Domowy ketchup, czyli jak zamknąć lato w słoiku

with Brak komentarzy

domowy ketchupLubię lato za różne rzeczy. Za wakacje, za słońce, za jedzenie lodów na deser bez wyrzutów sumienia. I za to, że ogrody i sady pękają w szwach. Dlatego z uporem maniaka staram się zamknąć w słoikach i słoiczkach jak najwięcej smaków lata. Jednym z najważniejszych są pomidory. Pachnące, soczyste, intensywne w smaku, powalające krwistą czerwienią. Prze-pysz-ne. Podobnie jak powstający z nich domowy ketchup.

 

Ten przepis nie pochodzi z przepiśnika mojej mamy. W zasadzie sama nie wiem, skąd się wziął – jakaś dobra dusza podzieliła się nim ze mną, a ja dzielę się z Wami moją wersją. Przetestowaną, przepracowaną, ulepszoną do granic możliwości. Jeśli raz sięgniecie po taki domowy ketchup, to już nigdy nie wrócicie do sklepowego. A mówi Wam to człowiek, który przez większość swojego życia… nie lubił pomidorów!

Domowy ketchup nie przypomina tego sklepowego. Jest intensywny w smaku, choć bez ulepszaczy. Można go spokojnie przechowywać przez cały rok, a nawet i dwa, choć nie ma konserwantów. Jest apetycznie czerwony, choć ani grama w nim sztucznych barwników. A że jest cukier? No cóż… Taki to już urok ketchupu. A ja nie jestem ekspertem od dietetycznego gotowania. Za to od smakowitego tak.

Jeśli wydaje Wam się, że nie macie czasu siedzieć w garach, żeby zrobić ketchup, bo trzeba zająć się dziećmi, to ułatwiam Wam sprawię i w przepisie uwzględniam także dzieciaki. Nie jako składnik oczywiście, tylko robocze wsparcie. Testowane na dwulatce i czterolatce.

 

DOMOWY KETCHUP

Czego potrzebujemy?

Pomidory – 6 kg
Cebula – 6 dużych sztuk
Czosnek – 6 ząbków
Ocet – ½ szklanki
Cukier – 1 i 1/3 szklanki
Sól – 4 łyżeczki
Liść laurowy – 15 sztuk
Ziele angielskie – 20 kuleczek
Gorczyca – 3 łyżeczki
Papryka ostra – 4 łyżeczki (albo więcej, jeśli lubicie ostrzej; można też dodać świeże papryczki chili)
Papryka słodka – 4 łyżeczki
Oregano – 3 łyżeczki
Zioła prowansalskie – 3 łyżeczki
Pieprz – 1 łyżeczka
Goździki – 10 sztuk

 

Co robimy?

1 Z targu lub – lepiej jeszcze – z własnego ogródka przynosimy pyszne, dojrzałe, aromatyczne, pachnące latem pomidory.

2. Zapędzamy dzieciaki do roboty… Wróć… Mówimy dzieciom, że mamy dla nich świetną zabawę w kąpanie pomidorów, przygotowujemy miskę z wodą, miskę na umyte owoce i ścierkę (albo lepiej duży ręcznik) do zabezpieczenia podłogi przed powodzią. Jeśli mamy szczęście i posiadamy ogródek, zabawę w mycie organizujemy na trawniku, żeby nie musieć sprzątać. Jeśli nie mamy szczęścia – zaparzamy sobie na wszelki wypadek melisę i uprzedzamy sąsiada z dołu, że nasze ubezpieczenie obejmuje zalanie.

3. Po przekonaniu dzieci, że godzina kąpieli w zupełności pomidorom wystarczy, zapędzamy je do nowej roboty… Wróć… Mówimy im, że mamy dla nich kolejną świetną zabawę w żłobienie wzroków na pomidorach. Wręczamy im nożyki do smarowania wyposażone w ząbki (lub inne, które uznamy za bezpieczne) i pokazujemy, jak nacinać pomidory mniej więcej na krzyż. Przypominamy dzieciom, że na tym etapie nie należy pomidora wybebeszyć a jedynie delikatnie posmyrać po skórce.
UWAGA – niektórzy pomijają ten etap i pomidory wrzucają do gara pokrojone na ćwiartki bez obierania. Ja tak nie robię, nie dlatego, żebym była masochistką, ale dlatego, że lubię ułatwiać sobie życie… Patrz punkt 10

domowy ketchup

4. Ponacinane pomidory układamy w misce i zalewamy wrzątkiem, uprzednio informując dzieci, że grzebanie w nim może się skończyć nieprzyjemnymi skutkami. Po tym, jak dzieci obiecają, że absolutnie i jak bum cyk cyk nie włożą do wrzątku ręki, umieszczamy jednak miskę w miejscu dla nich niedostępnym.

