Dlaczego święta dla dzieci nie zawsze są magiczne?

with 6 komentarzy

święta dzieciDużo mówi się o tym, jak sprawić, żeby święta dla dzieci były magiczne. O listach do świętego Mikołaja, ubieraniu choinki, pieczeniu ciasteczek. Co ciekawe, najczęściej skupiamy się na tym, co święta poprzedza. Na przygotowaniach, otoczce, atrakcjach towarzyszących. A potem przychodzą święta, wigilijna kolacja, świąteczne spotkania i… klops. Zamiast błogiej sielanki i anielskich uśmiechów rodem z telewizyjnych reklam, krzyki, płacze i awantury. O wszystko i o nic. A może jednak o coś?

 

Wigilia

Wigilijna kolacja to wyjątkowy moment. Chcielibyśmy siedzieć przy stole, spokojnie rozmawiać, żartować, cieszyć się smakiem tradycyjnych dań, a tymczasem maluch marudzi, kręci nosem i chce jak najszybciej uwolnić się ze swojego krzesełka. Nic dziwnego. Chociaż dla nas, dorosłych, ta wieczerza ma wyjątkowy charakter, dla dzieci często nie jest niczym więcej niż kolejnym posiłkiem. W dodatku z menu niekoniecznie trafiającym w gusta najmłodszych. Te wszystkie kiszone kapusty, grochy, ryby w galarecie i pierogi z grzybami raczej nie są na czele maluszkowych przysmaków. Lepiej jest pewnie ze świątecznymi wypiekami, ale tych raczej nie zaproponujesz dziecku na pierwsze danie.

W dodatku wigilijna wieczerza nie dość, że jest o godzinie średnio sprzyjającej dzieciom, to trwa długo. Dla małego dziecka zbyt długo. Ty możesz się cieszyć smakiem kolejnych dań i konwersacją, ale ono traktuje posiłek raczej użytkowo. Brzuch napełniony, chodźmy się bawić! Siedzenie przy stole to atrakcja dla dorosłych, którą niewiele dzieci traktuje z równym entuzjazmem. A poza tym ustalmy – im dłużej jemy, tym dłużej odwleka się moment rozpakowania prezentów…

 

Święty Mikołaj

Dzieci czekają na prezenty i trudno się im dziwić. Kto by się nie zastanawiał, co kryje się pod kolorowym, błyszczącym papierem, albo kryje w worku brodacza w czerwonym płaszczu. Gorzej, że – aby te prezenty dostać – trzeba najpierw zrobić show, na który dziecko może wcale nie mieć ochoty. Zaśpiewaj piosenkę, powiedz wierszyk, usiądź Mikołajowi na kolanka. No nie bądź dzikus! I wszystko fajnie, jeśli dziecko nie ma oporów przez publicznymi popisami i nawiązywaniem kontaktów z obcymi. Ale jeśli Twój maluch obawia się nieznajomych i stresuje go publiczne śpiewanie o kotku, co wlazł na płotek, to zmuszanie go do tego na pewno nie sprawi, że w święta zrobi mu się radośniej i przyjemniej.

Że już nie wspomnę o tym odwiecznym „czy byłeś grzeczny?”, po którym dziecko zaczyna się zastanawiać, czy za pięknym papierem do pakowania nie kryje się rózga… Bo wiecie – my mamy świadomość, że święty Mikołaj tylko się przekomarza, ale nasze dziecko już niekoniecznie.

 

Goście, goście

Święta to czas intensywnych spotkań rodzinnych. I dobrze, że mamy w końcu okazję zatrzymać się w tym pędzie i zamienić chociaż kilka zdań choćby z ciocią z drugiego końca Polski. Szkopuł w tym, że dziecko może do tych spotkań podchodzić ze znacznie mniejszym entuzjazmem. Dla niego te wszystkie ciocie i wujkowie to często banda obcych albo niemal obcych ludzi, którzy go zaczepiają, próbują przytulać, wypytują albo domagają się popisów.

Do tego dochodzi natłok bodźców. Dużo ludzi to dużo hałasu, dużo dotyku, dużo zapachów. Po takim kilkugodzinnym spotkaniu nawet dorosły może mieć „ciężką głowę”, a co dopiero dziecko, nad którym przewija się stado gugających ciotek, wąsatych wujków i hałaśliwych kuzynów. Nawet jeśli oni wszyscy są życzliwi, mili i mają dobre chęci, taki natłok obecności to może być zwyczajnie za dużo.

 

Nuda

Posiadówki za stołem, pasterka, spotkania z rodziną i znajomymi, nawet wspólne kolędowanie, są znacznie bardziej atrakcyjne dla nas, niż dla maluchów. Choć my, dorośli, odbieramy to inaczej, dla dziecka tradycyjny sposób świętowania może być zwyczajnie nudny. A małe dzieci, które się nudzą, dostają szajby.

W dodatku skupieni na świętowaniu rodzice, często nie poświęcają dzieciom tyle uwagi, ile one by potrzebowały. Bo skoro mają nowe zabawki od Mikołaja, skoro jest choinka i kuzyni do zabawy, to przecież dzieci powinny się same sobą zająć. Szkopuł tylko w tym, że nie zawsze potrafią. Nie zawsze chcą zająć się same sobą. Bo zabawa nowym robotem jest może i fajna, ale z reguły jest znacznie fajniejsza, jeśli można się nim pobawić z tatą.

 

Musztra

Usiądź prosto, wnusiu, bo garba dostaniesz! Uważaj, bo bluzeczkę barszczem zachlapiesz! Oj, oj, ostrożnie z tą bombką, bo rozbijesz! Nie jedz teraz tego pierniczka, bo nie będziesz mieć apetytu! Ale jak to, śledzika nie spróbujesz? Wszystkiego trzeba spróbować!

Święta mają elegancką oprawę, w której dziecko ze swoją ruchliwością, energią i bezpośredniością, nie zawsze mieści się tak, jak dorośli by tego sobie życzyli. I w którą uparcie próbują go wciskać. Jasne, rodzice są odpowiedzialni za swoje dziecko, więc pewnych reakcji się nie uniknie, ale jeśli swoje trzy grosze zaczną wtrącać babcia, ciocia, dziadek, kuzyn i sąsiadka, która wpadła na świąteczne ciacho, to maluch ma prawo mieć tego dość. I ma prawo dobitnie to zasygnalizować.

Pozostaje pytanie, czy poplamiony obrus, nieperfekcyjnie rozmieszczone na choince łańcuchy czy nawet rozbita bombka warte są tej spiny, nerwów i konfliktów, które skutecznie niszczą radosną atmosferę. No bo przecież w rodzinnym gronie chcemy czuć się swobodnie. Wszyscy. Dzieci też.

 

Przebodźcowanie

Wydawałoby się, że święta niosą ze sobą tylko to, co najlepsze. Choinka, kolędy, miłe spotkania, prezenty. Jak tu się tym nie cieszyć? I wszystko to prawda, ale układ nerwowy dziecka działa inaczej niż dorosłego człowieka. Nie jest jeszcze tak rozwinięty, jak nasz, a co za tym idzie maluchowi trudniej poradzić sobie z natłokiem bodźców. Nawet tych pozytywnych.

To dlatego twoja córka, która dostała wymarzoną lalkę, może zalać się łzami, bo jej brat dostał klocki. To dlatego twój synek, który uwielbia śpiewać, podczas kolędowania przy rodzinnym stole zacznie krzyczeć albo ukryje się za kanapą. To dlatego twoje maluchy, które na co dzień kochają zabawy z dziadkami, będą wisieć uwieszone u Twojej nogi przez cały świąteczny obiad. Odmówią zjedzenia zwykle ulubionej zupy, zrobią awanturę z powodu wczoraj jeszcze ukochanych spodni w gwiazdki albo rozpłaczą się podczas rodzinnej sesji foto na tle choinki. Bo to dla nich po prostu za dużo. Za dużo wszystkiego. A wtedy do wybuchu naprawdę wystarczy nieznacząca iskra.

 

Rozwiązanie?

Marzą nam się magiczne święta. Dla nas i dla dzieci. I mogą takie być, naprawdę mogą, jeśli się postaramy. Wystarczy tylko spojrzeć na wszystko bardziej realistycznie. Nie oczekiwać sielanki i nie frustrować się, gdy wymarzona wizja się sypie. Zmienić perspektywę i może spróbować trochę „uszyć święta na miarę dzieci”. Nie zrozumcie mnie źle – nie chodzi wcale o to, żeby zrezygnować ze swoich planów i robić tylko to, co chcą maluchy. A raczej o to, by w tym świątecznym szaleństwie poszukać równowagi – ograniczyć negatywne bodźce tam, gdzie to możliwe, poszukać atrakcji ciekawych dla wszystkich, znaleźć czas, żeby zaopiekować się buzującymi emocjami najmłodszych. Żeby nie pogubić się w tym całym świętowaniu dla świętowania. Mówimy przecież ciągle, że święta to najbardziej rodzinny czas w roku. Dzieci to ważny element rodziny. Warto nasze świętowanie dopasować także i do ich potrzeb i oczekiwań.

A Wy co robicie, żeby święta były przyjazne dzieciom?

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

6 Responses

  1. Olka
    | Odpowiedz

    Jako dziecko nigdy nie miałam problemu, by siedzieć przy świątecznym stole. Rodzice dbali wcześniej o odpowiednią otoczkę, bardzo ważna była u nas tradycja śpiewania kolęd, dzięki którym później aniołek miał przynieść prezenty. Po jego przybyciu znów śpiewało się kolędy, by mu podziękować. Dodatkowo dzieci zawsze były zaangażowane w przygotowania i uczone tradycji. Więc to tylko od rodziców zależy, jak dzieci te święta przeżyją. Mądrzy rodzice zrobią tak, by dla dziecka był to czas magiczny.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mi się wydaje, że to zależy od wieku dziecka. Ja też lubiłam wigilię, ale to było w czasach, z których mam już świadome wspomnienia. Mogłam mieć jakieś 6 czy 7 lat. W przypadku maluchów sprawa wygląda jednak inaczej – moje córki, 4 i 2 lata, uczę tradycji i angażuję w przygotowania, ale i mam świadomość, że przy stole usiedzą max 20 minut. Bo taki urok ich wieku 🙂

  2. paulina
    | Odpowiedz

    Staram się angażować syna w gotowanie, szykowanie ozdób i porządki. Sama jednak nie czuję tej magii tak jak kiedyś i czasem ciężko mi przekazać jemu tą radość, której by potrzebował. Mam jednak nadzieję, że te drobne sprawy są dla niego przyjemne. Same Święta spędzamy na objazdówce po rodzinie (mieszkamy za granicą) więc jest to ogromny stresor i męczarnia dla nas wszystkich 🙁

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Te święta w rozjazdach to dodatkowy stres. Droga, korki, pośpiech. Cóż się dziwić, że dzieci mogą być nerwowe…

  3. Rodzynka
    | Odpowiedz

    To będą pierwsze takie święta z córką (ma pół roczku) i jak te będą jeszcze w miarę, tak w przyszłym roku się boję jak to będzie 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      My mieliśmy pierwsze święta z dwutygodniową córeczką i w dużym rodzinnym gronie. Dla niej to było zdecydowanie za dużo bodźców i emocji. Większość czasu spędziłam z nią w drugim pokoju, żeby choć trochę się uspokoiła i zasnęła.

Skomentuj