Moje dziecko nie współpracuje…

with Brak komentarzy

moje dziecko nie współpracujeGdybym dostawała złotówkę za każdym razem, kiedy ktoś skarży mi się z tego powodu, miałabym całkiem pokaźną kwotę. Gdybym złotówkę przyznawała sama sobie za każdym razem, kiedy taka myśl przelatuje mi przez głowę, skarbonka pękałaby w szwach. Moje dziecko nie współpracuje – mówimy sobie i żalimy się innym rodzicom, wspólnikom w niedoli. Kiedy nasze dziecko po raz kolejny mówi „nie” na nasze prośby, kiedy nie chce założyć butów, usiąść do obiadu, pośpieszyć się. Tylko czy naprawdę to dziecko nie współpracuje?

 

Współpraca czyli… posłuszeństwo?

Zastanawialiście się kiedyś, co oznacza słowo współpraca? To takie proste: wpół-praca. Razem coś robimy, żeby zrealizować wspólny cel. Razem szukamy rozwiązania. Razem decydujemy.

A jak wyglądają sytuacje, w których zwykle pada owo „moje dziecko nie współpracuje”? My planujemy, że obiad będzie o określonej godzinie. My decydujemy, że trzeba już wyjść. My oczekujemy, że dziecko zachowa się w taki lub inny sposób. I choć oczywiście mamy swoje powody, a pewne decyzje podejmujemy ze względu na dziecko, to prawda jest taka, że wcale nie oczekujemy tutaj jego współpracy. Oczekujemy posłuszeństwa, dostosowania się, uległości. Zrobienia bez marudzenia i bez szemrania, a najlepiej również bez zwłoki, tego, o czym my już wcześniej zdecydowaliśmy.

 

Dziecko nie współpracuje… A rodzic?

Jak by tak obiektywnie się nad tym zastanowić, w tych wszystkich sytuacjach to dziecko równie dobrze mogłoby NAS oskarżyć o brak współpracy. Bo to my upieramy się, żeby siadać do stołu, choć ono akurat układa puzzle. To my pośpieszamy do wyjścia, chociaż bajka jeszcze się nie skończyła. To my nalegamy, żeby podzieliło się klockami z siostrą, chociaż ono wcale nie ma na to ochoty.

I wiecie co? Dziecko też ma swoje powody, żeby na nasze prośby, które w gruncie rzeczy są raczej żądaniami czy nakazami, odpowiedzieć „nie”. I jemu te powody wydają się równie ważne, jak nasze nam. Bo w takich sytuacjach kluczowa jest perspektyw. A to, co dla nas jest tylko zabawą, tylko klockami, tylko lalką, dla dziecka na tym etapie życia jest najważniejszym zadaniem, misją, pracą do wykonania. I niezbyt je obchodzą nasze dorosłe grafiki i hierarchie wartości.

 

Nigdy czyli… czasem?

Przychodzi poniedziałek. Budzicie się wcześnie rano, ubieracie, jecie śniadanie, odkładacie talerze do zlewu, myjecie buzię i zęby, wkładacie buty, kurtki, szaliki. Kiedy przychodzi do założenia czapki, zaczyna się. Jest brzydka, gryzie, drapie, nie lubię jej, sam muszę ją założyć, chcą tamtą z pomponem. Brzmi znajomo?

„Dlaczego moje dziecko nie współpracuje?” – wołamy do siebie w rozpaczy, bo mamy świadomość, że być może czeka nas kolejne spóźnienie do pracy. „Dlaczego ty nigdy ze mną nie współpracujesz?” – wołamy (w myślach lub na głos) do dziecka, która z uporem godnym lepszej sprawy walczy o coś, co w naszych oczach jest bzdurą.

A przecież… To dziecko wstało, kiedy je obudziliśmy. Ubrało się, zjadło śniadanie, odłożyło talerz do zlewu, umyło buzię i zęby. Włożyło buty, kurtkę, szalik. Czy naprawdę NIGDY nie współpracuje? W nerwach i zmęczeniu łatwo nam przychodzi skupianie się na tych momentach, kiedy dziecko jest na „nie”. I nie dostrzeganie wszystkich tych, kiedy jest na „tak”. Kiedy bez marudzenia robi to, co trzeba. Kiedy wypełnia polecenia. Kiedy samo z siebie wykazuje się inicjatywą w naturalnych, codziennych czynnościach.

Taki to paradoks – kiedy dziecko współpracuje, wszystko idzie tak gładko, że nawet tego nie zauważamy. Kiedy dziecko współpracować przestaje, wszystko komplikuje się tak bardzo, że zauważamy już tylko ten brak współpracy…

 

Co zatem zrobić, jeśli Twoje dziecko nie współpracuje?

Jeśli zaufać słownikom współpraca to zdolność tworzenia więzi i współdziałania z innymi, umiejętność zespołowego wykonywania zadań i wspólnego rozwiązywania problemów. I już w tej definicji kryje się, choć częściowo, odpowiedź na tak zdane pytanie.

Po pierwsze: budować więź.

Choć brzmi to banalnie, czasem najprostsze odpowiedzi są najlepsze. Sami zastanówcie się, z kim chętniej współpracujecie. Z kimś słabo znanym i mało sympatycznym czy raczej z kimś, kogo bardzo lubicie i z czyjej strony czujecie sympatię?

Po drugie: współdziałać.

Starać się możliwie dużo planować, ustalać i decydować razem, żeby każdy członek rodziny miał poczucie sprawczości i wpływu na swoje życie. Sami się zastanówcie, w realizacji jakich planów najchętniej bierzecie udział. Tych, przy których powstawaniu wzięto pod uwagę waszą opinię, czy też tych, które ktoś z góry wam narzucił?

Po trzecie: wspólnie rozwiązywać problemy.

Jeśli rodzinę tworzy kilka osób, a każda ma swoje granice, preferencje i nawyki, to siłą rzeczy musi dojść do tarć. Szkopuł w tym, żeby na te tarcia wspólnie znaleźć receptę. Nam, dorosłym, czasem wydaje się, że najlepiej sobie ze wszystkim poradzimy i znajdziemy najlepsze rozwiązania, które dzieciom pozostaje tylko przyjąć i wdrożyć. Ale to tak nie działa! Nie zawsze potrafimy przyjąć perspektywę dzieci i zrozumieć ich trudności w danej sytuacji, w efekcie czego nasze „genialne rozwiązania” mogą się okazać lekarstwem na niewłaściwą chorobę… A czasami naprawdę wystarczy zapytać o ich zdanie i ich pomysły zamiast z góry narzucać to, co nam się wydaje optymalną opcją.

 

A po czwarte…

To, co napiszę na koniec, może nie wszystkim się spodobać, ale prawda jest taka, że czasem tej dziecięcej współpracy wymagamy trochę na wyrost. Oczekujemy od dzieci zdrowego rozsądku, zrozumienia i akceptacji, które są jeszcze poza ich zasięgiem. Bo jeszcze nie zrozumiały pewnych zależności przyczynowo-skutkowych. Bo nie opanowały tak abstrakcyjnych pojęć, jak upływ i wyczucie czasu. Bo nie mają jeszcze odpowiednio rozwiniętej empatii. Bo są na etapie, kiedy ich własne potrzeby i życzenia są najważniejsze na świecie, a wszystko inne może poczekać. Bo – krótko mówiąc – ich mózgi ciągle jeszcze dynamicznie się rozwijają. A kompetencje, które dla nas już są codziennym narzędziem, dla nich nadal pozostają pieśnią przyszłości.

Po czwarte zatem, kiedy dziecko nie współpracuje, czasem musisz po prostu uzbroić się w cierpliwość, wziąć na klatę jego trudności i… poczekać aż zacznie. A tymczasem postarać się zorganizować wasze życie w taki sposób – czasem odpuszczając, czasem szukając ułatwiających funkcjonowanie trików, czasem wdrażając wspólnie wypracowane rozwiązania – żeby do tego momentu zwyczajnie nie oszaleć…

 

Może Ci się też spodobać ten wpis:

A czy Ty wygrywasz ze swoim dzieckiem?

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj