Kto robi sobie dziecko dla 500+?

with 5 komentarzy

500+Co masz w głowie, kiedy planujesz dziecko? Malutkie stópki o rozkosznie delikatnej skórze? Zapach oliwki wymieszanej z mlekiem? Spacery z wózkiem po parku albo wspólne czytanie książeczek? Błąd, moja droga, błąd. Bo przecież dzieci się robi w jednym celu. Dla kasy. A przynajmniej tak można by pomyśleć, jeśli wsłuchać się w uwagi „życzliwych”, których na swojej drodze spotykają mamy i kobiety w ciąży. Wiecie, kto robi sobie dziecko dla 500+?

 

Wszyscy

A przynajmniej tak można sądzić, jeśli posłuchać opowieści zupełnie zwyczajnych kobiet i dziewczyn. Takich jak ja i takich jak Ty.

Jak Magda, która w 6 miesiącu upragnionej, wymarzonej, wyśnionej ciąży w czasie spaceru usłyszała z ust konsumujących na ławeczce winko panów „oooo, idzie pińcetplus”

Jak Kasia, która od ginekologa potwierdzającego trzecią – planowaną i chcianą! – ciążę dostała w gratisie do USG komentarz „teraz to już się Pani okrągła sumka uzbiera z tego 500+”.

Jak Monika, która o licznej rodzinie marzyła od zawsze, a jako szczęśliwa mama czwórki – co zabawne, urodzonej jeszcze przed wprowadzeniem 500+ – co chwile wysłuchuje mniej i bardziej złośliwych uwag, że jest darmozjadem żyjącym z zasiłku.

Jak Ania, która w ciążę zaszła zupełnie niespodziewanie i przypadkiem, co nie zmienia faktu, że co rusz ktoś rzuca przy niej rubasznym żarcikiem, że pewnie specjalnie to zrobiła, żeby się „nachapać”. Mimo że – co dodatkowo absurdalne – na tego jedynego synka, na którego czeka teraz z radością i niecierpliwością, zasiłku i tak nie dostanie, bo jej dochód przekracza wymagane progi.

Jak Justyna, której drugie upragnione dziecko udało się urodzić po trzech utraconych ciążach, a która wniosku o 500+ nawet jeszcze nie złożyła i wcale nie wie, czy złoży.

Jak Marysia, która, żeby móc cieszyć się macierzyństwem, w terapię leczenia niepłodności i w in vitro zainwestowała tyle pieniędzy, że żadne 500+ tego nie wyrówna.

 

Takie historie można mnożyć w nieskończoność. Takie historie opowiadają mi kobiety i dziewczyny, które dzieli wszystko – pochodzenie, wiek, status materialny, zawód, sytuacja rodzinna – a łączy jedno. Pragnienie dziecka. Instynktowne, naturalne, najbardziej niewinne, jakie można sobie wyobrazić. Marzenie o daniu życia małemu człowiekowi, otoczeniu go opieką, przelaniu na niego miłości, która buzuje w sercu i domaga się wyrażenia przez czułe gesty, słowa i kołysanki śpiewane wtedy, kiedy przeciętny człowiek już dawno śpi.

Wszystkie je łączy coś jeszcze – posądzanie o to, że decyzję o dziecku podjęły po to, żeby dostać zasiłek. Uwierzycie?

 

Nikt

Jasne – te kobiety korzystają z zasiłku, skoro mają taką możliwość. Jasne – te 500 złotych dodatkowo to zastrzyk gotówki, który jest nie do pogardzenia, kiedy pojawiają się okołodziecięce wydatki. Ale to nigdy nie jest i nigdy nie był argument przesądzający o tak kluczowych dla życia, nie tylko własnego, decyzjach!

Nie trzeba być geniuszem, żeby sobie policzyć, ile kosztuje wychowanie i utrzymanie dziecka. Pieluchy znikające w zastraszającym tempie. Ubranka, z których wyrasta się w mgnieniu oka. Miniaturowe buciki w cenie obuwia dla dorosłych. Wózki, foteliki, bujaczki, łóżeczka, rożki, maty, karuzelki i cała masa innych gadżetów, bez których może i się da, ale jednak trudno się obejść. Że już nie wspomnę nawet o lekarstwach, bo – niespodzianka! – dzieci chorują i to wcale nierzadko, a ich plasterki, syropki, kropelki i inne mikstury wcale nie są za darmo. A jeśli nie karmisz piersią, sprawdź sobie cenę mleka modyfikowanego i uświadom, że jedna puszka naprawdę nie wystarczy na miesiąc. Ani nawet na tydzień. Już nie mówiąc o tym, że potem dziecko urośnie i zaczną się wyprawki, książki, zajęcia dodatkowe, wycieczki… Może się zakręcić w głowie od tej wyliczanki.

Nie trzeba być geniuszem, żeby dodać do siebie cyferki i stwierdzić, że to się naprawdę nie kalkuluje. To się po prostu nie bilansuje. I trzeba zupełnie nie znać rodzicielskich realiów, albo być pozbawionym wyobraźni i oderwanym od rzeczywistości, żeby założyć, że 500+ może jakiegokolwiek zdroworozsądkowo myślącego człowieka przekonać do zajścia w ciążę.

A zresztą… Jaką mamy gwarancję, że 500+ w którymś momencie nie zniknie z listy budżetowych wydatków?

 

Niektórzy?

Mówi się o tym dużo i głośno. Że są tacy, którym bardziej opłaca się „rodzić dzieci i siedzieć na zasiłku”, niż iść do pracy (pominę już kwestię, że przy gromadce dzieci w domu to sobie za bardzo nie posiedzisz…). Że przy czwóreczce czy piąteczce to już się robi ładna pensja. Że to pięćset złotych, które miało poprawiać los dzieci, często poprawia raczej poziom imprez ich rodziców. I pewnie i te zarzuty są słuszne, bo patologie i nadużycia zdarzają się zawsze i wszędzie. Ale właśnie tym są – patologiami i nadużyciami, a nie normą i postawą przyjmowaną przez większość społeczeństwa. I tym bardziej smutne, tym bardziej krzywdzące jest spoglądanie przez ten pryzmat na każdą kobietę w ciąży i na każdą mamę, niezależnie od tego, ile dzieci by nie miała.

 

Społeczeństwo 500+?

To nie jest i nie ma być tekst polityczny, a kilka słów o nas i o tym, jakimi ludźmi i jakim społeczeństwem się stajemy. Podejrzliwym, zawistnym, coraz bardziej pozbawionym życzliwości dla drugiego człowieka. Bo można dyskutować o sensowności takiego systemu zasiłków. Można przekonywać – słusznie zresztą – że lepiej dać wędkę niż rybę. Można podkreślać, że brak kontroli nad wydawaniem tych pieniędzy, że może lepiej bony edukacyjne itd., ale te kwestie to tylko jedna strona medalu. Ta druga to my i nasze bolesne, krzywdzące, niesprawiedliwe komentarze, którymi potrafimy zatruć innym radość macierzyństwa albo oczekiwania na nie. A jeśli myślicie, że przesadzam, zajrzyjcie na mojego fanpage i na dziesiątki komentarzy pod postem „A gdyby urodził się dziś”, które najlepiej mówią o skali i nasileniu zjawiska.

To jest smutne. To jest wstrząsające. To jest – niestety – prawdziwe. Boleśnie prawdziwe. I może czas najwyższy, żeby z tym skończyć.

Bo nikt, kto poważnie myśli o rodzicielstwie, nie decyduje się na dziecko z powodu 500+. I nikt, kto swoje marzenie o rodzicielstwie spełnił, nie zasługuje na to, żeby rzucać mu w twarz takie zarzuty.

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

 

5 Responses

  1. RoMaO
    | Odpowiedz

    Patologia była, jest i będzie. Niezależnie, czy jest czy nie ma 500+. Bo przecież planowanie dziecka dla pieniędzy to patologia, nie tylko ze względu na to, że wydatki na dziecko są większe niż comiesięczna państwowa nagroda pieniężna, ale szczególnie ze względów moralnych.
    Mnie cholera bierze, kiedy ktoś komuś zagląda do portfela i komentuje uczciwie (prawnie) zarobione pieniądze. Nic tak nie wzbudza zazdrości w ludziach jak pieniądze. No to poproszę każdego takiego “mądrego” by przez tylko rok zajmował się wychowaniem 2-3-4 dzieci za jedyne 500-1000-1500 zł na miesiąc – bo wiadomo, że ciężko pracować, kiedy te maleńkie dzieci wymagają nieustannej opieki. Co powie potem? Dalej będzie żartował i się naśmiewał?
    Mnie w tym wszystkim przeraża tylko jedno – polskie państwo nie dba o dzieci niepełnosprawne (zarówno fizycznie jak i umysłowo) i ich rodziców, opiekunów. Przecież opieka nad takimi dziećmi to jest dożywocie, bez możliwości zarobkowania, spełniania swoich marzeń. Dożywocie z nieustannym deficytem czasu i kolosalnymi wyrzeczeniami. Bo te dzieci wymagają nieraz dużo więcej miłości niż zdrowe dzieci. Tym ludziom przede wszystkim trzeba pomóc, by nie bali się przyszłości, kiedy lekarz z niewyraźną miną na badaniach mówi, że może być “coś nie tak” po urodzeniu dziecka…

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      To jest w ogóle złożona kwestia. Z jednej strony ludzka zawiść, z drugiej brak szacunku do pracy mamy wychowującej dzieci, z trzeciej z kolei generalizowanie i wrzucanie wszystkich do jednego worka. Smutne to i bardzo dużo mówi o naszym społeczeństwie.
      Bardzo słusznie mówisz o dzieciach z niepełnosprawnością, których rodzice zmagają się w ogromnymi wyzwaniami. Ale tym się nikt szczególnie nie przejmuje. Nawet jak pokrzyczą i poprotestują, to i tak w końcu sobie pójdą i spokój 🙁

  2. Kto robi sobie dziecko dla 500+ ? Jaaa 😀 A że przy okazji mój synek będzie miał brata i za parę lat będą się razem ładnie bawić, to tylko taki efekt uboczny 😉
    Żarty z 500+ nie bolą mnie, jak kogoś to bawi, to niech sobie gada na zdrowie. Nie zrani mnie tym gadaniem. Ale dobija mnie, gdy ktoś zupełnie na serio drwi np. z rodziców dzieci, które utonęły w morzu, że o, “500+ przewróciło im w głowach”. I za każdym razem, gdy zdarzy się jakaś tragedia, wypływa temat 500+… Bo jeśli rodzic popełnił błąd, nie dopilnował dziecka, to dla tłumu jest logiczne, że wcale tego dziecka, nie kochał, przeliczał tylko na złotówki… To strasznie przykre i niesprawiedliwe 🙁

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      I niestety takie teksty wcale nie są rzadkością. Przeraża mnie to, jak ludzie potrafią łatwo oceniać innych ludzi w tak okrutny sposób. W takiej chwili, kiedy dzieje się tragedia, i potrzebne jest wsparcie, a nie dodatkowy atak.

  3. Szkoda się wypowiadać w tym temacie. Ludzie poprostu zazdroszczą obecnym mamom tego 500 plus. Wychowanie dziecka i jego potrzeby sa dużo większe od tej kwoty.

Skomentuj