Czy fajnie jest być mamą?

with Brak komentarzy

Dużo mówi się ostatnio o trudach macierzyństwa, problemach i wyzwaniach, jakie ono niesie. I dobrze, bo wyidealizowana wizja mamy pląsającej po ukwieconej łące w towarzystwie złotowłosych i zawsze uśmiechniętych aniołków (podczas gdy dom sam się sprząta, obiady same gotują, a pranie samo wskakuje do pralki a potem rozwiesza…) na pewno wymaga odczarowania. Ale czy nie jest tak, że w walce o obalenie mitu matki „siedzącej w domu”, w walce o prawo do bycia docenioną i prawo do ponarzekania na swój los bez oskarżeń o egoizm i lenistwo, wylewamy dziecko z kąpielą i zaczynamy przeginać w drugą stronę?

 

Gdzie się ostatnio nie obejrzę, samo odczarowywanie, samo demaskowanie, samo „powiem naprawdę, jak jest”. Straszą mnie opowieści o ciążowych dolegliwościach, rozejściach mięśni prostych brzucha, poranionych od karmienia sutkach, połogu i poporodowych depresjach. Że już o małych potworach, w które znienacka potrafią się zamienić nasze słodkie dzieciaczki, nawet nie wspomnę.

I to wszystko prawda, na pewno prawda – wiem to ja, wie to każda mama. Inaczej się nie da – czy chcesz, czy nie, życie daje kopa i pokazuje, że od pięknie ilustrowanych poradników i idealnych zdjęć z Instagrama do pozbawionej filtra rzeczywistości daleka jest droga. Ale może w tym zalewie brutalnego realizmu warto tym bardziej przypomnieć, tym bardziej podkreślić, tym bardziej mówić głośno, że jednak – mimo wszystko, wbrew wszystkiemu, niezależnie od wszystkiego – macierzyństwo jest fajne!

Tak właśnie. Fajne.

 

Czy fajnie jest być mamą?

Fajnie jest być mamą.

Czuć, jak gdzieś w Tobie dokonuje się cud stworzenia. Jak rośnie, jak domaga się uwagi najpierw muśnięciami nieśmiałymi jak drżenie motylich skrzydeł, potem wierceniem się i kopniakami, które żebra wprawiają w drżenie (a czasem i pęcherz w dziki taniec). Słyszeć szybkie, zaskakująco szybkie bicie małego serduszka. Na monitorze obserwować niewyraźny zarys człowieka, którego jeszcze nie ma, a przecież już jest. Bardzo jest.

 

Fajnie jest być mamą.

Z podekscytowaniem kompletować wyprawkę, szukać wózka, skręcać łóżeczko. Wybierać drżącymi rękami ubranka w absurdalnie małym rozmiarze. Odliczać niecierpliwie dni do tej chwili, kiedy będzie można malutkie ciałko ubrać w kaftanik z misiem i śpioszki z niebieską lamówką. Przykryć kocykiem z ekologicznej bawełny hodowanej przez mniszki na bezludnej wyspie.

 

Fajnie jest być mamą.

Czuć jak mała rączka zaciska się na palcu gdzieś w ciemnościach nocy. Zasypiać, choćby na krótko, z małym ciałkiem wtulonym ufnie w nasze ciało. Z nosem pełnym tego zapachu – słodkiego, delikatnego, niewinnego – którego nie da się pomylić z żadnym innym. Który przyprawia o zawrót głowy, usta rozszerza niepowstrzymanym uśmiechem, serce napełnia tkliwością bez granic.

 

Fajnie jest być mamą.

Widzieć jak te oczy, niewinne takie i przejrzyste, rozjaśniają się nagle radością, tak szczerą, że szczersza już być nie może. Na Twój widok. Że wystarczy Twoja obecność, Twój uśmiech, Twój dotyk, żeby małego człowieka uszczęśliwić.

Czuć, że na każde potłuczone kolanko, na zadrapany łokieć, na czoło obite w zderzeniu niespodziewanym z drzwiami od lodówki Twój pocałunek może być lekarstwem lepszym niż plaster, nawet ten w księżniczki czy dinożarły.

 

Fajnie jest być mamą.

Setkami zdjęć dokumentować nową rzeczywistość. Utrwalać pierwsze uśmiechy, zabawne minki, cyrkowe popisy. W specjalnym zeszyciku skrupulatnie notować kamienie milowe, pierwsze sukcesy, po dziecięcemu przekręcone słówka. Do magicznej skrzynki pakować sentymentalne pamiątki – szpitalną opaskę na rączkę, pierwsze ubranko, ukochana przytulankę i kocyk pachnący jeszcze bobasem.

 

Fajnie jest być mamą.

Oczami dziecka zobaczyć świat na nowo. Odkrywać w codzienności małe cuda i niespodziewane powody do zachwytu. Pochylać się nad drobiazgami, które nagle nabierają znaczenia i nowego smaku. Od nowa czuć, od nowa próbować, od nowa zdobywać zdobyte już dawno szczyty.

 

Fajnie jest być mamą.

Patrzeć na te wszystkie pierwsze razy. Na kroki małe dla innych, ogromne dla nas. Jak pierwszy raz podnosi głowę. Pierwszy raz przekręca się na boczek. Pierwszy raz chwyta grzechotkę. Pierwszy raz puszcza bezpieczne oparcie i rusza przed siebie. Pierwszy raz idzie do przedszkola, wyjeżdża na samodzielne wakacje, nocuje poza domem…

Usłyszeć to pierwsze „mama”, pierwsze „kocham”, pierwsze „dlaczego” uruchamiające lawinę, która wydaje się nie do powstrzymania.

 

Fajnie jest być mamą.

Zatonąć w objęciach małych rączek, w labiryncie pocałunków, w gąszczu łaskotek. Słuchać przedszkolnych piosenek i wierszyków naiwnych, a przecież chwytających za serce. W spoconych dłoniach ściskać koślawą laurkę, kotka ulepionego z plasteliny i bukiet polnych kwiatów zebranych na łące za domem. „Specjalnie dla Ciebie, mamusiu”.

 

Fajnie jest być mamą.

Patrzeć, jak dorastają. W naiwnym niedawno maluszku znaleźć partnera do poważnej rozmowy. Zadziwić się wiedzą, umiejętnościami, życiowymi planami, w których mgliste „będę batmanem” zmienia się w konkretną wizję (często zupełnie odmienną od naszej!) pełną technicznych terminów i nazw w języku obcym.

Podglądać z uśmiechem podszytym może niepokojem pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości, pierwsze rozstania i dramaty. Wspierać, pomagać, rozmawiać. Milczeć razem, gdy trzeba. Być blisko.

 

Fajnie jest być mamą.

Z dumą obserwować, że te wszystkie tłumaczenia, że rozmowy, że powtarzane do znudzenia i zdarcia gardła zasady zaczynają przynosić efekty. Gdy nieznajomemu maluszkowi poda rękę na osiedlowej zjeżdżalni. Gdy z kolegą podzieli się ostatnim cukierkiem. Gdy sam z siebie posprząta ze stołu albo staruszce miejsca ustąpi w tramwaju. Gdy odda znaleziony na ulicy portfel.

Bo wtedy radość, bo wtedy satysfakcja, bo wtedy euforia. I to przeświadczenie, że warto było, że warto nadal się starać.

 

To jak? Czy fajnie jest być mamą?

Macierzyństwo to nie bułka z masłem. Nie jest łatwe, nie daje się podporządkować prostym zasadom, nie daje się upchnąć w określone ramy. Zaskakuje każdego dnia.

I tak – jest trudne. I tak – wymaga ogromnego wysiłku, codziennego mozołu i wielu poświęceń. I tak – nie da się w nim uniknąć potknięć, porażek i zwątpienia. Oraz zmęczenia, nierzadko bez granic.

Ale jednak decydujemy się na ten krok, na to doświadczenie totalne, które zmienia kompletnie nasze życie. Decydujemy się na dziecko pierwsze, decydujemy się na dzieci kolejne. Świadomie. Z wiarą i przekonaniem, że warto. Że to się opłaca.

 

Zgodnie z zasadami magicznej rodzicielskiej matematyki, ostateczny rachunek jest po prostu korzystny. Na każdy minus przypadają plusy. Porażki znikają gdzieś w cieniu sukcesów, trudności tracą na znaczeniu, wątpliwości się rozpraszają. Bo chociaż gdzieś po drodze się wkurzasz, chociaż czasem płaczesz w kiblu z bezsilności, chociaż masz ochotę pieprznąć to wszystko i wyjechać na Grendlandię, to potem przychodzi odwilż. Przychodzi wytchnienie. Przychodzi ten moment, kiedy patrzysz na uśmiechnięte buzie, na zakochane w Tobie oczy i czujesz, czujesz każdą komórką ciała, że to jest najlepsze, co mogło Cię w życiu spotkać.

I że fajnie jest być mamą.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj