Dlaczego dzieci nie chcą z nami rozmawiać?

with Brak komentarzy

dlaczego dzieci nie chcą z nami rozmawiaćZe wszystkich pytań, jakie wracają do mnie w wiadomościach i rozmowach z innymi rodzicami, to jedno pojawia się bardzo często. Dlaczego dzieci nie chcą z nami rozmawiać? Dlaczego wolą poradzić się kolegi, który przecież doświadczenia nie ma żadnego. Wyżalić się w internecie obcym ludziom, których na oczy nie widziały. Przecież lepiej, łatwiej, rozsądniej byłoby przyjść z problemem do rodziców. A jednak często, nader często, dzieci wcale tego nie robią. Dlaczego?

 

To może zabrzmieć brutalnie i może w pewnych sytuacjach jest uproszczeniem, a jednak w wielu – zbyt wielu – odpowiedź jest całkiem prosta. Tylko trzeba zadać sobie trud i mieć trochę odwagi, żeby ją dostrzec.

 

Bo my wiemy lepiej.

Wiemy, lepiej, że one to robią specjalnie.

Że bałagan mają w pokoju, bo im się sprzątać nie chce. Bo wiedzą, że nas to wkurza. Choćbyśmy milion razy prosili i powtarzali, dalej będą rzucać skarpetki na podłogę, zabawki rozrzucać, zamiast odłożyć na miejsce, lego rozkładać dokładnie na naszej drodze. Bo są leniami, syfiarzami, wredotami małymi…

Że płaczą, piszczą, robią sceny, kiedy nie chcemy kupić lalki, żeby narobić nam obciachu, wymusić zmianę zdania. Pociągać za niewidzialne sznurki, na których wisimy my, ich marionetki. Bo są rozkapryszone, manipulują, wymuszają…

Że tak powoli zakładają buty, zapominają plecaka, rękawiczki gubią trzecie w ciągu jednej zimy, żebyśmy się spóźnili do pracy. Żebyśmy na drugi koniec miasta musieli niepotrzebnie jechać. Żebyśmy nowy musieli kupić. Bo są ślamazarne, zapominalskie, niedbałe…

Że łapią kolejną jedynkę z matmy, minusa za brak podręcznika, uwagę za bójkę na przerwie, żebyśmy znowu musieli do dyrektora chodzić na dywanik. Żeby nam głupio było i żebyśmy się za nich wstydzić musieli. Żeby z nas zrobić beznadziejnych rodziców, co to sobie z własnymi dziećmi nie radzą. Bo są głupie, agresywne, złośliwe. Rozsądku im brakuje. Nie potrafią docenić, że tak dobrze dla nich chcemy. Nie myślą o przyszłości.

 

My, rodzice.

Tak łatwo nam przychodzi wiedzieć od razu, wiedzieć lepiej. Kiedy dzieje się coś, co się nam nie podoba. Kiedy dzieci zachowują się inaczej, niż byśmy tego chcieli. Kiedy robią coś, co nas irytuje, martwi, drażni. Niepokoi.

Sami odpowiadamy sobie na pytania, które nawet nie padły. Wchodzimy w schematy, które ktoś, kiedyś – może jeszcze w naszym dzieciństwie? – wtłoczył nam do głów. Nagle migają na gdzieś etykiety, które tak dobrze znamy – niegrzeczny, rozpuszczony, dyktator, cwaniak, manipulator…

Zamiast rozmawiać, pytać, wspierać. Dociekać, kiedy o wskazówki niełatwo. Pomagać rozgryźć emocje i nad nimi zapanować, poukładać w małych głowach. Otworzyć się na odpowiedzi, które mogą być trudne, złożone, może i szokujące, przypinamy etykietę, od której wyzwolić się dziecku bardzo trudno. Która zamyka je, oddala, zniechęca do próbowania choćby.

Zapominamy, że zachowanie to przecież tylko objaw, symptom. Jak czubek góry lodowej, która kryje się pod powierzchnią. Że gdzieś pod spodem czają się niezaspokojone potrzeby, trudności, lęki, kompleksy. Problemy, które przerastają siły małego człowieka. Trzeba naszej bliskości, otwartości, obecności bez oceniania, bez ataków i bez etykiet, żeby znaleźć porozumienie i wspólnie szukać rozwiązań. Trzeba naszej gotowości do prawdziwego dialogu, w którym nie tylko mówimy, ale może przede wszystkim słuchamy.

 

Gdzie ten dialog?

Bo przecież na co dzień to my najczęściej mamy głos – my tłumaczymy, my powtarzamy, my polecamy, my uczymy. A także, bądźmy szczerzy, gderamy, narzekamy, krytykujemy, oskarżamy. Etykietujemy i oceniamy. Czasem wrzeszczymy, gdy puszczają nerwy. Bo do ciebie mówić, to jak grochem o ścianę. Bo ile mam powtarzać? Bo ileż razy można tłumaczyć. Bo ty zawsze. Bo ty nigdy. Ręka w górę, komu nigdy nie zdarzyło się wypowiedzieć zdań, które chciałoby się potem cofnąć. Bo przecież to nieprawda, że zawsze. Bo przecież to przesada, że nigdy.

Mówimy, mówmy dużo. Znacznie rzadziej naprawdę słuchamy.

A potem dziwimy się, że nasze dzieci nie chcą z nami rozmawiać. Że zamykają się w swoim świecie. Że rady szukają u kolegów, znajomych, obcych ludzi w internecie. Choć przecież mają nas tuż za drzwiami – zamkniętymi, a jakże! – swojego pokoju.

 

Dlaczego dzieci nie chcą z nami rozmawiać?

Zanim następnym razem zapytamy, dlaczego dzieci nie chcą z nami rozmawiać, odpowiedzmy sobie – tylko szczerze! – na jedno tylko pytanie. Czy sami mielibyśmy ochotę rozmawiać z kimś, komu się WYDAJE, że zna rozwiązania naszych problemów, nie zadając sobie nawet trudu, żeby nas NAJPIERW wysłuchać i istotę tych problemów NAPRAWDĘ zrozumieć?

 

Może Ci się też spodobać:

Moje dziecko nie współpracuje…

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj