Laktoterror! A może raczej matkoterror?

with 18 komentarzy

Laktoterror, karmienie piersią

Jeśli by stworzyć listę tematów najbardziej konfliktogennych w macierzyńskim świecie, to w bezwzględnej czołówce znalazłoby się karmienie piersią. Wystarczy na dowolnej mamusiowej grupie zacząć rozmowę na ten temat, żeby po chwili zaczęły się przepychanki, wyzywanie od złych matek, idiotek, egoistek, ekoświrusek, laktoterrorystek.  Paradoks taki.  Coś, co wydaje się najbardziej naturalną czynnością w relacjach matka-dziecko, nagle zaczyna budzić kontrowersje. Czy rzeczywiście w naszych czasach panuje laktoterror?

 

Łatwa dostępność mleka modyfikowanego i jego szeroko zakrojona reklama, sprawiają, że młode kobiety już na starcie zastanawiają się, jaki rodzaj karmienia wybrać. To, co kiedyś było wyjściem awaryjnym, dziś uzyskuje status pełnoprawnej alternatywy. Sama jestem tu dobrym przykładem. W pierwszej ciąży zakładałam, że będę karmić piersią tylko sześć miesięcy (wtedy było to dla mnie „AŻ sześć miesięcy”). Bo autentycznie uwierzyłam, że mleko modyfikowane następne zapewni mojemu maluchowi to, czego ja sama nie mogę mu dać. Wiecie, te wszystkie żelaza, kwasy i wszystkie inne cuda na kiju, które zmienią moje dziecko w geniusza.

Na szczęście mój mały ssak nie miał ochoty na zakończenie naszej mlecznej drogi, a ja sama w międzyczasie zdążyłam się dokształcić. Dowiedzieć się, że sztuczna mieszanka jest produktem stworzonym jako produkt zastępczy dla tych dzieci, które z jakiegoś powodu nie mogą być karmione mlekiem matki. Substytut nie ekwiwalent. Takie są suche fakty. Mleko mamy jest lepsze od nawet najlepszego mleka modyfikowanego.

 

Gównoburza… czas… start!

Zwykle po takim zdaniu zaczyna się burza. Kobiety, które z takich czy innych powodów piersią nie karmiły czy nie karmią, złoszczą się, że uważa się je za gorsze matki. Tym, którym karmienie piersią nie wyszło mimo wielki starań, jest zwyczajnie przykro i często mają poczucie porażki, z którym trudno sobie poradzić. Krytyczne uwagi o karmieniu sztucznym odbierają jako atak na siebie same i na swoje macierzyństwo. Słyszą „mleko sztuczne jest gorsze niż mleko matki”, a rozumieją „Ty jesteś gorsza niż mama karmiąca piersią”. To boli, to musi boleć. I zachęca do kontrataku pod hasłem “laktoterror to złoooooooo”.

Drogie mamy NIE karmiące piersią, ja Was naprawdę rozumiem. Szanuję Wasze decyzje, jakiekolwiek by one nie były. Nic mi do nich. Nie wiem, dlaczego zrezygnowałyście z kp i nie oczekuję tłumaczeń. Wiem, że Wasze sukcesy laktacyjne mogą być zupełnie inne od moich. Wiem, że kp może się nie udać z mnóstwa powodów, często mimo starań i nie z Waszej winy. Uważam, że macie prawo same zdecydować. Że nie musicie się nikomu tłumaczyć. Że nikt nie może Was zmuszać do działania wbrew sobie. Ale może i Wy postarajcie się zrozumieć, że stwierdzenie przewagi mleka kobiecego nad mlekiem modyfikowanym to nie zamach na Was i Waszą wolność, to nie żaden laktoterror, tylko fakt potwierdzony naukowo. A propagowanie kp to nie atak na Wasze prawo do samostanowienia, ale wyraz troski o dzieci. Także Wasze dzieci.

 

“Laktoterror” w statystykach

Kiedy słyszę hasło “terror laktacyjny” w odniesieniu do sytuacji w Polsce, to chce mi się śmiać, choć jest to śmiech przez łzy. Nie przeczę, są kobiety, które mają w tym zakresie przykre doświadczenia szpitalne. Wiemy wszyscy, że część personelu szpitalnego ma braki w zakresie wiedzy laktacyjnej, a i z poziomem empatii bywa różnie. Ale osobiste, jednostkowe doświadczenie a szeroka perspektywa to dwie oddzielne kwestie.

Zalecenia WHO są jasne – 6 miesięcy wyłącznego kp, a dalej – wraz z rozszerzeniem diety – kontynuacja kp do drugiego roku życia i dłużej, jeśli dziecko i mama mają na to ochotę. Takie jest żywienie najlepsze dla dziecka zgodnie z naukową wiedzą na dziś. Tymczasem w Polsce – w tym kraju prowadzącym rzekomo laktoterror – mamy karmiące piersią dłużej niż 6 miesięcy, już nie mówiąc o dzieciach rocznych czy dwulatkach, są w znacznej mniejszości. Według raportu dotyczącego Karmienia Piersią w Polsce 2015 KLIK  wyniki podane przez GUS w 2014 roku (zebrane od lekarzy POZ, populacja 360 195 dzieci urodzonych w 2013 roku) są następujące:
w 6 tygodniu piersią karmi 46%  mam
w 2-6 mc piersią karmi 42%  mam
w 9 mc piersią karmi 17 % mam
w 12 mc piersią karmi 11,9 % mam
Co ważne – grupa ta nie obejmuje tylko dzieci karmionych wyłącznie piersią, ale także te dokarmiane mieszanką!

Dla dzieci karmionych wyłącznie piersią dysponujemy jedynie badaniami lokalnymi. Wynika z nich, że w 6 miesiącu karmionych wyłącznie piersią jest tylko 3,7%!  Nieco lepiej sytuacja wygląda w rejonach, gdzie prowadzone były specjalne programy promujące karmienie piersią. W kujawsko-pomorskim w 6 mc – 14% dzieci karmionych wyłącznie piersią  a w Gdańsku – 33%.
Czy te dane, suche liczby, nie robią na Was wrażenia? Na mnie robią…

 

Doświadczenie osobiste vs twarde dane

Przykro mi, że niektóre kobiety mają trudne doświadczenia szpitalne. Ale jednostkowe doświadczenie nie musi oddawać sytuacji rzeczywistej. A badania dowodzą, że w szpitalach nagminnie dokarmia się dzieci, które tego nie potrzebują. Nagminnie podaje się mieszankę bez pytania o zgodę mam, a czasem nawet wbrew ich woli. Nagminnie brakuje solidnej i darmowej porady laktacyjnej. To ma być laktoterror?

Chociaż ponad 90% mam podejmuje karmienie piersią i deklaruje chęć jego kontynuowania, to średnia jego długość wynosi 4,8 miesiąca. A najwięcej matek rezygnuje z karmienia już w 2-3 miesiącu. Bo choć podanie raz czy dwa mleka modyfikowanego w szpitalu wydawać się może nieznaczącym epizodem, to badania pokazują, że ma ogromne znaczenie dla laktacyjnej przyszłości maluszka. Pisała o tym Hafija KLIKpodawanie dzieciom mieszanki zwiększa dwukrotnie ryzyko tego, że dziecko nie będzie karmione wyłącznie piersią między 30-60 dniem życia oraz trzykrotnie zwiększa ryzyko tego, że dziecko przestanie być karmione piersią przed 60 dniem życia.

Każde dokarmienie dziecka może okazać się problematyczne. Początek laktacyjnej drogi jest bardzo ważny i łatwo go zakłócić. W rozbujaniu laktacji maluch bierze czynny udział. A to, co odbieramy często jako wiszenie na piersi „wygłodzonego” noworodka, jest jego sposobem na zaprogramowanie fabryki produkującej mleko i zasygnalizowanie swoich potrzeb. Jeśli na tym etapie damy dziecku butelkę, jest spora szansa, że organizm mamy nie otrzyma właściwych sygnałów. A w dodatku dziecko może sobie wyrobić nieodpowiednie nawyki (picie mleka z butelki to zupełnie inny mechanizm niż ssanie sutka).

 

Świadomy wybór

Każda z nas ma swój rozum i każda może podejmować decyzje. Ważne jest jednak, aby te decyzje były świadome i bazowały na rzetelnej wiedzy. Bo czasem to, co wydaje nam się dobrym rozwiązaniem, może być zagrożeniem, z którego nie zdajemy sobie sprawy.

Moja starsza córka też była w szpitalu dokarmiona mlekiem sztucznym, bo NIE wiedziałam, że jej „wiszenie na piesi” to normalna rzecz. Że szukanie piersi nie musi wynikać z głodu. A w pierwszych dniach dziecku wystarczy ilość mleka, która nam wydaje się zaledwie kilkoma kroplami. Jasne, to mój błąd, bo mogłam się wcześniej dokształcić. A nie wiedziałam. I żałuję, że nikt mi nie powiedział. Z zamiast tego po prostu dał dziecku butelkę. Rolą personelu medycznego zajmującego się noworodkami i ich mamami jest pomoc i uświadomienie kobietom tych nieoczywistych zagrożeń. Zawsze jednak w taki sposób, żeby promocja karmienia naturalnego nie była odbierana jako laktoterror.

 

Matka matce wilkiem

Jak możesz dawać dziecku proszek zamiast piersi, Ty egoistko leniwa! – przykro jest usłyszeć takie zdania. Ale tak samo przykro jest, kiedy ktoś ci mówi: Pokarm masz za chudy, butelkę daj, co dziecko głodzisz!, To ty dalej karmisz? Takie duże dziecko karmić to jakieś chore jest. No i te cycki wywalać tak ostentacyjnie na ulicy, kto to widział.

Ale nie o samo karmienie piersią tu chodzi, znacznie więcej można by dodać. Nie noś, bo się przyzwyczai. Nie odkładaj, boś zimna suka. W chustę źle motasz, w wózku źle wozisz. Do żłobka dziecko oddałaś, serca nie masz. Ale jak to po roku dalej w domu siedzisz, męczennica jesteś! Ale jak to znieczulenie? Przecież ma boleć! Nie wiesz, co to poród prawdziwy. Ale i tak dobrze, że nie cesarka, bo wiadomo, że to już w ogóle nie poród. A najlepiej to z delfinami rodzić na końcu tęczy.

Nie chcę tu generalizować, bo przecież są i pozytywne wyjątki, ale my, matki, jesteśmy dla siebie okropne. Zamiast solidarności, zrozumienia i wsparcia wieczne spory, krytyka i ataki. A swój grosik dokładają do tego i inni, samozwańczy eksperci od dzieci. Którzy zawsze wiedzą lepiej. I zawsze się swoją wiedzą podzielą, choćbyś ich o zdanie nie pytał. Choćbyś im jasno powiedział, że cię ich zdanie nie interesuje.

I tak sobie myślę, że kiedy sąsiadka ci powie, że co z ciebie za matka, co karmić piersią nie chce, to nie jest wcale terror laktacyjny. Bo ta sama sąsiadka powie mi za chwilę, że kto to widział tak długo karmić. A tej z trzeciego piętra każe zawiązać czerwoną kokardkę na wózku, żeby jej dziecka ktoś nie zauroczył. A tamtej z dołu się dostanie, bo maluch bez czapki, choć trzydzieści stopni na dworze…

 

Czy laktoterror istnieje?

Tak naprawdę, to nie jest żaden laktoterror. To raczej matkoterror. Jakaś chora fala okołomacierzyńskiego hejtu, braku zrozumienia i szacunku dla wyborów innej kobiety, innej mamy. To pokłosie postawy pod hasłem “ja wiem najlepiej i zaraz cię oświecę”. To z niej rodzą się te wszystkie awantury i spory, które utrudniają i tak już trudne zadanie, jakim jest urodzenie i wychowywanie małego człowieka.

