Dziecko i pies? To naprawdę może się NIE udać!

with 4 komentarze

dziecko i piesKaśka od zawsze kochała zwierzęta. Jeszcze jako mała dziewczynka przygarniała bezdomne kotki, hodowała rybki, znosiła do domu ranne ptaszki. Ale najbardziej uwielbiała psy. Kiedy na studia przeprowadziła się do dużego miasta, zdecydowała, że na razie posiadanie pupila sobie odpuści. Z różnych powodów. Teraz Kaśka jest w siódmym miesiącu ciąży, a jej koleżanki na baby shower zrobiły jej niespodziankę. Kupiły jej szczeniaczka owczarka niemieckiego.
Nie żartuję. Na baby shower. Kobiecie w siódmym miesiącu ciąży.

Może mam ograniczoną wyobraźnię, ale dla mnie to jest totalnie nie do wiary! Pomijam już kwestię, że dawanie komukolwiek zwierzęcia w prezencie jest w większości przypadków poronionym pomysłem. Ale jak ograniczoną wyobraźnię trzeba mieć, żeby taką niespodziankę zafundować ciężarnej albo młodej mamie? Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że okres okołopołogowy to czas średnio sprzyjający przygarnięciu zwierzęcia? Oraz że połączenie nowego pieska w domu z noworodkiem, niemowlęciem, czy nawet malutkim dzieckiem to może być naprawdę wybuchowa mieszanka?

Zanim pójdziemy dalej, wyjaśnijmy sobie coś, żeby uniknąć gównoburzy w wykonaniu tych, co lekturę przerwą po drugim akapicie. To NIE jest tekst o tym, że nie warto przygarnąć czy mieć psa w ogóle.
To NIE jest tekst o tym, że po urodzeniu dziecka trzeba oddać swojego pupila.
To NIE jest także tekst o tym, że dziecko i pies to toksyczne połączenie, które niechybnie zakończy się krwawą jatką.
Jest to za to tekst o tym, czy ciąża lub wczesne macierzyństwo to naprawdę dobry moment, żeby do swojego życia wprowadzić czworonoga.

 

Będziecie sobie chodzić na spacerki…

Już nawet to widzisz – Ty i Twój rosnący brzuszek wędrujecie parkową alejką w towarzystwie słodkiego pieseczka, wywołując westchnienia podziwu i zazdrości. A potem jest nawet lepiej – ty z dzidziusiem w wózeczku, a przy twojej nodze włochaty słodziak, który co jakiś czas radośnie aportuje patyk. Albo Ty, dziecko i pies we wspólnym odkrywaniu świata. Fajnie, nie?
Trochę gorzej, jeśli akurat leje. Albo ciążowe hormony sprawiają, że zasypiasz na siedząco o osiemnastej. Albo psia sierść przyprawia Cię o mdłości. Że już nie wspomnę o tym, że Twoje dziecko może wcale nie chcieć leżeć w wózku, albo – przeciwnie – nienawidzić chusty. I nagle ta ręka, w której trzymasz smycz będzie Ci bardzo potrzebna do niesienia małego krzykacza.

Że pies to obowiązek, nie muszę chyba przypominać żadnemu trzeźwo myślącemu człowiekowi. Spacery, karmienie, wizyty u weterynarza to codzienność, przed którą nie ma ucieczki. I o ile w “normalnych” warunkach wszystko to jest do ogarnięcia, to okres ciąży, przy często utrudnionej mobilności i różnych dolegliwościach, podobnie jak poporodowy sajgon związany z pojawieniem się noworodka czy opieką nad niemowlęciem, mogą znacząco utrudnić sprawę. Zwłaszcza, jeśli przez większość dnia jesteś w domu sama. Zwłaszcza, jeśli opieki nad czworonogiem nie masz komu awaryjnie oddelegować. Zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia z nowym zwierzakiem!

 

Będą się razem wychowywać…

Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby namawiać kogoś do oddania psa ze względu na mające się narodzić dziecko (a – wierzcie lub nie – to wcale nie jest rzadkie zjawisko…). Ale posiadanie psa, którego się zna, którego się kocha, którego się już odchowało i wychowało – a którego i tak trzeba przygotować na przybycie nowego członka rodziny! – znacząco różni się od przyjęcia pod swój dach zwierzaka nowego. Czy to szczeniaka, czy to dorosłego osobnika ze schroniska.

Żeby pupila ułożyć, trzeba dużo sił i dużo czasu, a siły i czas to na etapie ciąży i wczesnego macierzyństwa towar, którego bardzo często brakuje. Jeśli liczymy na to, że pies i dziecko będą się – jak niektórzy mówią – razem wychowywać, to czas zmienić optykę. Bo nie będą wychowywać się sami. To MY musimy ich wychować, a to oznacza, że mamy przed sobą dwa razy trudniejsze zadanie niż w przypadku jednego tylko podopiecznego…

 

Będą się razem bawić…

Jeśli liczycie na to, że posadzicie szczeniaczka na kocyku obok maluszka, a same będziecie mogły spokojnie sączyć poranną kawkę, to muszę Was zmartwić. Pies to nie pluszowa zabawka.

I tak, to prawda, dzieci mogą się bezpiecznie bawić z domowym zwierzakiem. Ale żeby tak było, i zwierzę, i dziecko muszą być do tego gotowe. Budowanie takiej relacji to jednak nie jest coś, co dzieje się samo. Przeciwnie – wymaga mądrej, świadomej obecności dorosłego. Dorosłego, który – po pierwsze – przyzwyczai zwierzę do obecności i bliskości małego człowieka i – po drugie – nauczy dziecko, jak traktować zwierzaka i odczytywać dawane przez niego sygnały. I jeszcze dopilnuje, żeby dziecko do zasad się stosowało.

Warto też wziąć pod uwagę, że małe dzieci są czasem zwyczajnie ZA MAŁE na czworonoga. Mogą traktować go zbyt brutalnie, męczyć, nieświadomie prowokować. I o ile stary “zadomowiony” już pies pewnie zniesie te pieszczoty z większą cierpliwością, o tyle młody czy świeżo przygarnięty może się okazać znacznie mniej tolerancyjny. I co wtedy?

 

Pies to nie towar na próbę…

Najważniejszym argumentem przemawiającym przeciw przygarnięciu psa w ciąży czy tuż po urodzeniu dziecka jest zmienność i nieprzewidywalność sytuacji w tym okresie. Pies ma prawo do dobrego, stabilnego domu i do odpowiedniej dawki uwagi i troski. czy na tym etapie możemy mu to zapewnić?

A co, jeśli ciążowe dolegliwości zmuszą nas do leżenia w łóżku?
A co, jeśli nasz noworodek okaże się na tyle angażujący, że będzie nam brakować czasu nawet na sen?
A co, jeśli nasza córeczka okaże się uczulona na psią sierść?
A co, jeśli nasz synek – zamiast radośnie tulić się do czworonoga – będzie reagował na niego strachem i ucieczką w ramiona rodziców?
Takie pytania można by mnożyć. A przecież pies, ani żadne inne zwierzę, to nie jest przedmiot, który można odstawić na półkę. Zapakować w pudełko i odesłać do nadawcy. Odrzucić z konieczności czy wyboru. Pies nie zasługuje na bycie traktowanym jako tymczasowy dodatek do naszego życia. Nie narażajmy go na to.

 

Dziecko i pies. To się może, ale nie musi udać…

Mawia się czasem, że nie ma nigdy idealnego momentu na dziecko i tak samo może nie być idealnego momentu na przygarnięcie psa. Bo przecież w życiu nie ma nic pewnego i zawsze coś może nas zaskoczyć. A jednak są takie okresy, kiedy dawka niepewności i niestabilności są większe niż przeciętnie. Są na tyle duże, że pomnażanie ich jest trochę jak skok z nieprzetestowanym spadochronem. Albo strzał w kolano.
Bo chociaż posiadanie czworonoga może być dla dziecka i dla całej rodziny wspaniałym, wzbogacającym doświadczeniem, to na początek wspólnej wędrówki warto wybrać właściwy moment. I mam poważną wątpliwość, czy okres porannych mdłości, piętnastu kilogramów nadprogramowego balastu, gojącego się krocza czy nieprzespanych nocy takim momentem można nazwać…
A Wy jak uważacie?

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

4 Responses

  1. Magdalena
    | Odpowiedz

    Przede wszystkim, według mnie, w ogóle dawanie zwierzaka w prezencie komukolwiek jest poronionym pomysłem, a już w wypadku kobiety w ciąży wyraziłabym się dosadniej i świetnie to uargumentowałaś.
    I to właśnie dlatego, że jestem psiarą.
    O tym czy ktoś chce czy nie chce przygarnąć zwierzaka powinien decydować zawsze, tylko i wyłącznie sam zainteresowany.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Ja uważam, że zwierzak może być prezentem TYLKO wtedy, kiedy to się ustali wcześniej z obdarowywanym i on wyrazi na to zgodę i chęci 🙂

  2. Dobry temat, na czasie, kiedy bezmyślnie brane są do domu zwierzaki.. takie ufne, czekające na miłość i często rozczarowane człowiekiem. ale wciąż ufające…
    Przygarniam tak samo i serce mi pęka, gdy widzę te nieszczęścia kocie i psie… bo sama mam przygarnięte koty… w planach kiedyś pies…
    Pozdrawiam Ewelina 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bo ludzie, niestety, bardzo często traktują zwierzaki jak puchatą zabawkę. Jak się znudzi, przeszkadza, brudzi, to do śmietnika 🙁

Skomentuj