A kiedy zapłoną świeczki

with 1 komentarz

świeczkiA kiedy zapłoną świeczki, może warto pomyśleć o tych, których już nie ma.

O głosie dziadka, który w ciemnościach opowiadał na dobranoc straszne historie, podczas gdy całe stado wnucząt skotłowane w śpiworach na podłodze pochłaniało je z dreszczykiem emocji. Albo o jego chrapaniu, które dziwnym spokojem wyznaczało rytm ciemnej nocy.

O niebieskich oczach tamtego chłopaka z pokoju obok, na którego pomocną dłoń liczyć można było choćby w nocy o północy. Który zawsze jeździł tak rozważnie, tak ostrożnie, aż w końcu raz jeden – o jeden za dużo – wsiadł do samochodu z niewłaściwym kierowcą.

O perlistym śmiechu tamtej słonecznej blondynki, która swoją radością potrafiła zarazić świat cały. Rozpędzić stresy, rozgonić strachy. I która, gdzieś między sylwestrową imprezą a kolejną podróżą zniknęła tak nagle, jak zdmuchnięty płomień.

O pocztowych kartkach pisanych drżącą ręką babci, które zapowiadały jej wyczekiwany niecierpliwie przyjazd. I tej czerwonej kamizelce z wełny, która może drapała w policzki, ale pachniała spokojem i opowieściami z dawnych czasów.

O oklejonych, wiecznie oklejonych ciastem rękach cioci, w której kuchni zawsze pachniało pierogami, gołąbkami, miłością. I której ciepły uśmiech musiał magicznie zatrzymywać czas, bo choćbyś wracał po miesiącach czy latach, zawsze czułeś, jakbyście widzieli się wczoraj.

O małych stópkach, których nie dane było dotknąć, o rączkach, których drobne paluszki nie mogły opleść się wokół dorosłego palca. I o zapachu, jedynym na świecie, jedynym w swoim rodzaju, który rozwiał się… jeszcze zanim się pojawił.

O tamtej dziewczynce pluskającej się w basenie i młodymi nogami wystukującej niespokojny rytm na schodach, przed którą było przecież więcej niż całe życie. I której drogę zakończyły ręce, z których nikt nigdy by się tego nie spodziewał.

O tym, o tamtym, o nich wszystkich.

Żyć po amputacji człowieka jest trudno, a czasem wydaje się niemożliwe. A przecież, choć na początku w to nie wierzymy, trzeba właśnie – powoli, mozolnie – podnieść się z kolan. Odbudować. Wrócić do świata. W końcu może i uśmiechnąć się nawet.

 

A kiedy zapłoną świeczki, może warto pomyśleć o tych, którzy dalej są.

O tych, którzy czekają z dnia na dzień, z gasnącą czasem nadzieją, na to, żeby i dla nich znalazło się trochę czasu w naszym zabieganym życiu.

O tych, których obecności nie doceniamy wystarczająco. Którzy nasze „dziękuję” dostają za rzadko a nasze „przepraszam” od święta. Którym nasze „kocham Cię” należy się każdego dnia.

O tych, którzy swoim uśmiechem potrafią jesień zmienić w wiosnę. Ciepłym słowem otulić lepiej niż wełnianym szalikiem. Pomocną dłonią złapać przed krawędzią przepaści.

O tych, którzy są, zawsze są, ciągle jeszcze są. I których obecnością warto się cieszyć każdego dnia, w każdej godzinie i minucie, bo nic nie jest dane na zawsze i na pewno.

 

A może?

Jest w tym początku listopada taka aura, która sprzyja zadumie i refleksji. I przywróceniu zdrowej perspektywy w spojrzeniu na codzienne problemy. Na mokre ręczniki wiecznie rzucane na łazienkową podłogę przez nią. Na okruchy zawsze zostawiane na stole przez niego. Na awanturę o drapiące skarpetki, zagubioną lalkę i te buty, o których założenie trzeba poprosić milion razy. Na chrapanie, drapanie, wygniecione ubranie i włosy w odpływie wanny.

Na to wszystko, co podważa, zaciemnia, zasłania prawdziwy obraz człowieka. Czy którakolwiek z tych rzeczy byłaby ważna, gdyby to był ostatni nasz wspólny dzień?

A kiedy zapłoną świeczki, może pomyśleć warto właśnie o… życiu.

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

One Response

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Bardzo fajny tekst, idealnie wtopił się w mój wczesnolistopadowy nastrój. Będąc ostatnio na cmentarzach zauważyłem coraz więcej pięknych i nowoczesnych, wręcz ekskluzywnych nagrobków. Zastanawiałem się od pewnego czasu, czy to wciąż niesłabnąca miłość do zmarłej osoby powoduje takie ekstrawagancje czy to też jakiś wyrzut sumienia w związku z tą zmarłą osobą, jakaś forma wynagrodzenia. Jednak ja uważam, że po śmierci na nic nam drogie nagrobki, bo najważniejszym prezentem dla zmarłej osoby jest modlitwa za nią. Szczera i systematyczna.

Skomentuj