Lustro. Odważysz się w nie spojrzeć?

with 1 komentarz

lustroBycie mamą, bycie rodzicem to doświadczenie ekstremalne. Z wielu powodów. Bo stajesz się odpowiedzialny za inne życie. Bo uczysz się, że sen jest w zasadzie zbędnym luksusem. Bo odkrywasz sto rodzajów plam, których twoja pralka nie potrafi sprać. Oraz dlatego, może przede wszystkim dlatego, że nagle widzisz siebie w zupełnie nowym świetle – w bezlitosnym dziecięcym lustrze. I to nie zawsze jest przyjemny widok.

 

To jest coś, co zaczyna się bardzo szybko, choć może na początku jeszcze tego nie widzisz, jeszcze tego nie czujesz. A potem bum. Skąd on zna TAKIE słowa? Skąd mu coś TAKIEGO przyszło do głowy? Skąd u niego TAKIE reakcje? Chciało by się powiedzieć, że to przez innych. Że to przedszkole, sąsiedzi, wujek Stefan ze Szczecina. Brutalna prawda jest taka, że to jednak często, może nawet najczęściej my. Nasze małe gesty, nieuważnie rzucone zdania i opinie, niekontrolowane wybuchy emocji, nie do końca przemyślane metody wychowawcze.

 

Wydaje nam się

Wydaje nam się, że dzieci tego nie widzą, nie słyszą, nie czują. Naiwnie zakładamy, że ograniczą się do tej oficjalnej wizji rodziców – do tych poprawnych, spokojnych, poukładanych wersji nas takich, jakimi chcielibyśmy być. Ale to tak nie działa. Bo potem wybuchamy. Bo potem krzyczymy. Bo potajemnie podjadamy czekoladę. Bo zamiast czytać książkę, zasiadamy przed telewizorem i gapimy się na jakieś „Trudne sprawy”. Bo o sąsiadce z trzeciego piętra mówimy, że jest głupią pindą. Bo robimy cały szereg rzeczy, z którym nie jesteśmy wcale dumni, a nasze pociechy… no cóż… robią to samo!

Pół biedy, jeśli powielają nasze powiedzonka czy typowe gesty. Odgarniają grzywkę znajomym gestem, małe paznokcie pomalują mazakami na kolor identyczny jak lakier na naszych tipsach albo na wylaną na podłogę wodę zareagują okrzykiem „o sweet lord!”. Gorzej jednak, jeśli powiedzą sąsiadce, tej z trzeciego piętra właśnie, że ma niewyjściową twarz, cukierki w markecie wsadzą w kieszeń bez płacenia albo w tramwaju rzucą seksistowskim komentarzem usłyszanym od tatusia… Bo wtedy szok i niedowierzanie. Wtedy konsternacja i zakłopotanie. Bo wtedy wstyd. Przed sąsiadką, przed dzieckiem. Przed samym sobą?

 

Ale zdarza się też inaczej

Kiedy na placu zabaw mały człowiek – zamiast brutalnie przepchnąć się do zjeżdżalni – potrafi powiedzieć „przepraszam” i „dziękuję”. Zupełnie jak tata.
Kiedy podzieli się ostatnim ciasteczkiem z koleżanką, żeby sprawić jej przyjemność. Zupełnie jak mama.
Kiedy przybiegnie z bukietem kwiatów dla mamy, żeby sprawić jej przyjemność ot tak, bez okazji. Zupełnie jak tata.
Kiedy przytuli płaczącą siostrę i pocałuje stłuczone kolanko. Zupełnie jak mama.
Kiedy niezgrabnymi rączkami, brudząc przy okazji piętnaście talerzy i osiem noży, przygotowuje śniadanie niespodziankę w postaci kanapek z dżemem. Zupełnie jak tata.
Kiedy, zamiast kręcić i kłamać, odważnie przyzna się do tego, że ten wazon nie rozbił się sam. Zupełnie jak mama.
Kiedy jako jedyny stanie w obronie słabszego kolegi wyśmiewanego przez złośliwych trzecioklasistów. Zupełnie jak tata.

I wtedy to uczucie, którego nie da się opisać. To ciepło wypełniające od koniuszków palców po czubek głowy. Duma. Radość. Że dobra robota, że są efekty. Że warto!

 

Lustro to… lustro!

Lustro w postaci dziecka jest obiektywne. Lustro jest okrutne. :Lustro jest brutalnie szczere. To prawda, którą odkrywasz, kiedy stajesz się rodzicem, a mały człowiek zaczyna odbijać twoje emocje, nawyki, przekonania. Ale dowiadujesz się czegoś jeszcze – to Ty masz wpływ na to, co w lustrze możesz zobaczyć. W codziennym, dorosłym życiu, w pędzie i zabieganiu, często brakuje nam czasu na refleksję nad samym sobą, na zweryfikowanie swoich priorytetów, na krytyczną ocenę własnych zachowań. Płyniemy na fali, naginamy zasady, ulegamy wpływom otoczenia. Niepostrzeżenie zmieniamy się w kogoś innego od naszych założeń i planów, aż pewnego dnia orientujemy się, że może nie do końca jesteśmy tym, kim chcielibyśmy być.

Dzieci zmieniają perspektywę. Dzieci doskonale demaskują każdy fałsz, niekonsekwencję i postawę na pokaz. Nie dają się oszukać. Jak naturalny wykrywacz kłamstw, włączają sygnał alarmowy tam, gdzie czasem chcielibyśmy, żeby milczał.

Ale lustro nie jest winne, że jest lustrem. Można się o to wkurzać, można się wściekać, można utyskiwać na to, że „nic przy nim nie można powiedzieć”, „wszystko widzi”, „najlepiej słyszy to, czego nie powinien”. Że się gówniarz wymądrza i czepia. Ale można też dziecięcą szczerość potraktować jako okazję. Do tego, żeby stawić czoła sobie samemu. Złym nawykom. Pozom pod publiczkę. Własnemu wygodnictwu. Chodzeniu na skróty.

 

Co widzisz?

Rodzicielstwo nie jest proste. Jest poważnym przedsięwzięciem, logistyczną gimnastyką, wyzwaniem nad wyzwania. Ale jest też jedyną w swoim rodzaju szansą, żeby wyleczyć się z oportunizmu, zdobyć się na odwagę i spojrzeć na siebie nieskażonymi oczami dziecka. A potem dojrzewać razem z nim.

A Ty co widzisz w dziecięcym lustrze?

 

_________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

One Response

  1. Ze wszystkim się zgadzam. Choć prawda boli i kole w oczy. Ale… Dobrze, że mam swoje dwa małe lustra… mam szanse zmienić to czy tamto. Bez nich nie widziałabym tych błędów.

Skomentuj