5. Po kilku minutach odlewamy wodę, a dzieci zapędzamy do… Wróć… Dzieciom mówimy, że mamy dla nich kolejną doskonałą zabawę, która polega na rozpakowywaniu pomidorowych prezencików. Zafascynowanym pociechom pokazujemy, jak trudno skórka odchodzi od surowego pomidora, a jak łatwo od sparzonego, po czym zostawiamy je nad miską a sami udajemy się do swoich zajęć. A nie, żart! Po trzech minutach dowiadujemy się, że jednak obieranie jest nudne i głupie. W duchu przyznajemy dzieciom rację, ale nic nas nie powstrzyma na drodze do pysznego domowego ketchupu. Pomidorki obieramy więc własnoręcznie, zaś dzieci…

6. Dzieci zaganiamy do… Wróć… Dzieciom proponujemy nową super zabawę w ciachanie i ciapanie. Jeśli należymy do osób źle znoszących nieład i lepkość otoczenia, mieszkanie zabezpieczamy piętnastoma metrami folii malarskiej. Wręczamy dzieciom noże (takie, które uznamy za bezpieczne oczywiście), deski i wielki garnek na magazynowanie krwawych… ups… znaczy się pomidorowych resztek. Pokazujemy naszym aniołkom jak można nożami i – dla znacznie lepszej zabawy – rękami, podziabolić pomidory na małe kawałki.

7. W czasie gdy dzieci robią pomidorową masakrę, obieramy i kroimy w kostkę cebulę, obieramy czosnek i przygotowujemy przyprawy zgodnie z przepisem.

8. Oczyściwszy dzieci z resztek pomidorów ze szczególnym uwzględnieniem zakamarków za uszami, pach i palców u stóp, zapraszamy je do zabawy w alchemików i pozwalamy wrzucać do pomidorowej masakry magiczne przyprawy, komisyjnie obwąchując i próbując wszystkich ingrediencji.

Do gara razem z pomidorami, cebulą i czosnkiem trafiają więc ocet (bleee!), cukier (mniam, mniam!), sól (mniam!), liść laurowy (fuj!), ziele angielskie (fuj!), gorczyca (bleee), papryka ostra (aj, piecze), papryka słodka (ej, klei język), oregano (drapie!), zioła prowansalskie (takie patyki?!?), pieprz (a psiiik!) i goździki (pachnie jak wigilia, mamo!).

domowy ketchup

9. Dusimy ok. 2 godziny na wolnym ogniu bez przykrycia (oczywiście pomidory a nie dzieci!), aż warzywa będą miękkie i rozpadające się. Od czasu do czasu mieszamy, w tym czasie zapędzając dzieci…. Wróć… Tymczasem proponując dzieciom doskonałą zabawę w Kopciuszki szorujące podłogę na polecenie macochy. Aby dzieci były gotowe do współpracy i nie pomyślały, broń cię słodki pomidorze, że to jest prawdziwe sprzątanie a nie doskonała zabawa, wręczamy im kolorowe szmatki i psikacze z wodą. Psikacze są dobre na wszystko. Zaparzamy drugi kubek melisy, a kiedy podłoga będzie już wystarczająco zalana… To znaczy umyta… Zmieniamy się w dobrą wróżkę i przelatujemy ją na szybko mopem lub ścierką. Tymczasem dzieciom mówimy, że w nagrodę Kopciuszek może już iść na bal i włączamy muzykę.

10. Z rozgotowanych pomidorów wybieramy liście laurowe i ziele angielskie. Całość przecieramy przez sito. To przecieranie jest najbardziej żmudną częścią procesu, ale – i tutaj UWAGA do UWAGI – jeśli pomidory były obrane ze skóry, idzie to znacznie szybciej i sprawniej, niż jeśli te skóry w pomidorowej paci pływają. Wybór należy do was.
Żeby ułatwić sobie życie, niektórzy te rozgotowane pomidory po prostu blendują. Nie próbowałam. Chociaż mam blender i on nawet jeszcze zipie, to tutaj trzymam się staroświeckiego przecierania, żeby uzyskać delikatną, aksamitną konsystencję. Czyli po prostu, żeby mój domowy ketchup był bez grudek i paprochów. No a poza tym to kręcenie kulką w durszlaku doskonale rozładowuje wszystkie nerwy spowodowane tym wszystkim, co poszło nie tak od momentu zakupu pomidorów, ze szczególnym uwzględnieniem sąsiada, który skarży się na zalanie.

domowy ketchup

11. Powstały przecier dusimy na wolnym ogniu (bez przykrycia) do czasu uzyskania odpowiednio gęstego ketchupu, od czasu do czasu mieszając. Na tym etapie dzieci trzymamy raczej z dala od kuchni, bo poparzenia gorącymi pomidorami to nie jest coś, czego pragniemy dla nich i dla siebie.

12. Gorący przecier wlewamy do czystych, wyparzonych słoików, które w międzyczasie same się umyły. Zakręcamy i odwracamy do góry dnem.

Z podanej ilości wychodzi mi ok. 10 słoiczków po 180 gram, choć to zależy od rodzaju pomidorów i konsystencji, która Was satysfakcjonuje. Jeśli chcielibyście sobie ułatwić życie, nie tracić czasu na mycie i wpakować wszystko w dwa wielkie słoje, to od razu mówię, że to kiepski pomysł. No chyba że macie bardzo dużą rodzinę albo jecie domowy ketchup w ilościach hurtowych. Po otwarciu należy go przechowywać w lodówce, a ponieważ nie ma w nim ani grama konserwantów, lepiej zjeść go w przeciągu kilku dni. Chociaż sądząc po naszych rodzinnych doświadczeniach, z tym akurat nie powinno być problemu. Znika błyskawicznie.

 

PS. Pamiętajcie o tym, żeby w międzyczasie zrobić kilka fotek na Insta czy Fejsa. Ja pamiętałam na początku, ale gdzieś na etapie pomidorowej paćki mi się zapomniało… Dobrze, że dwa lata temu miałam lepszą pamięć 🙂

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj