Co potrafi trzylatka?

with Jeden komentarz

co potrafi trzylatkaPotrafi trzylatka tak wiele, że trudno to czasem pomieścić w dorosłej głowie…

 

Umie choćby obudzić się o 5.19 z akumulatorami wypełnionymi na full. Wpakować się pod kołdrę, zamknięte powieki rodzicielki podnieść w górę malutkim paluszkiem i zapytać niewinnie „śpisz, mamusiu?” Nie widzieć podkrążonych oczu i zombie miny na rodzicielskich twarzach, tylko już teraz domagać się śniadanka, zabawy i drapania po pleckach.

Ale potrafi też przytulić się po cichutku, mokrymi buziakami powiedzieć najpiękniejsze „dzień dobry” na świecie. A potem dodać „śpij sobie jeszcze, a ja tu obok posiedzę i książeczkę pooglądam, wiesz?”, darując Ci w najlepszym prezencie dodatkowe piętnaście minut drzemki. Luksus nie do przecenienia w matczynym życiu.

 

Mistrzyni

Umie tworzyć w wyobraźni światy, które nam – dorosłym – nie mieszczą się w głowach. Ożywiać zabawki, przygody dla nich wymyślać na miarę najlepszych filmów sensacyjnych. Drewnianą łyżkę zamienić w królewnę, gąbkę w parostatek, kapcie taty w domki dla kucyków. Zabawki znajdzie wszędzie i zawsze, nawet tam, gdzie się tego absolutnie nie spodziewasz. Nawet w tym, czego podniesienie z ziemi nawet nie przyszłoby Ci do głowy.

Ale potrafi też powiedzieć „nudzę się” i powtórzyć to dziesięć razy w ciągu kwadransa. Dorzucić znaczące „nie mam się czym bawić!”, choć zabawek ma tyle, że dawno już przekroczyły granice dziecięcego pokoju, anektując salon, taras i łazienkę, a okazjonalnie wpadając nawet z wizytą do WC.

 

Umie zaśpiewać „Sto lat” i „Poooolska! Biało-czerwoniiii” w czasie… mszy w kościele oraz wyrecytować wierszyk o Panu Pierdziołce, który spadł ze stołka przy rodzinnym obiedzie. Ulubione części Kici Koci „czyta” sobie samej i wszystkim innym dookoła, choć nie zna ani jednej literki. „Cichą nocą” odśpiewaną pełną piersią na plaży, inauguruje sezon świąteczny jeszcze nawet przed supermarketami.

Ale potrafi też powiedzieć, że śpiewać nie będzie, bo śpiewanie jest głupie. A wierszyki to się recytuje, jak się ma na to ochotę, a nie na życzenie publiczności. I tylko książeczek nigdy, ale to absolutnie nigdy nie odmawia.

 

Gwiazda

Umie śmiać się do rozpuku na widok kota stojącego na dwóch łapkach albo gdy woda zaczyna niespodziewanie uciekać z wanny. Rozpromienionymi oczami śledzić lampiony lecące w niebo, zatonąć w pokazie fajerwerków, z emocji krzyczeć, kiedy wiewiórka weźmie orzeszka prosto z małej, drżącej dłoni. Zakochać się w helowym balonie, lalce ze skołtunionymi włosami albo pluszowej myszy, która w rankingu na najpaskudniejszą zabawkę świata wygrałaby w cuglach.

Umie też płakać nad rozlanym kompotem, ułamaną ręką lalki i wieżą z klocków walącą się niespodziewanie na podłogę. Łzy lać bez skrępowania, gdy smutno, gdy źle, gdy strach, bardziej świadoma swoich emocji niż niejeden zgnieciony tresurą i skrępowany społecznymi więzami dorosły. Pocieszenia szukać w bliskości drugiego człowieka, jego cieple, jego dobrym słowie. Domagać się czułości, opieki, wsparcia, do których ma przecież najświętsze prawo.

 

Umie obcym ludziom zdać relację z rodzinnych wakacji, zagadać do nowej koleżanki na judo, zapytać starszego pana w kolejce, czy wie, że kiedyś on też był plemnikiem. Na prośbę pediatry, by weszła na wagę, odpowiedzieć poważnie „nie mogę, jestem teraz zajęta niestety”, a sprzedawcy w sklepie proponującemu lizaka, powiedzieć „daj mi lepiej kabanosa”.

Ale potrafi też milczeć, w skupieniu przetwarzając tę wiedzę, która szerokimi strumieniami płynie do małej główki, porządkując w szufladkach te fakty, te wiadomościami, te umiejętności, które dla dorosłego są oczywistością, dla niej – odkryciami na miarę podboju kosmosu. Potrafi też zrobić dwa kroki w tył przed zbyt nachalnym nieznajomym, schować się za mamy spódnicę, w taty ramiona uciec przed zbyt natrętnymi pytaniami od obcych albo i bliskich.

 

Iskierka

Umie jednym gestem, jednym słowem, jednym uśmiechem przekazać taki ładunek miłości, ciepła, akceptacji, że dałoby się nimi obdzielić pół świata. Drobnymi ramionkami oplatając dorosłą szyję, roztapia od wewnątrz rodzicielskie serca. Wielkimi oczami dostrzega w nas to, co najlepsze, choćbyśmy sami nie byli tego świadomi. Pachnącym czekoladą buziakiem wydobywa pokłady czułości i tkliwości, które nie mają prawa pomieścić się w jednym człowieku. A przecież mieszczą się, rosną, zaskakują każdego dnia.

Potrafi też wprost powiedzieć – nie mam teraz ochoty na przytulanie, zła jestem, nie mów do mnie. W złości wykrzyczeć słowa, za którymi czają się ogromne emocje. Nogami tupać, drzwiami trzasnąć, przed siebie pobiec. A potem wrócić. Potem trudne w odbiorze gesty wymazać wyciągnięciem ręki, przytuleniem, nieporadnie nagryzmolonym rysunkiem

 

Umie przytulić płaczącą siostrę, podzielić się zabawką, przebaczyć, co złe. Zrozumieć drugiego, poszukać kompromisu, zrobić krok do tyłu. Ustąpić, gdy trzeba.

Ale potrafi też bronić swojego zdania jak lwica. Powiedzieć „nie”, powtórzyć je i głośniej, i dosadniej, jeśli trzeba. Zabawkę zabrać, uprzeć się, uprzeć tak bardzo, że nie pomogą żadne racjonalne argumenty. Zmienić zdanie ot tak, znienawidzić nagle ulubioną zupę z dyni, ukochane buciki oprotestować.

 

Co potrafi trzylatka?

Potrafi nauczyć, tak wiele nauczyć tych rodziców, którym zbyt często się wydaje, że wiedzą więcej i lepiej. Pokazać nowe perspektywy, odkryć nowe światy. Zaskoczyć refleksją, której nigdy byś się nie spodziewał w dziecięcej główce. Zabić ćwieka pytaniem, którego sam byś nigdy sobie nie zadał.

Potrafi przypomnieć, że warto cieszyć się życiem. Świat malować na kolorowo. W ludziach dopatrywać się tego, co najlepsze. Każdy dzień wypełniać chwilami, które chciało by się zapisać w dzienniku wspomnień.

Potrafi pokazać, co dzień i na nowo, że nie ma w świecie niczego, co byłoby bardziej niewinne, bardziej bezinteresowne, bardziej wszechogarniające niż dziecięca miłość. Niczego, absolutnie niczego, co byłoby od niej piękniejsze.

 

Dokładnie trzy lata temu, mój świat zadrżał w posadach i zmienił się na zawsze. Zmienił się na lepsze. Gdzieś w szpitalnej sali uśmiechnięta położna włożyła mi w ramiona zawiniątko, z którego wyglądała malutka twarzyczka. Karolcia. Moja Mistrzyni Odkrywania Smaków Świata.

Sto lat, Córeczko!

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

One Response

  1. Marta
    | Odpowiedz

    Moja córka, 2,8mcy ostatnio na moją prośbę, żeby pobujala brata mówi :”to ja matka czy ty?” kopara mi opadła. 😆 Piękny, prawdziwy wpis. Sto lat coreczce

Skomentuj