Jeden dzień, który zmienia wszystko

with 17 komentarzy

dzień matki

Jest taki moment w życiu kobiety, który zmienia jej życie nieodwołalnie. I nie mam wcale na myśli tej chwili, gdy odkrywasz, że modelki też mają cellulit a scenariusze komedii romantycznych nie mają pokrycia w rzeczywistości (serio, serio!). Ten moment przychodzi, kiedy po dziewięciu miesiącach mniej lub bardziej burzliwych zmagań z własną fizjologią, po których następuje mniej lub bardziej burzliwy akt rozwiązania, pojawia się na świecie i ląduje w Twoich rękach dziecko. Twoje dziecko. Twoje pierwsze dziecko.

 

Na początku jeszcze to do ciebie nie dociera. Myśli kotłują się w głowie, szaleją między bieganiną położnych, szyciem, ważeniem, mierzeniem, pierwszymi gratulacjami. Wszystko jest nowe – musisz się odnaleźć w świecie, który nagle zmienił swój rytm, swoje priorytety. Pierwsze karmienie, pierwsze przewijanie, pierwsze przebieranie… Kolejne misje do wykonania, kolejne wyzwania, kolejne próby sił. Bo chociaż w teorii wiesz, jak to się robi, w praktyce ta rączki są jeszcze mniejsze niż się spodziewałaś, te małe nóżki jeszcze delikatniejsze. W szpitalnym harmiderze, pośród innych mam i innych dzieci, gdzieś pomiędzy zabiegami medycznymi i próbami w miarę bezbolesnego zrobienia siusiu po porodzie siłami natury, zaczynasz odkrywać nowego człowieka. A potem przychodzi taki moment, TEN moment.

Cisza. W półmroku szpitalnej sali przytulasz do siebie małe, drobne ciałko. Słuchasz delikatnego oddechu, czujesz ciepło, głaszczesz miękkie jak puszek włoski. I chłoniesz, chłoniesz tę magię, która właśnie odmienia Twój świat, Twoje spojrzenie na wszystko. Leżysz na tym prostym, szpitalnym łóżku. Starasz się wygodnie ułożyć na najbardziej niewygodnej poduszce świata, ale to się nie liczy. Nic się nie liczy. Bo oto trzymasz w swojej wielkiej nagle dłoni malutką dłoń tego cudu, któremu dałaś życie, i z całą siłą rozumiesz, czujesz, że nigdy nic już nie będzie takie samo.

 

Cud

Możecie mi zarzucić patetyczność czy sentymentalność i macie rację. Ale są takie chwile, są takie tematy, o których nie chcę, nie potrafię mówić tylko na chłodno, tylko racjonalnie. Rytm życia mamy wyznaczają takie właśnie chwile. Pierwsze razy skrzętnie notowane w dzienniku bobasa. Pierwszy uśmiech. Pierwsze słowo. Pierwsza przespana samodzielnie noc. Pierwsza jazda na rowerze. Pierwszy Dzień Matki. Dla innych banał, dla Ciebie najcenniejsze pamiątki przechowywane w szkatułce wspomnień. Tuż obok opaski ze szpitala, pierwszego kaftanika w dinozaury i ukochanej przytulanki, z której twoje dziecko już wyrosło, ale Ty jeszcze nie do końca.

Dni płyną, widzisz jak Twój maluch dorasta. Tłuściutkie nóżki niemowlaka zmieniają się w silne nogi przedszkolaka poznaczone siatką siniaków i zadrapań. Króciutkie kosmyki bobasa zmieniają się w pukle, z których pleciesz warkocze. A ulubiona piosenka o gruszce, co chciała być chuda jak pietruszka, ustępuje pola hitom The Beatles. Pewnego dnia, kiedy czekasz na „mama, ciem siusiu”, słyszysz nagle, że Tygrysek i Prosiaczek osiągnęli „kompromis”, kot choruje na „prychniozę” a „kleszcze, Karolciu, roznoszą boreliozę i musisz być ostrożna”.

Na twoich oczach dzieje się cud dorastania, ale dla Ciebie ten coraz większy chłopiec, ta coraz większa dziewczynka jest dalej tamtym maluszkiem, którego paluszek trzymałaś w półmroku i niespokojnej ciszy szpitalnej sali.

 

Już na zawsze

Mam trzydzieści trzy lata, ale moja mama konsekwentnie co roku składa mi życzenia z okazji Dnia Dziecka. „Dla mnie zawsze jesteś dzieckiem, moim dzieckiem” – powtarza mi. A ja dopiero teraz – kiedy sama jestem mamą – zaczynam rozumieć, co ma na myśli. Bo chociaż dzieci rosną, stają się coraz bardziej samodzielne, coraz bardziej niezależne, a w końcu same zakładają swoje rodziny, to z bycia mamą nie wyrasta się nigdy. Owszem, zmienia się zakres odpowiedzialności za dziecko, zmienia się rodzaj wyzwań i trosk, zmienia się rodzaj pomocy i współzależności. Ale nie zmienia się nigdy, nie powinno zmieniać się nigdy, uczucie, jakie łączy matkę i dziecko, dziecko i matkę.

To uczucie, którego fundamenty stawiasz jeszcze w ciąży. Głaszcząc rosnący brzuch, mówiąc do kopiącego maluszka, czekając, oczekując niecierpliwie, choć nie bez obaw, pierwszego z nim spotkania. To uczucie, które budujesz, umacniasz, pielęgnujesz od pierwszych chwil, nosząc, tuląc, karmiąc. Na przekór „nie noś, bo się przyzwyczai”, „ona ciągle na tobie wisi”, „ona się powinna sama sobą zająć”. Inwestujesz w tę relację swój wysiłek, czas, emocje. Całą siebie bez reszty. Bez oczekiwań, ale za to z nadzieją, że ta bliskość, na którą pracujesz w trudzie choć z radością, nie zniknie z czasem. Nie rozpłynie się, gdy pojawią się nowi koledzy, nowe wyzwania, nowe otoczenia.

Marzysz o tym, że kiedyś, kiedy będziesz mieć siedemdziesiąt lat, Twoje dziecko będzie wpadać do ciebie z wizytą nie dlatego, że tak wypada, ale po prostu z potrzeby serca. Nie tylko w Dzień Matki, chociaż wtedy także. Bo dla niego, jak i dla Ciebie, to nie będzie nigdy zwykła data w kalendarzu.

 

Kiedyś, dziś, zawsze

Trzydzieści trzy lata temu swój pierwszy Dzień Matki obchodziła moja Mama. Jedyna taka na świecie. Gdyby nie ona, nie byłabym takim człowiekiem, jakim jestem teraz. Gdyby nie ona, nie byłoby mnie wcale. Wyjątkowa, wspaniała, niepowtarzalna. Pewnie nie idealna w oczach innych i samej siebie, idealna dla mnie. Żeby być tym, kim jest dzisiaj, przeszła długą drogę i włożyła wiele wysiłku. Ale z efektu może być dumna, jak ja jestem dumna z niej. Jak nikt inny wpłynęła na moje własne macierzyństwo. Na to, jaką mamą jestem i chciałabym być.

Trzydzieści trzy lata temu swój pierwszy Dzień Matki obchodziła moja Mama. Nie wiem, jak wyglądał tamten dzień. To był przecież inny świat, inne okoliczności, inne realia. Ale wiem dobrze, wiem z całą pewnością, co wtedy czuła. Bo przecież my wszystkie czujemy to samo, czyż nie? Trzy lata temu ja sama obchodziłam swój pierwszy Dzień Matki i najbardziej z tego dnia pamiętam wszechogarniające poczucie spełnienia, szczęścia. Bo chociaż macierzyństwo nie jest wolne od obaw, problemów, trosk, to ten jeden dzień, ten szczególny moment w roku powinien być wolny od niepokoju. Powinien być celebracją wszystkiego tego, co w macierzyństwie najpiękniejsze, najradośniejsze, najcenniejsze. I niech tak właśnie będzie.

 

Dzień Matki. Nasz dzień!

Drogie Mamy, towarzyszki pieluszkowych bojów, kumpelki z parkowej piaskownicy, internetowe ekspertki z grup dla mamusiek, koleżanki z kinderbalów i powiernice w chwilach zwątpienia, to jest NASZ DZIEŃ. My same wiemy najlepiej, czego najbardziej potrzebujemy. Kawy wypitej na gorąco. Kwadransa z książką, której bohaterami nie są gadające zwierzątka. Dnia bez histerii o nieodpowiedni kolor kubka. Wizyty w toalecie bez mniej lub bardziej gadatliwej asysty. Nocy przespanej w całości po raz pierwszy od porodu. Szóstki w totka. Darmowej niani dwa razy w tygodniu. Albo po prostu małych, drobnych ramionek oplatających szyję na dobranoc i szepcących w półśnie „kocham Cię, mamulku”. Czegokolwiek byście sobie nie życzyły, niech wam się spełni!

A Tobie, Mamo, dziękuję za wszystko!

 

Może Cię też zainteresować:

Nie jest łatwo być mamą, czyli… macierzyńska matematyka

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

17 Responses

  1. Karolina
    | Odpowiedz

    Ja w tym roku będę obchodzić dzień mamy po raz pierwszy 😉 Aż się łezka w oku kręci 😉 Pozdrawiam

  2. BEATA REDZIMSKA
    | Odpowiedz

    Pieknie napisane. Cudowna ta Twoja mama, ktora po tylu latach wciaz swietuje dzien dziecka… Moja juz od kilku ladnych lat nie zyje, ale chyba tez do samego konca, w dzien dziecka cos milego podtykala mi pod nos… Pozdrawiam serdecznie Beata

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      To prawda, cudowna 🙂 Dlatego za każdym razem, kiedy odwiedzam rodziców, cieszę się jak dziecko 🙂

  3. Martyna
    | Odpowiedz

    Piękny tekst. Bardzo refleksyjny☺

  4. Kasia Lorenc
    | Odpowiedz

    Piękny tekst. Ja w tym roku będę obchodzić 3 raz dzień mamy. I swojej zawsze pamiętam bo jest dla mnie kimś wyjątkowym

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Ja w tym roku też po raz trzeci świętuję. I co roku cieszę się tak samo 🙂

  5. Marlena
    | Odpowiedz

    To będzie mój 3 Dzień Matki 🙂 Synek jest majowy chłopak, urodził się 3 tyg. przed dniem Matki, no ale…maj to maj więc był moim najcudowniejszym prezentem i jest! nie mogę się doczekać kiedy powie “mama” niestety, z mową u synka ciężko, ale myślę że po zajęciać z logopedą i cwiczeniach w końcu się doczekam. 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Warto poczekać i nawet ciężko popracować, żeby usłyszeć w końcu to słowo 🙂 Trzymam kciuki, żeby logopeda pomógł.

  6. Ładnie to ubrałaś w słowa. Dla większości kobiet moment, w którym stają się mamami jest magiczny i zmienia wszystko. Zrozumie to jedynie ta, która ma dzieci 🙂

  7. Rafał
    | Odpowiedz

    a ja w październiku będę tatą 😀 wyczekuję na ten dzień.

  8. Wspaniale, wzruszyłam się :-).

  9. wg mnie to wcale nie poruszasz kwestii sentymentalnych czy patetycznych. piszesz o najbardziej prywatnych odczuciach przy pojawieniu się dziecka. Nosz nie da się o tym pisać bez wzruszenia jeśli nie jest się człowiekiem z kamienia! przecież to jest właśnie sama esencja odczuć! wszystkiego dobrego z okazji Dnia Matki 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      To prawda. Bez wzruszenia nie da się o tym nawet pomyśleć, a co dopiero pisać 🙂

  10. Madreńcia
    | Odpowiedz

    Kochana Córeczko pęknie obrałaś to w słowa.Wzruszyłam się bardzo.Jesteś niesamowita.
    Każdego dnia dziękuje Bogu że mi Ciebie dał abyś rozświetlała moje życie.
    Dziękuje że jesteś.

Skomentuj