Jestem tolerancyjna, ale… Serio?!?

with 6 komentarzy

tolerancyjna

 

Długo się zastanawiałam, czy napisać ten tekst. Nie lubię gównoburz, nie chcę ich tutaj, w Pozytywnym Domu. Ale przecież są takie momenty, że milczeć nie można. I nie będzie tu o Marszu Równości, ani o tych „rycerzach”, co to rzucili się na ludzi ubranych w tęczę, żeby nas bronić przed zgorszeniem, zarazą, zgnilizną moralną. Nie będzie, bo tu nie pisać się chce, ale tylko siąść i płakać. Że tak nam daleko, coraz chyba dalej do miłości bliźniego i do Ewangelii, którą tak łatwo wycierać sobie usta.

Będzie za to o tolerancyjnych warunkowo.

Słyszę to co chwilę. Często bardzo z ust, z których usłyszeć bym się nie spodziewała. „Jestem tolerancyjny, tolerancyjna, ale…” – deklaruje on lub ona, a po chwili pojawia się jeden z tych argumentów, od których mam ochotę zgrzytać zębami. Powtarzane bezrefleksyjnie, bez głębszej analizy, bez weryfikacji faktów. Subiektywne. Nierzetelne. Nieprawdziwe.

 

A ja włączam zdrowy rozsądek, odwołuję się do naukowej wiedzy i waszym argumentom mówię SPRAWDZAM.

 

Jestem tolerancyjna, ale po co oni się tak z tym obnoszą?

Wyobraź sobie, że mieszkasz w kraju, w którym nie możesz być sobą, choć przecież nie robisz nic niezgodnego z prawem. W którym, idąc za rękę ze swoim ukochanym/ukochaną, możesz dostać w twarz za sam fakt, że odważyłeś się to zrobić. W którym ludzie – na przekór medycynie i wynikom badań – mówią o Tobie, że jesteś chory, skrzywiony, nieudany. W którym straszy się Tobą dzieci, albo te masy dorosłych, które tak łatwo ulegają manipulacji. W którym usiłuje się odebrać Ci głos, zepchnąć na margines. Udawać może, że nie istniejesz.

Co możesz zrobić?

Pokazać się. Powiedzieć – tu jestem, tak wyglądam. Jestem taki sam jak Ty. Nie gryzę, nie mam dwóch głów, nie czaję się w ciemnym zakamarku, żeby dobrać Ci się do spodni. Mam przyjaciół, rodzinę, pracę i marzenia. Nie jestem groźny. Nie robię niecnych zakusów na Twoją rzeczywistość i Twoje dzieci. Nie biegam po ulicy z bronią, w masce, z kamieniem czy pałką w ręku, żeby przypieprzyć każdemu, kto myśli inaczej. Chcę być sobą. Chcę normalnie żyć.

 

Jestem tolerancyjna, ale po co prowokują?

Fascynująca rzecz, że można w naszym kraju uznać za prowokację pochód, w którym ludzie niosą tęczowe flagi i hasła miłości i tolerancji. Otwartości na drugiego człowieka. To tak jakby zlot wielbicieli starych samochodów uznać za prowokację wymierzoną w kierowców nowych BMW. Albo zlot wielbicieli jamników zdelegalizować, bo właściciele dobermanów poczują się urażeni. Że nawet nie wspomnę o spotkaniu wielbicieli pizzy, które niechybnie okaże się zamachem na polskiego schabowego. Albo na pierogi – nomen omen – ruskie.

Jak ostatnio sprawdzałam, Polska jest ciągle krajem demokratycznym. I każdy może sobie w niej zorganizować pochód pod dowolnymi hasłami, o ile te są zgodne z prawem.

 

Jestem tolerancyjna, ale to oni nas atakują?

Bo ktoś zrobił prześmiewczą inscenizację mszy. Bo ktoś inny sparodiował Maryję. Ktoś. Jakiś człowiek pośród tysięcy, dziesiątek tysięcy innych zachował się w sposób, który przekracza nasze granice, ale jego „winą” równo obdzielamy tych, którzy z jego inicjatywą nie mieli nic wspólnego. Wszystkich, którzy mają cokolwiek wspólnego z LGBT. To tak, jakby wszystkich Polaków uznać za złodziei, bo nasz rodak ukradł Niemcowi samochód.

W każdej grupie ludzi zdarzają się tacy, którzy przekraczają granice dobrego smaku albo zwyczajnie łamią prawo. Oni nie reprezentują tego, jaka jest cała grupa.  Tak samo jak karki w kominiarkach rzucające się na nastolatkę z tęczowymi wstążkami we włosach, nie reprezentują – mam ogromną nadzieję! – całego, ani nawet większości naszego społeczeństwa.

 

Jestem tolerancyjna, ale homoseksualizm nie jest naturalny?

Naukowcy zaobserwowali homoseksualne zachowania już u prawie półtora tysiąca gatunków. Występują szczególnie często u gatunków żyjących w społecznościach, w tym także wśród najbliżej spokrewnionych z człowiekiem szympansów. Ciekawe czy samce owiec kanadyjskich, żyraf, delfinów butlonosych, orek i bizonów wiedzą, że ich zachowania są niezgodne z naturą?

 

Jestem tolerancyjna, ale niech się geje trzymają z dala od adopcji, bo…

– bo dzieci będą się źle rozwijać

Badania i raporty naukowe (m.in. Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) dowodzą, że dzieci wychowywane w rodzinach jednopłciowych rozwijają się prawidłowo: nie wykazują odstępstw od normy, nie mają niższego IQ ani zaburzeń emocjonalnych.

– bo dzieci też będą homoseksualne

Orientacja homoseksualna nie jest zaraźliwa, lecz determinowana genetycznie. Nie jest też chorobą, ani skrzywieniem osobowości. Tak jak nie jest nim leworęczność czy posiadanie niebieskich oczu.

– bo dzieci nie będą miały właściwego męskiego/kobiecego wzorca

Po pierwsze – rodziny homoseksualne nie żyją w próżni. Wokół nich są nauczyciele, ciocie, sąsiedzi, nianie i babcie/dziadkowie. Wzorców i inspiracji można szukać spokojnie wśród nich.

Po drugie – także w heteroseksualnych rodzinach podział ról i rozkład sił nie zawsze jest taki sam. Są domy z dominującym ojcem, są takie, gdzie o wszystkim decyduje matka. Są i takie, gdzie dzieci wychowuje de facto para jednopłciowa – mama i babcia – bo ojciec jest ciągle nieobecny.

Po trzecie – jak wykazują badania dotyczące podziału domowych obowiązków czy podejścia do bicia dzieci, w tradycyjnej polskiej rodzinie z właściwymi wzorcami, czy to męskimi, czy kobiecymi, bywa niestety nadal bardzo dyskusyjnie…

– bo czego nauczą te dzieci, jak będą „się migdalić” na ich oczach

Jeśli przez „migdalenie się” rozumiemy seks, to żaden normalny i odpowiedzialny dorosły nie będzie go uprawiał na oczach dzieci. A jeśli będzie, to powinien trafić pod sąd, bo jest to po prostu przestępstwo.

Jeśli przez „migdalenie się” rozumiemy przytulanie czy pocałunek, to można się tylko cieszyć, że dzieci nauczą się, jak można okazywać miłość i czułość swojemu partnerowi. I że będą żyły w domu, gdzie takie gesty są naturalne.

– bo normalna, porządna rodzina to chłopak i dziewczyna

Jasne, wiemy to wszyscy. W heteroseksualnych rodzinach nie zdarzają się nadużycia i tragedie. Nikt nie bije dzieci, nikt ich nie maltretuje, nikt ich nie molestuje. Nie są zaniedbywane ani porzucane. A nie, poczekajcie…

Normalna, porządna rodzina to taka, w której ludzie się kochają i otaczają troską i zrozumieniem. I płeć naprawdę nie ma tu znaczenia.

– bo zabiorą nasze dzieci i będą je traktować jak zabawki

Adopcja dziecka to nie jest prosta sprawa. To procedury, wywiady, badania i cały szereg przygotowań. I dotyczy to każdej pary, która chce przygarnąć dziecko. Gejowskiej dotyczyłoby tak samo.

W polskich domach dziecka żyją tysiące dzieci, które marzą o rodzinie. O domu, który nie jest placówką zarządzaną przez państwo. O opiekunach, którzy nie są nimi z zawodu – choćby byli i najbardziej troskliwi – tylko z miłości. Którymi nie trzeba się dzielić z 30 innych dzieciaków. A chętni do adopcji, zwłaszcza starszych i chorych dzieci, wcale nie walą drzwiami i oknami.

Osierocone dzieci potrzebują kochających rodziców. Ich płeć to naprawdę drugorzędna cecha.

– bo inne dzieci będą się z nich śmiały, że mają dwie mamusie

I tutaj jest nasza rola, dorosłych! Żeby uczyć dzieci, że to nie powód do śmiechu, a po prostu inna forma rodziny. Że nie ma w tym nic wstydliwego ani nienormalnego. I że wyśmiewanie ludzi z powodu jakiejkolwiek inności to naprawdę nic dobrego. Jeśli w naszym społeczeństwie brakuje tolerancji, to trzeba jej uczyć, a nie ulegać ludzkim ograniczeniom.

 

Więcej o tym, czym grozi dzieciom wychowywanie przez pary jednopłciowe napisał Kamil z Blog Ojciec. Polecam wam TEN ARTYKUŁ, bo bardzo wiele zmienił niegdyś w moim postrzeganiu tej kwestii.

 

Jestem tolerancyjna, ale homoseksualizm to grzech

Tylko że

– po pierwsze – nie każdy w tym kraju jest wierzący

– po drugie – Polska nie jest krajem wyznaniowym

– po trzecie – nawet papież pisze, że ” każda osoba, niezależnie od swojej skłonności seksualnej, musi być szanowana w swej godności i przyjęta z szacunkiem, z troską, by uniknąć «jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji», a zwłaszcza wszelkich form agresji i przemocy”.

Gdzie ta tolerancja?

Patrzę na to, co się wydarzyło wczoraj w Białymstoku, i płakać mi się chce. Że tyle w nas, jako społeczeństwie, nietolerancji, złości, nienawiści nawet. Tyle agresji. Że deklarujemy się jako tolerancyjni, żeby po chwili wyjechać z całą serią “ale”. Że granice naszej tolerancji pozwalamy wyznaczać niewiedzy, stereotypom czy w końcu zwyczajnym uprzedzeniom. I to w kraju, w którym przecież, jak chcą statystyki, większość wyznaje wiarę w tego, który jest miłością.

Płakać chce mi się tym bardziej, że księża jednej z białostockich parafii podziękowali (!!!) tym, którzy „w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją”. Choć sposób ten oznaczał m.in. okrzyki „k… wypierd…”, bicie, plucie, butowanie, rzucanie zgniłymi jajami, butelkami i kostką brukową. Że ci sami księża życzą naszym “dzielnym obrońcom”, by Bóg im błogosławił na dalsze poczynania. I że kościelna hierarchia  – ograniczając się jedynie do ogólnego potępienia aktów agresji  – na te słowa tak naprawdę (póki co?) nie zareagowała.

Długo można dyskutować o tej sprawie i o tolerancji w ogóle, a przecież to wszystko jest w gruncie rzeczy takie proste. Każdy człowiek ma prawo do wolności, do bycia sobą, do życia w poczuciu bezpieczeństwa. Do miłości.

Czy naprawdę tak trudno jest nam to zrozumieć?

 

Może Cię też zainteresować:

To nic takiego…

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

6 Responses

  1. Nietolerowany
    | Odpowiedz

    Czy skoro domagamy się tolerancji, to nie powinniśmy też tolerować osób które nie tolerują (oczywiście w sposób zgodny z prawem)?
    A niech tam sobie LGBTowcy robią co chcą, nic mi do tego, ale im i nikomu innemu też nic nie powinno być do tego czy ich toleruje/akceptuje póki nie łamie przy tym prawa.
    Od wielu lat próbuje mi się na siłę wmówić, że jestem zaściankowy, mam to akceptować a może nawet i wspierać ale…dlaczego właściwie? I tu nie chodzi o to czy to naturalne, zdrowe, bezpieczne, normalne czy cokolwiek innego bo w sumie nie ma to dla mnie znaczenia. Można nie lubić krzykliwych ludzi, można nie lubić wierzących bądź ateistów, można nie lubić brunetów, każdy ma jakieś swoje przekonania które nie zawsze są i muszą być racjonalne…a LGBT to co? Pomidorowa?

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Jest jednak różnica między lubieniem kogoś a tolerancją. Możesz ich – jak i kogokolwiek innego – nie lubić. Ale nadal zasługują oni na takie samo miejsce w społeczeństwie, takie same prawa i taką samą dozę szacunku jak osoby heteroseksualne. A tego się im właśnie odmawia.

    • zjelczalakielbasa
      | Odpowiedz

      Kolego Nietolerowany, i nie tylko. Zacznijmy od ujednolicenia pewnych pojęć, żebyśmy mówili o tym samym.
      https://sjp.pwn.pl/sjp/tolerancja;2529924.html
      https://sjp.pwn.pl/sjp/akceptacja;2439112.html
      Jak widać tolerancja to nie to samo co akceptacja.
      Na przykład: toleruję “obrońców ojczyzny” bijących uczestników marszu równości, bo przecież im nie przeszkadzam, ale nie akceptuję tego zachowania, bo wywołuje to we mnie wewnętrzny sprzeciw, być może nawet i werbalny.
      W wpisie pojawia się prośba o akceptację środowiska LGBT, w świetle definicji tolerancji to również poprostu “olanie” tematu, a nie akceptację, czy jak można wyczytać z Twojego komentarza, lubienie go.

      • Ewelina
        | Odpowiedz

        Otóż to 🙂 po prostu niektórzy nie potwafia zrozumieć, że tolerancja i sympatia to nie to samo. Nie każdego trzeba lubić (i to niezależnie od orientacji, płci, miejsca zamieszkania itd) ale każdy ma takie same prawa i miejsce w przestrzeni publicznej.

  2. Me
    | Odpowiedz

    Nietolerowany. Brawo! Niestety dla mnie Pozytywny Dom się wlasnie skończył. Co do sprawdzania różnych faktow polecam sprawdzic,jakie mają tacy ludzie prawa w Polsce,bo domagają sie czesto tego,co już mają. Pozdrawiam

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Nie wyobrażam sobie pozytywnego domu, w którym można by obrażać i atakować drugiego człowieka za to tylko, że się czymś różni. Życzę powodzenia w szukaniu innych, bardziej pasujących do Twoich poglądów miejsc w sieci.

Skomentuj