarz. Kiedy, z ulgą i strachem, mówisz sobie „to już” i cała jesteś czekaniem.

Kiedy przychodzi ten moment, że oczekiwanie zmienia się w końcu w obecność. Raz, dwa, trzy… I pierwszy krzyk, płacz raczej, uruchamia lawinę, która już nigdy się nie zatrzyma. Raz, dwa, trzy…. I eksplozja uczuć – czułości, tkliwości, miłości, która nie ma sobie równych. Raz, dwa, trzy… I dzieje się świat nie do uwierzenia i nie do opisania. Bo nie ma, po prostu nie ma bardziej niesamowitego, bardziej emocjonującego momentu niż, kiedy w Twoich ramionach ląduje nowo narodzone dziecko. Kiedy pierwsze zetknięcie skóra do skóry, kiedy pierwsze spojrzenie w oczy, kiedy w końcu można dotknąć, pogłaskać, przytulić.

I zaczyna się taniec, który tańczyć przyjdzie już zawsze razem. Dobrze, że jesteś, maluszku! Dobrze, że jesteś, mamo!

A jak pięknie można razem walcować, zobacz tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie szalony rytm irlandzkiego tańca…

Kiedy budzisz się bladym świtem i wpadasz w szalony tan, którego zatrzymać się nie da. Chcę jeść! Gdzie moja czapka? Chcę siusiu! O której lekarz? Nie chcę tych spodni! Mleko się skończyło! Niech mi ktoś przyniesie papier toaletowy!

A Ty pędzisz, piętami wybijasz rytm nieokiełznany, sama za sobą nie nadążasz, śmigasz gdzieś między lodówką, łazienką, dziecięcym pokojem i własną sypialnią z rozwianym włosem. A refren „pośpiesz się” brzmi Ci gdzieś z tyłu głowy, kiedy zbierasz graty, zbierasz dzieci, szukasz w panice kluczy, rękawiczek, przedszkolnego plecaczka i… własnej głowy. Tego wirowania, tego tupania, tego przebierania nogami zatrzymać się czasem po prostu nie da!

A jak niesamowicie szybko poruszają się stopy irlandzkich tancerzy, obejrzyj sobie tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie zaskakujące szaleństwo kubańskiej salsy…

Kiedy zwykły dzień nagle, znienacka, zmienia się w karuzelę wrażeń i emocji. Kiedy dziecięcy gest otwiera Ci oczy na rzeczy, których my, dorośli, dawno już nie widzimy. Kiedy dziecięcy uśmiech w jesiennej szarudze rozświetla barwy, w naszych oczach już dawno zalane szarością i błotem. Kiedy dziecięca niewinność budzi spontaniczność, o którą sama siebie już dawno nie podejrzewasz.

Kiedy przestajesz myśleć, co inni pomyślą, co inni powiedzą, jak inni zareagują, i z górki na pazurki pędzisz za małym urwisem, na drzewo włazisz, śpiewasz na cały głos w środku parku piosenkę o Muszce Plujce. Albo puszczasz się w tan na środku hipermarketu…

A jak zaraźliwe jest szaleństwo mojej ukochanej salsy, możesz zobaczyć tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie niezwykła energia tanga…

Kiedy z małym człowiekiem szukacie wspólnego rytmu w codziennym szaleństwie. Poznajecie się, wyczuwacie wzajemnie, badacie granice w poszukiwaniu równowagi dla obu stron zadowalającej. Kiedy czasem nie wiadomo, kto prowadzący, a kto prowadzony. Kto poskramiający, a kto poskramiany. Kiedy emocje buzują, sięgają zenitu, wybuchają czasem, żeby ustąpić miejsca świadomej kontroli. Kiedy w jednym geście więcej się mieści niż w tysiącu słów. Kiedy jeden gest może wszystko zepsuć. A potem wszystko naprawić.

Kiedy taniec bywa tak wyczerpujący, że czasem brak sił do kolejnego kroku, ale tak satysfakcjonujący, że tańczyć chcesz wciąż i od nowa.

A jak hipnotyzujące może być tango (i to w wykonaniu Antonio Banderasa…), zerknij tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie coś z namiętności bachaty…

Kiedy na TEN moment, TĘ noc, gdy dzieci w końcu zasną, czeka się z takim utęsknieniem, że napięcie kroić można nożem. Kiedy przedłużane w nieskończoność podchody sprawiają, że każdy gest, każdy ruch iskry sypie dostrzegalne tylko dla Was dwojga, niewidoczne dla małych oczu.

Kiedy w końcu czas dla Was, nie dla nich. I cisza i drzwi zamknięte do dziecięcego pokoju… I słów nie trzeba żadnych. A gdzieś między leniwą nieśpiesznością i gorączkowym pośpiechem temperaturę podgrzewa wątpliwości jedna – i bardzo uzasadniona – czy słodki głosik „maaaamaaaa!” nie odezwie się zza ściany w najmniej odpowiednim momencie…

A jaka zmysłowość może kryć się w bachacie, pooglądaj tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie nieśpieszność kubańskiego sonu…

Kiedy dzień zbliża się do końca, baterie na wyczerpaniu, ale jeszcze ciągle starasz się trzymać fason i podsuwasz na czubek głowy zsuwającą się niej koronę. Między zabawkami na podłodze salonu lawirujesz z wdziękiem tancerki, choć marzy Ci się w duszy buldożer, który ten bajzel odprawi w niebyt. Kiedy uśmiechy odwzajemniasz od niechcenia nad osiemdziesiątą wieżą z klocków, ale w myślach odliczasz te ostatnie minuty do pory spania.

Kiedy ostatkiem sił odpowiadasz na egzystencjalne wątpliwości trzylatka (skąd się wziął świat? Dlaczego dziewczynki nie mają suisiaków? Jak ślimak robi kupę?), które ZAWSZE pojawiają się tuż przed zaśnięciem, choć w myślach już leżysz w wannie pełnej piany i masz wywalone na cały świat. Jeszcze tylko kilka kroków…

A jak się elegancko nie śpieszy w rytmie kubańskiego son, podejrzyj tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie także radość jive`a…

Kiedy wszystko idzie jak z płatka. Kiedy dzień zaczyna się radosnym uśmiechem i soczystym buziakiem, a kończy uściskiem małych ramionek i sennie wymruczanym do ucha „jesteś najlepszą mamusią”.

I kiedy przez ten dzień idziecie w jednym rytmie, w podskokach radosnych przez kałuże, ze śmiechem, a czasem i śpiewem na ustach. Kiedy nie ma jęczenia, a proste słowa. Kiedy nie ma histerii, a jasne komunikaty. Kiedy nie ma fochów, a współpraca.

Kiedy zasypiasz z myślą, że fajnie jest być mamą.

A jak można radośnie fikać jive`a, podziwiaj tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie i rozdarcie tańca

nowoczesnego…

Kiedy kolejne dni stawiają wyzwania wydawałoby się ponad siły, którym jednak czoła stawiać trzeba krok za krokiem. Kiedy nieprzespane noce, kiedy poranki w pośpiechu, kiedy od świtu do zmierzchu wszystko nie tak, wszystko źle, o wszystko histeria. Kiedy zamiast uśmiechów – pretensje. Kiedy zamiast uścisków – przykre słowa. Kiedy zamiast rozmowy – wrzaski. I wieczne nie, i wieczne płacze, i poczucie, że to nie miało być tak.

Kiedy przychodzi taki dzień, że każdej napotkanej bezdzietnej kobiecie, masz ochotę powiedzieć: „uciekaj, zanim nie będzie za późno”. Kiedy każdej rozczochranej, spóźnionej, załamanej mamie w parku masz ochotę przybić piątkę, żebyście obie mogły poczuć, że nie jesteście same.

Kiedy zasypiasz ze smakiem porażki w ustach, z odbierającymi sen wątpliwościami, z poczuciem, że jesteś beznadziejną matką, a jednak budzisz się rano, podwijasz rękawy i robisz swoje. I walczysz, żeby to jutro było lepsze, każdego dnia lepsze.

A jak wygląda tancerka-wojowniczka, możesz podpatrzeć tutaj: KLIK

 

Jest w macierzyństwie także uroczystość i spokój poloneza…

Kiedy z dumą patrzysz, jak Twoje dziecko stawia kolejne milowe kroki. Kiedy łzę wzruszenia ocierasz na przedszkolnym teatrzyku świątecznym, na sportowych zawodach, na szkolnej wywiadówce może.

Kiedy z niedowierzaniem patrzysz na coraz większą liczbę świeczek na torcie tego jeszcze przed chwilą maluszka. Kiedy prowadzisz go za rękę na pierwszy dzień szkoły, kopniaka dajesz przed maturą, obserwujesz, jak do ołtarza kroczy, promieniejąc szczęściem, dom własny buduje.

Kiedy rolę mamy zamieniasz na rolę babci i prowadzenie w macierzyńskim tańcu oddajesz temu, kogo przecież ledwie chwilę temu tuliłaś kwilącego w ramionach.

A jak poloneza wodzić, nie ma lepszego przykładu niż ten: KLIK

 

Jest w macierzyństwie zaklęty rytm wielu, zaskakująco wielu tańców. Niełatwych tańców. Ale pewne jest jedno. Warto tańczyć.

A Wy jaki taniec widzicie w macierzyństwie?

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter! Dla wszystkich nowych domowników PREZENT POWITALNY – grudniowy pozytywnik, czyli ebook “Jak odnaleźć magię świąt?” (KLIK)

Skomentuj