A kiedy przychodzi noc…

with Brak komentarzy

dzieci dają w kośćJest czasem taki poranek, który zaczyna się wyciem budzika o dobre dwie godziny za wcześnie. Kiedy po nocy pełnej pobudek, po ukojonych bujaniem strachach i przepędzonych półprzytomnymi kołysankami koszmarach, chciało by się naciągnąć głowę na kołdrę i wymeldować jeszcze na chwilę z tej rzeczywistości, gdzie nie ma miejsca na leniwie sączoną kawę, a dziecięcy koncert życzeń rozpoczyna się z kopyta i nie ustaje przez długie godziny. Kiedy w lawinie “mamo, siku”, “mamo, jeść”, “mamo, pobaw się” SAMOTNE wyniesienie śmieci do kontenera przed domem urasta do chwili relaksu. Kiedy dzieci dają w kość tak bardzo, że to aż boli.

 

Jest czasem takie przedpołudnie

Jest czasem takie przedpołudnie, w którym kumulują się Twoje zmęczenie i dziecięca szajba pomnożona przez jedno, dwoje, troje, a może i więcej małych istot. Kiedy z jakiegoś niezrozumiałego zupełnie powodu, małe słodziaki zmieniają się w krwiożercze gremliny. A Ty na przemian rozdzielasz, tłumaczysz, wydzierasz siostrzane włosy z zaciśniętej kurczowo piąstki, okładasz lodem rozbite nosy i poszczypane brzuchy. I łzy ocierasz, bo ona mnie bije, a ona mnie drapie, a ona mnie popycha. A ona mówi, że jestem kupa. A ona na mnie oddycha, ODDYCHA NA MNIE! I patrzy się w moją stronę. No weź, mamo, weź coś zrób – krzyczą do Ciebie małe buzie, domagają się słodkie głosiki, które wiercą dziurę w mózg. A Ty masz ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść, na pożegnanie trzaskając drzwiami tak, żeby zadrżały szyby u sąsiadów dwie przecznice dalej.

 

Jest czasem takie południe

Jest czasem takie południe, kiedy zegar wybijający dwunastą uświadamia Ci, że do wieczora jeszcze tak zajebiście daleko. Toniesz w otchłani kucyków, lalek, klocków i Śpiącej Królewny czytanej już po raz trzydziesty dziewiąty. A bezpieczny brzeg wieczoru, który wydawał się majaczyć już na horyzoncie, okazuje się nagle bezlitosną fatamorganą. Te same zabawy, które zwykle przychodzą Ci odruchowo i bez trudu, dziś wydają się toczeniem pod górę syzyfowego kamienia, który co rusz wysuwa Ci się z rąk i wgniata w cukrową watę macierzyństwa z kolorowych gazet i filmików, gdzie uśmiechnięte od ucha do ucha robomamy rozpływają się w uśmiechach idealnie grzecznych robodzieci. Jeżu kolczasty, jak to możliwe, że od dwóch godzin gadam Barbie w ciąży, a minęło dopiero dwadzieścia minut?!?

 

Jest czasem takie popołudnie

Jest czasem takie popołudnie, kiedy każda kolejna minuta wydaje się ciężarem ponad miarę, a bycie dobrą mamą to tylko odległe marzenie, które ustępuje prostemu planowi pod hasłem “przetrwać do wieczora”. Kiedy rzeczy, z którymi na co dzień radzisz sobie z palcem w nosie, doprowadzają Cię do szału, podkopują wiarę w macierzyńskie kompetencje, wydają się nie do zniesienia.

To rozlane mleko, które wczoraj jeszcze bez mrugnięcia okiem, potraktowałabyś szmatką razem z dzieckiem, dziś wywołuje burzę, której siła przekracza skalę wszystkich mierników.
Te rozdarta książka, którą wczoraj skleiłabyś z pomocą nieporadnych małych łapek, rozmawiając o tym, że o przedmioty warto zadbać, dziś podnosi Ci ciśnienie lepiej niż wiadomości, wizyta teściowej i występy polskiej kadry razem wzięte.
Ta dziecięca histeria o marchewkę w zupie pokrojoną nie w paski a w krążki, którą wczoraj z wyrozumiałością być przyjęła, wytuliła, wyciszyła, dzisiaj przekracza wszelkie Twoje granice. Prowokuje do wyrzutów, do kazania, do gderania, które – wiesz to przecież – jest tyleż bezsensowne, co przynoszące ulgę.

 

Jest czasem taki wieczór

Jest czasem taki wieczór, kiedy wskaźnik Twoich macierzyńskich zasobów błyska alarmująco czerwoną lampką, a Ty nie możesz sobie pozwolić na to, żeby wyczerpany akumulator doładować. Ostatkiem sił toczysz się do mety dnia, który emocji przyniósł aż nadto. Gdzieś po drodze, za zamkniętymi drzwiami łazienki, płaczesz z wściekłości, z bezsilności, ze zmęczenia, którego nie da się opisać. Z poczucia rodzicielskiej porażki, bo one znowu się biją, bo znowu krzyczą, bo znowu są na nie. Bo nie słuchają! Bo choćbyś nie wiem, jak się starała, znowu nie wyszło…

Chciałabyś zamknąć się tam na zawsze, wyłączyć wszystkie czujniki, zza zamkniętych drzwi wynurzyć się, kiedy zapanuje za nimi cisza i spokój, święty – kurwa! – spokój. Ale nie, nie da się. Bo za drzwiami rozpacz i łzy, małe smutki do rozwiania, wielkie potrzeby do zaspokojenia. Mamo, mamusiu… – słyszysz gdzieś zza bezpiecznej bariery. I mobilizujesz w sobie wszystko to, co w Tobie zostało, żeby jeszcze raz, jeszcze trochę podzielić się tym, czego sama już prawie nie masz.

 

Jest czasem taki dzień

Jest czasem taki dzień, kiedy wszystko jest pod górę. Kiedy dzieci dają w kość. Kiedy od pierwszego promienia słońca przebijającego się nieśmiało zza nie do końca zaciągniętej zasłony do ostatniego błysku zachodu masz wrażenie, jakbyś walczyła o przetrwanie. O każdy oddech. Spokojne zacisze domu zmienia się w najeżone minami pole bitwy. Gdzie eksplozje emocji, gdzie naprzemienne salwy śmiechu i wybuchy płaczu, gdzie podchody, negocjacje i zaskakujące manewry. Gdzie ataki znienacka i rany do opatrzenia.

Jest czasem taki dzień, kiedy masz ochotę wypisać się z tego całego macierzyństwa. Depczesz po lego i mielisz pod nosem: “czy naprawdę tak źle było być singlem?”.
Wydłubujesz chrupki kukurydziane z odtwarzacza DVD i zastanawiasz się: “ciekawe ile kosztuje bilet na Bali w jedną stronę?”
Słyszysz – po raz dwudziesty tego dnia – że jesteś niefajną, niedobrą, niekochaną mamą, która nie chce dać dzieciom czekolady na obiad, i dudni Ci w głowie: “na co mi to było?!?”
Jest czasem taki dzień, kiedy kochasz, szczerze kochasz swoje dzieci, ale momentami nie za bardzo je lubisz…

 

A potem przychodzi noc

Gdzieś po kolacji, która dłużyła się w nieskończoność, bo płatki miały niewłaściwe kształty…
Gdzieś po kąpieli, w czasie której woda była zbyt mokra, piana zbyt pienista, a ręcznik za bardzo ręcznikowy…
Gdzieś po awanturze o spodenki od piżamy, które są paskudne, choć jeszcze wczoraj były najpiękniejsze na świecie…
Gdzieś po kwadransie negocjacji o to, którą bajkę czytamy, którą kołysankę śpiewamy i którą część ciała drapiemy najpierw…

Przychodzi taka chwila, kiedy zasypiają. Oddech uspokaja się i wyrównuje. Rozsypane na prześcieradle włosy, miękkie i delikatne jak puch, falują brązowymi, połyskliwymi falami. Długie rzęsy rzucają cień na mięciutkie policzki. Małe usta wyginają się w delikatnym uśmiechu do snów, które czają się już gdzieś na granicy świadomości.

 

Chociaż dzieci dają w kość…

W zapadającej ciszy, w której słychać tylko krople deszczu bijące o parapet albo przytłumione głosy sąsiadów z góry, rozprasza się gdzieś wspomnienie tego dnia, o którym jak najszybciej chciałoby się zapomnieć. Pobojowisko za plecami przestaje być istotne. Zalana łazienka, góra naczyń w zlewie, labirynt klamotów na dywanie w salonie na chwilę nikną gdzieś za granicą horyzontu tej magicznej chwili, którą zachwycasz się, delektujesz. Upajasz otulona tym dziecięcym zapachem, który na strunach zmysłów wygrywa najczulsze symfonie. Mała rączka ukryta bezpiecznie w Twojej dużej dłoni niczym magiczna jakaś ładowarka napełnia od nowa Twoje macierzyńskie akumulatory. Dodaje energetycznego kopa, pozwala podnieść głowę, otrzeć łzy, spojrzeć z nadzieją w wypełnione wyzwaniami jutro.

A kiedy przychodzi noc, one zasypiają. A Ty siedzisz w ciemnościach, siedzisz w ciszy, słyszysz półprzytomne, wyszeptane gdzieś przed sen “kocham Cię, mamusiu”, “jesteś najlepszą mamusią na świecie”. I boisz się poruszyć, żeby nie spłoszyć, nie zniszczyć tej chwili. Zmęczona, wypompowana, wyczerpana do granic możliwości. I do granic możliwości przekonana, że tej swojej rzeczywistości, tej swojej rodziny, tego swojego życia, nie zamieniłabyś na żadne inne. Do granic możliwości szczęśliwa.

Bo życie nie musi być idealne, żeby było dobre.

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

Skomentuj