Kwiat pustyni

with Brak komentarzy

kwiat pustyni

 

Jest skalista pustynia. Cicho. Głucho. Tylko sępy unoszą się gdzieś w przestworzach. Przemierza ją ubrana w kolorowy strój czarnoskóra kobieta. Za rękę prowadzi małą dziewczynkę, swoją córkę, która dzień wcześniej – z niewiadomych dla siebie powodów – dostała od mamy dodatkową porcję ryżu. Uśmiechnięta i ufna trzylatka na krótkich nóżkach stara się dotrzymać jej kroku. Na imię ma Kwiat Pustyni.

I nagle na horyzoncie pojawia się ubrana w ciemny strój postać. Kobieta o ponurej twarzy i zaciętym spojrzeniu. Już we trójkę znajdują duży, płaski kamień. Znachorka rozwija jakieś zawiniątka, wyciągając z nich zardzewiałą żyletkę. Zdecydowanym ruchem podciąga w górę ubranko coraz bardziej przestraszonej dziewczynki i pokazuje jej mamie, jak powinna ją trzymać, jak unieruchomić, żeby nie przeszkodziła w “zabiegu”.
A potem jest tylko szarpanina, i płacz, i krzyk bólu, i krew, która barwi skały na czerwono.
I sępy unoszące się wysoko w górze.

 

Kwiaty pustyni

To jest jedna z najbardziej dramatycznych, najbardziej poruszających scen, jakie kiedykolwiek widziałam w filmie. Jedna z tych, których nie da się oglądać bez łez. Za każdym razem, kiedy oglądam “Kwiat Pustyni”, wstrząsa mną tak samo.
“Usuwa się łechtaczkę, wycina się wargi sromowe mniejsze i większe, zaszywa się ranę. Po genitaliach zostają jedynie blizny” – mówi spokojnym, chociaż drżącym głosem dziewczyna, somalijska modelka Waris Dirie. Która zdecydowała się opowiedzieć swoją dramatyczną historię z nadzieją, że uda jej się ocalić inne dziewczynki przed takim samym losem.

Zgodnie z szacunkami UNICEF zabiegowi wycinanie zewnętrznych narządów płciowych poddawane jest 3 miliony dziewcząt rocznie.

3 MILIONY!!!

Ponad 8000 dziennie.

Przeliczcie to sobie dobrze. Co minutę średnio 5 dziewczynek na świecie pada ofiarą barbarzyńskiego zabiegu, który wiele z nich doprowadza to śmierci z powodu powikłań, a wszystkie skazuje na życie w bólu przez długie lata. Czasem i na zawsze.

 

Kwiat pustyni

“Moja matka zrobiła to, co zrobiła, bo była przekonana, że to dla mnie najlepsze. Taka jest tradycja, kultura, wiara. (…) Ten zwyczaj jest głęboko zakorzeniony. Nie krytykuję religii, tylko straszną tradycję. Matka myśli: Jeśli nie obrzezam córki, ona nigdy nie znajdzie męża. I idzie z nią pewnego dnia na skraj wioski. Być może nawet z bolącym sercem. Ale idzie” – opowiada Waris Dirie, a mi serce pęka na milion kawałków.

Nie mieści mi się to w głowie, że w XXI wieku kobiety dalej przeżywają taką gehennę w imię tradycji, zabobonu, czy jakiejś skrzywionej wizji świata.

Jako mama dwóch córeczek po prostu nie potrafię pojąć, że można zrobić coś takiego swojemu dziecku. Zwłaszcza samemu doświadczywszy tego koszmaru.

Jako człowiek po prostu nie ogarniam, że mężczyźni są w stanie w taki sposób krzywdzić kobiety i jeszcze przekonywać, że robią to dla ich dobra Bo – twierdzą! – ustabilizuje to ich libido. Bo zrównoważy ich psychikę. Bo – pozbawiając przyjemności ze współżycia – zniechęci je do cudzołóstwa. Bo zwiększy ich atrakcyjność w oczach męża… Czy są jakieś granice takiej hipokryzji?

 

Czy tylko pustyni?

Myślicie pewnie, że to wszystko się dzieje gdzieś na drugim końcu świata, gdzie bieda i ciemnota, a zamiast do lekarza chodzi się do znachora. A ja powiem wam tylko, że według szacunków UNICEF, aż jedna na pięć dziewcząt została okaleczona przez osobę przeszkoloną w zakresie opieki medycznej. I że – według brytyjskiego “Daily Mail” – co roku W LONDYNIE takiemu zabiegowi poddaje się sześć tysięcy młodych kobiet i dziewczynek, a w całej Wielkiej Brytanii – około 22 tysięcy.

 

Dziś

Dziś jest Międzynarodowy Dzień Zerowej Tolerancji dla Okaleczania Żeńskich Narządów Płciowych. Wiedzieliście o tym? Ja dowiedziałam się niedawno. I przeraziła mnie sama myśl, że taki dzień JEST potrzebny.
Kiedy powiedziałam znajomej, że planuję o tym tutaj napisać, powiedziała mi: “po co ci to? ani to pozytywne, ani parentingowe”. I to mnie bardzo poruszyło.
Po nic MI to. Bo nie o mnie w tym wszystkim chodzi.

Najwygodniej jest milczeć i nie zauważać problemu. Odsunąć go gdzieś poza granice swojego spokojnego świata.
Ale ja mocno wierzę, że im więcej mówi i pisze się o tym procederze, im bardziej podkreśla się jego barbarzyństwo, im więcej wsparcia dostają organizacje z nim walczące oraz kobiety, które padły jego ofiarami, tym większa szansa, że coś się zmieni.

I że może coraz mniej będzie tych dziewczynek, które pewnego dnia wyprowadzane są na pustynię.

 

Może Ci się też spodobać ten wpis:

Toksyczny związek. A my się na to godzimy?

 

 

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj