Jeśli na Dzień Mamy miałabym sobie życzyć jednej tylko rzeczy…

with Brak komentarzy

dzień matki, mama i córka z balonami

A jeśli na Dzień Mamy miałabym sobie życzyć jednej tylko rzeczy, to chciałabym, żeby moje córki pamiętały to tylko, co warto zapamiętać. Co na dalszą drogę życia jest tym bagażem, który na plecach nie ciąży, a dodaje skrzydeł.

Chciałabym, żeby pamiętały te długie spacery. Brzegiem morza o zachodzie słońca, leśną ścieżką pod brzozami, na przełaj przez pole, kiedy zgubiłyśmy drogę i zaczęła się ulewa. Nieważne zresztą gdzie, ważne, że zawsze ramię w ramię, ręka w rękę.

Chciałabym, żeby pamiętały te poranki i wieczory z głowami pochylonymi nad książką. Tą o czarodzieju z błyskawicą na czole, o baletnicach i skarpetce, która marzyła o karierze filmowej. Nieważne zresztą o czym, ważne, że historie te odkrywałyśmy razem, z tym samym rumieńcem na twarzy. Z tym samym „może jeszcze jedna strona, może jeszcze ostatnia…”.

Chciałabym, żeby pamiętały, jak mieszałyśmy razem w garnku i na patelni. Jak przewracałyśmy strony kucharskiej książki i jak przy planowaniu tygodniowego menu każdy głos, i dziecięcy, i dorosły, tak samo się liczył. I jeszcze, że mogły wylizywać miskę lepką od ciasta i próbować paluchem, czy aby krem do tortu na pewno jest tak pyszny, jak wygląda. Nieważne zresztą, czy finał tych kulinarnych starań był idealny, czy choćby zadowalający, ważne, że to krojenie, mieszanie, tłuczenie zawsze było ręka w rękę, łyżka w łyżkę. Razem.
 

Chciałabym…

Chciałabym, żeby pamiętały, jak budziły się rano w łóżku rodziców, do którego w środku nocy przyniosły je małe, tupocące stópki uciekające przed koszmarem. W plątaninie nóg, rąk i potarganych warkoczyków. Przytulone, uśmiechnięte, otulone kokonem z kołdry, dobrych snów i miłości. Znowu razem.

Chciałabym, żeby pamiętały, że na przedszkolnych i szkolnych przedstawieniach na Dzień Mamy siedziałam zawsze gdzieś w pierwszych rzędach. I że czasem chusteczki kończyły mi się już w połowie występu. A nagranie śpiewających króliczków z grupy E wygląda, jakby było zrobione w czasie trzęsienia ziemi, bo z emocji tak drżały mi ręce. I że laurki zrobione ich małymi łapkami przyklejałam do lodówki, żeby wszyscy mogli zobaczyć. Żebyśmy mogli się nimi cieszyć razem.
 

I jeszcze chciałabym…

Chciałabym, żeby wiedziały, że zawsze mogą na mnie liczyć. Że niezależnie od tego, w jakie kłopoty się wpakowały i jak bardzo nabroiły, mogą przyjść do mnie i dostać wsparcie, zrozumienie, pomoc, a nie krytykę, złośliwość czy ostre słowo. Żeby nie musiały szukać ratunku gdzieś wśród obcych, tylko wracały po niego do domu. Bo przecież gdzieżby indziej?

Chciałabym, żeby czuły się kochane niezależnie od wszystkiego i dokładnie takie, jakie są. Bez udawania. Bez wbijania się w schematy. Bez noszenia masek. Żeby wiedziały, że w naszym domu „co ludzie powiedzą” nie jest ważne, bo nie dla innych się żyje, a dla siebie.

Chciałabym być taką mamą, która nauczy je, że mama też jest ważna. Że macierzyństwo to nie męczeństwo, nie poświęcenie, nie wieczny znój i lament. Ale też troska o siebie, prawo do odpoczynku, do rozwoju, do spełniania własnych marzeń. I radość. I szczęście. I miłość ponad miarę i bez granic.
 

Nie tylko w Dzień Mamy

Kiedy myślę o mojej mamie, widzę setki, tysiące obrazków, od których topi się serce. Jak eleganckim pismem zapisuje nowe czary w swoim przepiśniku. Jak w skupieniu pochyla się nad maszyną, szyjąc wymarzoną suknię ślubną dla mojej lalki. Jak biega z nami po boisku za piłką, zabiera na rowerowe wycieczki, trzyma za rękę podczas pierwszej jazdy na rolkach. Jak opatruje zdarte kolana, pokazuje, jak wygląda babka, którą można przyłożyć na zadrapanie, aplikuje domowej roboty syrop z buraka. Jak oczy jej błyszczą od łez na szkolnym przedstawieniu na Dzień Mamy. Jak tuli w ramionach moje dzieci, swoje wnuki

Kiedy myślę o sobie jako mamie, marzy mi się, żeby moje córki miały właśnie takie wspomnienia. Dobre, ciepłe, pełne miłości i łagodności. Takie, od których uśmiech sam się ciśnie na usta. Takie, do których wraca się myślami w trudnych chwilach, żeby ogrzać się w tamtym spokoju i tamtym poczuciu bezpieczeństwa.

Chciałabym być dla nich taką mamą, do której chce się wrócić nie tylko w Dzień Mamy. Zadzwonić nie od święta. Przyjechać tak po prostu. Pogadać nad filiżanką herbaty. Pośmiać się. Podzielić swoim światem. Przytulić.

Zatonąć w jej ramionach, choćby się miało nie dwa, pięć czy dziesięć, ale i czterdzieści lat.
 
 
Może Ci się też spodobać:

Jeden dzień, który zmienia wszystko

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj