Jak przygotować ciało na lato?

with Brak komentarzy

jak przygotować cialo na latoNiewiele jest rzeczy, których zazdroszczę facetom. Ani porządkowanie wielobarwności świata w kilka podstawowych kolorów, ani zachowywanie suchych oczu na końcówce Titanica ani nawet sikanie na stojąco nigdy nie wydawały mi się szczególnie kuszące. Ale umiejętności bycia zadowolonym z siebie, nawet wtedy gdy obiektywnie może niekoniecznie są do tego wybitne powody, chętnie bym się od nich nauczyła i… Obdzieliła nią kobiety wokół siebie! Zwłaszcza te, które już od połowy lutego z zawziętością i niepokojącą regularnością zapytują wujka Gugla o to, jak przygotować ciało na lato. A potem katują się dietą na bazie ogórka i kawy lub wydają pół pensji na cudowne tabletki, które genialnie odchudzają… portfel.

 

Płeć piękna?

Fascynująca sprawa – niby wszyscy jesteśmy ludźmi, ale tylko połowa człowieków – nazywana, paradoksalnie, płcią piękną – z uporem godnym lepszej sprawy doszukuje się w swoim ciele kolejnych mankamentów. Za duży tyłek, za płaski tyłek, za mały biust, za duży biust, za bardzo obwisły biust, zęby krzywe, nogi krzywe, brak krzywizn, za dużo krągłości, no i cellulit, obowiązkowo cellulit, nasz wróg największy i nieodłączny towarzysz.

Na kobiecych grupach jak na jakiejś absurdalnej aukcji licytacja o to, co kto ma brzydsze i dlaczego, a zaraz potem cała lista złotych rad, jak niedoskonałości się pozbyć. Żryj połowę idiotko, owijaj się codziennie na dwie godziny folią spożywczą, smaruj się fusami od kawy, weź rusz ten gruby tyłek, kup sobie balsam XXX, nie kupuj balsamu XXX, bo to badziew… Tylko czerpać z tej skarbnicy wiedzy…

 

Płeć brzydka?

Co ciekawe, brzydsza płeć takiego zajoba nie ma. Oni się lubią. Oni potrafią się sobą zachwycić. Oni potrafią się docenić. Jak wąsaty Marian, który na plaży puszcza do mnie oczko, podciągając slipki w lamparcie cętki na pokaźny brzuszek. Jak Heniek, który przed lustrem pozuje na bezdechu i utwierdza się w przekonaniu, że jest jeszcze niezłym ciachem. Podczas gdy jego Maryśka przed tym samym lustrem maksymalnie wypina brzuch i przypomina sobie, że jest gruba i brzydka…

Nie mam pojęcia, jak i kiedy to się dzieje, ale gdzieś po drodze sposoby, w jakie patrzymy na siebie samych rozjeżdżają się dramatycznie. W okresie nastoletnim może jeszcze wszyscy, i chłopcy, i dziewczęta, mają swoje kompleksy, mają swoje pryszcze, za długie kończyny i za grube brzuchy, ale potem, potem to się zmienia. Oni ewoluują w tych gości, którzy potrafią spojrzeć na siebie z entuzjazmem, czasem i przesadnym. My nader często zostajemy gdzieś na etapie zakompleksionych podlotków. I przez całe życie niesiemy w sobie tamte pryszcze, tamte biusty mniejsze od koleżanek, tamte nadmierne kilogramy, które pojawiły się nagle w okresie dojrzewania.

 

A Ty ile razy w życiu byłaś na diecie?

Nie piszę tego gołosłownie. Przez większość swojego dorosłego życia co chwilę byłam na diecie. Na dietach raczej. Różnych – mniej i bardziej rozsądnych. Cudownych w teorii, bzdurnych w praktyce. Jak na ironię, nigdy nie miałam obiektywnie mierzalnej nadwagi i raczej cieszyłam się powodzeniem wśród facetów. Jednak – choć fakty i otoczenie mówiły coś innego – miałam do siebie zawsze jakieś „ale”. Najczęściej w okolicach ud i pośladków, choć i inne szajby się zdarzały.

Co ciekawe – kiedy o swoich wątpliwościach mówiłam koleżankom, rozmowa kończyła się zwykle wymianą porad kosmetyczno-dietetycznych. Kiedy to samo „jestem gruba” jęczałam do brata, ten – z właściwym sobie zdrowym rozsądkiem – odpowiadał „nie gruba, tylko głupia” lub „zamiast przechodzić na dietę, idź do okulisty”. I miał rację. Bo problem polegał na tym, że rzeczywiście widziałam w lustrze coś czego tam nie było. Coś, czego chciałam się pozbyć.

Gdzieś po drodze ktoś wbił mi do głowy – podobnie jak wbija się do głów dziewczynkom i dzisiaj – że kanon piękna jest jeden. Że piękne są SZCZUPŁE dziewczyny, z idealnie gładką skórą i śnieżnobiałym uśmiechem, które cellulit znają tylko z telewizji. O retuszowaniu zdjęć wtedy nie myślałam. O tym, że medialny ideał piękna z rzeczywistością ma niewiele wspólnego, tym bardziej…

 

Twoje ciało, Twoja opowieść

Trzeba było lat, długich lat i dużej pracy nad sobą, żeby wyzwolić się z głupiego myślenia. Trzeba było całej serii doświadczeń, nie zawsze łatwych, żeby zrozumieć, że nasze ciało to nie piękny przedmiot do podziwiania i oceniania (przez innych i przez nas samych) a opowieść. O nas, o naszych wyborach, o naszych sukcesach i porażkach. Że te zmarszczki to efekt smutków i radości. Że blizny to pamiątki po trudnościach, z których wyszliśmy obronną ręką. Że rozstępy, że piersi nie tak już sprężyste jak dwadzieścia lat temu to nie coś, czego należy się wstydzić, lecz kolejny rozdział opowieści, którą zapisujemy każdego dnia, każdej minuty. Ich piękno lub brzydota to pojęcie względne, bo nie estetyka jest tu najważniejsza, a kontekst. Który możemy zaakceptować lub nie.

 

Propagowanie otyłości?

Zawsze kiedy mowa o zaakceptowaniu siebie, zaraz znajdą się „obrońcy ludzkości”, którzy wyrzucą Ci, że propagujesz otyłość i zgubne nawyki. Bo powinni się grubi wziąć za siebie, a nie sobą cieszyć. Szkopuł w tym, że problem z zaakceptowaniem siebie mają ludzie, którym do otyłości bardzo, ale to bardzo daleko. Młode, zgrabne, piękne dziewczyny, które nie mieszczą się ciuchy w rozmiarze 34, czują się grube i brzydkie. Bo ktoś im wmówił, że piękno ma tylko jeden rozmiar. Bo w social mediach śledzą te „idealne” modelki i ich idealne życia. A potem wracają do swojej nieidealnej rzeczywistości i załamują nad sobą ręce, zamiast uśmiechnąć się do tej dziewczyny po drugiej stronie lustra i po prostu o nią zadbać.

Bo tak ciało rzeczywiście jest ważne. Ale nie dlatego, że ma ładnie wyglądać, lecz dlatego, że ma nam służyć możliwie najdłużej i możliwie bezproblemowo. Warto o nie zadbać, warto zrzucić nadmierne kilogramy, warto pozbyć się złych nawyków dla własnego zdrowia, a nie dla akceptacji innych. W pozytywne postrzeganie własnego ciała powinna być wpisana dbałość o nie – pilnowanie badań kontrolnych, higiena, sen, dobre odżywianie, nawadnianie, dobrze dobrane kosmetyki, odpowiednia dawka ruchu. Tylko pokochanie siebie i swojego ciała może nam dać prawdziwie mocnego kopa do tego, żeby wziąć się za siebie tam, gdzie to jest rzeczywiście potrzebne. Gdzie w grę wchodzi zdrowie i jakość życia, a nie naciski innych i okładki kolorowych magazynów.

 

To jak przygotować ciało na lato?

Trwa zapoczątkowana przez dziewczyny z Babskie Sprawy akcja akcja #babskiebody. Gdzieś w panicznym poszukiwaniu odpowiedzi na coroczne pytanie „jak przygotować ciało na lato” warto się zatrzymać, wziąć oddech i wrzucić na luz. Bo wszystkie mamy prawo czuć się piękne, szczęśliwe, spełnione w naszym ciele, niezależnie od jego rozmiaru, wieku, jędrności czy dowolnie wybranych znaków szczególnych. Jeśli tylko mądrze się kochacie, jeśli dbacie o siebie i staracie się być dobre dla swojego ciała, gwiżdżcie na to, co inni pomyślą! Nie kryjcie się w ponurych namiotach i sukienkach o dziesięć rozmiarów za dużych. Noście kostiumy w szalonych kolorach, kolczyki z pawimi piórkami i bikini z cekinami, jeśli tylko czujecie się w nich piękne. A jeśli o swoje ciało nie dbacie, cóż… jest okazja, żeby zacząć to robić! Świadomie, mądrze, po swojemu. Nie dla innych, a dla siebie.

 

A jeśli już zatroszczyłaś się o siebie i dalej nie wiesz, jak przygotować ciało na lato, odpowiedź jest prosta. Kup kostium kąpielowy, który Cię zachwyci. Wpakuj w niego swoje ciało. Leć na plażę i… baw się dobrze!

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj