Być babcią. Jedna z najtrudniejszych ról?

with Brak komentarzy

być babciąByć babcią jest łatwo i trudno jednocześnie. Właśnie tak. Gdzieś pomiędzy przesłodzonymi obrazkami uśmiechniętej staruszki z wazą najlepszej na świecie pomidorówki a czarnymi wizjami babek, które faszerują niemowlaki na przemian kiełbasą i czekoladą na tłuszczu palmowym, kryje się w tej roli jakiś dziwny dualizm, jakiś paradoks trudny do uchwycenia. A przecież ważny niezmiernie.

 

Gdzieś z jednej strony społeczne oczekiwania, że babcia będzie pomocna, zaangażowana, stawiająca wnuki zawsze na pierwszym miejscu. Gdzieś z drugiej nowoczesny świat, w którym babcie ciągle są jeszcze (i absolutnie nic w tym złego!) aktywne zawodowo i nie tylko. Ścierające się ze sobą chęć pomocy i chęć niezależności, gotowość do wsparcia i oczekiwanie szacunku (a czasem i bezwarunkowego posłuszeństwa), doświadczenie rzeczywiste i obalone dawno przez naukę mity i zabobony.

To nie jest łatwa rola. I dużo mądrości, dużo dojrzałości potrzeba, żeby odnaleźć się w niej i czerpać z niej zasłużoną satysfakcję.

 

Bo dobrze jest być babcią…

Cieszyć się na nowo, po latach, beztroskim dziecięcym śmiechem, drobnymi ramionkami ufnie oplatającymi szyję, mokrymi buziakami na powitanie i pożegnanie.

Budować relację bez presji, rozpieszczać tyle, ile trzeba, stawiać granice tam, gdzie to konieczne.

Dzielić się doświadczeniem, opowiadać historie z dawnych czasów, opisywać świat, w którym nie było telefonów i komputerów, a półki nie uginały się od zabawek. Uśmiechać się z rozrzewnieniem, gdy niewinny głosik pyta „babciu, a w Twoich czasach żyły dinozaury?”

Gotować najlepszy rosół, lepić najlepsze pierogi, smażyć najlepsze placki z jabłkami i robić najlepsze dżemy truskawkowe.

Kolekcjonować w szkatułce nagryzmolone niewprawną ręką laurki. Zapisywać w pamięci niezwykłe „i życzę Ci babciu, żebyś była zdrowa i dużo chrupek”. Nad łóżkiem powiesić zdjęcie ze szczerbatym uśmiechem na pierwszym planie.

Z radosnego dzieciństwa czerpać to, co najlepsze. Wspólne zabawy na dywanie, bajki czytane na kanapie, zabawy w chowanego lub grę w piłkę w przydomowym ogrodzie. Karmienie kur owocami czarnej porzeczki. Budowę schroniska dla zwierząt albo zamku dla księżniczek na środku salonu. Oglądanie najnowszego odcinka ukochanej bajki na dobranoc.

Cieszyć się wnukiem, dzieckiem po prostu, bez konieczności dźwigania tego, co w rodzicielstwie nieuniknione.

 

Nie musieć…

Nie musieć zastanawiać się, jakiego pediatrę wybrać, czy szczepić, czym karmić.

Nie wahać się po nocach, czy postawić na żłobek i wrócić do pracy, czy też zostać na wychowawczym kosztem zaciskania pasa i ryzykowania zawodowej przyszłości.

Nie spędzać kolejnych dni i tygodni na wyborze najlepszego przedszkola czy szkoły.

Nie wręczać kolejnego L4 z drżeniem serca, bo znów kaszel, znów gil do pasa.

Nie budzić się po dwadzieścia razy w ciągu nocy, bo mleko, bo woda, bo siusiu, bo zimno i złe sny.

 

Wspierać, ale nie decydować.

Współuczestniczyć, ale nie dźwigać pełni odpowiedzialności.

Pomagać na miarę sił i chęci, ale mieć święte prawo odmówić, zrobić sobie wolne, nie zgodzić się, kiedy brak ochoty, brak możliwości, brak zasobów.

 

Dobrze jest być babcią i pięknie, ale też… bardzo trudno!

Mieć bagaż doświadczeń, którym tak bardzo chciałoby się podzielić i przekazać, ale który czasem nie zostaje przyjęty. Bo nieco przeterminowany. Bo akurat nieprzydatny. Bo niekompatybilny z wizją życia i planami na przyszłość świeżo upieczonych rodziców.

Pogodzić się z faktem, że nasze dzieci mogą mieć dla dzieci swoich inną zupełnie wizję wychowania i życia, niż my mieliśmy dla dzieci naszych przed laty. Zaakceptować fakt, że decydują się iść inną drogą i nie traktować tej decyzji jako ataku na nasze dawne wybory.

Spróbować spojrzeć świeżym spojrzeniem na to, co może i inne, ale niekoniecznie gorsze.

Dostrzec nie zawsze już przecież ostrym wzrokiem tę cienką granicę między życzliwą radą a wtrącaniem się.

Kochać bezgranicznie, chcieć dla wnuków jak najlepiej i patrzeć, jak ktoś o ich losie decyduje zupełnie inaczej, niż my byśmy to zrobili.

 

Nasze babcie

Nasze babcie żyły w innych czasach. Kiedy inaczej wychowywało się dzieci. Kiedy inaczej planowało się swoją życiową drogę. Kiedy inaczej wyglądały rodzinne i społeczne relacje.

Ale przecież – mimo tych różnic – kiedyś one były mamami tak samo jak my. Kiedyś my będziemy babciami tak samo jak one. Wszystkie dobrze wiemy, że macierzyństwo to ścieżka piękna, ale i niezwykle stroma. I łatwiej idzie się po niej wspierając się wzajemnie, niż podstawiając sobie nogi. Warto o tym pamiętać. Warto starać się wzajemnie zrozumieć.

Dla dobra wnuków. I własnego też.

 

Ps. A dziadków dotyczy dokładnie to samo!

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj