Jak uratować święta? Jedna, prosta recepta

with Brak komentarzy

jak uratować świętaSłyszę to zewsząd. „Jestem w lesie z przygotowaniami do świąt”, „zaczynam panikować, że nie zdążę ogarnąć przed świętami”, „jestem w rozsypce”, „jeszcze się święta nie zaczęły, a już mam dość”, „mam ochotę zakopać się pod kołdrą i obudzić po sylwestrze”. I nadziwić się nie mogę, że sami siebie wpędzamy w jakiś chory kołowrót, w jakąś przedświąteczną szajbę, która odbiera Bożemu Narodzeniu całą magię. Bo zmęczenie, bo stres, bo pogoń, bo prezenty. Bo jeszcze tyle do zrobienia, a tak mało czasu. Bo można oszaleć. Jak uratować święta?!? Czy w ogóle da się to zrobić?

 

To niewątpliwie prawda, że można oszaleć. Jeśli tylko damy się wpędzić w to całe wariactwo. Jeśli sami nie przestaniemy się w nie wpędzać. A przecież wcale nie musimy! Bo sposób, żeby zapewnić sobie dobre, przyjemne, normalne święta jest jeden. I w sumie całkiem prosty. Wystarczy sobie odpuścić. Tak po prostu.

 

Odpuść sobie sprzątanie

Świat się nie zawali bez umytych okien, podłogi pozmywanej nawet pod kanapą i kryształów po babci wypucowanych na błysk. I na serio święta się odbędą, jeśli nie omieciesz pajęczyny albo nie zmienisz pościeli na tę w kolorowe choinki czy zezowate mikołaje.

I nie, to wcale nie oznacza, że masz siedzieć przy choince na kupie śmieci. Ale naprawdę wystarczy ogarnąć tak zwyczajnie, po trochę, po prostu. Bez popadania w przesadę, bez szorowania okien na mrozie i bez testu białej rękawiczki.

Jeśli lubisz i masz siły wyszorować chatę na błysk – baw się dobrze. Jeśli nie – odpuść sobie. Wykonaj plan minimum i zachowaj siły na świętowanie. Po prostu.

Więc jeśli zastanawiasz się, jak uratować święta, to właśnie jest pierwszy krok.

 

Odpuść sobie gotowanie

Ja wiem, że najlepsze to domowe uszka, grzybowa jak u mamy i paszteciki jak u babci. Ale czasem się po prostu nie da. Bo brak czasu, bo praca na nocnych zmianach, bo dzieci chore, bo plany się posypały. I właśnie po to szczęśliwie żyjemy w czasach, kiedy naprawdę można kupić dobre gotowce w zupełnie przyzwoitych cenach. I zasiąść do wigilijnego stołu z uśmiechem i w dobrym nastroju, a nie z worami pod oczami i powiekami opadającymi po nieprzespanej nocy spędzonej na klejeniu pierogów.

I druga sprawa – naprawdę warto zweryfikować świąteczne menu. Ugotować to, co naprawdę lubimy i co nam smakuje, zamiast zarzynać się i produkować te dwanaście (albo więcej czy mniej dań), żeby tylko podtrzymać tradycję. Choćby i potem miało się je wciskać w siebie na siłę… Tak było w mojej rodzinie. Pewnego dnia zorientowaliśmy się, że ten śledź, którego większość rodziny w sumie nawet lubi, to jakoś w wigilię zupełnie nie wchodzi i finalnie albo kończy w śmietniku, albo dojadamy go z bólem przez kolejne dni, „żeby się nie zmarnował”. Więc śledź wypadł z wigilijnego jadłospisu, podobnie jak ryba w galarecie. A karp często ustępuje miejsca płotce, pstrągowi czy nawet dorszowi, jeśli przyjdzie nam na to ochota… I wszystko znika z półmisków bez wciskania w siebie na siłę, bo tradycja.

Bo jedzenie nie jest sensem wigilijnej wieczerzy, a tylko dodatkiem do niej. Serio.

Więc jeśli zastanawiasz się, jak uratować święta, to właśnie jest drugi krok.

 

Odpuść sobie perfekcjonizm

Choinka udekorowana według najnowszych trendów z insta. Modne stylówki świąteczne dla całej rodziny (oczywiście dopasowane do siebie). Idealnie nakryty stół, serwetki złożone w wymyślne kształty. Ryba serwowana na talerz prosto z patelni, żeby niedajboże nie straciła na chrupkości w międzyczasie… Zawsze znajdzie się coś, co można lepiej i dokładnie dopracować. Można od tego dostać hopla.

W pogoni za perfekcyjnymi świętami tracimy z oczu to, co ważne. Czepiając się detali, przewieszając bombki, żeby były bardziej symetrycznie rozłożone, wyrównując sztućce do krawędzi talerza i stołu, biegając z  miotełką do ostatniej chwili i za każdym paprochem psujemy święta innym i sobie. Bo przecież nie udało nam się ulepić idealnie równych uszek, a ciasto  bardziej przypiekło się z jednej strony. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie! I hodujemy w sobie rosnące poczucie niedoskonałości, zamiast po prostu cieszyć się tym, że po raz kolejny możemy usiąść do stołu z ukochanymi osobami i cieszyć się byciem razem.

Więc jeśli zastanawiasz się, jak uratować święta, to właśnie jest trzeci krok.

 

Odpuść sobie… ludzi

Tak, wiem, że to wzbudzi kontrowersje, bo przecież święta to czas rodziny i bliskich. Ale czasem trzeba i tak. Bo czasem rodzina nas niszczy. Bo czasem bliscy okazują się toksyczni. Bo czasem bycie razem z niektórymi zamiast magię świąt budować, po prostu ją rozwiewa.

Trzeba mieć odwagę, żeby w końcu NIE zmuszać się do zaproszenia ciotki Heleny, która regularnie, co roku, mimo próśb i rozmów celowo doprowadza gospodynię do łez i psuje nastrój wszystkim wokół. Trzeba mieć odwagę, żeby powiedzieć „nie” i nie spędzić połowy wigilijnej nocy w samochodzie po to tylko, żeby zaspokoić oczekiwania i potrzeby innych, zupełnie lekceważąc swoje własne. Trzeba mieć odwagę, że odciąć się od kogoś, kto na nas pasożytuje, rani nas, wysysa z nas całą energię, nie dając w zamian nic poza „łaskawą” obecnością i mnóstwem wymagań i żądań.

Jasne, jest czasem i tak, że z miłości godzimy się na różne ustępstwa, tolerujemy dziwactwa czy przymykamy oko na przywary. Ale są też takie granice, których nie warto przekraczać. Kiedy nie warto się poświęcać. To do nas należy ich wyznaczenie i obrona. Bo skoro święta są dla bliskich, to sami musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, kto naprawdę tym bliskim jest.

Więc jeśli zastanawiasz się, jak uratować święta, to właśnie jest czwarty krok.

 

Jak uratować święta?

To takie proste i jednocześnie takie trudne.wykonać te kilka kroków. Odpuścić to, do czego jesteśmy tak przyzwyczajeni i przyuczeni. Uwolnić się od schematów, nawyków, może i uzależnień, które w gruncie rzeczy często nie są niczym więcej niż tylko wykańczającymi dodatkami ukrytymi pod płaszczykiem tradycji i zwyczajów.

Pozwólmy je sobie odpuścić, żeby nas nie wyssały, nie wykończyły, nie odebrały świątecznej radości i magii. Bo inaczej, to naprawdę możemy odpuścić sobie… święta.

 

Może Ci się też spodobać:

Nie pojmuję

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj