Dziecko to nie karta przetargowa!

with 20 komentarzy

gra planszowa

Kilka dni temu napisałam tekst o szacunku należnym dziecku jak każdemu dorosłemu człowiekowi. Komentarze mnie zbudowały – święta racja, to oczywiste, zgadzam się w 100%. Myślę sobie – super, że ludzie to rozumieją, super, że perspektywa tak się zmienia i odchodzimy od wizji „dzieci i ryby głosu nie mają” i „nie odzywaj się, jak dorośli rozmawiają”. Myślę sobie – może rzeczywiście przesadzam i widzę problem tam, gdzie go nie ma, może mam po prostu pecha i przypadkowo trafiam na patologiczne sytuacje. A potem włączam komputer i pan internet bardzo szybko pokazuje mi, że to, co oczywiste dla moich czytelników, nie jest takim dla większości. Że dla wielu dziecko wciąż nie jest podmiotem, a przedmiotem w świecie dorosłych. W tym lepszym wypadku – przedmiotem troski lub dyskusji, w tym gorszym – przedmiotem sporu i kartą przetargową.

 

Hej dziewczyny! Mieszkam z ojcem mojego dziecka. Mały ma roczek, a on spędził z nim raptem kilka godzin. Wszystkim zajmuję się ja. Chciałabym go zabrać nad morze, ale on się nie zgadza. Nie chce jechać z nami, bo „nad morzem jest głupio” i nie chce, żebyśmy pojechali bez niego. Zagroził, że jeśli zabiorę synka teraz, to on w sierpniu też zabierze go sobie na tydzień (też nad morze, logiczne, czyż nie?). Mały jest karmiony piersią, odrzuca butelkę, a przy tym ma fazę lęku separacyjnego, który jego tata uważa za moją fanaberię. Co robić? Czy on może go tak sobie zabrać? Jak poradzić sobie z idiotą? [tekst sparafrazowany]

Wiadomość na jednej z mamuśkowych grup. Pełna emocji i niepokoju. Trochę nawet desperacji. Pod spodem wysyp komentarzy, dobre kilkaset opinii i wielka bitwa. Z jednej strony – „pogoń dziada, masz prawo sama decydować o swoim dziecku”, z drugiej – „ojciec ma święte prawo do zabrania swojego dziecka, gdziekolwiek chce”, z trzeciej wreszcie – i to odpowiedź najczęstsza – „daj mu dziecko, niech zobaczy, jak wyglądają wakacje z maluchem to szybko wróci z podkulonym ogonem”. Sprzeczne opinie, skrajnie różne wizje. Jeden wspólny mianownik – dziecko jest w nim tylko dodatkiem do dorosłego świata.

 

Kto tu rządzi, czyli mały człowiek a walka o władzę

Zadająca pytanie mama nie ma dobrej opinii o swoim partnerze – ojciec się dzieckiem nie zajmuje, ojciec grozi, że dziecko zabierze, jeśli ja nie dostosuję się do jego życzeń. W jej poście dominuje jednak troska o dziecko, o jego dobrostan, o jego spokój. Komentarze mocno zmieniają ten punkt widzenia. Skupiają się na problemach relacji między dorosłymi, które niewątpliwie w tej sytuacji istnieją i należy nad nimi popracować, ale upatrują w dziecku sposobu na „rozegranie partii’ na swoją korzyść. Bo tak to właśnie wygląda – to rodzic decyduje, to rodzic daje/nie daje dziecka, to rodzic SE ZABIERA malucha, którego głosu nikt nie słyszy.

Jasne, mówimy tu o rocznym dziecku, który mówić nie potrafi. Ale mówimy wciąż o człowieku, który na danym etapie życia ma bardzo określone potrzeby i priorytety. Nie chcę tu wnikać w ogólne kwestie „małe dziecko potrzebuje mamy”, „tata równie dobrze może się zająć dzieckiem”, bo każda sytuacja jest inna. Wiem, że tutaj znamy tylko punkt widzenia jednej strony i nie wiemy, jak ocenia to wszystko ojciec. Ale mnie nie obchodzi ich relacja, a reakcja osób postronnych na bardzo konkretnie opisaną historię. Mnie interesuje to konkretne dziecko, a wiemy o nim tyle, że jest małe, jest karmione piersią i ojciec do tej pory nie starał się zbudować z nim relacji (kilka godzin wspólnych zabaw przez rok…), a wyjazd na wakacje nie ma na celu zacieśniania więzi a „dokopanie” partnerce. Czy to jest sytuacja, w której można mieć wątpliwości? Okazuje się, że tak…

 

Kogo kochasz bardziej: mamusię czy tatusia?

Kiedy rodzicom dziecka się nie układa, to w tym układzie ono samo jest może najbardziej poszkodowane. Wali mu się świat, który zna. Rozdarte gdzieś między mamą, którą kocha, i tatą, którego kocha tak samo, stawiane jest często przed wyborem, który jest ponad jego siły. Im bardziej burzliwe rozstanie, im więcej przeciągania liny, obwiniania, szarpania się nawzajem, tym trudniej przychodzi odnalezienie się w nowej sytuacji, odzyskanie równowagi, poukładanie sobie w głowie. Szczególnie wtedy, kiedy niesieni emocjami rodzice próbują przeciągnąć dziecko czy dzieci na swoją stronę, buntując przeciw drugiemu, temu niedobremu, temu niedoskonałemu, temu wszystkiemu winnemu.

Jasne, związki rozpadają się z różnych powodów, często w bardzo burzliwych okolicznościach, często z winy jednej tylko strony, ale czy naprawdę dzieci muszą poznać wszystkie ciemne szczegóły i niuanse? Czy muszą być mimowolnymi świadkami rozrachunków i wyrzutów? Oczywiście zasługują na prawdę, zasługują na wyjaśnienia dostosowane do ich wieku i dojrzałości, także dlatego, że czasem to kwestia ich bezpieczeństwa, ale nadal nie zasługują na to, żeby traktować je jak pionki w rozgrywce dorosłych choć wcale nie dorosłej.

 

Ja ci jeszcze pokażę!

Wróćmy na chwilę do sytuacji naszej anonimowej mamy. Tutaj mamy do czynienia z małym dzieckiem, który na razie o relacjach rodziców wie niewiele, choć pewnie czuje, że coś jest nie tak, bo dzieci to doskonały barometr uczuć. Internetowi doradcy nie biorą na to poprawki, dla nich sprawa jest jasna. Opcja „poszukajcie kompromisu”, „przedyskutujcie to” czy w końcu „zastanów się, co będzie najlepsze dla małego” jest w mniejszości. Dominuje ton, czyje prawo jest ważniejsze, kto silniejszy, kto lepszy, kto może decydować o wszystkim. O świecie dziecka przede wszystkim.

Z całego wachlarza wypowiedzi najbardziej przeraża mnie jeden rodzaj, wcale nie rzadki, zdecydowanie zbyt częsty – a daj mu to dziecko, do sierpnia odstaw od cycka, niech se jadą, a jak mu popłacze przez dwie noce, jak zobaczy odparzony tyłek, śmierdzące pieluchy pozmienia, butelkę będzie wypluwało, to ON zobaczy, to ON się nauczy, to MU da do myślenia. Aż chciałoby się powiedzieć: Serio? Ludzie, co wy gadacie? Kobieta ma skończyć karmienie piersią dziecka, żeby wysłać go na wakacje z facetem, któremu nie ufa i który ze swoim synem nie ma żadnej praktycznie relacji, a wszystko to po to, żeby z satysfakcją patrzeć, jak wraca z podkulonym ogonem i docenia (w co szczerze wątpię…) jej wysiłki. A że dziecko będzie płakało być może godzinami, że będzie cierpieć, że będzie być może głodne, że ma szansę nabawić się niezłej traumy, że może wcale nie być bezpieczne – to wszystko się nie liczy, to tylko detale na drodze do celu. Żeby ON dostał w kość. Żeby ON się pokajał. Szkoda tylko, że kosztem cierpienia jednego małego człowieczka.

 

Mam to szczęście, że otacza mnie wielu mądrych, dojrzałych rodziców. Kiedy piszę teksty o szacunku do dziecka, o zrozumieniu, o dialogu czy trosce o potrzeby maluchów, mam świadomość, że dla wielu z nich to są oczywistości i zaczynam zastanawiać się, czy nie popadam w banały. Ale potem wychodzę poza swoją bańkę, przekraczam granice internetowej wyszukiwarki i widzę, że dla wielu ludzi dziecko nadal jest tylko dodatkiem do dorosłego świata, obiektem tresury, projektem na przyszłość, pionkiem do rozgrywania, kartą przetargową w konflikcie z innymi. Wszystkim, tylko nie tym, czym naprawdę jest. Pełnoprawnym człowiekiem, tylko że małym.

I dlatego dalej piszę.

20 Responses

  1. Bielecki.es
    | Odpowiedz

    Niestety zbyt wiele osób myśli takimi szablonami, czym najbardziej obrywają dzieci.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Po prostu za bardzo ulegamy negatywnym emocjom i pozwalamy sobie przesłonić zdrowy rozsądek. A dziecko obrywa.

  2. Świetny wpis, trafiony temat

  3. BeztroskaMama
    | Odpowiedz

    Smutne jest to co piszesz. Jednak taka jest szara rzeczywistość, nadla dla wielu ludzi małe dziecko nie ma prawa głosu. Nie ma wcale praw.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie dlatego piszę. Bo tak sobie myślę, że jeśli chociaż jedna osoba dorosła dzięki temu zmieni swoje podejście i jednemu dzieciakowi stanie się na co dzień lepiej, to już warto 🙂

  4. Chadonistka
    | Odpowiedz

    Ja kiedyś usłyszałam bardzo piękny tekst: żeby traktować dziecko z takim samym szacunkiem jak osoby starsze, np. własną babcię. Na babcię nie będziemy krzyczeć, jeśli czegoś nie zrozumie, zawsze damy jej jeść kiedy będzie głodna, nie uderzymy, wysłuchamy itd. Osoby starsze też czesto wymagają naszej opieki i są zupełnie jak dzieci.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Z tym szacunkiem do starszych ludzi to niestety też różnie bywa. Ja bym powiedziała, że wystarczy dziecko traktować z takim samym szacunkiem jak samemu chciałoby się być traktowanym 🙂

  5. Fitkot
    | Odpowiedz

    Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dziecko najwiecej cierpi i traci w takiej sytuacji 🙁

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dokładnie tak. Bo w tym wszystkim ani nie bierze się pod uwagę jego zdania, ani jego uczuć.

  6. Emilia Versjada
    | Odpowiedz

    Nienawidze kiedy jedna osoba w zwiazku zabrania czegos drugiej osobie i jeszcze szantazuje ze zabierze dziecko nawet jesli jest to „tylko” na tydzien. Moim zdaniem w rodzinie nie powinno byc takich sytuacji!
    Sama jestem z rodziny gdzie taty nigdy nie bylo ale na szczescie mama zawsze dawala mi prawo glosu i pozwalala mi uczestniczyc w rozmowach „doroslych” . Niestety moi kuzyni juz tyle szczescia nie mieli slyszeli od ciotki „marsz do pokoju” albo „dzieci maja swoj pokoj” i nawet nie bylo opcji zaczecia dyskusji :c

    Versjada

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Szantaż w związku to w ogóle jest fatalna opcja, a jeśli dodatkowo w grę wchodzi dziecko to jakiś koszmar się z tego robi. Przykre jest to, że dorośli ludzie nie potrafią się w cywilizowany sposób dogadać. Także dlatego, że dają dzieciakom fatalny przykład na przyszłość.

  7. Bardzo wartosciowy wpis.
    Najgorsze co możemy zrobić to wplatać dziecko w rodzicielskie potyczki.
    Do dziś w głowie brzmi mi pytanie: którą babcie bardziej kochasz?

    Dorośli nie zdają sobie sprawy jaką krzywdę robią dzieciom stawiając je przed koniecznością wyboru niemożliwego 😞.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      U mnie było „kogo kochasz bardziej, babcię czy dziadziusia?”. Kiedy byłam mała, nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ktoś mi każe wybierać. Kiedy byłam trochę starsza, miałam ochotę wykrzyczeć im – NIKOGO!!!

  8. Angelika
    | Odpowiedz

    Bardzo ciekawy i dający do myślenia artykuł 👍

  9. klaudia j
    | Odpowiedz

    A często tak rodzice podchodzą do dziecka…

  10. Katarzyna
    | Odpowiedz

    A co drogie Panie powiecie na takie zachowanie. Partnerka syna bez podstaw 7 razy wzywala policje nie zwracala uwagi na dzieci, wyrywala 4 letnia coreczke synowi z rak i wztwala policje, pomimo ze on ani nie jest pozbawiony praw, ani nie stosowal przemocy, zmyslala, awanturowala sie, przeklinala, mowila do dzieci, ze tata to ch…..j, i inne wyzwiska, w koncu syn nie wytrzymal i sprawa byla w sadzie rodzinnym, nakaz sadu pelne prawa do widzenia i kontaktow z dziecmi. Ona i tak nic sobie z tego nie robi nadal nie pozwala na kontakt z ojcem. Syn przezywa dramat , a ona czuje sie bezkarna.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To jest przerażająca historia i, niestety, wcale nie tak rzadka 🙁 Dorośli w swojej zapiekłości i nienawiści potrafią zagotować piekło swoim byłym partnerom i dzieciom.
      Mogę tylko trzymać kciuki, żeby to się ułożyło jakoś.
      PS. Nie jestem ekspertem od prawa, ale czy nie jest tak, że jeśli rodzic nie zezwala na nakazane przez sąd widzenia, to pokrzywdzony ma prawo wezwać policję? A udokumentowane uniemożliwianie widzeń to chyba podstawa do walki w sądzie o inne rozwiązanie tej kwestii?

  11. Magda
    | Odpowiedz

    Ja mam taką sytuacje że ojciec dziecka chciał mieć dziecko ale jak już zaszłam w ciąże to się nie interesował ciąża miał to po prostu gdzieś tylko cały czas mnie denerwował darł się na mnie dzwonił do mnie po to żeby mnie tylko denerwować albo o pracy co i niego się działa nigdy nie zapytał o dziecko jak ja mu nie powiedziałam. Przyszło do wyprawki żeby pomógł mi to rodzice jego musieli na niego się drzeć żeby mi pieniądze dał za wiele się nie dołożył bo ja cała swoją wypłatę dawałam ma wyprawkę a on są ledwie dwie czy stówki i tyle widziałam. Trafiłam do szpitala to nawet czasu nie miał nawet żeby przyjechać bo było ważniejsi koledży i dodam że jest alkoholikiem na drogi dzień miałam wywoływanie porodu to dałam znać mu o 5 rano że mnie zabierają i bd robić ktg i tam inne badania zaczęłam rodzić o 8 a urodziłam 8:20 rano spóźnił się jeszcze był pijany śmierdzący i jeszcze awanturę robił tylko wstydu mi narobił🙁 w szpitalu a jak się dziecko urodziło to jak się dowiedział że dziecko ma Z tyłu na rdzeniu kręgowym ogonka co po tem się okazało że ma trzecią rączkę a lekarze powiedzieli mi żebym się cieszyła że dziecko nie jest sparaliżowany a jego tylko interesowała ile dziecko ma punktów myślałam że za raz mnie rozwali 😡 po tem musiałam się prosić żeby przyjechał do dziecka żeby je widział raz nawet była taka sytuacja że pomylił sobie dziecko bo nie zauważył że dziecko leży ze mną 😞 jak przychodził to był pijany za każdym razem jak przychodził do szpitala wydzwaniał do mnie po nocy po kilka naście razy w szpitalu że wyłączyłam telefon to po tem rano mi robił awantury jak wychodziłam ze szpitala to mi tylko dał kilka paczek pieluch i 20 zł na taksówkę i tyle widziałam od niego pomocy nawet nie uznał dziecko bo byliśmy w urzędzie i się okazało że ma nie wazy a miesiąc wcześniej policja go spisywała i zabrali go na izbę 🤔 ale dobra. Zerwałem z nim bo ile można żyć z takim człowiekiem i jeszcze alkoholikiem i dziecko ma teraz 7 miesięcy i do tej pory nie uznał dziecka nie pomaga mi a tylko do mnie dzwoni wypisuje i szantażuje mnie że mi obierze dziecko i naśle na mnie opiekę a jak mu nie raz pokazywałam dziecko to nawet nie był dzieckiem zainteresowany tylko bardziej mną a dziecko miał gdzieś jak by w ogóle nie istniała po tem się nie odzywał do mnie kilka miesięcy a po tem napisał do mnie że potnie się popełni samobójstwo że już to zrobił ale dostał drugą szanse i się nie poda że będzie walczyć o mnie wysyłał mi zdjęcia jak się Pociął śledził mnie po tem ubzdurał sobie że ja mam kogoś żebym się przyznała że on to już przeżył zdradę po tem że ja pisze z kim na fb bo jestem aktywna po tem jego kolega wypisywał do mnie żebym uważała na niego bo jest psychiczny a po tem pare dni się dowiaduje że został pobity przez niego on po tem mi wysyłał że pobił go za to że pisał do mnie i że ma coś tam złamane i ugryziony przez niego palec po tem sobie ubzdurał że ja jestem z nim bo nie wychodzi on z domu po tem że się dowiedział i przepraszał mnie to on dalej do mnie że mam kogoś Chociaż mu mówię ze mam ale córkę a on dalej swoje tysiąc esemesów dostaje od niego a o dziecku mu się przypomni jak ja mu powiem albo rodzice jego powiedzą. Dziecko było w szpitalu to nawet nie przyjechał do dziecka teraz podobno nie pije a po tem mi wysyła zdjęcia że ma piwa i dwu setkę upitą do połowy to ja mu pisze że dalej pije a on że nie ze dostał taka 🤔 dobra ściema prócz tego to robi zamieszanie po między mną a jego rodziną mówi nie stworzone rzeczy po tem wyzywa mnie robi siebie ofiarę a za pomijałam dodać że ma dziecko z inną kobietą a się dowiedziałam że w ogóle się nie interesuje dzieckiem tamtym a mówił że może się widywać z dzieckiem przez swoich rodziców tylko a jego mama mi powiedziała że w każdej chwili może się widzieć z dzieckiem jak tylko chce ale on tego nie chce a mnie szantażuje i mówi do mnie że jak mu nie pokaże dziecka to dzwoni na policję i do opieki a jak mu daje żeby się widział z dzieckiem to dziecko go nie zna i płacze przy nim Bo go nie zna kilka razy tylko go widziała dziecko przez te 7 miesięcy po tem do mnie wypisuje że to jest moja wina i że traktuje dziecko jak kartę przetargowa ale on nawet nie uznał dziecko do tej pory☹️ A ja nie mam siły już z nim się droczyć bo jak go zablokuje to wypisuje do mnie z innych nr. Albo prosi znajomych swoich żeby do mnie napisali a jak mu odpisze że nie mam czasu bo zajmuje się dzieckiem i nie mam ochoty z nim rozmawiać to wypisuje do mnie żebym przestała pieprzyć bo nie muszę się zajmować dzieckiem bo on wie bo swoją córka wychował 😁 a ja nie mam siły się z nim kłócić bo moja córka ma mieć operacje i mam cały czas latania do lekarzy z dzieckiem załatwiania 😓

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bardzo to toksyczna sytuacja, i dla Ciebie, i dla dziecka. Nie myślałaś o tym, żeby skorzystać z konsultacji z adwokatem (często są takie nawet darmowe przy urzędach gminy albo w MOPSach) i dowiedzieć się, jak można to wszystko uregulować zgodnie z prawem? Bo to nie jest akceptowalna sytuacja, że ktoś cię szantażuje, atakuje, nęka i ci grozi. Z taką patologia trzeba walczyć.

  12. Jaga
    | Odpowiedz

    😞

Skomentuj