Dlaczego okłamałam moje dzieci, że św. Mikołaj istnieje?

with 16 komentarzy

MikołajMuszę Wam się do czegoś przyznać – miałam straszną zagwozdkę z tym Świętym Mikołajem. Mówić o nim dzieciom? Nie mówić? Choć może wielu z Was to zaskoczy, bo chyba każdy z nas na staruszku z siwą broda się wychował, wybór nie był dla mnie taki oczywisty. Z jednego prostego powodu. Bo – uwaga spoiler! – On nie istnieje…

Nie okłamuję moich dzieci. Taką mam zasadę. Nie mówię, że na strychu jest czarownica, żeby tam nie łaziły. Nie straszę, że jakiś pan je zabierze, jak będą niegrzeczne w sklepie. Nie obiecuję, że tę lalkę kupię im następnym razem, chociaż wcale nie zamierzam tego zrobić. Wiem, takie „małe kłamstewka” w stosunku do dzieci są powszechnie dopuszczalne. Ułatwiają życie. Pozwalają wybrnąć z kryzysowych sytuacji. Co nie zmienia faktu, że są kłamstwami. A ponieważ ja sama nie lubię być okłamywana, nie chcę okłamywać moich dzieci. Nie chcę sprawić, że będą się czuć oszukane.

A jednak ze świętym Mikołajem sprawa nie jest taka prosta. I to z wielu powodów. Raz, że jego postać i rola jest tak mocno zakorzeniona w naszej kulturze, że wyrugowanie jej wydaje mi się trochę walką z wiatrakami. Dwa, że… no właśnie… Że jako dziecko sama go uwielbiałam! Jego obecność była nieodzownym elementem świąt, budowała ich magię, dodawała smaku. I nie chodziło tylko o prezenty, ale cały rytuał, całą otoczkę, która jego przybyciu towarzyszyła.

Kiedyś i my byliśmy dziećmi

Najpierw pisanie listów z wymarzonymi, wyśnionymi prezentami. Nagryzmolone krzywo zdania, nieporadne rysunki, zdjęcia pięknych lalek wycięte koślawo z przywiezionych gdzieś z Niemiec katalogów sklepowych. Sugestie, podpowiedzi, marzenia. Nigdy wymagania. Potem oczekiwanie z drżeniem serca na jego przyjście. Wypatrywanie zapowiadającej go pierwszej gwiazdki, nasłuchiwanie kroków i dźwięku dzwoneczka, próby – zawsze bezskuteczne! – złapania go na gorącym uczynku w czasie podkładania podarków przez choinkę.
Gdzieś potem rozpakowywanie prezentów, niecierpliwość, zaskoczenie, radość. Tulone do snu pluszaki, które przecież uszyła mama a nie elfy. Zaczytywane do znudzenia książki z baśniami, które tak naprawdę wypatrzył gdzieś w księgarni tata. Nie pamiętam, żebym była rozczarowana jakimkolwiek z prezentów, jakimkolwiek z drobiazgów. Bo były przecież wybrane specjalnie dla mnie.

Dorośli nie wierzą w bajki

Dorastając stopniowo tracimy umiejętność odczuwania magii, także magii Świąt Bożego Narodzenia. Przedświąteczna bieganina, zamieszanie, natłok obowiązków sprawiają, że nasza uwaga odbiega od tego, co piękne, bajkowe, nierzeczywiste. A przecież prawdziwe.
A może by tak choć przez chwilę przestać być dorosłym? Zapatrzeć się w wirujące płatki śniegu, zatonąć w zapachu choinki, zasłuchać w wyimaginowany tupot kopytek reniferów? Z drżeniem serca przyjąć podarek wyprodukowany przez elfy i dowieziony saniami z dalekiej północy. Bez zbędnych pytań. Bez czepiania się szczegółów. Kiedyś to potrafiliśmy, tak jak dziś potrafią to nasze dzieci. Nie odbierajmy im świątecznej magii!

Grudniowy szantaż

Próbujemy wykorzystać dziecięcą naiwność. Dobrodusznego staruszka obdarzamy czujnym okiem, które obserwuje, nadzoruje, skrzętnie odnotowuje wpadki. Bezinteresowny darczyńca zmienia się w skrupulatnego księgowego, co ze swoją księgą dobrych i złych uczynków sąd odprawia, punkty przyznaje, przelicza grzeczność na prezenty, niegrzeczność na rózgi. Smutne to i nie ma na to zgody w moim pozytywnym domu.
W mojej wizji święty Mikołaj nie przychodzi tylko do grzecznych dzieci, cokolwiek ta grzeczność miałaby znaczyć. Przychodzi do dzieci, do ludzi w ogóle, i z czystej miłości obdarowuje ich tym, co może im sprawić przyjemność. Tak po prostu. Bez zadęcia i ceregieli. Bo może. Bo chce. Bo cieszy go dzielenie się dobrem.
W skomercjalizowanym i materialistycznym świecie Mikołaj daje lekcję nam wszystkim. Że nie tylko branie się liczy, nie tylko dostawanie przynosi satysfakcję. Że równie przyjemnie – a czasem i przyjemniej – jest dawać. Nie tylko przedmioty, ale też wszystko to, co niematerialne. Wsparcie, pomoc, współczucie, zrozumienie, miłość. Bez oczekiwania na rewanż, oklaski, uznanie zasług. Czy taka wizja nie wydaje wam się lepsza niż szantaż z rózgą w tle?

Święty Mikołaj istnieje?

Nie pamiętam, kiedy dowiedziałam się, że święty Mikołaj nie istnieje. Może miał buty dziwnie podobne do taty czy głos przypominający katechetę. To nie był dla mnie wstrząs ani rozczarowanie, a raczej płynne przejście z roli tylko obdarowywanej do także obdarowującej. Frajda, że i ja mogę być małym Mikołajkiem, nawet jeśli te pierwsze prezentowe próby były przecież tak nieporadne, jak tylko mogą być w wykonaniu dziecka w podstawówce.
Nie byłam rozczarowana, bo po drodze zdążyłam zrozumieć – i chwała za to moim rodzicom! – że święty Mikołaj to nie czerwona czapka, dzwonek i worek z podarkami, a życzliwość, wyrozumiałość, dobroć. Bardzo konkretny i jak najbardziej rzeczywisty rodzaj charakteru i postawy wobec innych ludzi.

Kiedyś moje dzieci dowiedzą się, że święty Mikołaj taki, jakim sobie go wyobrażają, nie istnieje naprawdę. Ale dowiedzą się też, że Mikołajem tak naprawdę jest, albo może być każdy z nas. Mam nadzieję, że będą potrafiły nim być dla ludzi wokół siebie, także tych obcych, także tych w potrzebie. I że będą potrafiły czerpać z tego radość.

 

W grudniu Święty Mikołaj to gorący temat. Do wyrażenia opinii na jego temat zaprosiłam kilka wyjątkowych dziewczyn, które na co dzień zajmują się blogowaniem. Zajrzyjcie do nich, bo warto!

Agata

Agata Pęksyk
www.beztroskamama.pl

Magia świąt wiąże się w dużej mierze z odwiedzinami Świętego Mikołaja. Każde dziecko w niego wierzy. Taka beztroska wiara jest słodka, taka niewinna. W taki szczery sposób potrafią wierzyć tylko dzieci. A my dorośli powinniśmy się tego od nich uczyć. Przynajmniej w okresie świątecznym.
Cała otoczka oczekiwania na ten jedyny dzwonek do drzwi lub znalezione prezenty pod choinką sprawia ogromną radość każdemu. Dlaczego mamy niszczyć tę magię? Dlaczego mamy łamać serca dzieci? Nie lepiej byłoby, gdybyśmy my, dorośli równie mocno uwierzyli w Świętego Mikołaja?
Przecież też byliśmy kiedyś dziećmi i tak samo, jak teraz one, my cieszyliśmy się z nadchodzących świąt i prezentów. Czy nie radośniej byłoby spędzać ten czas razem z nimi, wyczekując odwiedzin Mikołaja? Dajmy radość naszym dzieciom jak najdłużej, przekazujmy baśń o Świętym Mikołaju dalej, pomagajmy mu obdarowywać dzieci i dorosłych.
I Ty możesz uwierzyć w Mikołaja — wiek nie ma znaczenia.

Emilia

Emily Rand
www.every-day-matters.weebly.com

Nie pamiętam momentu w którym wierzyłabym w Świętego Mikołaja, co nie zmieniało faktu, że 6 grudnia był dla mnie dniem ekscytacji i zatrzymanego oddechu.
Jak już będę miała dziecko, bo na razie nie mam, ale mieć pewnie kiedyś będę, raczej skłaniałabym się do następującej wersji.
Opowiedziałabym dziecku o prawdziwym Świętym Mikołaju, który był biskupem, natomiast bajkę, o tym, jak to przynosi prezenty dzieciom, ubarwiłabym faktem, że Święty Mikołaj jest bardzo zajęty, dlatego czasami rodzice mu pomagają..
Na pewno wystrzegałabym się straszenia dziecka, że jak będzie niegrzeczne to Święty Mikołaj nie przyjdzie. Nic z tych rzeczy. Wolałabym, aby moje potencjalne dziecko zachowywało się grzecznie, ale z powodu wyrabianej u niego empatii i kultury osobistej, a nie dlatego, że mu się to będzie opłacało bądź też nie.

Lulankowo

Dominika
www.lulankowo.pl

Każde dziecko zasługuje na to, by wierzyć w Świętego Mikołaja! Ta wiara wzmacnia magię świąt i wywołuje uśmiech, a uśmiech dziecka jest dla mnie najważniejszy. Radość z pisania listu, przygotowywania poczęstunku (kubeczek mleka i ciasteczka co roku czekają u nas na głodnego Mikołaja) oraz oczekiwania na wymarzony prezent jest bezcenna. Nie zabierajmy dzieciom tej radości. Mikołaj naprawdę istnieje! 🙂
P.S. Choć nie jestem Święta to uwielbiam być Mikołajem! 🙂

Minikozetka

Aleksandra Jasiukajtis
www.minikozetka.pl

Oczywiście, że powiem mojemu dzieciom, że Mikołaj istnieje. Jako psycholog spotkałam się kilkakrotnie z rodzicami, dla których dylematem było podsycanie w dzieciach wiary w poczciwego darczyńcę – obawiali się czy poznanie prawdy nie zwichnie dzieciom ich delikatnej psychiki. Prawda jest jednak taka, że jeśli dziecko poznaje prawdę na odpowiednim etapie rozwoju, czyli w dogodnym dla siebie momencie, jest już po części na nią gotowe i nie doświadcza wówczas “traumy”. Bardziej szczegółowo wyjaśniłam to we wpisie “Czy wiara w Świętego Mikołaja jest dobra dla dzieci? “. Tymczasem u nas Mikołaj pojawi się już w te Święta.

Aneta Jokisz
www.naszadrogado.pl

Już od młodych lat dzieci widują praktycznie wszędzie w okresie świątecznym Świętego Mikołaja w postaci dziadka z wielkim brzuchem, z długą białą brodą, a do tego jeszcze ubranego w czerwone wdzianko z białymi dodatkami i czerwoną czapką z pomponem. Taki Mikołaj został dawno dawno temu stworzony prawdopodobnie przez Coca-Colę i tak nam już ta postać utkwiła w głowie, że czasem i my nawet dorośli zapominamy kim był prawdziwy Mikołaj. Staramy się jednak naszym dzieciom mówić prawdę, więc ją już poznali, ale siła marki czerwonego św. Mikołaja póki co, na ich wiek, jest zbyt wielka.

Kasia

Kasia
http://niezkrwiazduszyiserca.blogspot.com/

Kiedyś przyjdzie dzień, kiedy dzieci zrozumieją, że to my kupujemy im prezenty. Ale ja nie mam zamiaru mówić im, że nie ma Świętego Mikołaja, bo sama w niego wierzę! I wiem, że gdy przyjdzie ten dzień, to moje dzieci też zrozumieją, że “To, że jest on tylko w naszej głowie, to nie znaczy, że nie jest naprawdę”. Bo to, co daje dobro, zawsze jest naprawdę …

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

16 Responses

  1. Emily
    | Odpowiedz

    Sensowne podejście 🙂 Pozdrawiam! 😉

  2. RoMaO
    | Odpowiedz

    Myślę, że nie ma nic złego w tym, że zostawiamy naszym dzieciom ich nienaruszony piękny świat, świat bajek, marzeń, prezentów… Wiem po sobie 🙂 Nie powinniśmy tego burzyć, dzieci same go kiedyś zburzą, bo na dorosłość nie ma lekarstwa. A szkoda 🙂 Jeśli mój syn kiedyś zarzuci mi, że go okłamywałem ze Św. Mikołajem (choć nie sądzę by miał pretensje), to odpowiem mu, że życzę sobie, jako twój tatuś, byś swoje dzieci też w taki sposób okłamywał. Bo tak naprawdę Św. Mikołaj, a raczej wielka, niezachwiana wiara w niego daje dużo więcej niż nasze dorosłe, wyrachowane życie na chłodno i ocenianie czy coś ma prawo bytu czy nie. Uczy, że dobroć płynąca z serca (nie ta wyrachowana!) zawsze się opłaca i zwraca, uczy, że dając coś z siebie, dajesz kawałek prawdziwego siebie. I żal mi tylko tych wszystkich dzieci, które na siłę są “uszczęśliwiane” przez brak czasu, naszą wygodę, wymówki i nie mogą doświadczyć magii Św. Mikołaja… Ja ciągle w niego wierzę! :)))

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mądre słowa 🙂 bez wiary w świętego Mikołaja – rozumianego właśnie jako wcielenie bezinteresownej dobroci – życie jest znacznie uboższe. Także dla dorosłych 🙂

  3. Bardzo fajnie co to wyszło 🙂
    Tak naprawdę to każdy z nas może być Świętym Mikołajem 🙂 Trzymajmy się tego zawsze a będziemy szczęśliwi – bo dawanie prezentu wzbudza w nas radość.

  4. Dorota
    | Odpowiedz

    U mnie do tej pory wszyscy bawimy się w św. Mikołaja:) Najmłodszy członek rodziny (26 lat) rozdaje prezenty w czerwonej czapce na głowie (ma też długą białą brodę w zestawie:)))

    Wszystkiego dobrego dna i po świętach:)

  5. RoMaO
    | Odpowiedz

    A wiecie, że mój 5-letni syn ostatnio mnie zapytał: “Tato, a skąd Św. Mikołaj ma pieniążki na zabawki dla grzecznych dzieci?” Tak, tak, dzieci nieraz potrafią zagonić starych rodziców w kozi róg 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bystrzaków 😉 powiedziałeś, że nie potrzebuje kasy, bo ma elfy-niewolników? 😂😂

  6. Super:)

  7. RoMaO
    | Odpowiedz

    tak dokładnie, powiedziałem, że całe stado elfów pracuje cały rok na to by Św. Mikołaj miał czym obdarować grzeczne dzieci 🙂 Ale musiałem szybko myśleć ;P

  8. Dominika
    | Odpowiedz

    Ja powoli mam problem jak wytłumaczyć synkowi, dlaczego Mikołaj przychodzi kilka razy 🙂 Synuś jest szczęśliwcem i jego Mikołaj odwiedza w przedszkolu, 6 grudnia w domu, później u dziadków, później jeszcze ciocia nagle spotyka Mikołaja i też ma dla niego paczkę itd ;p

  9. Joanna
    | Odpowiedz

    Muszę przyznać, że mam podobny dylemat. Zaczęło się od tego, że postronni cieszyli się, że “będą mogli wkręcać dziecko” a potem doszło do straszenia. Z mężem póki co mówimy córce, że prezenty to wyraz miłości i chęci uszczęśliwienia siebie nawzajem w rodzinie a Mikołaj to po prostu bohater fajnej bajki. Jak będzie za rok? Nie mam pojęcia.

  10. Monika Mo
    | Odpowiedz

    Mój syn nie przyjmuje do wiadomości, że Mikołaja może nie być. Gdyby ktoś mu tak powiedział, to pewnie kłóciłby się, że ta osoba się pomyliła. Poza tym tak strasznie się cieszył, że przyszedł Mikołaj, a teraz będzie Gwiazdor. Tak odliczał dni. Gdybyśmy mu powiedzieli, że po prostu kupimy mu jakiś prezent, entuzjazm byłby dużo mniejszy.

  11. irena omegard
    | Odpowiedz

    Jako dzieci sami wierzyliśmy.Nie mamy prawa odbierać tego naszym.One same w przyszłości zrozumieją ,dlaczego.

Skomentuj