Czy moje dziecko jest normalne?

with Brak komentarzy

czy moje dziecko jest normalneZastanawiał się nad tym, albo będzie się zastanawiał, chyba każdy rodzic. Czy moje dziecko jest normalne? – krzyczy nasz wewnętrzny głos na widok kolejnego „genialnego” pomysłu, na wieść o kolejnym wybryku, na odgłosy kolejnej awantury. Ale co tak naprawdę mamy na myśli? Czym jest ta nasza upragniona normalność? Sprawdźmy to!

 

CZY moje dziecko jest normalne?

To „czy” pojawia się podstępnie i znienacka. Malutką łopatką, stopniowo i nieustępliwie, podkopuje poczucie wyjątkowości i niezwykłości Twojego skarbu. Kiedy inne dzieci już chodzą, a Twoje dalej raczkuje. Kiedy inne dzieci radośnie biegną do przedszkola, a Twoje po trzech miesiącach nadal płacze w szatni. Kiedy inne dzieci pięknie bawią się razem, a Twoje siedzi w kącie albo – gorzej nawet – nawala sąsiadów grabkami po głowie. Kiedy inne dzieci…

Paradoksalne, ale i przerażające jest to, że tak łatwo przychodzi nam założenie, że istnieje, że musi istnieć jakaś norma, od której nie ma odstępstw. Że zakładamy, że tę normę wyznaczają nie nasze, ale inne dzieci. Że czujemy, że to nasze dziecko powinno do innych dorównać. Ale czy powinno?

Marzy nam się, że nasze dzieci będą niezwykłymi dorosłymi. Że będą odnosić sukcesy, wybiją się ponad przeciętność, zachwycą kreatywnością. Że będą potrafiły powiedzieć „nie”, choćby ślepy tłum mówił tak. Kiedyś. Nie teraz. Bo teraz dobrze by było, żeby jednak nie sprawiały kłopotów. Żeby do końca zjadały nawet ten znienawidzony krupnik w przedszkolu, zakładały sukienkę z falbankami zamiast ukochanych spodni z łatą i posłusznie wykonywały polecenia. I żeby z ich powodu nikt nie wzywał nas do szkoły czy przedszkola.

Tylko kiedy i jak mają same siebie poznać i zaakceptować, kiedy mają się nauczyć o siebie walczyć, jeśli nie teraz? Jeśli im na to nie pozwolimy?

A może to moje dziecko nie jest nienormalne, tylko jest po prostu wyjątkowym sobą?

 

Czy MOJE dziecko jest normalne?

To „moje” okazuje się czasem kluczowe. Bo kiedy się rodzi, bo kiedy jest jeszcze słodkim, niewinnym bobaskiem, my już snujemy nasze plany. Już mamy swoje wizje. Już chcemy, już marzy nam się, żeby był taki, a nie inny. Żeby był przebojowy. Żeby był duszą towarzystwa. Żeby był inteligentny. Żeby był radosny. Żeby był energiczny.

Nader często, żeby był TAKI, jakim my zawsze chcieliśmy być, a jakoś nam się to nie udało.

A potem okazuje się, że nasz wymarzony ekstrawertyk jest introwertykiem. Że nasz przebojowy zdobywca jest wycofanym marzycielem. Że nasza gwiazda jest nieśmiałkiem. Że nasz dzielny zuch jest małym wrażliwcem. I się zaczyna karuzela emocji. Mkną po szynach rodzicielskiej wyobraźni wagoniki wypełnione wątpliwościami, zaskoczeniem, niepokojem, rozczarowaniem nawet. I rusza lawina galopujących pytań: Co z nim jest nie tak? Gdzie popełniliśmy błąd? Jak go zmienić? Czy moje dziecko jest normalne?

A może to moje dziecko wcale nie jest nienormalne, tylko niekoniecznie musi być takie jak w mojej wizji?

 

Czy moje DZIECKO jest normalne?

To „dziecko” może się okazać w tych wątpliwościach najważniejsze. Bo etykietkę „normalności” i „nienormalności” przypisujemy tak często z naszej, dorosłej, dojrzałej perspektywy. Kiedy powtarzasz dziesięć razy, a ono znowu te same błędy. Kiedy tłumaczysz, jak krowie na rowie, a ono dalej nie rozumie. Kiedy przypominasz, że przecież kiedyś, że przecież znowu, że przecież nigdy, a ono dalej robi swoje.

Kiedy chciałbyś, żeby myślało, rozumowało, czuło jak dorosły, a ono ciągle te swoje bunty, te swoje wybuchy, te emocjonalne huśtawki. A ono ciągle histerie o pierdoły. A ono znowu awantura o absurdy. A ono wiecznie nie umie, nie potrafi, nie chce.

Kiedy ono ciągle jest dzieckiem.

To brzmi banalnie aż do bólu, ale rozwoju nie da się sztucznie przyśpieszyć. Nie nauczysz niemowlaka szybciej chodzić, tylko dlatego, że nie chcesz lub nie masz już siły go nosić. Owszem – możesz próbować, możesz testować dziwne wynalazki i desperackie metody, ale jest niemal pewne, że to się nie odbędzie bezszkodowo. Dla dziecka, które z konsekwencjami będzie zmagać się może całe życie. Dla Ciebie, bo w tych zmaganiach będziesz mu towarzyszyć z rosnącymi wyrzutami sumienia.

A może to moje dziecko nie jest nienormalne, tylko po prostu jest dzieckiem?

 

Czy moje dziecko JEST normalne?

To „jest” jest wbrew pozorom równie istotne, jak inne elementy zdania. Bo łatwiej nam przychodzi dostrzegać zachowania, które nam się nie podobają i przez ich pryzmat oceniać dziecięcy całokształt. Bo bycie „grzecznym” uważamy za coś zwykłego i oczywistego. Coś, co nam się po prostu należy.

Był sobie kiedyś chłopiec z ADHD, który bardzo się starał pracować nad sobą. Ogromnym nakładem sił, przez cały tydzień robił wszystko, żeby „właściwie” się zachowywać w szkole. I udało mu się. Ale na poniedziałkowe spotkanie do psychologa przyszedł, choć dumny z siebie, to przede wszystkim smutny. Bo NIKT tego nie zauważył. Wokół każdego gestu łamiącego reguły, wokół każdego zrzuconego na podłogę ołówka, potrąconej koleżanki czy przesadnie głośnego śmiechu na lekcji, narastała spirala uwag, że ty znowu, że ty zawsze, że ciągle to samo. Choć przecież nie robił tego celowo. Kiedy zaś celowo swoje zachowanie poprawił, nie docenił tego nikt.

Jest znacząca różnica między dziwnym, niedobrym, nierozsądnym zachowaniem a BYCIEM takim dzieckiem. Każdemu, nawet i dorosłym, zdarzają się zachowania, z których nie jesteśmy dumni. Nad którymi pracujemy z mniejszym lub większym sukcesem. Tylko czy one ostatecznie nas determinują? Czy przypalona raz, drugi a może i trzeci zupa czyni z nas fatalne kucharki? Czy stłuczka na parkingu oznacza, że trzeba nam zabrać prawo jazdy? Czy kwaśna uwaga rzucona do kasjerki w dniu pełnym niepowodzeń i stresów przypina nam na zawsze i nieodwołalnie etykietkę buca?

Gdzieś w tym niepokoju o normalność naszego dziecka warto zatroszczyć się o właściwą perspektywę, o zachowanie proporcji. I wziąć poprawkę na to, że mały człowiek zasługuje na niemałą dawkę cierpliwości.

A może to moje dziecko nie jest nienormalne, tylko czasem zachowuje się sposób, który narusza moje lub innych granice?

 

Czy moje dziecko jest NORMALNE?

I w końcu najważniejszy punkt programu i ośrodek rodzicielskiej obsesji. Normalność. Czymkolwiek by ona nie była.

Jasne, dysponujemy danymi, które pozwalają opisać, jak mniej więcej przebiega rozwój psychofizyczny dziecka. I warto takie informacje gromadzić i znać, żeby poukładać sobie w głowie, czego możemy się po naszym małym cudzie spodziewać na różnych etapach jego życia. Żeby łatwiej go zrozumieć. Żeby móc mu pomóc. Żeby w końcu nie oszaleć. Ale wszyscy badacze zaznaczają i podkreślają wyraźnie, że ramy czasowe są przybliżone, że rozwój to sprawa dynamiczna i indywidualna, że nie wszyscy pasujemy do tych samych ramek. Że dzieci się od siebie różnią!

Fascynująca sprawa – kiedy w dorosłym świecie ktoś zaczyna operować kategoriami „normalności”, patrzymy na niego z oburzeniem. Argumenty „normalna kobieta się tak nie ubiera”, „normalny facet tak nie robi”, „normalna matka się tak nie zachowuje” budzą w nas odruchowy sprzeciw. Bo chcemy mieć prawo różnić się od siebie. Bo chcemy mieć prawo do życia po swojemu. Bo chcemy mieć prawo do bycia sobą. Do wolności. Dziwne, że to jakoś przestaje działać w przypadku dzieci. Że kiedy przychodzi do naszych potomków, wolnościowe postulaty nikną często pod lawiną przesądów, oczekiwań, zasad i wyobrażeń. Marzeń naszych, a nie dziecka.

A może to nie moje dziecko jest nienormalne tylko moje oczekiwanie, żeby koniecznie się w normie zmieściło?

 

Masz jakiś problem?

Dorastanie już samo w sobie jest ogromnym wyzwaniem. Naprawdę nie ma sensu utrudniać go dodatkowo naszymi nierealnymi oczekiwaniami.

I żeby było jasne. Tak, rodzic ma prawo obserwować dziecko. Tak, rodzic ma prawo martwić się jego zachowaniem, rozwojem, umiejętnościami (lub ich brakiem). Tak, rodzic ma prawo troszczyć się o jego przyszłość. Ale porównywanie, wtłaczanie w ramki i etykietkowanie nie jest dobrym tej troski wyrazem. Jest nią za to uważność. Na całokształt bycia naszego dziecka. Na jego potrzeby. Na jego emocje. Oraz szukanie pomocy, jeśli nie potrafimy problemu ocenić lub rozwiązać sami.

Zamiast więc zastanawiać się, „czy moje dziecko jest normalne”, warto się po prostu pochylić nad konkretem. I zadać sobie konkretne pytania: Jakie dokładnie zachowanie mnie niepokoi? W jakich sytuacjach, jak często, w jakich miejscach je obserwuję? Jak mogę dziecku pomóc? Z jakim specjalistą mogę się skonsultować?

 

I czy to na pewno jest problem dziecka, a nie tylko mój.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj