Gdy Twoje dziecko Cię wkurza…

with 23 komentarze

gdy twoje dziecko cię wkurza

Powtarzam dziesięć razy, a on ciągle swoje. Mówię, że się śpieszymy, a on się dalej bawi. Tłumaczę, że musimy wracać, a on płacze. Jesteśmy już spóźnieni, a on zakłada buty jak ślimak w smole. Robi mi na złość. Sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Kocham go, ale czasami doprowadza mnie do szału. Ręka w górę, kto nigdy nie powiedział albo chociaż nie pomyślał podobnie. Rodzicielski los, można by powiedzieć. Ale gdy Twoje dziecko Cię wkurza, warto się przede wszystkim zastanowić, dlaczego tak jest. Możesz się zdziwić.

 

Bądźże rozsądny!

Brutalna prawda jest taka, że nasze oczekiwania wobec dzieci są najczęściej zwyczajnie nierealistyczne. Chcielibyśmy, żeby reagowały rozsądnie. Chcielibyśmy, żeby trafiały do nich nasze racjonalne argumenty. Chcielibyśmy, żeby nie płakały z powodu bzdur i nie robiły scen w miejscach publicznych. Chcielibyśmy, żeby spełniały nasze polecenia bez grymaszenia i bez marudzenia, bo przecież mamy rację, działamy dla ich dobra i z troski o nie. Chcielibyśmy, żeby zachowywały się jak dorośli.

CHCIELIBYŚMY ZA DUŻO.

Dzieci są dziećmi. Czystą emocją. Człowiekiem w procesie tworzenia, zmagającym się ze światem, z otoczeniem, ze swoim własnym ciałem i psychiką. Inaczej niż dorośli, nie potrafią jeszcze podporządkować się normom społecznym. Mówią, to co myślą. Robią, to czego pragną. Starają się zaspokoić swoją ciekawość i swoje potrzebny bez względu na potencjalne konsekwencje, których najczęściej wcale nie są świadome. Chcę czekoladkę z szafy, włażę na wysoki taboret. Chcę zobaczyć, jak latają różne rzeczy, rzucam serwisem ślubnym babci. Chcę zostać na placu zabaw jeszcze dwie godziny, trzymam się kurczowo drabinki i płaczę wniebogłosy, gdy mama decyduje inaczej. Świat malucha jest prosty. Na rozsądek przyjdzie czas później.

 

Bądźże posłuszny!

Choć czasem trudno się nam do tego przyznać, to „tradycyjny” proces wychowania wcale nie jest na dziecku skupiony. Przeciwnie – skupia się na tym, czego my, dorośli od niego chcemy. Na dorosłej wizji tego, jakie dziecko powinno być, jakimi cechami powinno się wyróżniać, jak się powinno, albo nie powinno zachowywać. A gdzie miejsce na dziecięce życzenia? Na marzenia? Na preferencje? Mały człowiek nie ma do nich praw?

Ludzkie zachowania, te dorosłe i te dziecięce, mają zwykle jeden podstawowy cel – zaspokojenie całego wachlarza potrzeb – od podstawowych, jak głód czy bezpieczeństwo, po bardziej złożone, jak potrzeba akceptacji społecznej, miłości czy sukcesu. Z dzieckiem jest dokładnie tak samo. Ono też ma swoje potrzeby i to właśnie one są dla niego najważniejsze. Kiedy niemowlak jest głodny, płacze, żeby go nakarmić. Kiedy zmoczy pieluchę, płacze, żeby go przewinąć. Tu i teraz, natychmiast. Nie za chwilę, nie za godzinę, nie kiedy dorosły będzie miał wolną chwilę. To naturalna kolej rzeczy. Podobnie działa przedszkolak. I choć jego potrzeby mogą być już bardziej złożone, to nadal stanowią dla niego priorytet. Empatii, przyjmowania punktu widzenia innego człowieka, ustępstw, kompromisów będzie się dopiero uczył. Już się uczy z naszą pomocą i na naszym przykładzie. Ale dużo czasu upłynie, zanim te nowe kompetencje opanuje.

 

Nie bądźże takim dzieckiem!

Trudno nam się w pełni pogodzić się ograniczeniami, jakie niesie ze sobą bycie dzieckiem. Bez problemu akceptujemy te fizyczne – nie irytujemy się, że noworodek nie potrafi siedzieć, niemowlak siusia w pieluchy, a roczniak nie zwraca się do nas pełnymi zdaniami. Wiem, że to naturalna kolej rzeczy i – przynajmniej większość z nas – nie staramy się na siłę tego przyśpieszać. Kiedy jednak dwulatek odpowiada NIE na wszystkie nasze prośby a czterolatek wybucha płaczem nad nieudanym rysunkiem, mniej jesteśmy skłonni do wyrozumiałości, a częściej do oceniania, krytyki czy posądzania o manipulację czy próbę sił. A przecież rozwój psychiczny to równie, a może i bardziej, długa i złożona droga. I potrzeba całej masy prób, eksperymentów i ćwiczeń, żeby osiągnąć dojrzałość.

W miarę jak dziecko rośnie i zdobywa nowe umiejętności, mamy czasem tendencję do przeceniania jego dojrzałości, co nasila się zwłaszcza w rodzinach, gdzie pojawia się kolejny potomek. Starszak staje się nagle „duży”, powinien więc być rozsądniejszy, wyrozumialszy, mądrzejszy. Nawet jeśli dalej jest tylko trzy-, cztero- czy pięciolatkiem, oczekujemy od niego zachowań, na które nie jest gotowy. Wkurzamy się, podejrzewamy, że robi nam na złość. Bo przecież tyle mu już można wytłumaczyć, tyle już rozumie, tyle o tym rozmawialiśmy. Problem jedynie w tym, że rozumienie pewnych kwestii nie oznacza, że dziecko jest zdolne do kontrolowania swoich emocji i zachowań, że zawsze pamięta o zasadach, że nie ulega pokusie. Cóż w tym dziwnego? Przecież i my, dorośli, znając zasady i reguły, nierzadko sami nie potrafimy powstrzymać się przed ich łamaniem… Jak wtedy, kiedy sięgasz po jedną małą kosteczkę czekolady i nagle orientujesz się, że magicznie znikło całe pół tabliczki.

 

Wiedza to siła

Zrozumienie procesu rozwoju dziecka i poznanie jego etapów to najłatwiejszy sposób, żeby oszczędzić maluchowi niepotrzebnej presji, a sobie zbędnych nerwów. Bo jeśli WIESZ, czego się spodziewać, jeśli WIESZ, co jest normą rozwojową, to łatwiej C radzić sobie z zachowaniami czy problemami, które napotykasz na swojej drodze. To daje dystans, pozwala na spokojnie i bez emocji podchodzić do słów czy gestów, które obiektywnie mogą być bolesne.

Inaczej zareagujesz na dziecko krzyczące do ciebie „nie kocham Cię! nie lubię Cię!”, jeśli wiesz, skąd się bierze takie zachowanie i co ono tak naprawdę znaczy, niż wtedy, gdy odbierasz je jako świadomy atak czy szczery wyraz niechęci. Inaczej przyjmiesz płacz z powodu niewłaściwego koloru skarpetek, gdy uświadomisz sobie, że to samo przeżywają dzisiaj mamy innych przedszkolaków, bo taka a nie inna jest norma rozwojowa. Inaczej będzie reagować na kolejne „dlaczego”, „po co”, „ale jak to”, jeśli będziesz wiedzieć, czemu mają służyć te pytania i jaki jest efekt nieustannego ich zadawania. Takie przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

Bodaj najtrudniejszy w tym wszystkim jest fakt, że rozwój dziecka nie jest liniowy i nie oznacza stopniowego przyrostu umiejętności w zakresie fizycznym i psychicznym. To raczej sinusoida, gdzie po okresach względnego spokoju, przychodzi burzowy czas, kiedy dziecko wydaje się cofać i tracić wcześniej już opanowane kompetencje. Dla rodzica to dezorientujące, stąd miewamy skłonności do uznawania, że pewne zachowania są celowe i złośliwe. A tymczasem jest zupełnie przeciwnie i właśnie wtedy maluch, zamiast krytyki i ataku, potrzebuje wsparcia, żeby poradzić sobie w trudnym dla siebie okresie. Żebyśmy jednak byli w stanie pomóc mu i sobie samym, musimy najpierw mieć odpowiednie narzędzia, a przede wszystkim zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje.

(jeśli chcecie poczytać trochę o rozwoju dziecka, to TUTAJ wiedza w pigułce)

 

Gdy Twoje dziecko Cię wkurza, szukasz najczęściej sposobu, żeby to zmienić. Żeby JE zmienić. Przekonać, urobić, naprawić. Naprostować. A tymczasem wystarczy zmienić perspektywę i może się okazać, że problem leży zupełnie gdzie indziej. Może się okazać, że stawiasz dziecku (i sobie) wymagań ponad siły. Że oczekujesz, iż będzie zachowywało się jak dorosły, choć zwyczajnie nie jest do tego zdolne. I że naprawdę nie ma się o co wkurzać.

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

23 Responses

  1. Jull Krajewska
    | Odpowiedz

    Wkraczam teraz w etap, gdzie moje roczne dziecko chyba sprawdza granice mojej cierpliwości 😛 Szczególnie przy nauce jedzenia!

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja bym powiedziała, że raczej eksperymentuje i poznaje świat. Nawet jeśli czasem trudno znaleźć sens w eksperymencie polegającym na wcieraniu marchewki we włosy 🙂

  2. Tomasz Grabski
    | Odpowiedz

    Bardzo często żeby nie wchodzić z dzieckiem w konflikt daje mu wybór w niektórych kwestiach. przykładowo jeśli an obiad mają być ziemniaki to pytam się dziecka, czy chce ryż czy ziemniaki. Gdy wybierze to z większa chęcią zje

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Jak patrzę na swoje dzieci, to widzę taką prawidłowość: jeśli pozwalam im współdecydować im w pewnych kwestiach (jak choćby obiad w Twoim przykładzie), to one są bardziej gotowe zaakceptować moje decyzje tam, gdzie ostatnie słowo musi należeć do mnie (np. podawanie leków czy bezpieczne poruszanie się na ulicy). To się sprawdza 🙂

  3. RoMaO
    | Odpowiedz

    A ja lubię dawać dziecku wybór, z tym, że zawsze zaznaczam i tłumaczę prostymi słowami i zdaniami jakie konsekwencje może spowodować jego taki i taki wybór. Ale przeważnie go akceptuję i nie “gwałcę”, że musi być po mojemu. Poza oczywistymi przypadkami, gdzie ewidentnie chodzi o bezpieczeństwo malucha. Dziecko wcale nie jest głupie, potrzebuje tylko naszego intelektualnego wsparcia by mogło samo dojść do prawd oczywistych. I zapamięta taką lekcję dobrze i bezboleśnie. I zawsze chętnie posłucha, zapyta 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mam podobnie jak Ty – dając wybór, tłumaczę konsekwencje i pozwalam zdecydować. I to prawda – dzieci nie są głupie, wiele potrafią zrozumieć, chociaż często ulegają emocją i podejmują decyzje, które dla nas są irracjonalne. Ale dobrze – i to ich uczy dużo o funkcjonowaniu świata. A przy okazji dziecięce decyzje czasem otwierają klapki i rodzicom, kiedy okazuje się, że do pewnych celów można dojść naprawdę zaskakującymi drogami 🙂

  4. Moim zdaniem w dziecku wkurzają nas najbardziej nasze cechy. A dokładniej nasze wady…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dziecko jest jak lustro, bardzo bezlitosne w dodatku. Ale to, co się zobaczy, może zmobilizować do pracy nad sobą 😉

  5. RoMaO
    | Odpowiedz

    Chcecie powiedzieć, że jesteście hipokrytami? 😉

  6. Monika
    | Odpowiedz

    Bardzo madrze napisany tekst. Sama dzieci nie mam ale obserwuje rodzicow i czasem mnie to przeraza, a w koncu to tylko dzieci 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Paradoks jest taki, że często od dzieci wymagamy więcej niż od dorosłych.

  7. Ula
    | Odpowiedz

    Nie mam pojęcia o wychowaniu dzieci, własnych nie mam i nie planuję. Czytając o takich problemach coraz bardziej jednak utwierdzam się w przeświadczeniu, że podejmuję dobrą decyzję. 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bo chyba nie ma jednej właściwej drogi. Dziecko to radość, ale i duża zmiana w życiu. Nie każdy jej potrzebuje i nie każdy jej chce.

  8. ladymamma.pl
    | Odpowiedz

    Bardzo mądrze napisane!Staram się stosować tę metodę w życiu codziennym, jednka czasami jak już mnie mocno wyprowadzą z równowagi zdarza mi się zapominać… ;p

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Taaa.. Skąd ja to znam 🙂 Ja ostatnio powtarzam sobie jak mantrę “na niemowlaka nie wkurzam się za sikanie w pieluchy, więc nie będę się na nią wkurzać za…” – i tutaj wstawiam to, co akurat robi moja czterolatka lub dwulatka. To nawet pomaga 🙂

  9. Madzia
    | Odpowiedz

    Obserwuję dorosłych i dzieci. Ma tę możliwość w żłobku. Zaskakują mnie niektórzy jak bardzo nie potrafią w rozsądny sposób wytłumaczyć swojemu dziecku, że coś robi nie tak. Jedna z ostatnich sytuacji: Przychodzi mam po córkę. Dziewczynka nie che się ubierać. Mam po dobroci – Niunia no chodź, Kochanie, no chodź, a dziecko ma to daleko gdzieś. I nagle irytacja chodź tu w końcu, ja nie mam czasu musimy to i to załatwić. Dlaczego dziecku od początku nie mówi, ze nie ma czasu na wygłupy. Zbieramy się i idziemy. Ja nie mam takich problemów z moim synem i trudno mi takie zachowania zrozumieć. Nasze rozmowy są jak równy z równym. Jeśli nie mogę mu czegoś kupić, albo muszę coś szybko zrobić mówię mu to i tłumaczę tak by zrozumiał.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja od samego początku tłumaczę dzieciom wszystko, nawet niemowlakom. To może brzmi głupio z boku, ale wyrabia dobre nawyki 🙂

  10. Jagoda
    | Odpowiedz

    Do dziecka trzeba mieć mega dużo cierpliwości. Bardzo mądry i pomocny ten Twój tekst, chociaż myślę, że matki to wiedzą, a mimo wszystko myślą, że akurat tym razem będzie inaczej. Z własnego doświadczenia się nie wypowiem – wszystko jeszcze przede mną.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Niby oczywiste, ale jednak często o tym zapominamy. A szkoda, bo to prowadzi do niepotrzebnych frustracji i konfliktów pod hasłem “moje dziecko jest niegrzeczne” i “nie radzę sobie z wychowaniem”

  11. No właśnie, bo kluczem do spokoju jest zrozumieć, że maluch nie robi nam na złość nie jedząc, brudząc, nie śpiąc, chlapiąc wodą w kąpieli WSZĘDZIE tylko poznaje, rozpoznaje i bada o co w życiu chodzi. Ja się mega denerwowałam na początku rozszerzania diety, bo nasz maluch był mocno niechętny, ale pewna mądra Pani mi powiedziała: “wysmarujcie się tym jedzeniem razem, zobaczy Pani, że będzie extra”. I było i jest nadal 🙂 <3

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dobrze spotykać takich mądrych ludzi na swojej drodze. Ja się bardzo cieszę, że coraz więcej rodziców jednak otwiera się na dzieci i nie przypisuje im złych zamiarów, a raczej stara się zrozumieć. Bo jak słyszę, że niemowlę próbuje manipulować mamą przez swój płacz, to mi ręce opadają…

  12. Olga
    | Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis. Teraz wiem ze powinnam się wkurzać na sama siebie a nie na dziecko.

  13. ula mamonik.pl
    | Odpowiedz

    Mądry wpis. Czasami faktycznie zapominamy – że dzieci – to dzieci 🙂 Szczególnie gdy fizycznie zaczynają przypominać dorosłych

Skomentuj