Jesteśmy mamami…

with Brak komentarzy

jesteśmy mamamiJesteśmy mamami pracującymi, w pędzie między biurem, domem, przedszkolem, zakupami i całą resztą staramy się powiązać wszystkie wątki rzeczywistości. Zasypiamy z myślą, że doba jest za krótka, że przydałaby się dodatkowa para rąk, para oczu, może i głowa dodatkowa.

Jesteśmy mamami na pełen etat. Od rana do nocy miotamy się między gotowanie, praniem, sprzątaniem, ogrodem i całym tym mnóstwem rzeczy, które „same się robią”, starając się pogodzić to wszystko z tą misją najważniejszą – opieką nad dzieckiem, nad dziećmi, które mają swoje wymagania, potrzeby, ograniczenia. Dla których chcemy być kreatywne, pomysłowe, pełne wyrozumiałości i ciepła. Zasypiamy zmęczone, w ciemnościach jeszcze odhaczając w głowie te rzeczy, które z listy „do zrobienia” udało się usunąć, i wyliczając te, które przechodzą – znowu – na jutro. Słyszymy, że „siedzimy z dziećmi w domu” i już nawet nie chce nam się tłumaczyć, że z siedzeniem to ma tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.

 

W tłumie i jeden na jeden

Jesteśmy mamami jedynaków, z wyboru, z przypadku, z konieczności. Skupiamy się na jednym dziecku, poświęcamy mu swój czas, nie ustajemy w wysiłkach, żeby miało towarzystwo, kreatywne zajęcia, okazję do ćwiczenia umiejętności społecznych. Czasem martwimy się, że odebraliśmy mu szansę na niezwykłą relację z bratem czy siostrą. Czasem wzdychamy, że gdyby było ich dwoje, to bawiliby się razem i może mogłybyśmy ugotować obiad czy popracować, nie słysząc wiecznie mamo, pobaw się ze mną.

Jesteśmy mamami dwójki, trójki, piątki, dziesiątki dzieciaków. Gigantycznym niemal wysiłkiem staramy się ogarnąć rzeczywistość, w której splatają się pełne po brzegi kalendarze dorosłych i dzieci. Basen młodszego, angielski starszej, piłkę nożną średniaka, lekcje on-line mamy, siłownię taty. Patrzymy jak dorastają, czasem tak błyskawicznie, że trudno w to uwierzyć, i wyrzucamy sobie, że nie mamy dla nich, wszystkich razem i każdego z osobna, tyle czasu, ile byśmy chciały. Że musimy uwagę wiecznie dzielić, wiecznie rozdrabniać. Czasem cieszymy się, że są razem, że uczą się współpracować, że mogą na siebie liczyć. Czasem wzdychamy, że znowu się leją, że nie mogą ze sobą wytrzymać, że się skarżą. Że brakuje im przestrzeni – i rodziców! – tylko dla siebie.

 

W zdrowiu i w chorobie

Jesteśmy mamami zdrowych dzieci. Patrzymy z dumą, jak rosną, jak się rozwijają, jak pędzą przed siebie. Czujemy ciężar odpowiedzialności za ich dobrobyt i zdrowie, budujemy odporność, robimy syropki z mniszka i czarnego bzu, wzdychamy z rozterką nad kalendarzem szczepień. A kiedy chorują, a przecież tak to już jest z dzieciakami, z niepokojem mierzymy rosnącą gorączkę, odmierzamy syropy, przekonujemy do znienawidzonego inhalatora. Czuwamy w nocy, słuchając niespokojnego oddechu, gotowe do pomocy na najmniejszy sygnał zagrożenia. Czujemy się winne, że może dbamy za mało, może robimy coś nie tak, skoro chorują więcej niż dziecko sąsiadki, siostry, koleżanki z pracy. Oddychamy z ulgą, kiedy zdrowieją.

Jesteśmy mamami dzieci ciężko, czasem nieuleczalnie chorych. Każdego dnia mierzymy się z wyzwaniem, które wydawać się może ponad siły. Napędzane miłością dokonujemy niemożliwego – zbieramy miliony na leki, załatwiamy sponsorów, znajdujemy lekarzy i szansę na lepsze życie na drugim końcu świata. Rozdarte między nieustanną opieką nad dzieckiem chorym a potrzebą miłości tych pozostałych, zdrowych a przecież równie spragnionych mamy, zadajemy sobie pytania, na które nie ma właściwej odpowiedzi. Słuchamy polityków, którzy traktują nasze wybory jak okazję do nabijania punktów popularności. Szukamy pomocy, o którą tak trudno. Mierzymy się z samotnością i strachem, za nagrodę mając kolejny dzień, kolejny uśmiech, kolejny krok w terapii. Czasem po prostu i tylko złagodzenie bólu.

 

W czasach ząbkowania i młodzieńczego buntu

Jesteśmy mamami niemowlaków. Sen z powiek spędzają nam karmienia, kolki, wózki i kupki. Tulimy, nosimy, przewijamy, karmimy, zapętlając tę listę czynności w nieskończoność i starając się w tym wszystkim znaleźć choć chwilę dla siebie. Toniemy w powodzi rad, nieustannie starając się odsiać te dobre, od tych bzdurnych, gdzieś po drodze walcząc o to, żeby nie zwątpić w swoje kompetencje i macierzyńską intuicję. Zasypiamy ze świadomością, że już za chwilę czeka nas pierwsza z całej serii nocnych pobudek. W środku nocy wtulamy się w pachnące słodko ciało, głaszczemy najbardziej gładką skórę na świecie, podziwiamy małe paluszki. Czekamy – z niepokojem ale i ciekawością – aż dorosną.

Jesteśmy mamami nastolatków. Patrzymy, jak nasze dziecko dorasta, wychodzi z domu. Jak przestajemy być dla niego najważniejsi na świecie, robiąc miejsce dla rówieśników, kolegów, idoli, pierwszych miłości. Staramy się nie zatonąć w szalejącej burzy hormonów dojrzewania. Wspieramy, podpowiadamy, prowadzimy. Czasem gryziemy się w język i robimy krok do tyłu, żeby pozwolić im doświadczać, próbować, żyć własnym życiem. Miotamy się między naszą potrzebą chronienia a ich prawem do wolności. W nocy stoimy w oknie, czekając aż wrócą z imprezy, z niepokojem nasłuchując kroków na klatce schodowej. Z nostalgią wspominamy, jak – tak przecież niedawno! – byli małymi, słodkimi bąbelkami, których największym problemem był zagubiony miś.

 

Na pół etatu i na cały etat

Jesteśmy mamami, które potrzebują wyjść z domu, spełniać się, odkrywać, robić karierę. Chociaż kochamy nasze dzieci, opieka nad nimi przez 24 godziny na dobę przytłacza nas, męczy, pozbawia energii i uśmiechu. Oddajemy dzieci do przedszkola czy żłobka, żeby mieć czas na bycie nie-mamą, na robienie naszych, dorosłych rzeczy. I żeby potem, kiedy już odbierzemy je z placówki, móc z czystym sercem i radością spędzić z nimi czas niepodszyty żalem i rozgoryczeniem.

Jesteśmy mamami, którym najlepiej jest w macierzyństwie, które właśnie w roli mamy znajdują spełnienie. Nie dla nas żłobki i przedszkola, chcemy te pierwsze lata spędzić blisko naszych dzieci. Dbamy o ich rozwój, wypełniamy czas aktywnościami, dajemy wsparcie, dzielimy się doświadczeniem, uczymy świata. Bez poczucia straconego czasu i szans odpuszczamy sobie rynek pracy i zawodowy rozwój, na czele listy priorytetów stawiając te dzieci, które małe są tak krótko.

 

Na spontanie i przez planowanie

Jesteśmy mamami świadomymi, mamami czuwającymi, mamami agentkami wywiadu. Nasze dzieci karmimy produktami eko, puszczamy im tylko mądre bajki, wybieramy ubrania z certyfikowanych tkanin, dekorację pokoju planujemy tak, żeby jak najlepiej stymulowała ich rozwój. Dowozimy dzieci do przedszkola na drugim końcu miasta, bo ma lepsze opinie niż to na naszym osiedlu. Prowadzamy na operowe i muzealne spotkania dla dzieci, żeby od najmłodszych lat kształtować gusta artystyczne. Świadomie i wszechstronnie patrzymy na otoczenie dziecka, o jego przyszłości i perspektywach myślimy już teraz.

Jesteśmy mamami na luzie. Naszym dzieciom gotujemy to samo, co sobie. Pamiętamy o zdrowej diecie, ale nie mdlejemy na myśl o parówce na śniadanie czy fast-foodzie w drodze na wakacje. Kupujemy ubranka w sklepie na P, bo są kolorowe i mają nadruki z ulubionymi bohaterami z kreskówki. pokój malujemy na różowo, bo tak się naszym córkom czy synkom wymarzyło. Posyłamy dzieci do rejonowego przedszkola, bo przecież sami do niego chodziliśmy i było spoko. Do głowy nam nawet nie przychodzi, żeby kombinować inaczej. Żyjemy tu i teraz, cieszymy się ich dzieciństwem, o przyszłości wiedząc tyle, że przecież przyjdzie. Że nie ma sensu już teraz jej planować, że może nas zaskoczyć. I że właśnie o to chodzi.

 

Z garbem i bez

Jesteśmy mamami, które były kiedyś szczęśliwymi dziećmi mądrych, dobrych rodziców. W pamięci mamy dobry przykład, wzory zachowań, które chcemy powielić dziś w naszych rodzinach. Godziny spędzone na wspólnej pracy, dzielenie się obowiązkami, miłość – bezwarunkową i nieoceniającą – którą okazuje się sobie nawzajem niezależnie od okoliczności. Akceptację dla bycia takimi, jakimi się jest, w całym dostępnym wachlarzu różnorodności.

Jesteśmy mamami, które dorastały w trudnych rodzinach. Na swoich plecach niesiemy bagaż doświadczeń, których chcemy oszczędzić swoim dzieciom. Mniej lub bardziej świadomie, a czasem i wbrew woli, powielamy krzywdzące schematy, od których tak trudno się wyzwolić. O których istnieniu może nie mamy pojęcia. Tytaniczną nieraz pracę wkładamy w to, żeby uwolnić się od przeszłości po to właśnie, żeby naszym dzieciom pozwolić żyć lepszą teraźniejszością.

 

Jesteśmy mamami

Jesteśmy różne, tak bardzo różne, że czasem aż trudno w to uwierzyć. Może na dzielić wszystko, a przecież łączy to jedno, najważniejsze. Miłość do dzieci. To, że chcemy dla nich najlepiej. Że chcemy ich szczęścia.

Nader często łączy nas też to, że czujemy się niedoskonałe. Że skupiamy się na tym, co nam nie wychodzi. Że wyznaczamy sobie ideały niemożliwe do osiągnięcia.

Że nawzajem się atakujemy i krytykujemy, zamiast dawać to wsparcie, które w macierzyństwie jest tak bardzo potrzebne.

Jesteśmy mamami. W dniu naszego święta życzę sobie i Wam, żebyśmy były bardziej wyrozumiałe dla innych mam i dla siebie samych. Żebyśmy potrafiły spojrzeć na siebie oczami tego dziecka, które, zasypiając, trzyma nas za rękę i z półsenny uśmiechem mówi, że jesteśmy najlepszymi mamami na świecie.

Pięknego Dnia Matki!

 

Może Ci się też spodobać:

Jeden dzień, który zmienia wszystko

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj