Łamanie dzieci to nie adaptacja przedszkolna!

with Brak komentarzy

adaptacja przedszkolnaO adaptacji przedszkolnej napisano już tomy. O tym, jak dziecku pomóc, jak wspierać, jak ułatwić początek. O tym, czym adaptacja jest i jak powinna wyglądać. A ja chciałbym dziś kilka zdań o tym, czym adaptacja przedszkolna na pewno nie jest. I co nie powinno mieć miejsca. O łamaniu dzieci.

 

Pytania…

„Hej mamusie! Moja córeczka ma 4 lata i poszła od września do przedszkola. Niestety niezbyt jej się spodobało. Rozstaje się ze mną w wielkim płaczu, czepia się mojej nogi, nie chce zostać. Kiedy ją odbieram po 5 godzinach, jest nadal zapłakana i smutna. Według relacji Pani przedszkolanki, czas spędza płacząc lub siedząc na dywanie. Nie chce się bawić z dziećmi, nie chce brać udziału w zajęciach. Co robić?”

„Hej dziewczyny! Mój synek ma trzy lata i w tym roku zadebiutował w przedszkolu. Adaptacja trwała dwa tygodnie, zostawał sam po dwie-trzy godziny. Nic to jednak nie dało, bo nadal nie chce chodzić do przedszkola. Zasypia z płaczem już dzień wcześniej, płacze po przebudzeniu i w drodze do przedszkola. Wymyśla, ze boli go głowa albo brzuch, ale jak zostanie w domu, to od razu mu przechodzi. Co ja mam robić?”

Od kilku dni regularnie trafiam na grupach dla mam na takie posty. I włos mi się jeży na głowie. Nie od postów samych, ale od odpowiedzi, jakie można pod nimi przeczytać.

 

… i odpowiedzi

„Wszystkie dzieci tak mają na początku, przyzwyczai się.”

„Tak to niestety wygląda na początku, ale z czasem mu przejdzie. Musisz być twarda i nie ulegać.”

„Dzieci tak robią, żeby wymusić zostanie w domu. Nie poddawaj się. Może niech go do przedszkola zaprowadza tata, babcia albo jakiś znajomy, z którym nie jest aż tak mocno związany jak z Tobą?”

„Nie ulegaj. Moja tak płakała przez 4 miesiące, ale w końcu jej przeszło. Teraz wprawdzie nie kocha przedszkola jakoś wybitnie, ale idzie bez marudzenia”.

I naprawdę chce mi się płakać. Chce mi się płakać na myśl, że są dzieci, którym rodzice – przecież nie ze złej woli – serwują takie przejścia już na starcie ich dziecięcego życia. Że zostają w świecie, który jest im obcy, którego się boją, w którym nie mają żadnej bliskiej osoby, i w płaczu spędzają kolejne godziny, żeby doczekać się powrotu mamy.

Że przez dni, tygodnie, miesiące się je łamie, żeby dopasowały się do naszych, dorosłych, wymagań, oczekiwań i planów. Nie biorąc pod uwagę ich potrzeb, ich możliwości i ich uczuć. A one płaczą, krzyczą, awanturują się. Dramatycznie do bólu wołają o pomoc. Aż w końcu pękają i cichną. Bo po co płakać, skoro nikogo to nie obchodzi?

 

Adaptacja przedszkolna czyli trudne początki

Nie zrozumcie mnie źle. Ja wiem dobrze, że początki przedszkolne bywają trudne. Przechodziłam to już raz (a nawet dwa razy…) ze starszą córką, przechodzę to obecnie z młodszą. I rozumiem dobrze, że czymś naturalnym jest obawa dziecka przed nowym miejscem, trudności z rozstaniem z mamą, smutek i tęsknota. Że normalne są nawet te łzy, które cierpliwie ocieram w szatni. I ta potrzeba setnego przytulasa przed rozstaniem,

Ale nikt mnie nie przekona, że to normalne, że dziecko przez kilka godzin płacze nieukojone albo siedzi samotne i smutne na przedszkolnym dywanie. Nikt nie mnie przekona, że to normalne, że dziecko płacze już na kilka godzin przed wyjściem do przedszkola, ani że boi się przedszkola tak bardzo, że przekłada się to na fizyczne dolegliwości.

To nie jest normalne. To nie jest powszechne. To nie musi tak być.

 

Czas pytań

Bo owszem, mnóstwo dzieci płacze przy rozstaniu, ale zwykle po chwili znajdują ukojenie w ramionach przedszkolnej „cioci”. Mnóstwo dzieci wchodzi do sali z obawami, ale po wyjściu rodzica wpadają w rytm zabaw i miło spędzają czas. Mnóstwo dzieci ma problem z odnalezieniem się w grupie, ale większość przy mądrym wsparciu nauczycieli potrafi – szybciej lub wolniej – nawiązać relacje i dobrze się bawić z przyjaciółmi.

Jeśli Twoje dziecko, mimo upływu kolejnych dni, mimo kolejnych prób wsparcia, mimo poszukiwania rozwiązań, nadal rozpaczliwie broni się przed przedszkolem, to nadszedł czas, żeby zadać sobie kilka pytań.

Czy to na pewno właściwe miejsce dla mojego dziecka?

Czy to na pewno właściwi opiekunowie dla mojego dziecka?

Czy to na pewno właściwy czas dla mojego dziecka?

Czy ono naprawdę MUSI do przedszkola (i właśnie tego przedszkola) chodzić?

 

Czas odpowiedzi

Nie jest czasem łatwo odpowiedzieć sobie na te pytania. Nie jest czasem łatwo być szczerym ze sobą samym. Ale warto to zrobić dla swojego dziecka i własnej relacji z nim. Bo tak, to prawda – niestety prawda – że każde dziecko się w końcu złamie. Tylko czy naprawdę tego chcemy? Złamać je? Czy tak się buduje relacje? Czy tak się traktuje kogoś, kogo się kocha?

I tak, to też prawda, że czasem zwyczajnie nie ma wyjścia. Że inne przedszkole nie istnieje, albo nas na nie nie stać. Że nie można rzucić czy zmienić pracy. Że nie da się utrzymać z jednej pensji. I wtedy pozostaje nam tylko dziecko wspierać najbardziej, jak się da. Negocjować z nauczycielami, szukać wsparcia w przedszkolu i u specjalistów, dawać tyle miłości i empatii, ile to możliwe.

Ale najpierw warto jednak się zastanowić, czy nie da się naprawdę. Czy to rzeczywisty brak możliwości, czy raczej dziwne jakieś przekonanie, że każde dziecko do przedszkola musi chodzić. Że nie ma co wydziwiać. Że to wstyd zrezygnować. Bo to żaden wstyd.

 

Adaptacja przedszkolna czy falstart?

Choć niektórzy rodzice nie chcę tego przyjąć do wiadomości, czasem adaptacja przedszkolna – nawet ta najuważniejsza i najdłuższa – nie przynosi rezultatu. Czasem to nie jest właściwe miejsce, to nie jest właściwy nauczyciel, to nie jest właściwy czas.

Czasem dziecko zwyczajnie nie jest gotowe.

I nie jest żadnym wstydem zrobienie kroku w tył. Przyznanie, że to jeszcze za szybko, że to jeszcze niewłaściwy moment. To nie wstyd, a odwaga właśnie – pójść za swoim dzieckiem, wsłuchać się w potrzeby swojej rodziny, przyznać, że decyzja o pójściu do przedszkola nam nie służy. I zdecydować mądrze. Dla dziecka i dla siebie.

 

Łamanie dzieci to nie adaptacja przedszkolna. Nie róbmy tego naszym dzieciom!

 

 

Może Ci się też spodobać:

Adaptacja w przedszkolu – 5 zdań, którymi nie pomożesz dziecku

____________________________________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, skomentuj go, polub lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani! A dla mnie to ważny sygnał, że zmierzam w dobrym kierunku.

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK), zajrzyj na Instagram (KLIK) albo zapisz się na Pozytywny Newsletter  (KLIK)!

Skomentuj