Kiedy rodzisz dziecko, nagle wszyscy – rzekomo w trosce o nowego członka społeczeństwa –  czują, że mają prawo Cię oceniać, podpowiadać, doradzać. Decydować za Ciebie. Krytykować tam, gdzie pozwolisz sobie mieć własne, odmienne zdanie. Grać Ci na nerwach, które i tak masz w strzępach po paśmie nieprzespanych nocy i kolek. Wymądrzać się i serwować wiedzę często nieaktualną już dwadzieścia lat temu. Dla dobra Twojego i Twojego dziecka, a tak naprawdę dla poprawy własnego samopoczucia. A prawda jest prosta –  wszystkim nam przydałoby się więcej tolerancji, taktu i nie wciskania nosa w nie swoje sprawy. Tylko tyle i aż tyle.

 

Może Ci się też spodobać:

Karmienie piersią nie czyni Cię lepszą matką. Ani gorszą.

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

 

18 Responses

  1. Aneta S.
    | Odpowiedz

    Ja staram się nigdy nie wchodzić w takie dyskusje. Osobiście nie wyobrażam sobie nie karmić piersią,ale wiem,że są różne sytuacje. Starszego synka karmiłam 2 lata. Młodszy ma 1,5 roku i dalej na piersi.

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Dobrze by było, gdyby wszystkie mamy były takie tolerancyjne 🙂

  2. Marlena
    | Odpowiedz

    Gdy bylam w ciąży, dla mnie to bylo naturalne, że będę karmila piersią.Niestety,nie przewidziałam, że synek urodzi się za wcześnie,będzie miał problemy ze ssaniem piersi, w których i tak tego pokarmu nie było.Denerwowaly mnie szczególnie położne które próbowały wymusić laktacje i ciągle krytykowaly.Dziecko musialo coś jeść wiec musialam podawać mm.W domu już nie czułam takiego stresu. Nie czułam się gorsza od matek karmiących naturalnie.W szpitalu tylko odliczałam dni do powrotu do domu.

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Twoja historia tylko potwierdza, że brak jest w szpitalach profesjonalnego wsparcia laktacyjnego, a personelowi czasem (często?) brakuje empatii. To smutne, zwłaszcza że na takich oddziałach wsparcie i zrozumienie jest bardzo potrzebne.

  3. JustynaH
    | Odpowiedz

    Coraz bardziej utwierdzasz mnie w przekonaniu ze jestem szczesciara I czas niemowlecy mi I poli uplynal Bez wiekszych klopotow I zatargow z otoczeniem😂 Pole raz dokarmila pielegniarka pare godzin PO porodzie nie z butelki ale z kubeczka I naprawde chciala dobrze. Uwazala ze PO znacznej transfuzji powinnam odpoczac a nie zniechecac sie do kp przez to ze dziecko mi pol nocy na piersi wisi. Nie zaklocilo to w zaden sposob naszej przygody z karmieniem. Pola ssala mleko do 16 mc potem PO prostu przestala-Sama. W miedzyczasie nikt mi nie proponowal mm, nikt nie mowil ze za krotko/dlugo/nieprawidlowo itd Karmie. Nikogo nie razilo publiczne karmienie a lekarzy I polozna jedynie interesowalo ze mala prawidlowo przybiera ma wadze. Nie wiem czy jestem wiec taka szczesciara, czy kwestia innego kraju I swiatopogladu, czy jestem PO prostu osoba ktorej inni boja sie zwrocic uwage😂 Jednak ciesze sie ze moje piersi I moje decyzje mogly Byc tylko moje I poli

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Cieszę się bardzo, że miałaś tyle szczęścia i mogłyście bezstresowo karmić się z Polą! Może to rzeczywiście też kwestia innego kraju i innych standardów.

  4. Izabela
    | Odpowiedz

    Wiele też zależy od tego, czy dziecko chce pić mleko matki. Ja podobno jak byłam malutka, to niezbyt chciałam.

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Jeśli dziecko nie chce, to warto się zastanowić, jakie są tego przyczyny (choćby krótkie wędzidełko). I tutaj pomoc doradcy laktacyjnego może zdziałać cuda 🙂

  5. pożeram strony
    | Odpowiedz

    Uważam, że to chore że matki oceniają inne matki. Macierzyństwo opiera się na instynkcie i nikt nie powinien oceniać, ani tego czy mama daje dziecku smoczek, czy karmi piersią i czy śpi razem z maleństwem w łóżku. Niestety baby to baby:D

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Tak się zastanawiam, czy to wzajemne ocenianie nie bierze się przypadkiem z potrzeby przekonania samej siebie, że się jest dobrą matką.

  6. Ja powiem tak… Pierwszego syna-wczesniaka po bardzo , bardzo trudnych początkach karmienia(prawie miesiąc siedzenia z laktatorem lub maluchem przy piersi) karmiłam ponad 2 lata i jeszcze Mały nie miał ochoty kończyć. Natomiast drugi syn miał dużo łatwiejsze początki, ale sam absolutnie odmówił jedzenia z piersi gdy skończył pół roku. Trudno było mi się z tym pogodzić, ale cóż…

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Nie ma jednego właściwego wzorca zachowań u dzieci i mam. Właśnie dlatego generalizowanie i ocenianie decyzji matek jest takie krzywdzące. To, że ktoś podejmuje inne decyzje niż ja, nie znaczy, że jego są złe.

  7. Sylwia
    | Odpowiedz

    Omijam takie dyskusje z daleka. Podobnie jak Ty daje matkom prawo wyboru, co nie oznacza, że sama nie mam wyrobionego zdania na ten temat. Ale nie uczciwe jest ocenianie innych nie znając ich sytuacji. Zakładam, że matka najlepiej wie co jest dobre dla jej dziecka, więc pozwólmy każdemu decydować za siebie 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Dokładnie tak! Nigdy nie znamy całej sytuacji i wszystkich powodów decyzji innych, więc ocenianie jest zwyczajnie niesprawiedliwe. Zresztą to po prostu nie nasza sprawa 🙂

  8. Będę młodą mamą i jeszcze dziecieczek był malusieńką fasolinką a zadawali my pytania jak karmić zamierzam. Od tych wszystkich artykułów można dostać ocząpląsu i dziękuję Tobie za ową wypowiedz, która mam nadzieję nakieruję jaką powinnam podjąć decyzję. 🙂

    • pozytywnydom
      | Odpowiedz

      Jakakolwiek by ona nie była, ważne żeby była podjęta świadomie po prostu 🙂
      I nie ma się co przejmować opiniami innych@

  9. Edyta
    | Odpowiedz

    Uważam, że we wszystkim powinno się zachować zdrowy rozsądek. Bo na wiele rzeczy jest po prostu moda. Ja karmię piersią, już 19 miesiąc. Ale jeśli jakaś kobieta ma z tym opory, to nie mówię jej, że jest gorsza. W końcu w tym wszystkim chodzi też o komfort. Jaki pożytek z karmienia jest wtedy, gdy matka dostaje kociokwiku przy każdym kolejnym karmieniu? Nie ma się co czarować. Przy dzieciach i tak jest cała masa spraw i emocji, które są nie do ogarnięcia na już. Więc nie ma sensu sobie serwować dodatkowej porcji frustracji w zmuszaniu. Jak napisałaś – więcej tolerancji.

  10. Bardzo fajnie wytłumaczyłaś mamom, które zdanie “mleko matki jest lepsze dla dziecka niż mm” widzą jakiś głębszy poddtekst, czy atak przeciwko nim. Jeśli w Polsce jak laktatoterroryzm to tylko dlatego, by zrównoważyć terror butelki. Bo w szpitalu owszem, dla położnych oczywistością jest że matki podejmą się karmienia piersią, ale też na prawo i lewo częstują dziecko mlekiem. Tam gdzie rodziłam butelki z gotowym mlekiem były rozdawane matkom bez pytania o powód.

Skomentuj