Małe kłamstewka, wielkie kłamstwa

with 8 komentarzy

małe kłamstewka

Dzieci się różnią. Wiekiem, charakterem, usposobieniem, prędkością rozwoju, zainteresowaniami. Wszystkim. Jednocześnie wiele ich łączy. Między innymi to, że znaczna większość z nich jest regularnie i bez oporów okłamywana.

 

Ten chłopiec, który na otwartej lekcji w przedszkolu do ostatniej chwili wyczekuje na przyjście mamy. Przez ramię zerka na drzwi, które się nie otwierają, ciągle nie otwierają. A potem siedzi w kąciku i chlipie. Bo przecież obiecała.

Ta dwulatka, której mama podsuwa pod nos pierś posmarowaną jakimś środkiem przeciw obgryzaniu paznokci. Która zamiast mleka i bliskości, dostaje paskudztwo i rozczarowanie. I nie rozumie, i złości się, i płacze. Ze smutku i z zagubienia.

Ten chłopiec, który nie chce wyjść z placu zabaw, bo przecież tak świetnie się bawi. Który, skuszony obietnicą powrotu po obiedzie, z nową piłką czy ukochanym rowerkiem, zbiera zabawki i żegna się z kolegami. A potem w domu złości się i rozpacza, bo okazuje się, że obietnica była tylko ściemą. I jeszcze słyszy, że nie ma o co płakać. Że przecież nic się nie stało.

 

Wspólny mianownik

Wystarczy rozejrzeć się dookoła, w najbliższym nawet swoim otoczeniu, żeby zaobserwować ciekawy paradoks. Oczekujemy od naszych dzieci mówienia prawdy. Uczymy je, że kłamstwo jest złe, że uczciwość jest cenna i szlachetna. Chcemy, żeby nas nie oszukiwały. Żeby potrafiły przyznać się do błędu, żeby otwarcie mówiły o swoich potrzebach i pragnieniach. Jednocześnie sami nie mamy oporów, żeby regularnie i bez oporów serwować im kłamstwa i półprawdy. Tak po prostu.

 

Bo nam wolno?

Dorabiamy do tego różne teorie. Że to niewinne kłamstewka. Białe kłamstwa. Lekkie naginanie rzeczywistości. W końcu nawet – że to dla ich dobra przecież. Serio? Dla ICH dobra? Naprawdę w to wierzycie?

Brutalna prawda jest taka, że za większością kłamstw, jakie serwujemy dzieciakom, kryje się nasze wygodnictwo. Bo po co się męczyć? Po co silić się na szczerość i zmagać z konsekwencjami? Brać na klatę buzujące emocje wywołane naszymi decyzjami? Po co tłumaczyć, wyjaśniać, przekonywać, namawiać, jak można rzucić magiczne “jak będziesz niegrzeczny, to pan cię zabierze”, “szczepienie nie będzie bolało”, “jak będziesz grzeczny, to kupię ci kucyka” albo “oczywiście, że przyjdę jutro do przedszkola, tylko idź już spać” i załatwić sprawę od ręki. Szybko, łatwo, przyjemnie. Bezproblemowo.

Bezrefleksyjnie.

 

Małe kłamstewka, wielkie kłamstwa

A przecież kłamstwo pozostaje kłamstwem. Niesie za sobą konsekwencje, które – co smutne i bolesne – często spadają na dziecko. Sprawiają, że czuje się oszukane, wymanewrowane, nieszanowane, wystraszone. Że traci do nas zaufanie. Bo to, co dla nas jest małym kłamstewkiem, dla naszego synka czy córki może być naprawdę wielkim kłamstwem.

Jasne, możemy liczyć na to, że to się nie wyda. Że maluch nie zauważy, nie zorientuje się. Że w końcu zapomni. Ale dzieci nie są głupie. Przeciwnie – są mądrzejsze niż czasem nam się wydaje. I zasługują na traktowanie z takim samym szacunkiem, jak dorośli. Więc skoro sami nie lubimy być oszukiwani, skoro sami źle się czujemy, padając ofiarą oszustwa lub manipulacji, dlaczego bez oporów serwujemy takie emocje dzieciom i jeszcze uważamy, że to nic takiego? Dlaczego dziwi nas, jeśli reagują na takie metody buntem, złością albo smutkiem? A potem większym jeszcze oporem i nieufnością.

A przecież kłamstwo pozostaje kłamstwem. Dzieci nie są ślepe i doskonale widzą, jak naginamy rzeczywistość do naszych wyobrażeń i oczekiwań. I uczą się od nas. Manipulować, podkolorowywać, nie dotrzymywać słowa, zatajać swoje prawdziwe motywy. Kłamać po prostu.

 

Kłamstwo i co dalej?

A przecież kłamstwo pozostaje kłamstwem, ale przecież kryje się za nim coś więcej. Nie tylko wygodnictwo, nie tylko manipulacja, ale też problem z otwartym wyrażaniem własnych potrzeb i własnych decyzji. Bo lepiej, bo łatwiej ukryć się za wymówką i posłużyć się pretekstem, niż po prostu powiedzieć prawdę i zmierzyć się z konsekwencjami.

I tak, często zupełnie nieświadomie, przekazujemy naszym dzieciom zaburzone modele komunikacji i relacji społecznych, w których nie mówi się wprost o swoich potrzebach czy oczekiwaniach, ucieka się od skutków swoich decyzji, przerzuca na innych konsekwencje i ciężar emocjonalny własnych wyborów.

Czy naprawdę warto to robić tylko po to, żeby uprościć sobie życie?

 

________________

Spodobał Ci się ten wpis? Myślisz, że może kogoś zaciekawić albo komuś się przydać? Śmiało, polub go lub udostępnij, a wtedy inni też go zobaczą. W Pozytywnym Domu wszyscy goście są mile widziani!

A jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami, polub Pozytywny Dom na Facebooku (KLIK) albo zajrzyj na Instagram (KLIK).

8 Responses

  1. Czarna Skrzynka
    | Odpowiedz

    Największy błąd, jaki popełnianią rodzice wobec dzieci, to przekonanie, że muszą wszystko robić… dla ich dobra! 🙂 Niestety w zdecydowanej większości robią to tylko i wyłącznie dla swojego dobra 😉

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      A najlepiej byłoby znaleźć złoty środek. I pokazać dzieciom, że można się zatroszczyć o dobro każdego członka rodziny z osobna.

  2. Ania
    | Odpowiedz

    trudny temat, ale jakże na czasie

  3. Zwykła Matka
    | Odpowiedz

    Właśnie nam też się zdarzają drobne kłamstwa a dzieci to wychwytują 😀

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Bo dzieci to bystrzaki. Ja się staram bardzo nad tym pracować, żeby właśnie nie kłamać dzieciom wcale. Czasem pokusa jest duża – kiedy wiesz, że małe kłamstewko ułatwi życie, pozwoli uniknąć awantury albo usprawni powrót do domu. Ale ja już widzę, że jednak warto stawiać na szczerość i otwarte komunikowanie potrzeb, choć czasem to wymaga znacznie więcej wysiłku i morza cierpliwości. Na dłuższą metę to się opłaca, bo też dzieci, zamiast kręcić i kombinować, uczą się mówić wprost. Bardzo mnie to cieszy.

  4. Kate
    | Odpowiedz

    Fajny tekst. Gdy my obiecamy coś dziecku to zawsze dotrzymuje obietnic. Nie kłamiemy bo nie lubimy być okłamywani.

    • Ewelina
      | Odpowiedz

      Dokładnie tak. Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe. Prosta zasada. Szkoda tylko, że często dzieci w niej nie uwzględniamy.

  5. Po prostu MAMA
    | Odpowiedz

    Nie nabijam własnego Dziecka w butelkę, nie rzucam pustych obietnic. Staram się negocjować, tłumaczyć, ale nie kłamać Mu.

Skomentuj