Czarno-biały świat rodziców

with 2 komentarze

czarno-biały świat rodzicówWydawać by się mogło, że rodzicielstwo poszerza horyzonty. Pozwala odkryć na nowo świat we wszystkich kolorach tęczy. Poczuć i zrozumieć, że jest tak różnorodny i złożony, jak mózgownica dziecka, które jednego dnia kocha ogórki pokrojone w plastry, drugiego za jadalne uznaje tylko te w słupki, a trzeciego stwierdza, że ogórki są jednak obrzydliwe i weź je stąd. Wydawać by się mogło, ale, sorry gregory, nic bardziej mylnego. Nader często świat rodziców okazuje się brutalnie czarno-biały, a tęczowe okulary ustępują klapkom na oczach.

 

Norma czy wyjątek od reguły?

Ten smutny, czarno-biały świat rodziców, to rzeczywistość, gdzie nie ma miejsca na różnorodność i odmienność. Jest jedna norma, najnormalniejsza i obowiązująca. Norma własna i własnego dziecka, które nagle staje się pępkiem czarno-białego świata. Punktem odniesienia dla innych, nieświadomych jeszcze rodziców, którzy w jakimś samobójczym ataku zapytają w wirtualnym świecie o to, czy ich pociecha rozwija czy zachowuje się właściwie. No bo wiadomo, że niemal na pewno nie.

Serio, nie przesadzam. Zajrzyjcie na parentingowe fora i grupy. Skoro Brajanek siedział w szóstym miesiącu, to inne dzieci też powinny. Jeśli Mirella w drugim roku składała całe zdania, to inne też muszą, no chyba że są głupsze. Jeśli Bazyli jeździł na rowerze od czwartego roku życia, a jego rok starszy kolega nadal szoruje piętami w biegówce, to trzeba COŚ z tym zrobić. Nie ma półśrodków. nie ma odstępstw. Czy inaczej – odstępstwa są, ale to akurat żaden powód do dumy. Albo Twój dzieciak nadąża, albo coś jest z nim nie tak. I z Tobą pewnie też. Weź się w garść i zrób z tym coś.

 

Małe utarczki, wielkie konflikty

Zadziwiające, ale świat rodziców wyróżnia się tym, że powodem do wielkiego konfliktu może być niemal każda pierdoła. Bo że kłócimy się o karmienie piersią, porody naturalne i słoiczki samo zło, to już nic nowego, to już wszyscy wiedzą i – choć tych rozsądnych dalej dziwi – to chyba większość zwyczajnie przywykła. Ale to przecież tylko początek, a gównoburzę można zrobić o wszystko. Jak obcinanie włosów przed pierwszymi urodzinami, fioletowe buty dla chłopczyka, spódniczkę w Myszki Miki do rajstopek w Kaczory Donaldy.

O, kurde, wszystko potrafimy się wziąć za pióra, jakby to była sprawa życia i śmierci. Jakby fakt, że inaczej karmisz, inaczej nosisz, inaczej usypiasz, czynił z Ciebie publicznego wroga numer jeden. No bo przecież “oczywiście każdy może robić, jak chce, ALE JA…. ALE MÓJ…” i już litania poleceń i zaleceń, do których możesz się dostosować już teraz natychmiast, jeśli nie chcesz się smażyć w kotle obok tych lasek, które dzieci karmią denaturatem prosto z butli a pieluchy wypełniają gwoździami calowymi i watą szklaną. No bo jak to nie dajesz smoczka?!? No bo jak to nie masz jeździka? No bo jak to kupujesz używane ubranka?!? No srak to!

 

Świat rodziców – świat bez szarości

Ale jest gorzej jeszcze. Myślenie zero-jedynkowe niektórym totalnie ryje berety, a tematy można by mnożyć w nieskończoność. Bo świat rodziców nie bierze jeńców. I wiadomo, że alboś z nami, albo przeciw nam. Albo urodziłaś bez znieczulenia, albo jesteś słaba, wygodnicka i nie wiesz, co to prawdziwy poród. Albo trzymasz krótko i dyscyplinujesz autorytarnie, albo pozwalasz sobie wejść na głowę i pozwalasz na wszystko. Albo zostawiasz maluszka i wracasz do pracy, albo kisisz się w domu, głupiejesz i żyjesz z pięćset plus (za nasze podatki oczywiście – ten argument musi koniecznie paść). Albo odbierasz dziecku pieniądze, które zebrało w kopertach na komunię, albo mu je zostawiasz, a ono kupuje bazylion lizaków i czipsów.

