A może by tak… Rzecz o postanowieniach noworocznych

with Brak komentarzy

noworoczne postanowienia

A może by tak, zamiast planować zrzucenie pięciu, dziesięciu, dwudziestu kilogramów, zaplanować, że się znajdzie więcej czasu dla siebie. Na przyjemności, na relaks, na święty spokój po prostu. Bez patrzenia w lustro, wciągania brzucha i wyliczania zmarszczek. Żeby kolejne dwanaście miesięcy nie upłynęło pod znakiem presji, wyrzeczeń i poczucia porażki, że się (znów) nie udało.

 

A może by tak, zamiast obiecywać sobie, że będzie się więcej mieć pieniędzy, pracy, zleceń, rekomendacji, więcej znaleźć czasu, żeby być. Dla dzieci, która od rana do nocy w innych rękach. Dla partnera, z którym się mija rano i wieczorem. Dla przyjaciół, z którymi tak trudno już nawet nie tylko wyrwać się na drinka, ale choćby i maila wymienić albo pogadać przez telefon bez poczucia, że minuty płyną, a tyle jeszcze do zrobienia.

 

A może by tak, zamiast mierzyć w kolejne cele, języki do nauczenia, kursy do zrobienia, rekordy do pobicia, pozwolić sobie na cieszenie się tu i teraz. Tym, co się już udało, co już umiemy, co nam całkiem nieźle wychodzi. Co daje przyjemność i frajdę, a nie tylko profity? Pochwalić się sobie i innym bez poczucia wstydu, że nie wypada. Bez wyrzutu sumienia, że się przedwcześnie spoczywa na laurach.

 

W pułapce?

Czasem wydaje mi się, że gdzieś w tym kulcie samodoskonalenia i samorozwoju, w pogoni za kolejnymi kompetencjami i umiejętnościami, tracimy nieuchronnie – odbieramy sobie lub odebrać pozwalamy – umiejętność cieszenia się tym, co już mamy. Że pędząc za tym, żeby było lepiej, zapominamy o tym, że przecież może już jest dobrze. Szczęśliwie. Bezpiecznie.
Że jest dach nad głową i ciepło w kaloryferach. Że jest praca. Że jest co włożyć do garnka i na deser nawet wystarczy. Że pod choinką znalazło się małe marzenie zapakowane w kolorowy papier. Że można w ciepłym łóżku poczytać książkę, pogapić się w gwiazdy nad kubkiem gorącej herbaty. Że wśród nocnej ciszy słychać spokojny oddech dzieci. Że są ramiona otwarte, w które można się wtulić kiedy źle i kiedy dobrze.

 

My, uprzywilejowani

Im więcej rzeczy wydaje nam się tak oczywistych, że prawie przestajemy je zauważać, tym bardziej możemy się uznać za uprzywilejowanych. Bo przecież nie wszędzie woda leci z kranu, a sklepowe półki uginają się od towarów. Nie wszędzie jest karetka w zasięgu jednego telefonu, darmowa szkoła za rogiem, internet, tramwaj, latarnie na ulicy.
Nie wszędzie można zasypiać bez odgłosu strzałów przerywających nocną ciszę, wychodzić z domu bez strachu, czy się do niego jeszcze wróci. I czy będzie do czego wracać.

 

Postanowienia noworoczne

Z każdym nowym rokiem robimy nowe postanowienia noworoczne. Chcemy, żeby był lepszy, pełniejszy, doskonalszy. Chcemy i my się zmieniać na lepsze – schudnąć, zacząć chodzić na siłownię, nauczyć się czegoś nowego, odwiedzić nowe miejsca, poznać nowych ludzi. I nic w tym złego tak długo, jak w tym pędzie do lepszego potrafimy jednak zatrzymać się i zauważyć, że i już jest dobrze. Że tak wiele mamy. Że, w gruncie rzeczy, tak niewiele potrzeba do tego dobrego życia.

A może by tak, zamiast od nowego roku koniecznie zaczynać nowe życie, dać sobie szansę, żeby zobaczyć piękno i w tym obecnym?
A może by tak od pierwszego stycznia, zamiast przeć do przodu z myślą “nowy rok, nowa ja”, postarać się po prostu polubić tę starą?

 

Może Cię też zainteresować:

Wszystko to, czego nie dostałeś jako dziecko

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj