Budujemy dom. Pozytywny dom!

with 2 komentarze

jak się buduje domKiedy budzimy się z uśmiechem, rodzinnie przytulamy się w ciepłej pościeli, nieśpiesznie zasiadamy do śniadania i opowiadamy sobie sny. I kiedy ze słodkich marzeń wyrywa nas wredny dźwięk budzika, a niemiłosiernie tykanie zegara popędza tak, że o wybuch tak łatwo. Zbyt łatwo.

 

Kiedy cierpliwie odpowiadam na kolejne pytanie z serii tych, które nigdy się nie kończą. I kiedy po dziesiątym „dlaczego?” mam ochotę wykrzyczeć  tylko „dlatego!!!”

Kiedy czytamy razem książki jedna za drugą, dyskutujemy o przygodach bohaterów, zastanawiamy się, co by było gdyby… I kiedy włączam im bajkę, żeby wyrwać dla siebie choć dziesięć minut drzemki, bez której nie da się dotrwać do końca dnia.

Kiedy po raz dziesiąty przypominamy sobie, jak należy zachowywać się w tramwaju, żeby nie musieć wysiadać z krzykiem po jednym przystanku i udaje się zrealizować plan bezbłędnie, przy okazji zawierając znajomość z miłą starszą panią, której Trzylatka opowiada, że byliśmy na judo. I kiedy się nie udaje, bo zmęczenie i emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, a miła siedmiominutowa przejażdżka zmienia się w wymuszony niemal godzinny spacer.

 

Kiedy…

Kiedy śmiejemy się, łaskoczemy, mówimy sobie miłe słowa, przytulamy w nieskończoność. I kiedy łzy płyną, niecierpliwość eksploduje, złość wkłada w usta słowa, które palą żywym ogniem.

Kiedy trzymają się za rączki, wyznają „jesteś najlepszą siostrzyczką na świecie” i „kocham Cię bąbelku”. I kiedy zabierają sobie zabawki i tłuką z jakiegoś absurdalnego powodu.

Kiedy razem jedziemy na wakacje, rowerami przemierzamy nieznane ścieżki, wyruszamy na podbój nowych światów. I kiedy potrzebujemy chwili dla siebie, bez życzeń i żądań, bez zadań i obowiązków.

Kiedy współpracujemy, wspieramy się, szukamy kompromisów i porozumienia, dzięki któremu kwitnie rodzinna harmonia. I kiedy na każde pytanie, każdą propozycję pada jedna tylko, zdecydowana odpowiedź. Zimne i nieprzejednane „nie”.

 

I jeszcze kiedy…

Kiedy nerwy puszczają i potrafimy wrzasnąć, plecami się odwrócić, drzwiami trzasnąć. I kiedy bierzemy dwa głębokie oddechy, do stu liczymy w myślach, równowagi szukamy w odosobnieniu, żeby swoją wściekłością nie skrzywdzić innych.

Kiedy potrafimy powiedzieć „przepraszam”, „poniosło mnie”, „to nie Twoja wina”. I kiedy te słowa z ust wyjść nie mogą, nie chcą, nie potrafią.

Kiedy bronimy swoich granic jak lwy, jak lwice, żeby nie oszaleć, żeby nie pogubić się, nie stracić swojej bezpiecznej przystani. I kiedy potrafimy zrobić krok wstecz dla drugiej osoby. Z miłości, nie z poświęcenia.

Kiedy rozpływamy się, bo „kocham Cię, mamusiu”. Kiedy przełykamy złość, bo „nie jesteś dobrą mamą!”. Kiedy pieką oczy, bo „nie lubię Cię, nie kocham Cię!”.

I kiedy głowa pęka, bo „a może ja się do tego nie nadaję?”.

 

Kiedy obiecujemy sobie, że będziemy najlepszymi rodzicami na świecie – kwiatami lotosu na jeziorze cierpliwości, niewzruszoną skałą na oceanie emocji, niestrudzonym przewodnikiem w labiryncie życia. I kiedy czujemy się jak najgorszy rodzic świata, bo do wyznaczonego ideału daleko, tak daleko.

 

Budujemy dom

Piszecie do mnie czasem, że łatwo mi mówić, bo mam już wszystko poukładane. Bo wiem, jak ma wyglądać moje macierzyństwo, mój dom, moje życie. Bo wszystko to funkcjonuje gładko, dzieci współpracują, elementy pasują do siebie jak puzzle z jednego kompletu.

A to wcale nie tak.

Jeśli jest coś pewnego w rodzicielstwie to chyba tylko… zmiana! Nie wystarczy wdrożyć pierwszego dnia systemu zasad, których potem kurczowo się trzymamy i które regulują nasz tryb życia i bycia. Bo dzieci zaskakują, bo życie zaskakuje. Bo w końcu i my potrafimy zaskoczyć samych siebie.

Każdego dnia tworzymy swój świat, swoją rodzinę i swoje relacje z dziećmi.

Każdym słowem, każdym gestem nawet pokazujemy im i przekazujemy swoje postawy i opinie. Uczymy je życia. Uczymy się życia od nich.

Nieuchronnie popełniamy błędy, potykamy się, zaliczamy mniejsze lub większe wtopy. Mamy gorsze okresy [jak tutaj: A gdybyś zobaczyła mnie dziś]. I to jest też część życia. Dobra część, jeśli tylko potrafimy z niej wyciągnąć wnioski, pracować nad sobą, wdrażać zmiany.

Jeśli reagujemy na błędy w sposób, który buduje a nie niszczy.

Zawsze jest czas na to, żeby zacząć zmiany na lepsze.

 

Pozytywny dom buduje się każdego dnia.

Twój też.

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

2 Responses

  1. irena omegard
    | Odpowiedz

    Podpisuję się pod wpisem.Pozytywnie

Skomentuj