Nie ma pośredniej drogi. Nie ma trzeciej opcji. Nie ma, że wybrałaś znieczulenie świadomie ze znanych sobie powodów. Nie ma, że urlop macierzyński czy wychowawczy to dla ciebie piękny czas bycia z dzieckiem i rozwoju osobistego. Nie ma, że Twój komunista jest rozsądny i bez Twojej pomocy potrafi mądrze zagospodarować zebrane pieniądze. Nie ma i już. A jak mówisz, że tak masz, to i tak nie masz racji. Albo kłamiesz. Tak jak kłamią wszystkie matki, które mówią, że ich dzieci nie oglądają telewizji. Bo jak moja Elwirka ogląda, to inne roczniaki na pewno też, a ich głupie matki się tylko idealizują.

 

Nauczyciel czy uczeń?

Chcemy widzieć wychowanie jako drogę, na której rodzic-nauczyciel prowadzi przez świat dziecko-ucznia i dzieli się z nim swoją wiedzą. Szkoda tylko, że zamiast otwierać świat tak często przekazujemy tkwiące nam w głowach kalki i stereotypy. Nie możesz, synku, założyć różowych spodenek, bo różowy jest dla dziewczynek. Jak to, córeczko, wolisz hokeja niż balet? Przecież dziewczynki kochają taniec. Nie chcesz chodzić na hiszpański? Ale przecież inne dzieci chodzą! Kodujemy w małych głowach ograniczenia, które ktoś kiedyś wpoił nam. Powielamy schematy, podlewając je jakimś dziwnym uporem i przekonaniem, że nasza racja najmojsza i ważniejsza niż twojsza. A gdyby tak zmienić perspektywę?

Dzieci widzą świat inaczej. Czasem prościej, czasem dziwnie, czasem kompletnie zaskakująco. W małych rzeczach odkrywają wielki potencjał. Kamyk zmieniają w planetę, patyk w miotacz laserowy, pluszową maskotkę w najlepszego przyjaciela od najważniejszych sekretów. Z jednaką radością potrafią bawić się z Kasią, która nie chodzi na hiszpański, Frankiem, który nie umie jeździć na rowerze, Michałkiem, który urodził się przez cesarskie cięcie, i tym chłopcem z dziwnym imieniem, z którego śmieją się dorośli, choć dla przedszkolaków nie różni się od każdego innego.

 

Dzieci widzą świat prawdziwiej. Akceptują różne odcienie rzeczywistości. Odmiennością się czasem zadziwiają, ale rzadko ją waloryzują. Dopóki tego nie zepsujemy. Dopóki nie wepchniemy ich w naszą czarno-białą rzeczywistość, nie wpasujemy w nasze ramki, nie narzucimy tego bezwzględnego filtra, który tak łatwo pozwala oceniać wybory innych przez pryzmat naszych własnych.
Nie róbmy tego. Ani im, ani sobie samym. Pozwólmy im patrzeć, myśleć, czuć po swojemu. A kto wie, może, spoglądając czasem ich oczami, i my przypomnimy sobie, jak to jest widzieć świat we wszystkich kolorach tęczy?

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

2 Responses

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Zawsze wkurzał mnie brak tolerancji dla innych, dla odmienności, wyśmiewanie się, że ktoś coś tam robi inaczej, chociaż nikomu nie szkodzi i nikomu nie przeszkadza. Bo racja jest zawsze tylko jedna – oczywiście monopol na nią ma się od urodzenia aż do śmierci. Ostatnio mój teść szczerze się “wzruszył”, kiedy powiedziałem mu, że mozolne uprawianie ogródka to nie jest to hobby, na które mam ochotę w życiu. “Jak to?! A jak będzie wojna, to co będziesz jadł?” Itd, itd. Oczywiście on sam uprawiałby ogródek, ale sił i zdrowia już mu nie starcza, ale nie przyszło mu nigdy do głowy, że ktoś może żyć inaczej niż on, robić coś innego w życiu niż on. Nie przyszło mu do głowy, że jest mistrzem w zniechęcaniu do robienia czegokolwiek z nim wespół. A uprawianie ogródka li tylko ze strachu przed wojną to już zupełnie do mnie nie dociera… tym bardziej, że zawsze prosto w sam środek ogródka… może spaść bomba.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A wiesz, że moja pierwsza myśl to właśnie była ta bomba w środek ogródka? 🙂
      Ludziom się nie mieści w głowach, że ktoś może żyć inaczej niż oni, lubić inne rzeczy, w czymś innym znajdować radość. Wydawało mi się, że dzieci trochę to zmieniają, bo mogą zarazić swoją otwartością na świat i niewinnym podejściem. Ale niestety, zwykle tak nie jest. Często wręcz zapatrzenie w potomka zaciska klapki na oczach 🙁

Skomentuj