Już nie kocham męża tak, jak na początku

with Brak komentarzy

już nie kocham mężaJuż nie kocham męża tak, jak na początku. Jak wtedy, kiedy patrzeliśmy na siebie oczami już więcej niż znajomych, a przecież jeszcze nie małżonków. Kiedy w szkockiej mgle, nad nieruchomą taflą jeziora padały słowa, które zostają w głowie na zawsze. Od pierwszych wspólnych chwil, takich prawdziwych i na serio, od pierwszego pocałunku dzieli nas siedem lat. Dzieli nas cały świat.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na swoim koncie setki dni wypełnionych codziennymi zajęciami, pracą, zakupami, rozrywkami, domowymi obowiązkami. Dni zupełnie zwykłych w swojej niezwykłości. Takich, które radość dają tym tylko, że są i że można je ze sobą dzielić.

Mam na tym koncie i dni absolutnie niezwyczajne. Wypełnione chwilami i emocjami, które w pamięci zapisują się na zawsze. Kiedy drżącym głosem wypowiadane słowa przysięgi. Kiedy blask świec. Kiedy pierwszy krzyk dziecka. Kiedy poważna mina lekarza na szpitalnym korytarzu. Kiedy fajerwerki na ciemnym niebie i takie same w sercach.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na wspólnym koncie dwoje dzieci, dwie wspaniałe córeczki, których pojawienie się wstrząsnęło fundamentami naszego świata. Zmieniło i zweryfikowało wszystko. Nasze plany, nasze priorytety, nasze wyobrażenia o życiu idealnym. Wypełniło nas takimi pokładami czułości i miłości, jakich nigdy byśmy się w sobie nie spodziewali.

Mamy na tym koncie także dziecko utracone, po którym nie ma śladu innego niż pustka. Nie do wypełnienia.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na wspólnym koncie wspaniałe podróże, te bliskie i te dalekie. Leniwe bujanie się w hamaku, zaciszny domek pośród lasów, piaszczyste nadbałtyckie plaże. Ale i poślubne odkrywanie Meksyku, trzęsienie ziemi (dosłownie i w przenośni) i pogoń za odlatującym samolotem jak w najlepszym amerykańskim filmie. Doskonałe okazje, żeby sprawdzić się w każdej sytuacji, odkryć karty, pokazać, na co nas stać.

Mamy na tym koncie także długie, trudne rozstania. Dni odliczane niecierpliwie na palcach, kartki wyrywane z kalendarza, dzwonek telefonu w środku nocy i niewyraźny głos dobiegający z drugiego końca świata.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na swoim koncie setki wspólnych poranków, tych leniwych, przeciąganych w nieskończoność w ciepłej jeszcze pościeli, i tych z szybkim rytmem wyznaczanym niecierpliwym biegiem wskazówek, spóźnionych już na starcie.

Mamy na tym koncie także setki wspólnych wieczorów wydłużających się do późna w nocy. Czasem leniwie romantycznych, częściej wypełnionych po brzegi tym, co zrobić jeszcze trzeba, a na co nigdy nie ma czasu. Gorączkowo wyrywanych zabieganej rzeczywistości.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na swoim koncie milion obowiązków dzielonych zgodnie po połowie. Kąpiele dzieci, nocne usypianie, sprzątanie kuchni tak zasyfionej, że chciałoby się do niej wrzucić bombę. Nawet remont wspólny nam się zdarzył i wszyscy przeżyli.

Mamy na tym koncie i te obowiązki niepodzielone, te zawalone. Gary znowu nieumyte, śmieci niewyniesione, pranie nierozwieszone. I te refreny, że ty nigdy, że ja zawsze, że znowu na mojej głowie.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na swoim koncie tonę uśmiechów, pieszczot i ciepłych gestów. I słów, które magicznie przeganiają kiepski humor, a w zmartwieniach dają ukojenie i siłę. Które wypełniają drżeniem, euforią, ciepłem rozlewającym się w każdy zakamarek ciała. Nasz własny zapas słów-kluczy, które w słowniku powszechnym znaczą niewiele, a w naszej rzeczywistości otwierają bramy innych światów.

Mamy na tym koncie także i nieporozumienia. Słowa wyrzucone z siebie w emocjach, pochopnie i na wyrost. Określenia, których nigdy byś nie użył na herbatce u teściowej. I trzaśnięcie drzwiami nawet i mokre oczy.

 

Już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na wspólnym koncie wyzwania, których spodziewać się nie mogliśmy. Debaty w środku nocy nad tym, co dalej, co teraz i dlaczego. Dyskusje, czy można by inaczej i czy warto. Powody do dumy i piątki przybijane wirtualnie lub zupełnie namacalnie.

Mamy na tym koncie i porażki, potknięcia zupełnie zaskakujące i te, których można było się spodziewać. Wyrzuty sumienia i żal. Że gdybyśmy wiedzieli, gdybyśmy zareagowali szybciej, gdybyśmy zadziałali inaczej. „Gdybyśmy” to słowo, które sen odbiera czasem lepiej niż kawa czy najmocniejszy energetyk.

 

Kilka dni temu świętowaliśmy trzydziestą piątą rocznicę ślubu moich rodziców. TRZYDZIESTĄ PIĄTĄ!!! Wyobrażacie to sobie?!? I tak siedzą sobie w kuchni, kroją razem warzywa do obiadu, a ja zachwycam się, rozpływam, że dalej tak samo się kochają. A wtedy tata mówi: „Ale my wcale nie kochamy się tak samo jak wtedy! Kochamy się inaczej. Kochamy się mocniej.” I uśmiecha się. I patrzy na mamę, na kobietę, z którą spędził te 35 lat. I ona patrzy na niego. A w oczach mają ten sam radosny żar, który widzę na ich weselnych zdjęciach.

 

I ja też.

Ja też już nie kocham męża tak, jak na początku.

Mamy na koncie 7 wspólnych lat, 2557 wspólnych dni, 61368 wspólnych godzin. Tych lepszych i tych gorszych. Tych wspaniałych i tych niekoniecznie. Tych niezapomnianych i tych, o których chciałoby się zapomnieć. Taki wspólny czas zmienia wiele, ale nie zmienia najważniejszego. Przekonania, że wybrało się dobrze. Że wybrało się najlepiej na świecie.

Już nie kocham męża tak, jak na początku. Za to świadomiej. Mądrzej. Mocniej.

Jest w tym uczuciu pewnie mniej motyli w brzuchu, mniej euforii pierwszych wspólnych momentów, mniej pierwszorandkowych dylematów. Ale za to o niebo więcej dojrzałości, zrozumienia i ciepła. Są w niej niezmierzone pokłady zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Przekonania, że można na siebie zawsze i mimo wszystko liczyć. Wiary, że nic nie może nas rozłączyć. I pewności, że to musi trwać już na zawsze.

 

Więc tak, to prawda. Już nie kocham męża tak, jak na początku. I bardzo dobrze.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

Skomentuj