Jedna rzecz, której nie cierpię w świętach (i nie tylko)

with 11 komentarzy

złote rady

Nie rusza mnie przedświąteczny rozgardiasz. Nie martwi mnie nawał obowiązków – gotowanie, sprzątanie, pieczenie. Nawet osławione mycie okien mi nie przeszkadza, chociaż akurat przed świętami go nie praktykuje. W święta przeszkadza mi tylko jedno. Złote rady. Nieproszone, niechciane, często nieprzyjemne. I zupełnie niepotrzebne.

 

Brzuchatki pod szczególnym nadzorem

Zaczyna się to już, kiedy jesteś w ciąży. Nie dość, że wszyscy macają Cię po brzuchu, jakbyś była trollem przynoszącym szczęście, to nagle najlepiej wiedzą, co jest dla Ciebie dobre. Nie dźwigaj tego półmiska, toż to z kilogram waży, dzieciak przepukliny dostanie! Zdejmij łańcuszek z szyi, bo bobas się udusi. Nie jedz makowca, bo maluch będzie naćpany. Nie jedz ryby, bo… w sumie nie wiadomo dlaczego, ale lepiej nie, bo ciocia Jadzia w ciąży jadła rybę, a potem jej syn musiał sześć razy podchodzić do egzaminu na prawo jazdy. Ale już lampkę wina możesz wychylić, weź się nie wygłupiaj z tą abstynencją. Przecież to na krew dobre. A kuzynka Halina to jeszcze przed wyjazdem na porodówkę sobie strzeliła kieliszeczek domowej nalewki. Domowej, czyli że bez konserwantów, czyli że zdrowo.

 

Młode matki pod jeszcze szczególniejszym

Kiedy rodzi się dziecko, jest jeszcze lepiej. Ciocia Basia, którą widzisz po raz pierwszy od trzech lat, z drugiego końca stołu oburza się, patrząc na twój talerz. Ty, matka karmiąca, taka nieodpowiedzialna! Że też śmiesz jeść groch z kapustą! Przecież otrujesz to biedne dziecko! Już nie mówiąc o tym, że brzuch mu wybuchnie od tych gazów… Lepiej sobie marchewki ugotuj na parze.

Ciocia Kazia z kolei zamartwia się, że w tej chuście to on się udusi, bidulek, nie ma czym oddychać, nie może się ruszać. Kto to widział w ogóle? Jakieś nowomodne wymysły, nienaturalne. Dziecko powinno w wózku leżeć, jak to nawet u człowieka pierwotnego bywało. Albo lepiej go sobie posadź na kolanach, albo na kanapie i poduszkami popodpieraj. A że maluch ma dwa miesiące i głowy nie potrafi sam trzymać, to taki detal. Posiedzi przy wigilijnym stole, to się nauczy. W końcu święta to czas cudów, nie?

 

A nie mówiłam?

Płacz maluszka to oczywiście potwierdzenie wątpliwości współbiesiadników. Aha, brzuch go boli, pewnie od tej kapusty, co to mówiłam, żeby nie jeść (i kij z tym, że to było kwadrans temu i od tej pory dziecka nie karmiłaś). Na pewno mu się nudzi, co on tam widzi w tej pozycji leżącej, wtóruje babcia od strony kuzynki Joli, której wnuczek w tym wieku to już w chodziku śmigał jak szalony. Jakby mnie ktoś tak zamotał w szmatę, to sam był zaczął płakać, he, he, he – dodaje swoje wujek Heniek. Masz na końcu języka, że jeszcze takich długich chust nie produkują, żeby wujkowe gabaryty się w nie zmieściły, ale dajesz sobie spokój. O czym tu dyskutować z kimś, kto nie potrafi zrozumieć, że dla niemowlaka tłum obcych ludzi, hałas, krzyki, śmiechy i nieznajome zapachy, to nie atrakcja tylko natłok stresorów. I wystarczający powód do płaczu.

 

Wszystkie dzieci nasze są

Dziecko powolutku rośnie i robi się zabawniej…
Daj buziaczka cioci, no coś ty taki niewychowany? – burczy ciotka Zosia na dwulatkę, która nie wyraża ochoty na czułości. – Kiedyś to dzieci wiedziały, co to jest szacunek do starszych.
Ale jak to nie musi jeść? Kiedyś to dziecko od stołu nie mogło odejść, jak talerz nie był pusty.
A co on tak krzyczy? Za takie zachowanie to się kiedyś dawało w dupę i był spokój.
Płacze? Weź nie zwracaj uwagi. Albo do kąta ją postaw, to się w mig uspokoi.

Każdy jest ekspertem od wychowania dzieci. Zwłaszcza nie swoich. Każdy pamięta, że jego zachowywały się lepiej. Że jego metody były skuteczniejsze. Że nie miał TAKICH problemów jak ty, nawet jeśli akurat ty zachowania dziecka nie uważasz za problem tylko rozwojową normę. Jeśli w dodatku decydujesz się wychowywać maluchy w sposób nieco odbiegający do uświęconej tradycją drogi klapsa, kąta i „dzieci i ryby głosu nie mają”, to już w ogóle będzie ciekawie. Bo bezstresowe wychowanie, bo nowomodne metody, bo jeszcze pożałujesz… I zaraz ja Ci powiem, jak to się robi.

 

Możesz takie teksty ucinać krótko, możesz się śmiać, możesz wdawać się w dyskusje i tracić nerwy albo uśmiechać się grzecznie i dalej robić swoje. Ale niesmak pozostaje. Bo smutna prawda jest taka, że chór złotych rad rozlega się wokół choinki i przy świątecznym stole częściej nawet niż kolędy. Chyba większość z nas, młodych rodziców, miała okazję to odczuć. I nieważne, że wcale o radę nie pytałaś. Nieważne, że nie zgłaszasz żadnych problemów. Nieważne, że dobrze wiesz, co i jak chcesz osiągnąć. Wujek, ciocia, babcia i wszyscy inni wokół wiedzą przecież lepiej. I chętnie się z Tobą podzielą. Czy tego chcesz, czy nie. Potraktuj to, jako prezent od świętego Mikołaja. Ten wymarzony oczywiście.

Szkoda tylko, że nie przez Ciebie.

 

A Wy? Jakie „złote rady” najbardziej lubicie? Macie jakiś super sposób na radzenie sobie z ciocią złota rada? A może – szczęściarze – macie rodzinę, która “złotych rad” nie praktykuje?

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

11 Responses

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Chyba wszyscy uwielbiamy nieproszone rady. Każdy zrobiłby coś lepiej, inaczej, tylko że poproszony o to nigdy na to nie ma ochoty 🙂 Od groma jest “wujków złota rada”, którzy doradzają za wszelką cenę, chociaż nigdy czegoś nie robili. Generalnie jesteśmy bardzo życzliwym narodem, który na leczeniu, budowaniu, wychowywaniu dzieci i piłce nożnej zna się najlepiej. W leczeniu chętnie wspomaga nas wujek Google (i co z tego, że zawsze wychodzi, że to rak?), w wychowywaniu dzieci najlepsze porady stosuje się dla nie swoich dzieci (tzn. im rzadziej widywane tym rady są efektowniejsze – nie mylić z efektywniejszymi) a w budowaniu… no przecież każdy kiedyś raz w życiu zbudował coś z klocków 🙂
    Ja zawsze uwielbiam temat pogody 🙂 Ileż to można rozmawiać, ile to emocji wzbudza w nas temat deszczu, upałów, ileż to można narzekać. A zawsze i tak jest albo za ciepło albo za zimno :)))

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Mnie zastanawia jedno – jak bardzo trzeba być przeświadczonym o własnej nieomylności, żeby z uporem stawiać siebie za wzór i zasypywać innych radami? Dajesz radę? Ok, ale ja mogę ją przyjąć bądź odrzucić. Jeśli się obrażasz, że nie skorzystam, to znaczy, że to nie była rada, tylko rozkaz. A rozkazywać to ja sobie nie pozwolę 😉

  2. Made by Goch
    | Odpowiedz

    Ja po prostu nie reaguję na żadne rady i spokojnie robię swoje, jakoś ostatnio zaszczepiłam się na takie zachowania, co oczywiście spotyka się z ogromną dezaprobatą ze strony otoczenia… 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      No i to jest chyba najlepszy sposób. Brawo dla Ciebie, że tak potrafisz. Mi jeszcze czasem puszczają nerwy.

  3. Pan Tomasz
    | Odpowiedz

    Wokół nas sami eksperci do spraw naszego życia, a gdyby każdy zaczął swoje rady wdrażać do własnego życia to egzystowałoby się nam o wiele lepiej. Taka już jest ta nasza magia świąt. Pozdrawiam, świetny artykuł.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie tak. Gdyby każdy skupił się na sobie i na pracy nad sobą, świat byłby lepszy.

  4. Joanna
    | Odpowiedz

    Jak ja to uwielbiam… był czas kiedy takie dobre rady wychodziły mi uszami i faktycznie zaczęłam wątpić w siebie jako mamę. Teraz trzymam się z daleka 🙂

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Właśnie to jest straszne, że w przypadku młodej mamy, która – siłą rzeczy – i tak ma wiele wątpliwości i trudnych emocji, zasypywanie jej złotymi radami może naprawdę zniszczyć jej poczucie własnej wartości. Sama miałam taki etap, jak ty, kiedy naprawdę zaczęło mi się wszystko sypać. To jest ostatni moment, żeby powiedzieć sobie i innym dość.

  5. Agnieszka
    | Odpowiedz

    Jak tylko zaczynam czytać o tych ekspertach to mi się w brzuchu wszystko przewraca. Znam takich na pęczki

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Chyba niestety wszyscy znają. A w święta, kiedy interakcji z krewnymi dalszymi i bliższymi jest więcej, takie złote rady sypią się jak lawina…

  6. Adriana
    | Odpowiedz

    Gorzej, że ten chór rozbrzmiewa przez cały rok…;)
    I wyjaśniło się, dlaczego moja koleżanka jedenaście razy zdawała egzamin na prawo jazdy… Szok! 🙂 🙂 🙂

Skomentuj