Kiedy moje dziecko mówi, że mnie nie kocha…

with 1 komentarz

DZiecko mówi, że mnie nie kochaStaramy się. Dbamy, tulimy, wspieramy, spełniamy życzenia, zaspokajamy potrzeby. Nieba byśmy im przychyliły. A potem, kiedy nie taki kubek, albo za mało czekolady, albo guzik od windy naciśnięty nie w porę, nagle to słyszymy. „Nie kocham Cię!”. „Nie lubię Cię!”, „Nie jesteś fajną mamusią!”. I ręce opadają, albo do oczu cisną się łzy. No bo jak można zareagować, kiedy moje własne dziecko mówi, że mnie nie kocha?

 

Trudno jest, naprawdę trudno, przejść do porządku dziennego nad takimi słowami. Nie wybuchnąć w odpowiedzi złośliwym komentarzem, litanią wyrzutów albo podszytym bólem oburzeniem. Kiedy smutno, kiedy żal, kiedy wątpliwości i niepokój. Kiedy myślimy, że tak bardzo się staramy, a nikt tego nie docenia.

Przydarza się to chyba każdej z nas, każda chyba usłyszała to nie raz. Bo – choć trudno to czasem zrozumieć – taka już natura dzieci, ich emocji, ich trudnego dorastania. I warto o tym pamiętać, kiedy łzy zaczynają szczypać pod powiekami i ma się ochotę wypisać z tego całego macierzyństwa.

 

Złota myśl

Jest taka myśl, która zawsze dodaje mi otuchy w takiej chwili. Myśl, którą powtarzam sobie jak mantrę i która ciągnie mnie w górę, jak deska ratunkowa.

 

To nie jest o mnie, to jest o nim. O moim dziecku.

 

Bo tak właśnie jest w istocie.

To nie jest o mnie.

Nie jestem do bani. Nie poległam na całej linii. Nie zawodzę. Nie staram się za mało.

Nie jestem niekochana.

Nie jestem najgorszą mamą na świecie.

To jest o nim.

To ono jest smutne, rozżalone. Rozzłoszczone, wściekłe. Rozgniewane. Rozczarowane.

To ono czuje się tak zranione i dotknięte, że chce, żeby wszyscy wokół poczuli ten ból i tę złość.

To ono tak bardzo pogubiło się w swoich emocjach.

To ono tak bardzo potrzebuje wsparcia, choć w tak trudny sposób to sygnalizuje.

 

Trudność

Takie słowa w dziecięcych ustach, te wszystkie „nie kocham Cię!”, „chcę się wyprowadzić!”, „nie jesteś dobrą mamą!”, nie znaczą nic innego jak to, że dziecko ma jakąś TRUDNOŚĆ. Dużą dla niego, choć nierzadko banalną i niełatwą do zrozumienia dla nas.

Bo dla dziecka zniszczenie wieży z klocków, to jak dla nas zalanie kawą ważnego raportu do pracy. Bo dla dziecka but, który nie daje się naciągnąć na stopę, to jak dla nas drukarka, która nie chce wydrukować biletu na samolot. Bo dla dziecka ta kolejna upragniona lalka Barbie, to jak dla nas kolejna para butów, podobna, ale przecież inna od tych wszystkich par, które leżą już w szafie.

Różnica między nami jest taka tylko, że my mamy już narzędzia i umiejętności, żeby w trudnościach poradzić sobie w cywilizowany sposób. Dziecko, niestety, nie.

I to właśnie w takich trudnościach dziecko potrzebuje nas bodaj najbardziej, choć przecież właśnie wtedy najtrudniej być przy nim, nie ulegając własnym emocjom, nie dając się ponieść fali, którą mogą wzburzyć przykre słowa. I właśnie w takich momentach ta zmiana perspektywy tak bardzo pomaga. Przestawienie się z tego, co słyszymy, na to, co widzimy i wyczuwamy. Dostrzeżenie łez, roztrzęsionych rąk, napiętych mięśni, przyśpieszonego oddechu, zaciśniętych ust lub pięści. Albo też usłyszenie nie słów samych, ale tej rozpaczy, bólu, desperacji, którymi są podszyte.

To nie o mnie, to o nim.

Jest mu trudno.

 

Daj empatię

To jest niezawodna recepta w każdym kryzysie, nie tylko wychowawczym.

I nie, to nie oznacza, że trzeba ulegać, spełniać prośby i zachcianki, wykonywać rozkazy, poddawać się manipulacji.

Tylko zauważać. Dać przestrzeń. Pozwolić emocjom wybrzmieć bez oceniania i bez wyrzutów.

A potem, kiedy emocje już opadną, rozmawiać. I jeszcze rozmawiać. I dalej rozmawiać. O tym, jak można wyrażać emocje, rozwiązywać konflikty i sygnalizować potrzeby bez atakowania innych.  I pokazywać to na własnym przykładzie.

 

Kiedy moje dziecko mówi, że mnie nie kocha…

To nie o mnie, to o nim.

Jest mu trudno.

Daj empatię.

Trzy zdania na dziś i na kolejne lata wychowawczej drogi. Spakujcie je do plecaka i sięgajcie po nie, kiedy po raz kolejny usłyszycie słowa, których żadna mama nie chciałaby usłyszeć.

 

Może Ci się też spodobać:

Nie strasz mnie bezstresowym wychowaniem!

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

One Response

  1. Weekend był bardzo nieciekawy. Mój starszy miał dużo zadane. Był totalny bunt. Jest bardzo mądrym dzieckiem, czasem miewa gorszy dzień, zresztą jak każdy. Puszczały mi nerwy co chwila i było mi wstyd…

Skomentuj